...Because we love more than this...

...Because we love more than this... <3

wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 44 - Up All Night and jump around and tell we see the sun ! x



***Oczami Megan***

Obudziły mnie ciepłe promienie słońca, wpadające przez uchylone drzwi balkonu. Przetarłam leniwie oczy, a następnie podparłam się na łokciach. Niechętnie wygramoliłam się spod ciepłej kołdry i usiadłam na łóżku. Zabierając z szafki mój telefon, odczytałam wiadomość od Harrego:

,, O 10 w tej kawiarni na rogu. Będę czekał na ciebie z chłopakami ;) Do zobaczenia księżniczko x ”

Na samą treść przeczytanego smsa uśmiechnęłam się. Spoglądnęłam jeszcze na godzinę, a wtedy oniemiałam. Zostało mi jeszcze jakieś 30 minut na ogarnięcie się, więc prędko wpadłam do łazienki.
Kiedy już skończyłam poranne czynności, zbiegłam na dół, złapałam po drodze świeże jabłko i wyszłam.
Wiatr rozwiewał moje włosy, a także lekko muskał policzki.. Skrzywiłam się, kiedy poczułam ból w plecach. Mimo, że próbowałam sobie jakoś poradzić z wczorajszym wydarzeniem, to nie dawałam rady. No bo przecież to nie jest normalna sytuacja, kiedy chłopak śledzi cię przez rok, potem porywa, a na końcu.. chce zrobić ci krzywdę.. Nie potrafię wymazać tego od razu z pamięci, każda rzecz przypomina mi o tym.. Choćby nawet rana, znajdująca się pod toną pudru… Minęło tylko kilka godzin od spotkania z Jawaadem..
Pchnęłam drzwi kawiarenki i wsunęłam się do środka. Przy stoliku zauważyłam już czterech roześmianych chłopaków, więc szybko do nich podbiegłam.
- Hej – przywitałam się, a wszyscy pomachali mi.
- Siadaj koło mnie mała – odezwał się Harry, który szczerzył się odkąd znalazłam się w tej knajpce.
Zrobiłam to o co prosił, po czym uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Dobra, sprawa wygląda tak – zaczął Liam – Wszystko jest już załatwione: jedzenie, klub, obsługa, muzyka, dj..
- Ja załatwiłam kamerzystę i fotografa – dokończyłam.
- Świetnie. No to chyba wszystko jest okay. Widzimy się na imprezie ? – odezwał się Zayn.
- Zwariowałeś ? – spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- No co ? – spytał zdezorientowany.
- A prezenty ? – wyszczerzyłam się, a reszta walnęła się ręką w czoło.
- No przecież. Zapomnieliśmy o najważniejszym – pokręcił głową Tommo.
- No to zbierać się. Jedziemy na zakupy – pisnęłam, klaskając w dłonie.
- Kobiety – westchnął Harry, na co uśmiechnęłam się do niego słodko.

***Oczami Nialla***

Obudziłem się dość wcześnie, bo dochodziło dopiero południe. Przetarłem rękami oczy i ziewnąłem. Przypomniałem sobie wczorajszy dzień spędzony w dużej mierze z Juls. Śmiem powiedzieć, że zbliżyliśmy się do siebie.
Wziąłem telefon i spojrzałem na dzisiejszą datę.
- O kurde – złapałem się za głowę, po czym napisałem SMS-a:

„Cześć piękna. Wstałaś już?”

Nie musiałem długo czekać na odpowiedź Rudej.

„ Już dawno. Ale zaraz wybieram się na miasto. Napiszę później. Xx ‘’

Prześledziłem literki wyświetlone na ekranie telefonu, po czym rzuciłem go na poduszkę.
- Trzeba wstać – powiedziałem do siebie.
Udałem się do kuchni i otworzyłem drzwi lodówki. Stałem tak z 5 minut i stwierdziłem, że nie ma nic do jedzenia. Musiałem więc pojechać do supermarketu, bo znając życie nikt inny tyłka nie ruszy. Udałem się do siebie do pokoju, po czym ubrałem jeansy i podkoszulek. Do tego fullcap, okulary przeciwsłoneczne i mogłem wyjść z domu. Zabrałem kluczyki i poszedłem odpalić auto. Włączyłem radio, w którym leciała jakaś piosenka i ruszyłem w kierunku galerii handlowej.
Po 15 minutach byłem na miejscu. Zabrałem z samochodu bluzę. Założyłem na głowę kaptur i udałem w stronę sklepów. Mijałem miliony butików, zacząwszy od Chanell, a skończywszy na Louis Vintage. Jednak ja już miałem wyznaczony cel. Gdy doszedłem na miejsce, przywitała mnie miła ekspedientka, która zaoferowała swoją pomoc. Powiedziałem o co mi chodzi i że koszt nie gra roli. Poleciła mi produkt najwyższej jakości. Zapłaciłem sporo kasy, ale było warto, gdyż rzecz była prześliczna. I wiedziałem, że ktoś jeszcze będzie zachwycony…
Pół godziny później chodziłem po supermarkecie i pakowałem do wózka produkty.
- Robisz zapasy na zimę? – usłyszałem za sobą melodyjny głos.
- Na zimę? To przecież tylko na obiad ! – zaśmiałem się do dziewczyny.
- A tak w ogóle to hej – Julie podeszła do mnie i cmoknęła w policzek.
- Cześć – wyszczerzyłem się – A co ty tu robisz? – podrapałem się po głowie.
- Hm.. A co mogę robić w spożywczaku?
- Haha dobra, głupie pytanie – wybuchliśmy śmiechem. Popatrzyłem na jej usta, które ułożyły się w piękny uśmiech. Dziewczyna poprawiła rudą grzywkę, która spadła na jej twarz. Czemu w zwykłej bluzce i leginsach musiała wyglądać tak świetnie i seksownie?
- Opowiadaj jak czuje się Meg – przypomniałem sobie całą wczorajszą akcje.
- W sumie to nie wiem, bo jak wstałam to jej już nie było. Gdzieś wyparowała, ale znając życie tylko udaje twardą. Tak naprawdę bardzo ją boli to co wczoraj przeżyła. Ale szczerze mówiąc to się jej nie dziwie.
- No tak. Całe szczęście, że w porę zareagowaliśmy… A gdzie później się wybierasz? – zmieniłem temat.
- Do kiosku kupić kilka gazet, a później pewnie jakieś porządki w domu zrobię.
- To może Cię podwiozę? – zaproponowałem, na co dziewczyna skinęła głową.
Podeszliśmy do kasy i zapłaciliśmy za swoje zakupy. Zanim doszliśmy do samochodu, zrobiłem sobie kilka zdjęć z fanami i rozdałem parę autografów. Gdy w końcu dotarliśmy do auta, włożyłem zakupy do bagażnika. Wsiedliśmy do pojazdu i z piskiem opon ruszyliśmy z parkingu.
- Zatrzymasz się tutaj? Skoczyłabym jeszcze po gazety – powiedziała, na co zjechałem na bok.
- Zaraz wracam – rzuciła przez ramię i wyszła z samochodu.
Po chwili wróciła z masą magazynów. Popatrzyłem z zaskoczeniem na nią, a ona tylko wzruszyła ramionami.
- Musze być na czasie. Wiedzieć co i gdzie się dzieje… A no i jak chcesz to masz tu wywiad z wami – podała mi jedno czasopismo.
- Dzięki. Jak przyjdę do domu, to na pewno przeczytam te wypociny – zaśmiałem się, na co dziewczyna uderzyła mnie w ramię. Wiedziała, że tylko się z nią droczę.
- Nie pozwalaj sobie Nialler ! – wybuchła śmiechem.
Całą drogę do domu Rudej się wygłupialiśmy. Czułem jakbyśmy byli przyjaciółmi nie od roku, ale od dzieciństwa. Gdy dojechaliśmy na miejsce, wyłączyłem silnik. Odpiąłem pasy i popatrzyłem na Julie.
- Juls. Chciałbym Ci coś dać – zacząłem, na co dziewczyna podniosła jedną brew ku górze i posłała szeroki uśmiech.
- Ale najpierw chciałbym Ci złożyć życzenia urodzinowe. Trochę spóźnione no ale… - zaśmiałem się pod nosem. – Chciałbym Ci życzyć sukcesów zawodowych, aby spełniły Ci się wszystkie marzenia i abyś znalazła miłość swojego życia – powiedziałem to patrząc jej prosto w oczy.
Kąciki ust dziewczyny lekko uniosły się ku górze. Przygryzła swoją dolną wargę, jak to miała w zwyczaju. Wyglądało to strasznie seksownie. Przypomniała mi się, nasza najcudowniejsza noc… Nawet nie wiecie jak chciałbym, znów być tak blisko niej…
Ale nie ukrywam zjebałem to wszystko i nic na to nie mogę już poradzić.
- Dziękuje Ci bardzo Niall – odpowiedziała.
- Ale to nie koniec – rzekłem i wyciągnąłem z kieszeni kurtki czerwone pudełeczko ozdobione kokardką. – Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
Dziewczyna wzięła do ręki pakunek i delikatnie je otworzyła. Gdy zobaczyła bransoletkę w jej oczach zaświeciły się iskierki. 

Zasłoniła usta ręką i nie mogła wydusić żadnego słowa. Popatrzyła w końcu na mnie ze łzami wzruszenia.
- O matko. Niall… To… To… To jest prześliczne. Dziękuję – pocałowała mnie w policzek, po czym wtuliła się we mnie. Poczułem woń jej jaśminowych perfum.
- Nie ma za co piękna – wyszeptałem jej do ucha.
Oderwaliśmy się od siebie.
- Ale nie musiałeś kupować mi prezentu. To jest przepiękne, ale nie mogę tego przyjąć. Pewnie kosztowała majątek.
- Proszę Cię. Zasłużyłaś na nią. A zwrotów nie przyjmuje – zaśmiałem się.
Dziewczyna przyjrzała się bliżej bransoletce i dostrzegła pewien napis na wewnętrznej stronie. Był to napis „forever”.
- Jeszcze raz dziękuję – wyszeptała.
Nasze twarze powoli zaczęły się do siebie przybliżać, aż w końcu dzieliły je milimetry. Popatrzyłem na jej usta, a później prosto w oczy. Czułem jej przyśpieszony oddech. Już nasze wargi miały połączyć się w pocałunku, ale Juls tylko chrząknęła i gwałtownie się odsunęła. Podziękowała za podwózkę, wzięła swoje zakupy i ruszyła w stronę domu. Ale zanim otworzyła drzwi, spojrzała w moją stronę. Przygryzła dolną wargę i pomachała mi. Gdy weszła do budynku, oparłem głowę o kierownicę.
- Nawet nie wiesz jak jesteś dla mnie ważna – powiedziałem sam do siebie i ruszyłem z piskiem opon.

***Oczami Meg***


Weszliśmy do ogromnego centrum handlowego, po czym od razu wbiegłam do mojego ulubionego sklepu. Chłopcy ze zrezygnowanymi minami powlekli się za mną, więc zadowolona z siebie zaczęłam przebierać w najróżniejszych kreacjach.
- Meg no proooszę cię – wyjęczał Liam, a ja spojrzałam na niego – Mieliśmy chyba kupić prezenty dla Julie i Nialla, a nie sobie – dokończył, przewracając oczami.
Spojrzałam na niego zirytowana i odpowiedziałam:
- A co ja niby robię ?
- No właśnie Meg.. Co ty właściwie robisz ? – spytał Zayn, który przecierał ręką twarz.
- Wybieram sukienkę dla Juls, to będzie jej prezent – wyjaśniłam podekscytowana , po czym powróciłam do szperania w ubraniach.
- Aaaaaa. No i to jest pomysł – krzyknął Tommo – Julie jest dziewczyną, a dziewczyny lubią ubrania, a to znaczy, że prezent jej się na pewno spodoba, do tego wybiera go Megan – wytłumaczył, a ja strzeliłam się ręką w czoło.
- Brawo Tomlinson – wszyscy zaczęli się śmiać z biednego Lou, który siedział obrażony na kanapie przed przymierzalniami.
- A co wy jej kupicie ? – zagadnęłam, a ich miny były po prostu bezcenne.
- No właśnie. Dobre pytanie – odparł Harry, po czym z grymasem na twarzy podrapał się po karku.
- Jezu wy nic nie myślicie – przewróciłam oczami – Skoro ja kupuję jej sukienkę, to może wy rozglądnęliście się za szpilkami ? – powiedziałam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Oni tylko wyszczerzyli się, a następnie spojrzeli na mnie z minami szczeniaków.
- Nie, nie wkręcicie mnie w to – odpowiedziałam, wymachując rękami.
- No proooosimy. Nawet nie wiemy jaki ona ma rozmiar – błagał Tommo.
- Jesteście pewni, że chcecie, abym to ja wybrała dla niej buty ?  - uniosłam jedną brew.. Chłopcy zastanowili się przez chwilę, a następnie pokiwali ochoczo głowami. Wzruszyłam tylko ramionami, przy okazji odkładając już sukienkę dla Juls. Była naprawdę śliczna. Teraz przyszła kolej na mnie. Musiałam coś szybko wybrać dla siebie, w końcu nie pójdę na taką imprezę w byle czym.
- Ja tylko skoczę to przymierzyć, okay ? – spytałam niewinnie, ale oni od razu się zbulwersowali.
- Błagam cię Meg, miałaś kupić coś Julie, a nie sobie – jęczał Zayn, a ja zrobiłam grymas na twarzy.
- A w czym ja niby pójdę na jej urodziny ? Jako organizatorka i jej najlepsza przyjaciółka muszę dobrze wyglądać – zrobiłam smutną minkę.
- Dobra, byle szybko – machnął ręką, a ja prędko wbiegłam do przymierzalni.
Zrzuciłam z siebie ubrania i wcisnęłam się w czarną sukienkę. Złapałam za zamek i chciałam go zasunąć, ale nie dałam rady. Szarpnęłam za niego, ale ani drgnął. Wychyliłam tylko głowę z małego pomieszczenia, po czym słodko poprosiłam:
- Pomoże mi któryś z was z zamkiem ?
- Jasne – Harry od razu zerwał się i wepchał się do środka.
Odwróciłam się do lustra i obserwowałam jego każdy ruch. Chłopak chwycił za zamek i zwinnie pociągnął go w górę. Już chciałam mu podziękować, kiedy Styles niespodziewanie owinął swoją rękę wokół mojej talii i przyciągnął mnie do siebie, tak, że opierałam się o jego klatkę piersiową, która z każdym oddechem poruszała się szybciej. Musnął lekko moją szyję, po czym szepnął wprost do mojego ucha:
- Wyglądasz ślicznie.
Na mojej twarzy pojawił się grymas. Wyrwałam się delikatnie z jego objęć, po czym zaczęłam oglądać się w lustrze.
- Jesteś pewien ? Wydaję mi się, że źle na mnie leży – powiedziałam skupiona na sukience.
W tym momencie Harry położył ręce na mojej talii, odwrócił mnie w swoją stronę, a na końcu gwałtownie przycisnął do ściany.
- Leży idealnie – wymamrotał i spojrzał na moje usta, z których już po chwili zrobiłam dzióbek, tym samym zachęcając go do pocałunku.
Styles bez chwili zastanowienia zrobił to, do czego go zachęciłam. Całował zachłannie, ale podobało mi się to. Chłopak przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o pozwolenie, ale ja nie dawałam za wygraną. Niedługo potem już lekko zniecierpliwiony Brunet przygryzł moją wargę, przez co lekko się zaśmiałam. Postanowiłam się z nim trochę podrażnić, więc nie pozwalałam na nic więcej. Loczek oderwał się ode mnie i wyszeptał, dysząc:
- Nie baw się ze mną.
Uniosłam brwi, aby pokazać moje zdziwienie, ale Harry nie dał mi tego dokończyć, gdyż znów przyssał się do mnie. Kiedy chłopak położył rękę na moim udzie i lekko je ścisnął, poddałam się i w końcu rozchyliłam lekko usta. Styles niemal momentalnie wsunął swój język, tym samym pogłębiając pocałunek.
W tym momencie drzwi od przymierzalni otworzyły się. Chciałam się od niego oderwać, ale Styles przedłużył pocałunek. Wyglądało to tak jakby chciał pokazać komuś do czego właśnie doszło między nim a mną. Brunet lekko odsunął się ode mnie i spojrzał na rozbawionych chłopaków.
- Oj Harry, Harry ty nigdy nie masz dość. Miałeś zapiąć tylko zamek przy jej sukience, a nie od razu ją rozbierać – odezwał się Lou, tłumiąc w sobie śmiech.
Na moich policzkach pojawiły się lekkie rumieńce. Sama nie wiedziałam, czym to było spowodowane, przecież nigdy nie wstydziłam się przy tych czubkach. Złapałam rękę Stylesa, która wciąż ściskała moje udo i chciałam ją zsunąć, ale Brunet wyprzedził mnie, splatając nasze dłonie.
- Czepiacie się – odparł Loczek, po czym nie przejmując się opinią swoich przyjaciół, cmoknął mnie szybko  w usta i rzucił:
- Bierz ją. Wyglądasz w niej świetnie.
Uśmiechnęłam się niewinnie do wszystkich, a następnie wypchnęłam Stylesa z przymierzalni, na co tylko się zaśmiał, po czym zamknęłam się w niej. Wypuściłam głośno powietrze z moich ust, przy okazji zdejmując z siebie sukienkę. Wcisnęłam się już w swoje ciuchy, po czym jak gdyby nigdy nic wyszłam z przymierzalni i rzuciłam w ich stronę:
- Poczekajcie tu na mnie.
Pobiegłam pędem na drugi koniec sklepu, w którym się znajdowałam i przymierzyłam kilka par butów. Najbardziej przypadły mi do gustu czarne lity  całe obite złotymi ćwiekami. Wzięłam je także ze sobą i dobrałam jeszcze złoto-czarną biżuterię do mojego dzisiejszego stroju. Zapłaciłam za wszystko, ładnie dziękując, a następnie wróciłam do chłopaków.
- Coś ty nakupiła ? – spojrzeli na torby z napisem ,, Giorgio Armani ‘’, które trzymałam w ręce.
- Nic, chodźmy – pośpieszyłam ich, a wtedy Styles podszedł do mnie i objął lekko. W tym momencie Malik wstał wkurzony i zaczął kierować się do wyjścia.
- A ty dokąd ?! – krzyknęłam za nim.
- Sory, ale więcej już nie zniosę – utkwił znaczący wzrok w Harrym.
Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Chodź na chwilę – złapałam Mulata pod ramię, tym samym odciągając od reszty – zaraz wracamy – rzuciłam jeszcze do chłopaków.
Kiedy zatrzymałam się, stanęłam naprzeciwko Zayna i wlepiłam w niego swój wzrok.
- Chcesz pogadać ? – spytałam.
- Co ?! Ty sobie chyba żartujesz ! – krzyknął rozhisteryzowany.
- Spokojnie. Widzę, że masz jakiś problem – stwierdziłam.
- Ty zwariowałaś czy tylko udajesz ?! Serio nie wiesz o co mi chodzi ?!
- Nie. Powiesz mi w końcu co się dzieje ? – spytałam lekko zirytowana jego wahaniami nastroju.
- Ty się dziejesz – warknął, odwracając głową.
- Nie rozumiem – wpatrywałam się w niego.

***Oczami Zayna***

No i co z tego, że Harry jest moim przyjacielem ? – pomyślałem. On się jakoś nie kryję z uczuciami do Brunetki, więc czemu ja miałbym to robić. Kiedy tak stała i wpatrywała się we mnie, nie miałem pojęcia co mam zrobić, ale wtedy coś we mnie drgnęło. Musiałem jej wszystko powiedzieć.
- Meg ja z każdym twoim ruchem, oddechem słowem czy uśmiechem zatracam się w tobie co raz bardziej – wyznałem, po czym przeniosłem wzrok na dziewczynę, która oniemiała – Ale ty to już przestałaś zauważać – dokończyłem swoją myśl, a następnie rzuciłem jeszcze – Mam tylko nadzieję, że z Harrym jesteś szczęśliwa. Po prostu chciałem, abyś wiedziała, a teraz lepiej chodźmy, bo chłopcy się niecierpliwią.
Zostawiłem ją na środku centrum handlowego, po czym udałem się do chłopaków. Po chwili Brunetka ogarnęła się i wróciła do nas.
- Stało się coś ? – spytał Liam, widząc nasze miny. Wiedziałem, że Daddy wszystkiego się domyślił, zauważyłem to po jego wyrazie twarzy. Payne poklepał mnie lekko po ramieniu i szepnął na ucho:
- Będzie dobrze – wysiliłem się na lekki uśmiech, natomiast Meg wyszczerzyła się szeroko, chcąc chyba zatuszować naszą rozmowę.
- Lepiej już chodźmy, a nie gadajmy.
Ledwo ruszyliśmy , a dziewczyna zatrzymała się przed ogromnym i drogim sklepem. Odwróciła się do nas i powiedziała:
- Zapamiętajcie jedną bardzo ważną rzecz – uśmiechnęła się – Nie ma lepszego prezentu dla dziewczyny niż buty od channel – dokończyła, a chłopcy popatrzyli na nią z politowaniem. Ja natomiast uśmiechnąłem się pod nosem i próbowałem sobie wbić do głowy to co powiedziała.

Siedzieliśmy już w tym sklepie dobre dwie godziny, ale Meg nic nie wybrała.
- Mała pośpiesz się. Już po czwartej, za 4 godziny impreza. A jeszcze musimy ten prezent zawieść Julie -  odezwał się Harry, a ja przewróciłem tylko oczami. Nienawidziłem kiedy tak do niej się zwracał, ale jeszcze bardziej nienawidziłem faktu, że ona przed tym nie protestowała.
- Mam – krzyknęła, przez co każdy z nas wzdrygnął się.
- Extra. Bierz i wychodzimy – powiedziałem znudzony, a ona posłała mi ostrzegawcze spojrzenie.
- Po pierwsze mogliście sami wybrać jej te buty, po drugie, wy kazaliście mi je kupić, a po trzecie pytałam czy jesteście pewni swojej decyzji, a wy powiedzieliście, że tak, więc nie zachowujcie się jak kretyni  i dajcie mi wybrać coś oszałamiającego dla Juls ! – warknęła, dlatego każdy z nas od razu się zamknął, ale oczywiście Styles musiał dorzucić swoje trzy grosze.
- Kochanie, ale czy nie dałoby się tego jakoś delikatnie przyśpieszyć ? – spytał, udając zainteresowanego.
- Harry ! – krzyknęła ponownie.
- Dobrze, przepraszam. Tylko pytałem – odparł, unosząc ręce w geście niewinności, po czym podszedł do niej i chciał ją przytulić, ale ona odepchnęła go lekko i zaczęła dokładnie lustrując szpilki, które trzymała w ręce. Widząc, że Meg właśnie odtrąciła od siebie Loczka, dziwnie mnie zadowoliła.
- Dobrze księżniczko. Poczekamy ile będzie trzeba – odezwałem się, ale ona nawet nie zwróciła na mnie uwagi, natomiast Harry zabijał mnie wzrokiem.
Uniosłem wysoko brwi, udając, że nie wiem o co mu chodzi, po czym spytałem go:
- Co ?
- Dobrze wiesz co – warknął.
- Tak masz rację, wiem. Zacząłem grać w twoją grę – zaśmiałem się. Skoro on zaczął, to ja postanowiłem to skończyć, domagając się happy endu.

***Oczami Meg***

Weszłam po cichu do domu, ciągnąc za sobą chłopaków. Spostrzegłam, siedzącą na kanapie Juls, która oglądała w telewizji jakąś durną komedię. Podeszliśmy trochę bliżej, wrzeszcząc:
- Niespodzianka !
Juls natychmiast wstała i przytuliła nas wszystkich. Złożyliśmy jej życzenia, po czym Lou się odezwał:
- To może my wam nie będziemy przeszkadzać – spojrzał na mnie znacząco.
- Ale nie przeszkadzacie. Zostańcie – nalegała Ruda.
- Nie nie. Macie mało czasu na przygotowania – stwierdził Liam, a ja wytrzeszczyłam oczy. Czyżby właśnie się wygadał ?!
- Na przygotowania ? Do czego  ? – spytała niemal natychmiast, podekscytowana dziewczyna.
- No Meg mówiła, że zabiera cię do restauracji, abyście mogły świętować twoje urodziny – wyjaśnił, a ja odetchnęłam z ulgą.
- Dzięki za zniszczenie niespodzianki Payne – ciągnęłam nasze kłamstwo.
- Do usług – odparł i posłał mi całusa.
- To prawda ? – Julie zwróciła się do mnie, piszcząc.
- Tak – uśmiechnęłam się, a ona pędem złapała za torby i pobiegła na górę pod prysznic, przelotnie żegnając się z gośćmi.
- No i to by było na tyle – stwierdziłam, wpatrując się w zadowolonych chłopaków – Do potem – rzuciłam i zamknęłam za nimi drzwi, a następnie sama udałam się na górę do Juls.
~*~
Po trzech godzinach przygotowań, Juls miała na sobie to: 



Natomiast ja wybrałam coś zupełnie innego. 






Stałyśmy już pod klubem od 10 minut i czekałyśmy na chłopaków.
- Dlaczego stoimy ? – spytała Juls, która miała na oczach opaskę, zapiętą już w połowi drogi.
- Czekamy na kogoś … - oznajmiłam - I nie podglądaj – rozkazałam, kiedy zauważyłam, że Ruda chce zdjąć z oczu materiał.
- Na kogo ? – dociekała.
- Na chłopaków – wyjaśniłam, a ona zdziwiła – Pomyślałam, że będzie nam raźniej w naszym starym gronie, poza tym Niall tez ma urodziny, a chłopcy nie wiedzieli co mu zorganizować, więc zaproponowałam, aby się do nas dołączyli – nawijałam dopóki nie zobaczyłam zbliżających się chłopaków. Zaśmiałam się na widok, potykającego się Nialla. Było to spowodowane tym, że także miał zasłonięte oczy.
- Idziemy ? – spytali, kiedy stali już koło nas.
- Jasne – odparłam i ruszyłam do klubu, prowadząc ze sobą przyjaciółkę. Chwyciłam za klamkę drzwi i uchyliłam je, przez co poczułam ciepłe powietrze, wypływające z pomieszczenia. Uśmiechnęłam się sama do siebie, a następnie spojrzałam na resztę.
- Gotowi ? – rzuciłam.
No to.. Raz ! Dwa ! Trzy ! Zaczynamy !

***Oczami Julie***

Weszliśmy do jakiegoś budynku, w którym o dziwo było bardzo cicho. Przyjaciele kazali nam nie otwierać oczu, dopóki nie policzymy do 20. Gdy spełniliśmy ich warunek i otworzyłam w końcu oczy, ogarniała nas ciemność.
- Ej o co chodzi? – odwróciłam się, ale moi przyjaciele gdzieś zniknęli.
- Gdzie oni są? – spytał Niall, a ja wzruszyłam ramionami.
Nagle światła się zapaliły. Usłyszałam śmiechy i radosne „ Niespodzianka”.
Zaniemówiłam. Popatrzyłam na Horana, który był tak samo zaskoczony jak ja. Uśmiechnęłam się szeroko i zakryłam usta dłonią.
- Wiedziałeś o tym? – zapytałam blondyna.
- No coś ty. Nie miałem pojęcia, że oni coś takiego wymyślą – zaśmiał się, na co zrobiłam tak samo.
Puszczono muzykę, a do nas zaczęło podchodzić wiele ludzi z życzeniami. Połowy gości nie znałam… Pewnie byli to znajomi Blondyna. Bardzo się zdziwiłam, gdy w końcu podeszli do nas moi znajomi z Polski.
- O matko ! Co wy tutaj robicie?  - pisnęłam na widok grupki moich przyjaciół z ojczystego kraju.
- Myślisz, że ominiemy jedną z najgorętszych imprez tego roku? Jeszcze w Londynie? – zaśmiała się Milena. – A tak w ogóle to wszystkiego  najlepszego – przytuliła mnie i podarowała mi prezent.
- Ale wiecie, że największym prezentem jesteście wy? – wyszczerzyłam się.
- Oj tak – zawtórowali mi.
– Całkiem niezłe ciacho z tego Twojego Nialla – powiedziała przyjaciółka, dosłownie zjeżdżając Horana wzrokiem.
- On nie jest mój ! – wystawiłam jej język. – I nie gap się tak na niego ! – szturchnęłam ją w ramię.
- Oj tam, oj tam ! Nawet nie zauważasz, że cały czas spogląda na Ciebie – poruszyła zabawnie brwiami – Ja bym się za niego brała.
- Milena ! – wybuchłam śmiechem.
Kolejno składali nam  życzenia pracownicy mojego ukochanego The Hits News i The Hits Radio. W sumie samo składanie życzeń zajęło ponad godzinę. Skąd się tyle ludzi tu wzięło? W końcu podeszła do mnie Megan.
- I jak się podoba niespodzianka? – zapytała, na co ją przytuliłam.
- Dziękuję – powiedziałam szczerze.
- Dobra chodźmy się zabawić – wyszczerzyła się i pociągnęła mnie w kierunku parkietu.
Tańczyłyśmy w rytm muzyki. Po chwili przyłączył się do mnie jakiś chłopak. Wydawało mi się, że skądś go znałam. Nie powiem był dość przystojny.  Nawet nie krępowałam się z nim tańczyć. Wręcz przeciwnie. Czułam się bardzo swobodnie. Zaczęliśmy się dosłownie ocierać o siebie. Widać, że mu się to podobało, ale postanowiłam to przerwać. Szepnęłam mu do ucha, że muszę iść się napić i zostawiłam go samego. Przez to wszystko nie zauważyłam kiedy moja przyjaciółka się ulotniła. Usiadłam na wysokim krześle przy barze i zamówiłam drinka. Gdy barman podał mi napój, puścił mi oczko. Oczywiście, moje policzki zaczerwieniły się i głupkowato się zaśmiałam. Nagle poczułam jak ktoś dotknął mojego ramienia. Wystraszyłam się i szybko się odwróciłam, niechcący oblewając kogoś zawartością mojej szklanki.
- Kur… Jak chciałaś mnie spławić, to mogłaś powiedzieć – przed sobą zobaczyłam chłopaka, z którym wcześniej tańczyłam.
- O matko przepraszam Cię. Nie chciałam – wzięłam serwetkę i próbowałam zetrzeć z jego koszuli mieszankę coli i wódki.
- Taa jasne – lekko się uśmiechnął.
- No siema – podszedł wtedy do nas Niall – Siema Josh – zwrócił się do poszkodowanego.
- Znacie się? – zdziwiłam się, odkładając serwetkę na blat.
- Właśnie chciałem się przedstawić. Jestem Josh. Josh Devine.
- A to stąd Cię znam. Jesteś perkusistą no nie?
- Tak to ja. Chciałem się spytać czy masz jutro wolny wieczór ? – wyszczerzył się i posłał mi zalotne spojrzenie.
Zrobiłam minę WTF? Czy on mnie właśnie podrywa? Spojrzałam kątem oka na Nialla, który zacisnął dłoń w pięść. To nie wróżyło nic dobrego.
- Em… Nie wiem czy to najlepszy pomysł – powiedziałam nieśmiało.
- Ale czemu nie? Myślałem, że mam szansę…
- Eh… - przygryzłam dolną wargę – Daj swój telefon, może zadzwonię, ale nie obiecuje – uśmiechnęłam się blado.
Wymieniliśmy się numerami, po czym wróciłam na parkiet. Przyłączyłam się do koleżanek z pracy i razem szalałyśmy…

***Oczami Nialla***


- Porąbało Cię?!  Flirtujesz z Juls?! – wykrzyczałem prosto w twarz.
- Czego ty chcesz? Z tego co wiem, nie jesteście razem – odgryzł się Josh, przez co chciałem mu przywalić.
- Po prostu odpieprz się od niej – warknąłem i odszedłem, szukając wszędzie Rudej.
W końcu znalazłem ją. Tańczyła na środku sali z jakimiś dziewczynami. Co chwile odgarniała włosy, opadające na jej twarz. Wyglądała prześlicznie. Jak mogłem rok temu pozwolić jej odejść?
Podszedłem do Julie i poklepałem ją  po ramieniu. Odwróciła się, a gdy mnie zobaczyła, uśmiech zszedł z jej twarzy.
- Możemy porozmawiać? – zapytałem niepewnie.
- O czym? O Josh’u? – podniosła jedną brew do góry – Widziałam jak zareagowałeś. Myślałam, że mu już przywalisz – przewróciła oczami.
- Po prostu nie chce  żeby Cię zranił – tłumaczyłem się.
- Taa.. Bo Ty niby nigdy mnie nie zawiodłeś – powiedziała z sarkazmem.
- Ja pierdziele. O co Ci chodzi?
- O to, że jesteśmy TYLKO PRZYJACIÓŁMI ! – krzyknęła – Więc nie masz prawa rządzić moim życiem, rozumiesz ?!

***Oczami Julie***

Było mi trochę głupio, że tak naskoczyłam na Nialla, ale miałam przecież powód. Staliśmy naprzeciw siebie. On w oczach miał rozczarowanie, a ja złość. W pewnej chwili muzyka ucichła, a światła zostały skierowane na Lou, Liama, Zayna i Harrego, którzy w rękach trzymali mikrofony.
- SIEMA WSZYSTKIM ! – krzyknęli na co wszyscy podnieśli kieliszki z szampanami do góry.
- Prosimy tutaj do nas naszych solenizantów ! Brawa dla nich – wyszczerzył się Tomlinson.
Podeszliśmy do nich. Poprawił mi się humor i teraz non stop się śmiałam, widząc Meg. Wiedziałam, że wymyślili coś mega głupiego i szalonego, tylko nie wiedziałam co.
- No więc… Chcemy wam życzyć wszystkiego najlepszego !!!!!!!!!!!! – wykrzyczeli.
Cała sala zaczęła nam śpiewać Happy B-day. Przyjaciele oczywiście zaczęli się wydurniać i drzeć japę. Było to dość zabawne i każdy zwijał się ze śmiechu. W tym momencie pojawiły się kelnerki z tortami w rękach. Paliły się na nich sztuczne ognie. Zaśmiałam się, gdy zobaczyłam kelnerów, którzy przynieśli jeszcze kilka butelek szampana. Każdy osoba dostała po jednej. Wszyscy krzyknęli  „ 100 lat” i każdy napił się alkoholu.
Przyłożyłam usta do gwintu i upiłam kilka łyków. Zauważyłam kamerzystę i fotografa, który przez całą imprezę obserwowali każdy ruch. Założę się, że to Megan wpadła na pomysł ich, aby wynająć…
- Okay, a teraz… Juls, Niall – zwrócił się do nas Zayn – Chcemy duetu ! – podał nam mikrofony.
Patrzyłam na niego z miną WTF? a wszyscy zaczęli klaskać i domagać się piosenki.
Spojrzałam na Horana, który tylko wzruszył rękami. Puszczono podkład, a ja w momencie rozpoznałam piosenkę. Postanowiłam się dobrze bawić i niczym się nie przejmować.

Here I am waiting, I'll have to leave soon
Why am I holding on?
We knew this day would come, we knew it all a long
How did it come so fast?
This is our last night but it's late
And I'm trying not to sleep
Cause I know, when I wake
I will have to slip away

And when the daylight comes I'll have to go
But tonight I'm gonna hold you so close
Cause in the daylight we'll be on our own
But tonight I need to hold you so close
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah

Przez całą piosenkę podrywałam jakiś chłopaków, puszczając im oczko itd. Nagle poczułam, że ktoś mnie obraca i zobaczyłam Nialla, który zaczął śpiewać swoją solówkę.

Here I am staring at your perfection
In my arms, so beautiful
The sky is getting back the stars are burning out
Somebody slowit down
This is way too hard
Cause I know, when the sun comes up
I willl eave, this is my last glance
That will soon be memory

Blondyn założył mi za ucho kosmyk włosów, który opadał na moją twarz.. Patrzyłam na niego zahipnotyzowana. Jak on to robił, że niekiedy traciłam przy nim rozum?

And when the daylight comes I'll have to go
But tonight I'm gonna hold you so close
Cause in the daylight we'll be on our own
But tonight I need to hold you so close
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
I never wanted to stop
Because I don't wanna start all over, start all over
I was afraid of the dark
But now it'sall that I want, all that I want, all that
I want
And when the daylight comes I'll have to go
But tonight I'm gonna hold you so close
Cause in the daylight we'll be on our own
But tonight I need to hold you so close
And when the daylight comes I'll have to go
But tonight I'm gonna hold you so close
Cause in the daylight we'll be on our own
But tonight I need to hold you so close
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah
Ooh-woah, ooh-woah, ooh-woah

Muzyka przestała grać, a wszyscy klaskali. Popatrzyłam prosto w oczy blondynowi i pocałowałam go tak, że dla innych wyglądało to jako zwykły całus w policzek. Prawda była jednak inna. Musnęłam jego kącik wargi. W sumie nie wiem co mną wtedy kierowało, ale pragnęłam poczuć, chociaż przez chwilę jego usta. Widać było, że alkohol  zaczął mi powoli uderzać do głowy, ale do całkowitego „zachlania” było mi daleko.


Miłą chwilę przerwali nam… Kto inny jak nie chłopaki? Podbiegli do nas z szampanami wcześniej już wstrząśniętymi. Zaczęli nas oblewać szampanem. Odwróciłam się piszcząc i bojąc się równocześnie o mój makijaż. Gdyby mu się coś stało to Meg by mnie zabiła. Męczyła się z nim dość długo. Na moje szczęście zostawili mnie w spokoju, a wzięli się za Horana. Każdy oblewał go zawartością swoich butek i kieliszków. Zaśmiałam się widząc to. Zobaczyłam Meg, Eleanor i jakąś dziewczynę zmierzających w moją stronę. Przyjaciółka podała mi szklankę z drinkiem i zaśmiała się pod nosem.
- Mają szczęście, że nie zepsuli Ci makijażu – w końcu wybuchła śmiechem.
- Inaczej mieli by z Tobą do czynienia – zawtórowałam jej.
- Juls, to jest Danielle. Dziewczyna Liama – powiedziała El.
- O hej. Miło mi Cię poznać – podałam rękę dziewczynie, o dość długich kręconych włosach. Powiem wam, że była śliczna. Nie dziwie się, że Payne się w niej zakochał.
- W końcu Cię poznałam. Li dużo o Tobie mówił – uśmiechnęła się. Wydawała się na bardzo sympatyczną.
Popatrzyłam jeszcze na Nialla. Nawet nie wiecie jak pociągająco wyglądał w mokrym podkoszulku. Meg pomachała mi przed oczami, przez co się „ocknęłam”.
- Ej ! Gapisz się na niego tak, jak kobieta na diecie na kawałek ciasta – wypaliła przyjaciółka, na co zrobiłam facepalma i się zaśmiałam.
Usiadłyśmy na skórzanej sofie przy jakimś stoliku. Po chwili przyszedł nasz kochany boyband. Oczywiście byli cali mokrzy bo jak inaczej. Dopijali pozostałości alkoholu z butelki.
- No siema dziewczyny – przywitał się, lekko pijany Tomlinson.
Przysiedli się do nas. Zamówiliśmy kilka drinków. Każdemu z naszej paczki dopisywał humor. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy. W między czasie przekąsiliśmy  jakieś ciastka, które nam przyniosła kelnerka. Mimo, że to jeszcze nie koniec imprezy, to mogę śmiało powiedzieć, że to najlepsze urodziny, jakie kiedykolwiek miałam. Poznałam również Mazz’ego i Andy’ego. Naprawdę to są pozytywnie rąbnięci ludzie. Uwierzcie, przez nikogo nigdy się nie uśmiałam tyle. Meg  leżała na stole chichrając się, a Zayn lustrował jej ciało. W końcu Mazz zaproponował, żebyśmy poszli wszyscy na parkiet. Oczywiście zgodziliśmy się. W między czasie ustawialiśmy się do zdjęć robiąc idiotyczne miny. Czarnoskóry wziął mnie za rękę i zaczął ze mną tańczyć. A ja? Zgłupiałam. On taniec i muzykę miał we krwi. Słowo genialny nawet w połowie nie opisuje jego talentu…
- Chcecie muffinki? – spytała kelnerka, która do nas podeszła.
- No jasne – wzięliśmy z tacy po jednym.
Podeszłam do El, która gadała z Niallem i Lou.
- Mmm.. Przepyszne są te ciastka, nie? – zaczęłam.
- No wiadomo. Z najlepszej cukierni w Londynie – wypiął dumnie klatę Tommo.
- Tomlinson, zatańczmy- zaproponowała Calder, na co chłopak przytaknął. – Juls, następny taniec jest nasz – dopowiedział, na co przytaknęłam głową.
- Pychota – wyszczerzył się Horan, zajadając się babeczką. Oczywiście jak na niego przystało musiał się ubrudzić. W kąciku ust została mu bita śmietana.
- Hahaha. Masz coś tutaj – wskazałam palcem.
- No to zetrzyj to – zaśmiał się.
- Taaa… Jeszcze może zlizać – upiłam łyk drinka.
- A czemu nie? – poruszył zabawnie brwiami.
- No w sumie. Raz się żyje – wypiłam do dna napój.
Podeszłam do niego i cały czas chichocząc szybko zlizałam masę. Wszyscy zaczęli się śmiać, razem z nami….


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
POWRÓCIŁYYYYYYYYYYYYYŚMY :D OTO ROZDZIAŁ 44, KTÓRY MA 19 STRON WORDA.. :D OCZYWIŚCIE BARDZO WAS PRZEPRASZAMY ZA TO :( WIEMY, ŻE PEWNIE WIELE Z WAS NAM NIE WYBACZY.. JESZCZE RAZ PRZEPRASZAMY I OD RAZU ODPOWIADAMY NA WASZE PYTANIE. NASTĘPNY BĘDZIE NIeDŁUGO, GDYŻ MAMY GO JUZ PÓŁ NAPISANEGO :D A I JESZCZE JEDNO. NIE NARZUCAMY WAM ILOŚCI KOMENTARZY, GDYŻ CHCEMY ZOBACZYĆ ILE ZOSTAŁO TYCH PRAWDZIWYCH CZYTELNICZEK :D WIĘC DO DZIEŁA. ! 


 ...Because we love more than this...<3 


SEE YA ! ;* ^^