***Oczami Megan***
Obudziły
mnie ciepłe promienie słońca, wpadające przez uchylone drzwi balkonu.
Przetarłam leniwie oczy, a następnie podparłam się na łokciach. Niechętnie
wygramoliłam się spod ciepłej kołdry i usiadłam na łóżku. Zabierając z szafki
mój telefon, odczytałam wiadomość od Harrego:
,, O 10 w tej kawiarni
na rogu. Będę czekał na ciebie z chłopakami ;) Do zobaczenia księżniczko x ”
Na samą
treść przeczytanego smsa uśmiechnęłam się. Spoglądnęłam jeszcze na godzinę, a
wtedy oniemiałam. Zostało mi jeszcze jakieś 30 minut na ogarnięcie się, więc
prędko wpadłam do łazienki.
Kiedy już
skończyłam poranne czynności, zbiegłam na dół, złapałam po drodze świeże jabłko
i wyszłam.
Wiatr
rozwiewał moje włosy, a także lekko muskał policzki.. Skrzywiłam się, kiedy
poczułam ból w plecach. Mimo, że próbowałam sobie jakoś poradzić z wczorajszym
wydarzeniem, to nie dawałam rady. No bo przecież to nie jest normalna sytuacja,
kiedy chłopak śledzi cię przez rok, potem porywa, a na końcu.. chce zrobić ci
krzywdę.. Nie potrafię wymazać tego od razu z pamięci, każda rzecz przypomina
mi o tym.. Choćby nawet rana, znajdująca się pod toną pudru… Minęło tylko kilka
godzin od spotkania z Jawaadem..
Pchnęłam
drzwi kawiarenki i wsunęłam się do środka. Przy stoliku zauważyłam już czterech
roześmianych chłopaków, więc szybko do nich podbiegłam.
- Hej –
przywitałam się, a wszyscy pomachali mi.
- Siadaj
koło mnie mała – odezwał się Harry, który szczerzył się odkąd znalazłam się w
tej knajpce.
Zrobiłam to
o co prosił, po czym uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Dobra,
sprawa wygląda tak – zaczął Liam – Wszystko jest już załatwione: jedzenie,
klub, obsługa, muzyka, dj..
- Ja
załatwiłam kamerzystę i fotografa – dokończyłam.
- Świetnie.
No to chyba wszystko jest okay. Widzimy się na imprezie ? – odezwał się Zayn.
-
Zwariowałeś ? – spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- No co ? –
spytał zdezorientowany.
- A prezenty
? – wyszczerzyłam się, a reszta walnęła się ręką w czoło.
- No
przecież. Zapomnieliśmy o najważniejszym – pokręcił głową Tommo.
- No to
zbierać się. Jedziemy na zakupy – pisnęłam, klaskając w dłonie.
- Kobiety –
westchnął Harry, na co uśmiechnęłam się do niego słodko.
***Oczami Nialla***
Obudziłem
się dość wcześnie, bo dochodziło dopiero południe. Przetarłem rękami oczy i
ziewnąłem. Przypomniałem sobie wczorajszy dzień spędzony w dużej mierze z Juls.
Śmiem powiedzieć, że zbliżyliśmy się do siebie.
Wziąłem
telefon i spojrzałem na dzisiejszą datę.
- O kurde –
złapałem się za głowę, po czym napisałem SMS-a:
„Cześć piękna. Wstałaś już?”
Nie musiałem
długo czekać na odpowiedź Rudej.
„ Już dawno. Ale zaraz wybieram się na miasto. Napiszę
później. Xx ‘’
Prześledziłem
literki wyświetlone na ekranie telefonu, po czym rzuciłem go na poduszkę.
- Trzeba
wstać – powiedziałem do siebie.
Udałem się
do kuchni i otworzyłem drzwi lodówki. Stałem tak z 5 minut i stwierdziłem, że
nie ma nic do jedzenia. Musiałem więc pojechać do supermarketu, bo znając życie
nikt inny tyłka nie ruszy. Udałem się do siebie do pokoju, po czym ubrałem
jeansy i podkoszulek. Do tego fullcap, okulary przeciwsłoneczne i mogłem wyjść
z domu. Zabrałem kluczyki i poszedłem odpalić auto. Włączyłem radio, w którym
leciała jakaś piosenka i ruszyłem w kierunku galerii handlowej.
Po 15
minutach byłem na miejscu. Zabrałem z samochodu bluzę. Założyłem na głowę
kaptur i udałem w stronę sklepów. Mijałem miliony butików, zacząwszy od
Chanell, a skończywszy na Louis Vintage. Jednak ja już miałem wyznaczony cel.
Gdy doszedłem na miejsce, przywitała mnie miła ekspedientka, która zaoferowała
swoją pomoc. Powiedziałem o co mi chodzi i że koszt nie gra roli. Poleciła mi
produkt najwyższej jakości. Zapłaciłem sporo kasy, ale było warto, gdyż rzecz
była prześliczna. I wiedziałem, że ktoś jeszcze będzie zachwycony…
Pół godziny
później chodziłem po supermarkecie i pakowałem do wózka produkty.
- Robisz
zapasy na zimę? – usłyszałem za sobą melodyjny głos.
- Na zimę?
To przecież tylko na obiad ! – zaśmiałem się do dziewczyny.
- A tak w
ogóle to hej – Julie podeszła do mnie i cmoknęła w policzek.
- Cześć –
wyszczerzyłem się – A co ty tu robisz? – podrapałem się po głowie.
- Hm.. A co
mogę robić w spożywczaku?
- Haha
dobra, głupie pytanie – wybuchliśmy śmiechem. Popatrzyłem na jej usta, które
ułożyły się w piękny uśmiech. Dziewczyna poprawiła rudą grzywkę, która spadła
na jej twarz. Czemu w zwykłej bluzce i leginsach musiała wyglądać tak świetnie
i seksownie?
- Opowiadaj
jak czuje się Meg – przypomniałem sobie całą wczorajszą akcje.
- W sumie to
nie wiem, bo jak wstałam to jej już nie było. Gdzieś wyparowała, ale znając
życie tylko udaje twardą. Tak naprawdę bardzo ją boli to co wczoraj przeżyła.
Ale szczerze mówiąc to się jej nie dziwie.
- No tak.
Całe szczęście, że w porę zareagowaliśmy… A gdzie później się wybierasz? –
zmieniłem temat.
- Do kiosku
kupić kilka gazet, a później pewnie jakieś porządki w domu zrobię.
- To może
Cię podwiozę? – zaproponowałem, na co dziewczyna skinęła głową.
Podeszliśmy
do kasy i zapłaciliśmy za swoje zakupy. Zanim doszliśmy do samochodu, zrobiłem
sobie kilka zdjęć z fanami i rozdałem parę autografów. Gdy w końcu dotarliśmy
do auta, włożyłem zakupy do bagażnika. Wsiedliśmy do pojazdu i z piskiem opon
ruszyliśmy z parkingu.
- Zatrzymasz
się tutaj? Skoczyłabym jeszcze po gazety – powiedziała, na co zjechałem na bok.
- Zaraz
wracam – rzuciła przez ramię i wyszła z samochodu.
Po chwili
wróciła z masą magazynów. Popatrzyłem z zaskoczeniem na nią, a ona tylko
wzruszyła ramionami.
- Musze być
na czasie. Wiedzieć co i gdzie się dzieje… A no i jak chcesz to masz tu wywiad
z wami – podała mi jedno czasopismo.
- Dzięki.
Jak przyjdę do domu, to na pewno przeczytam te wypociny – zaśmiałem się, na co
dziewczyna uderzyła mnie w ramię. Wiedziała, że tylko się z nią droczę.
- Nie
pozwalaj sobie Nialler ! – wybuchła śmiechem.
Całą drogę
do domu Rudej się wygłupialiśmy. Czułem jakbyśmy byli przyjaciółmi nie od roku,
ale od dzieciństwa. Gdy dojechaliśmy na miejsce, wyłączyłem silnik. Odpiąłem
pasy i popatrzyłem na Julie.
- Juls.
Chciałbym Ci coś dać – zacząłem, na co dziewczyna podniosła jedną brew ku górze
i posłała szeroki uśmiech.
- Ale
najpierw chciałbym Ci złożyć życzenia urodzinowe. Trochę spóźnione no ale… -
zaśmiałem się pod nosem. – Chciałbym Ci życzyć sukcesów zawodowych, aby
spełniły Ci się wszystkie marzenia i abyś znalazła miłość swojego życia –
powiedziałem to patrząc jej prosto w oczy.
Kąciki ust
dziewczyny lekko uniosły się ku górze. Przygryzła swoją dolną wargę, jak to
miała w zwyczaju. Wyglądało to strasznie seksownie. Przypomniała mi się, nasza
najcudowniejsza noc… Nawet nie wiecie jak chciałbym, znów być tak blisko niej…
Ale nie
ukrywam zjebałem to wszystko i nic na to nie mogę już poradzić.
- Dziękuje
Ci bardzo Niall – odpowiedziała.
- Ale to nie
koniec – rzekłem i wyciągnąłem z kieszeni kurtki czerwone pudełeczko ozdobione
kokardką. – Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
Dziewczyna
wzięła do ręki pakunek i delikatnie je otworzyła. Gdy zobaczyła bransoletkę w
jej oczach zaświeciły się iskierki.
Zasłoniła usta ręką i nie mogła wydusić
żadnego słowa. Popatrzyła w końcu na mnie ze łzami wzruszenia.
- O matko.
Niall… To… To… To jest prześliczne. Dziękuję – pocałowała mnie w policzek, po
czym wtuliła się we mnie. Poczułem woń jej jaśminowych perfum.
- Nie ma za
co piękna – wyszeptałem jej do ucha.
Oderwaliśmy
się od siebie.
- Ale nie
musiałeś kupować mi prezentu. To jest przepiękne, ale nie mogę tego przyjąć.
Pewnie kosztowała majątek.
- Proszę
Cię. Zasłużyłaś na nią. A zwrotów nie przyjmuje – zaśmiałem się.
Dziewczyna
przyjrzała się bliżej bransoletce i dostrzegła pewien napis na wewnętrznej
stronie. Był to napis „forever”.
- Jeszcze
raz dziękuję – wyszeptała.
Nasze twarze
powoli zaczęły się do siebie przybliżać, aż w końcu dzieliły je milimetry.
Popatrzyłem na jej usta, a później prosto w oczy. Czułem jej przyśpieszony
oddech. Już nasze wargi miały połączyć się w pocałunku, ale Juls tylko
chrząknęła i gwałtownie się odsunęła. Podziękowała za podwózkę, wzięła swoje
zakupy i ruszyła w stronę domu. Ale zanim otworzyła drzwi, spojrzała w moją
stronę. Przygryzła dolną wargę i pomachała mi. Gdy weszła do budynku, oparłem
głowę o kierownicę.
- Nawet nie
wiesz jak jesteś dla mnie ważna – powiedziałem sam do siebie i ruszyłem z
piskiem opon.
***Oczami Meg***
Weszliśmy do
ogromnego centrum handlowego, po czym od razu wbiegłam do mojego ulubionego
sklepu. Chłopcy ze zrezygnowanymi minami powlekli się za mną, więc zadowolona z
siebie zaczęłam przebierać w najróżniejszych kreacjach.
- Meg no
proooszę cię – wyjęczał Liam, a ja spojrzałam na niego – Mieliśmy chyba kupić
prezenty dla Julie i Nialla, a nie sobie – dokończył, przewracając oczami.
Spojrzałam
na niego zirytowana i odpowiedziałam:
- A co ja
niby robię ?
- No właśnie
Meg.. Co ty właściwie robisz ? – spytał Zayn, który przecierał ręką twarz.
- Wybieram
sukienkę dla Juls, to będzie jej prezent – wyjaśniłam podekscytowana , po czym
powróciłam do szperania w ubraniach.
- Aaaaaa. No
i to jest pomysł – krzyknął Tommo – Julie jest dziewczyną, a dziewczyny lubią
ubrania, a to znaczy, że prezent jej się na pewno spodoba, do tego wybiera go
Megan – wytłumaczył, a ja strzeliłam się ręką w czoło.
- Brawo
Tomlinson – wszyscy zaczęli się śmiać z biednego Lou, który siedział obrażony
na kanapie przed przymierzalniami.
- A co wy
jej kupicie ? – zagadnęłam, a ich miny były po prostu bezcenne.
- No
właśnie. Dobre pytanie – odparł Harry, po czym z grymasem na twarzy podrapał
się po karku.
- Jezu wy
nic nie myślicie – przewróciłam oczami – Skoro ja kupuję jej sukienkę, to może
wy rozglądnęliście się za szpilkami ? – powiedziałam jakby to była najbardziej
oczywista rzecz na świecie.
Oni tylko
wyszczerzyli się, a następnie spojrzeli na mnie z minami szczeniaków.
- Nie, nie
wkręcicie mnie w to – odpowiedziałam, wymachując rękami.
- No
proooosimy. Nawet nie wiemy jaki ona ma rozmiar – błagał Tommo.
- Jesteście
pewni, że chcecie, abym to ja wybrała dla niej buty ? - uniosłam jedną brew.. Chłopcy zastanowili
się przez chwilę, a następnie pokiwali ochoczo głowami. Wzruszyłam tylko
ramionami, przy okazji odkładając już sukienkę dla Juls. Była naprawdę śliczna.
Teraz przyszła kolej na mnie. Musiałam coś szybko wybrać dla siebie, w końcu
nie pójdę na taką imprezę w byle czym.
- Ja tylko
skoczę to przymierzyć, okay ? – spytałam niewinnie, ale oni od razu się
zbulwersowali.
- Błagam cię
Meg, miałaś kupić coś Julie, a nie sobie – jęczał Zayn, a ja zrobiłam grymas na
twarzy.
- A w czym
ja niby pójdę na jej urodziny ? Jako organizatorka i jej najlepsza przyjaciółka
muszę dobrze wyglądać – zrobiłam smutną minkę.
- Dobra,
byle szybko – machnął ręką, a ja prędko wbiegłam do przymierzalni.
Zrzuciłam z
siebie ubrania i wcisnęłam się w czarną sukienkę. Złapałam za zamek i chciałam
go zasunąć, ale nie dałam rady. Szarpnęłam za niego, ale ani drgnął. Wychyliłam
tylko głowę z małego pomieszczenia, po czym słodko poprosiłam:
- Pomoże mi
któryś z was z zamkiem ?
- Jasne –
Harry od razu zerwał się i wepchał się do środka.
Odwróciłam
się do lustra i obserwowałam jego każdy ruch. Chłopak chwycił za zamek i
zwinnie pociągnął go w górę. Już chciałam mu podziękować, kiedy Styles
niespodziewanie owinął swoją rękę wokół mojej talii i przyciągnął mnie do
siebie, tak, że opierałam się o jego klatkę piersiową, która z każdym oddechem
poruszała się szybciej. Musnął lekko moją szyję, po czym szepnął wprost do
mojego ucha:
- Wyglądasz
ślicznie.
Na mojej
twarzy pojawił się grymas. Wyrwałam się delikatnie z jego objęć, po czym
zaczęłam oglądać się w lustrze.
- Jesteś
pewien ? Wydaję mi się, że źle na mnie leży – powiedziałam skupiona na
sukience.
W tym
momencie Harry położył ręce na mojej talii, odwrócił mnie w swoją stronę, a na
końcu gwałtownie przycisnął do ściany.
- Leży
idealnie – wymamrotał i spojrzał na moje usta, z których już po chwili zrobiłam
dzióbek, tym samym zachęcając go do pocałunku.
Styles bez
chwili zastanowienia zrobił to, do czego go zachęciłam. Całował zachłannie, ale
podobało mi się to. Chłopak przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc
o pozwolenie, ale ja nie dawałam za wygraną. Niedługo potem już lekko
zniecierpliwiony Brunet przygryzł moją wargę, przez co lekko się zaśmiałam.
Postanowiłam się z nim trochę podrażnić, więc nie pozwalałam na nic więcej.
Loczek oderwał się ode mnie i wyszeptał, dysząc:
- Nie baw
się ze mną.
Uniosłam
brwi, aby pokazać moje zdziwienie, ale Harry nie dał mi tego dokończyć, gdyż
znów przyssał się do mnie. Kiedy chłopak położył rękę na moim udzie i lekko je
ścisnął, poddałam się i w końcu rozchyliłam lekko usta. Styles niemal
momentalnie wsunął swój język, tym samym pogłębiając pocałunek.
W tym
momencie drzwi od przymierzalni otworzyły się. Chciałam się od niego oderwać,
ale Styles przedłużył pocałunek. Wyglądało to tak jakby chciał pokazać komuś do
czego właśnie doszło między nim a mną. Brunet lekko odsunął się ode mnie i
spojrzał na rozbawionych chłopaków.
- Oj Harry,
Harry ty nigdy nie masz dość. Miałeś zapiąć tylko zamek przy jej sukience, a
nie od razu ją rozbierać – odezwał się Lou, tłumiąc w sobie śmiech.
Na moich
policzkach pojawiły się lekkie rumieńce. Sama nie wiedziałam, czym to było
spowodowane, przecież nigdy nie wstydziłam się przy tych czubkach. Złapałam
rękę Stylesa, która wciąż ściskała moje udo i chciałam ją zsunąć, ale Brunet
wyprzedził mnie, splatając nasze dłonie.
- Czepiacie
się – odparł Loczek, po czym nie przejmując się opinią swoich przyjaciół,
cmoknął mnie szybko w usta i rzucił:
- Bierz ją.
Wyglądasz w niej świetnie.
Uśmiechnęłam
się niewinnie do wszystkich, a następnie wypchnęłam Stylesa z przymierzalni, na
co tylko się zaśmiał, po czym zamknęłam się w niej. Wypuściłam głośno powietrze
z moich ust, przy okazji zdejmując z siebie sukienkę. Wcisnęłam się już w swoje
ciuchy, po czym jak gdyby nigdy nic wyszłam z przymierzalni i rzuciłam w ich
stronę:
-
Poczekajcie tu na mnie.
Pobiegłam
pędem na drugi koniec sklepu, w którym się znajdowałam i przymierzyłam kilka
par butów. Najbardziej przypadły mi do gustu czarne lity całe obite złotymi ćwiekami. Wzięłam je także
ze sobą i dobrałam jeszcze złoto-czarną biżuterię do mojego dzisiejszego
stroju. Zapłaciłam za wszystko, ładnie dziękując, a następnie wróciłam do
chłopaków.
- Coś ty
nakupiła ? – spojrzeli na torby z napisem ,, Giorgio Armani ‘’, które trzymałam
w ręce.
- Nic,
chodźmy – pośpieszyłam ich, a wtedy Styles podszedł do mnie i objął lekko. W
tym momencie Malik wstał wkurzony i zaczął kierować się do wyjścia.
- A ty dokąd ?! – krzyknęłam za nim.
- Sory, ale
więcej już nie zniosę – utkwił znaczący wzrok w Harrym.
Spojrzałam
na niego zdezorientowana.
- Chodź na
chwilę – złapałam Mulata pod ramię, tym samym odciągając od reszty – zaraz wracamy
– rzuciłam jeszcze do chłopaków.
Kiedy
zatrzymałam się, stanęłam naprzeciwko Zayna i wlepiłam w niego swój wzrok.
- Chcesz
pogadać ? – spytałam.
- Co ?! Ty
sobie chyba żartujesz ! – krzyknął rozhisteryzowany.
- Spokojnie.
Widzę, że masz jakiś problem – stwierdziłam.
- Ty
zwariowałaś czy tylko udajesz ?! Serio nie wiesz o co mi chodzi ?!
- Nie.
Powiesz mi w końcu co się dzieje ? – spytałam lekko zirytowana jego wahaniami
nastroju.
- Ty się
dziejesz – warknął, odwracając głową.
- Nie
rozumiem – wpatrywałam się w niego.
***Oczami Zayna***
No i co z
tego, że Harry jest moim przyjacielem ? – pomyślałem. On się jakoś nie kryję z
uczuciami do Brunetki, więc czemu ja miałbym to robić. Kiedy tak stała i
wpatrywała się we mnie, nie miałem pojęcia co mam zrobić, ale wtedy coś we mnie
drgnęło. Musiałem jej wszystko powiedzieć.
- Meg ja z
każdym twoim ruchem, oddechem słowem czy uśmiechem zatracam się w tobie co raz
bardziej – wyznałem, po czym przeniosłem wzrok na dziewczynę, która oniemiała –
Ale ty to już przestałaś zauważać – dokończyłem swoją myśl, a następnie
rzuciłem jeszcze – Mam tylko nadzieję, że z Harrym jesteś szczęśliwa. Po prostu
chciałem, abyś wiedziała, a teraz lepiej chodźmy, bo chłopcy się niecierpliwią.
Zostawiłem
ją na środku centrum handlowego, po czym udałem się do chłopaków. Po chwili
Brunetka ogarnęła się i wróciła do nas.
- Stało się
coś ? – spytał Liam, widząc nasze miny. Wiedziałem, że Daddy wszystkiego się
domyślił, zauważyłem to po jego wyrazie twarzy. Payne poklepał mnie lekko po
ramieniu i szepnął na ucho:
- Będzie
dobrze – wysiliłem się na lekki uśmiech, natomiast Meg wyszczerzyła się
szeroko, chcąc chyba zatuszować naszą rozmowę.
- Lepiej już
chodźmy, a nie gadajmy.
Ledwo
ruszyliśmy , a dziewczyna zatrzymała się przed ogromnym i drogim sklepem.
Odwróciła się do nas i powiedziała:
-
Zapamiętajcie jedną bardzo ważną rzecz – uśmiechnęła się – Nie ma lepszego
prezentu dla dziewczyny niż buty od channel – dokończyła, a chłopcy popatrzyli
na nią z politowaniem. Ja natomiast uśmiechnąłem się pod nosem i próbowałem
sobie wbić do głowy to co powiedziała.
Siedzieliśmy
już w tym sklepie dobre dwie godziny, ale Meg nic nie wybrała.
- Mała
pośpiesz się. Już po czwartej, za 4 godziny impreza. A jeszcze musimy ten
prezent zawieść Julie - odezwał się Harry,
a ja przewróciłem tylko oczami. Nienawidziłem kiedy tak do niej się zwracał,
ale jeszcze bardziej nienawidziłem faktu, że ona przed tym nie protestowała.
- Mam –
krzyknęła, przez co każdy z nas wzdrygnął się.
- Extra.
Bierz i wychodzimy – powiedziałem znudzony, a ona posłała mi ostrzegawcze
spojrzenie.
- Po
pierwsze mogliście sami wybrać jej te buty, po drugie, wy kazaliście mi je
kupić, a po trzecie pytałam czy jesteście pewni swojej decyzji, a wy
powiedzieliście, że tak, więc nie zachowujcie się jak kretyni i dajcie mi wybrać coś oszałamiającego dla
Juls ! – warknęła, dlatego każdy z nas od razu się zamknął, ale oczywiście
Styles musiał dorzucić swoje trzy grosze.
- Kochanie,
ale czy nie dałoby się tego jakoś delikatnie przyśpieszyć ? – spytał, udając zainteresowanego.
- Harry ! –
krzyknęła ponownie.
- Dobrze,
przepraszam. Tylko pytałem – odparł, unosząc ręce w geście niewinności, po czym
podszedł do niej i chciał ją przytulić, ale ona odepchnęła go lekko i zaczęła
dokładnie lustrując szpilki, które trzymała w ręce. Widząc, że Meg właśnie
odtrąciła od siebie Loczka, dziwnie mnie zadowoliła.
- Dobrze
księżniczko. Poczekamy ile będzie trzeba – odezwałem się, ale ona nawet nie
zwróciła na mnie uwagi, natomiast Harry zabijał mnie wzrokiem.
Uniosłem
wysoko brwi, udając, że nie wiem o co mu chodzi, po czym spytałem go:
- Co ?
- Dobrze
wiesz co – warknął.
- Tak masz
rację, wiem. Zacząłem grać w twoją grę – zaśmiałem się. Skoro on zaczął, to ja
postanowiłem to skończyć, domagając się happy endu.
***Oczami Meg***
Weszłam po
cichu do domu, ciągnąc za sobą chłopaków. Spostrzegłam, siedzącą na kanapie
Juls, która oglądała w telewizji jakąś durną komedię. Podeszliśmy trochę
bliżej, wrzeszcząc:
-
Niespodzianka !
Juls
natychmiast wstała i przytuliła nas wszystkich. Złożyliśmy jej życzenia, po
czym Lou się odezwał:
- To może my
wam nie będziemy przeszkadzać – spojrzał na mnie znacząco.
- Ale nie
przeszkadzacie. Zostańcie – nalegała Ruda.
- Nie nie.
Macie mało czasu na przygotowania – stwierdził Liam, a ja wytrzeszczyłam oczy.
Czyżby właśnie się wygadał ?!
- Na
przygotowania ? Do czego ? – spytała
niemal natychmiast, podekscytowana dziewczyna.
- No Meg
mówiła, że zabiera cię do restauracji, abyście mogły świętować twoje urodziny –
wyjaśnił, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Dzięki za
zniszczenie niespodzianki Payne – ciągnęłam nasze kłamstwo.
- Do usług –
odparł i posłał mi całusa.
- To prawda
? – Julie zwróciła się do mnie, piszcząc.
- Tak –
uśmiechnęłam się, a ona pędem złapała za torby i pobiegła na górę pod prysznic,
przelotnie żegnając się z gośćmi.
- No i to by
było na tyle – stwierdziłam, wpatrując się w zadowolonych chłopaków – Do potem
– rzuciłam i zamknęłam za nimi drzwi, a następnie sama udałam się na górę do
Juls.
~*~
Po trzech
godzinach przygotowań, Juls miała na sobie to:
Natomiast ja
wybrałam coś zupełnie innego.
Stałyśmy już
pod klubem od 10 minut i czekałyśmy na chłopaków.
- Dlaczego
stoimy ? – spytała Juls, która miała na oczach opaskę, zapiętą już w połowi
drogi.
- Czekamy na
kogoś … - oznajmiłam - I nie podglądaj – rozkazałam, kiedy zauważyłam, że Ruda
chce zdjąć z oczu materiał.
- Na kogo ?
– dociekała.
- Na
chłopaków – wyjaśniłam, a ona zdziwiła – Pomyślałam, że będzie nam raźniej w
naszym starym gronie, poza tym Niall tez ma urodziny, a chłopcy nie wiedzieli
co mu zorganizować, więc zaproponowałam, aby się do nas dołączyli – nawijałam
dopóki nie zobaczyłam zbliżających się chłopaków. Zaśmiałam się na widok,
potykającego się Nialla. Było to spowodowane tym, że także miał zasłonięte
oczy.
- Idziemy ?
– spytali, kiedy stali już koło nas.
- Jasne –
odparłam i ruszyłam do klubu, prowadząc ze sobą przyjaciółkę. Chwyciłam za
klamkę drzwi i uchyliłam je, przez co poczułam ciepłe powietrze, wypływające z
pomieszczenia. Uśmiechnęłam się sama do siebie, a następnie spojrzałam na
resztę.
- Gotowi ? –
rzuciłam.
No to.. Raz
! Dwa ! Trzy ! Zaczynamy !
***Oczami Julie***
Weszliśmy do
jakiegoś budynku, w którym o dziwo było bardzo cicho. Przyjaciele kazali nam
nie otwierać oczu, dopóki nie policzymy do 20. Gdy spełniliśmy ich warunek i
otworzyłam w końcu oczy, ogarniała nas ciemność.
- Ej o co
chodzi? – odwróciłam się, ale moi przyjaciele gdzieś zniknęli.
- Gdzie oni
są? – spytał Niall, a ja wzruszyłam ramionami.
Nagle
światła się zapaliły. Usłyszałam śmiechy i radosne „ Niespodzianka”.
Zaniemówiłam.
Popatrzyłam na Horana, który był tak samo zaskoczony jak ja. Uśmiechnęłam się
szeroko i zakryłam usta dłonią.
- Wiedziałeś
o tym? – zapytałam blondyna.
- No coś ty.
Nie miałem pojęcia, że oni coś takiego wymyślą – zaśmiał się, na co zrobiłam
tak samo.
Puszczono
muzykę, a do nas zaczęło podchodzić wiele ludzi z życzeniami. Połowy gości nie
znałam… Pewnie byli to znajomi Blondyna. Bardzo się zdziwiłam, gdy w końcu
podeszli do nas moi znajomi z Polski.
- O matko !
Co wy tutaj robicie? - pisnęłam na widok
grupki moich przyjaciół z ojczystego kraju.
- Myślisz,
że ominiemy jedną z najgorętszych imprez tego roku? Jeszcze w Londynie? –
zaśmiała się Milena. – A tak w ogóle to wszystkiego najlepszego – przytuliła mnie i podarowała mi
prezent.
- Ale
wiecie, że największym prezentem jesteście wy? – wyszczerzyłam się.
- Oj tak –
zawtórowali mi.
– Całkiem
niezłe ciacho z tego Twojego Nialla – powiedziała przyjaciółka, dosłownie
zjeżdżając Horana wzrokiem.
- On nie
jest mój ! – wystawiłam jej język. – I nie gap się tak na niego ! –
szturchnęłam ją w ramię.
- Oj tam, oj
tam ! Nawet nie zauważasz, że cały czas spogląda na Ciebie – poruszyła zabawnie
brwiami – Ja bym się za niego brała.
- Milena ! –
wybuchłam śmiechem.
Kolejno
składali nam życzenia pracownicy mojego
ukochanego The Hits News i The Hits Radio. W sumie samo składanie życzeń zajęło
ponad godzinę. Skąd się tyle ludzi tu wzięło? W końcu podeszła do mnie Megan.
- I jak się
podoba niespodzianka? – zapytała, na co ją przytuliłam.
- Dziękuję –
powiedziałam szczerze.
- Dobra
chodźmy się zabawić – wyszczerzyła się i pociągnęła mnie w kierunku parkietu.
Tańczyłyśmy
w rytm muzyki. Po chwili przyłączył się do mnie jakiś chłopak. Wydawało mi się,
że skądś go znałam. Nie powiem był dość przystojny. Nawet nie krępowałam się z nim tańczyć. Wręcz
przeciwnie. Czułam się bardzo swobodnie. Zaczęliśmy się dosłownie ocierać o
siebie. Widać, że mu się to podobało, ale postanowiłam to przerwać. Szepnęłam
mu do ucha, że muszę iść się napić i zostawiłam go samego. Przez to wszystko
nie zauważyłam kiedy moja przyjaciółka się ulotniła. Usiadłam na wysokim krześle
przy barze i zamówiłam drinka. Gdy barman podał mi napój, puścił mi oczko.
Oczywiście, moje policzki zaczerwieniły się i głupkowato się zaśmiałam. Nagle
poczułam jak ktoś dotknął mojego ramienia. Wystraszyłam się i szybko się
odwróciłam, niechcący oblewając kogoś zawartością mojej szklanki.
- Kur… Jak
chciałaś mnie spławić, to mogłaś powiedzieć – przed sobą zobaczyłam chłopaka, z
którym wcześniej tańczyłam.
- O matko
przepraszam Cię. Nie chciałam – wzięłam serwetkę i próbowałam zetrzeć z jego
koszuli mieszankę coli i wódki.
- Taa jasne
– lekko się uśmiechnął.
- No siema –
podszedł wtedy do nas Niall – Siema Josh – zwrócił się do poszkodowanego.
- Znacie
się? – zdziwiłam się, odkładając serwetkę na blat.
- Właśnie
chciałem się przedstawić. Jestem Josh. Josh Devine.
- A to stąd
Cię znam. Jesteś perkusistą no nie?
- Tak to ja.
Chciałem się spytać czy masz jutro wolny wieczór ? – wyszczerzył się i posłał
mi zalotne spojrzenie.
Zrobiłam
minę WTF? Czy on mnie właśnie podrywa? Spojrzałam kątem oka na Nialla, który
zacisnął dłoń w pięść. To nie wróżyło nic dobrego.
- Em… Nie
wiem czy to najlepszy pomysł – powiedziałam nieśmiało.
- Ale czemu
nie? Myślałem, że mam szansę…
- Eh… -
przygryzłam dolną wargę – Daj swój telefon, może zadzwonię, ale nie obiecuje –
uśmiechnęłam się blado.
Wymieniliśmy
się numerami, po czym wróciłam na parkiet. Przyłączyłam się do koleżanek z
pracy i razem szalałyśmy…
***Oczami Nialla***
- Porąbało
Cię?! Flirtujesz z Juls?! – wykrzyczałem
prosto w twarz.
- Czego ty
chcesz? Z tego co wiem, nie jesteście razem – odgryzł się Josh, przez co
chciałem mu przywalić.
- Po prostu
odpieprz się od niej – warknąłem i odszedłem, szukając wszędzie Rudej.
W końcu
znalazłem ją. Tańczyła na środku sali z jakimiś dziewczynami. Co chwile
odgarniała włosy, opadające na jej twarz. Wyglądała prześlicznie. Jak mogłem
rok temu pozwolić jej odejść?
Podszedłem
do Julie i poklepałem ją po ramieniu.
Odwróciła się, a gdy mnie zobaczyła, uśmiech zszedł z jej twarzy.
- Możemy
porozmawiać? – zapytałem niepewnie.
- O czym? O
Josh’u? – podniosła jedną brew do góry – Widziałam jak zareagowałeś. Myślałam,
że mu już przywalisz – przewróciła oczami.
- Po prostu
nie chce żeby Cię zranił – tłumaczyłem
się.
- Taa.. Bo
Ty niby nigdy mnie nie zawiodłeś – powiedziała z sarkazmem.
- Ja
pierdziele. O co Ci chodzi?
- O to, że
jesteśmy TYLKO PRZYJACIÓŁMI ! – krzyknęła – Więc nie masz prawa rządzić moim
życiem, rozumiesz ?!
***Oczami Julie***
Było mi
trochę głupio, że tak naskoczyłam na Nialla, ale miałam przecież powód. Staliśmy
naprzeciw siebie. On w oczach miał rozczarowanie, a ja złość. W pewnej chwili
muzyka ucichła, a światła zostały skierowane na Lou, Liama, Zayna i Harrego,
którzy w rękach trzymali mikrofony.
- SIEMA
WSZYSTKIM ! – krzyknęli na co wszyscy podnieśli kieliszki z szampanami do góry.
- Prosimy
tutaj do nas naszych solenizantów ! Brawa dla nich – wyszczerzył się Tomlinson.
Podeszliśmy
do nich. Poprawił mi się humor i teraz non stop się śmiałam, widząc Meg. Wiedziałam, że wymyślili coś mega
głupiego i szalonego, tylko nie wiedziałam co.
- No więc…
Chcemy wam życzyć wszystkiego najlepszego !!!!!!!!!!!! – wykrzyczeli.
Cała sala
zaczęła nam śpiewać Happy B-day. Przyjaciele oczywiście zaczęli się wydurniać i
drzeć japę. Było to dość zabawne i każdy zwijał się ze śmiechu. W tym momencie
pojawiły się kelnerki z tortami w rękach. Paliły się na nich sztuczne ognie.
Zaśmiałam się, gdy zobaczyłam kelnerów, którzy przynieśli jeszcze kilka butelek
szampana. Każdy osoba dostała po jednej. Wszyscy krzyknęli „ 100 lat” i każdy napił się alkoholu.
Przyłożyłam
usta do gwintu i upiłam kilka łyków. Zauważyłam kamerzystę i fotografa, który
przez całą imprezę obserwowali każdy ruch. Założę się, że to Megan wpadła na
pomysł ich, aby wynająć…
- Okay, a
teraz… Juls, Niall – zwrócił się do nas Zayn – Chcemy duetu ! – podał nam
mikrofony.
Patrzyłam na
niego z miną WTF? a wszyscy zaczęli klaskać i domagać się piosenki.
Spojrzałam
na Horana, który tylko wzruszył rękami. Puszczono podkład, a ja w momencie
rozpoznałam piosenkę. Postanowiłam się dobrze bawić i niczym się nie
przejmować.
Here I am waiting, I'll have to leave soon
Why am I holding on?
We knew this day would come, we knew it all a long
How did it come so fast?
This is our last night but it's late
And I'm trying not to sleep
Cause I know, when I wake
I will have to slip away
And when the daylight comes I'll have to go
But tonight I'm gonna hold you so close
Cause in the daylight we'll be on our own
But tonight I need to hold you so close
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
Przez całą
piosenkę podrywałam jakiś chłopaków, puszczając im oczko itd. Nagle poczułam,
że ktoś mnie obraca i zobaczyłam Nialla, który zaczął śpiewać swoją solówkę.
Here I
am staring at your perfection
In my arms, so beautiful
The sky is getting back the stars are burning out
Somebody slowit down
This is way too hard
Cause I know, when the sun comes up
I willl eave, this is my last glance
That will soon be memory
Blondyn
założył mi za ucho kosmyk włosów, który opadał na moją twarz.. Patrzyłam na
niego zahipnotyzowana. Jak on to robił, że niekiedy traciłam przy nim rozum?
And when the daylight comes I'll have to go
But tonight I'm gonna hold you so close
Cause in the daylight we'll be on our own
But tonight I need to hold you so close
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
I never wanted to stop
Because I don't wanna start all over, start
all over
I was afraid of the dark
But now it'sall that I want, all that I want,
all that
I want
And when the daylight comes I'll have to go
But tonight I'm gonna hold you so close
Cause in the daylight we'll be on our own
But tonight I need to hold you so close
And when the daylight comes I'll have to go
But tonight I'm gonna hold you so close
Cause in the daylight we'll be on our own
But tonight I need to hold you so close
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
Muzyka
przestała grać, a wszyscy klaskali. Popatrzyłam prosto w oczy blondynowi i
pocałowałam go tak, że dla innych wyglądało to jako zwykły całus w policzek.
Prawda była jednak inna. Musnęłam jego kącik wargi. W sumie nie wiem co mną
wtedy kierowało, ale pragnęłam poczuć, chociaż przez chwilę jego usta. Widać
było, że alkohol zaczął mi powoli
uderzać do głowy, ale do całkowitego „zachlania” było mi daleko.
Miłą chwilę
przerwali nam… Kto inny jak nie chłopaki? Podbiegli do nas z szampanami
wcześniej już wstrząśniętymi. Zaczęli nas oblewać szampanem. Odwróciłam się
piszcząc i bojąc się równocześnie o mój makijaż. Gdyby mu się coś stało to Meg
by mnie zabiła. Męczyła się z nim dość długo. Na moje szczęście zostawili mnie
w spokoju, a wzięli się za Horana. Każdy oblewał go zawartością swoich butek i
kieliszków. Zaśmiałam się widząc to. Zobaczyłam Meg, Eleanor i jakąś dziewczynę
zmierzających w moją stronę. Przyjaciółka podała mi szklankę z drinkiem i
zaśmiała się pod nosem.
- Mają
szczęście, że nie zepsuli Ci makijażu – w końcu wybuchła śmiechem.
- Inaczej
mieli by z Tobą do czynienia – zawtórowałam jej.
- Juls, to
jest Danielle. Dziewczyna Liama – powiedziała El.
- O hej.
Miło mi Cię poznać – podałam rękę dziewczynie, o dość długich kręconych
włosach. Powiem wam, że była śliczna. Nie dziwie się, że Payne się w niej
zakochał.
- W końcu
Cię poznałam. Li dużo o Tobie mówił – uśmiechnęła się. Wydawała się na bardzo
sympatyczną.
Popatrzyłam
jeszcze na Nialla. Nawet nie wiecie jak pociągająco wyglądał w mokrym
podkoszulku. Meg pomachała mi przed oczami, przez co się „ocknęłam”.
- Ej !
Gapisz się na niego tak, jak kobieta na diecie na kawałek ciasta – wypaliła
przyjaciółka, na co zrobiłam facepalma i się zaśmiałam.
Usiadłyśmy
na skórzanej sofie przy jakimś stoliku. Po chwili przyszedł nasz kochany
boyband. Oczywiście byli cali mokrzy bo jak inaczej. Dopijali pozostałości
alkoholu z butelki.
- No siema
dziewczyny – przywitał się, lekko pijany Tomlinson.
Przysiedli
się do nas. Zamówiliśmy kilka drinków. Każdemu z naszej paczki dopisywał humor.
Śmialiśmy się, wygłupialiśmy. W między czasie przekąsiliśmy jakieś ciastka, które nam przyniosła
kelnerka. Mimo, że to jeszcze nie koniec imprezy, to mogę śmiało powiedzieć, że
to najlepsze urodziny, jakie kiedykolwiek miałam. Poznałam również Mazz’ego i
Andy’ego. Naprawdę to są pozytywnie rąbnięci ludzie. Uwierzcie, przez nikogo nigdy się nie uśmiałam
tyle. Meg leżała na stole chichrając
się, a Zayn lustrował jej ciało. W końcu Mazz zaproponował, żebyśmy poszli
wszyscy na parkiet. Oczywiście zgodziliśmy się. W między czasie ustawialiśmy
się do zdjęć robiąc idiotyczne miny. Czarnoskóry wziął mnie za rękę i zaczął ze
mną tańczyć. A ja? Zgłupiałam. On taniec i muzykę miał we krwi. Słowo genialny
nawet w połowie nie opisuje jego talentu…
- Chcecie
muffinki? – spytała kelnerka, która do nas podeszła.
- No jasne –
wzięliśmy z tacy po jednym.
Podeszłam do
El, która gadała z Niallem i Lou.
- Mmm..
Przepyszne są te ciastka, nie? – zaczęłam.
- No
wiadomo. Z najlepszej cukierni w Londynie – wypiął dumnie klatę Tommo.
- Tomlinson,
zatańczmy- zaproponowała Calder, na co chłopak przytaknął. – Juls, następny
taniec jest nasz – dopowiedział, na co przytaknęłam głową.
- Pychota –
wyszczerzył się Horan, zajadając się babeczką. Oczywiście jak na niego
przystało musiał się ubrudzić. W kąciku ust została mu bita śmietana.
- Hahaha.
Masz coś tutaj – wskazałam palcem.
- No to
zetrzyj to – zaśmiał się.
- Taaa…
Jeszcze może zlizać – upiłam łyk drinka.
- A czemu
nie? – poruszył zabawnie brwiami.
- No w
sumie. Raz się żyje – wypiłam do dna napój.
Podeszłam do
niego i cały czas chichocząc szybko zlizałam masę. Wszyscy zaczęli się śmiać,
razem z nami….
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
POWRÓCIŁYYYYYYYYYYYYYŚMY :D OTO ROZDZIAŁ 44, KTÓRY MA 19 STRON WORDA.. :D OCZYWIŚCIE BARDZO WAS PRZEPRASZAMY ZA TO :( WIEMY, ŻE PEWNIE WIELE Z WAS NAM NIE WYBACZY.. JESZCZE RAZ PRZEPRASZAMY I OD RAZU ODPOWIADAMY NA WASZE PYTANIE. NASTĘPNY BĘDZIE NIeDŁUGO, GDYŻ MAMY GO JUZ PÓŁ NAPISANEGO :D A I JESZCZE JEDNO. NIE NARZUCAMY WAM ILOŚCI KOMENTARZY, GDYŻ CHCEMY ZOBACZYĆ ILE ZOSTAŁO TYCH PRAWDZIWYCH CZYTELNICZEK :D WIĘC DO DZIEŁA. !
...Because we love more than this...<3
SEE YA ! ;* ^^









