...Because we love more than this...

...Because we love more than this... <3

niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 43 - " I wanna save you wanna save your heart tonight ! x "

Rozdział czytajcie przy piosence : KLIK ! X
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
***Oczami Zayna***

Szliśmy przez park. Cały czas nawijałem do Meg, aby wzbudzić w niej wyrzuty sumienia. Denerwowało mnie to, że nie daje mi się nawet przytulić. Okay, rozumiem, że może już mnie nie kocha, ale to nie powód, żeby się tak zachowywać.
- Ja pierdziele ! Meg ! Ty mnie w ogóle słuchasz ?! – warknąłem, ale ona sobie nic z tego nie robiła. Zachowywała się jak w jakimś amoku… Jakby była we własnym świecie. Co chwilę odwracała głowę i szukała kogoś wzrokiem. Kompletnie nie wiedziałem o co chodzi.
- Ej ! – szturchnąłem ją zdenerwowany.
- Zayn ! Ktoś był za tamtym drzewem – pisnęła i chwyciła się mojego ramienia. Bez zastanowienia przerzuciłem wzrok na wyznaczone przez nią miejsce.
- Nikogo tam nie ma – odparłem zdziwiony – Ej wszystko okay ? Zaczynasz majaczyć. Jest północ i do tego środek tygodnia. Kto by przychodził o takiej porze do parku ? – dokończyłem, po czym przewróciłem oczami.
- Cholera ! Przecież chyba wiem co widziałam – warknęła.
- Jesteś przewrażliwiona – stwierdziłem obojętnie.
- Żebyś przypadkiem zaraz ty nie był przewrażliwiony – na te słowa ruszyłem i szedłem przodem.
Ciszę przerwał cichy pisk Szatynki. Natychmiast odwróciłem się i zamarłem. Jakiś facet ciągnął Meg do swojego samochodu. Od razu rzuciłem się jej z pomocą. Właśnie dobiegałem do nich, kiedy mężczyzna odpalił silnik i odjechał z piskiem opon. Przyjrzałem się dokładniej rejestracji auta i w tym momencie wszystko skojarzyłem.
- Jawaad ?! – powiedziałem niedowierzając.

***Oczami Julie***

Otworzyłam leniwie oczy. Leżałam na kolanach Nialla, otulona kocem. Ostatnio byłam strasznie zmęczona i niewyspana, więc nie dziwie się, że tak szybko zasnęłam. Odwróciłam się, zerkając na twarz Horana. Chłopak spał, ze słodkim wyrazem twarzy. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i w tym momencie Blondyn mruknął coś pod nosem. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Powoli wstałam i udałam się do kuchni, a raczej doczołgałam się. Kompletnie nieprzytomna wyciągnęłam szklankę, do której nalałam wody i zmoczyłam nią usta. Wróciłam na sofę i usiadłam na niej, kiedy poczułam, że ktoś obejmuje mnie ramieniem.

- A ty nie śpisz? – zaśmiałam się do Horana.
- Nie. Bez Ciebie nie umiem spać – powiedział, na co skarciłam go wzrokiem – Żartowałem - dodał.
- Mam nadzieję – bąknęłam i ponownie upiłam łyk cieczy.
- Śniło Ci się coś? – spytał niebieskooki.
- Nie – rzekłam niepewnie – Gadałam przez sen ? - spytałam, mając nadzieję, że się mylę.
- Powiedziałaś, że uwielbiasz moje perfumy – chłopak wybuchnął śmiechem, a ja przyłożyłam dłoń do czoła, będąc kompletnie zażenowana tą sytuacją.
- Serio tak mówiłam ? – dopytywałam, modląc się w duchu, aby to była nieprawda.
- Yhm… Jeszcze nazbierało by się kilka innych rzeczy, ale nie chce Cię dołować – droczył się.
- Dobra nie mów, bo i tak zaraz po obudzeniu nic nie kojarzę – zaśmiałam się.
- Oglądamy coś? – zmieniłam temat.
- Horror ! – wyszczerzył się Niall.
- No dobra – oparłam głowę o jego ramię i zaczęliśmy oglądanie filmu.Po kilku minutach stawałam się coraz bardziej śpiąca. Już miałam odchodzić do krainy snów, gdy drzwi otworzyły się z hukiem, a ja aż podskoczyłam i wtuliłam się mocniej w Horana. Kiedy do salonu wszedł Malik, odetchnęłam z ulgą.
- Matko Boska. Ale mnie wystraszyłeś – powiedziałam, ale chłopak nic nie odpowiedział.
- Zayn? Wszystko dobrze? – zapytał Blondyn, ale Brunet nadal siedział cicho, dlatego po mojej głowie chodziły najgorsze scenariusze.
- M…Meg… - wyszeptał nieobecny.
- Co z nią ? - spytałam zaniepokojona...
- Bo…. Porwano ją – wydusił z siebie, a ja zamarłam.Myślałam, że on najzwyczajniej w świecie sobie żartuje, ale widząc go całego roztrzęsionego, ta myśl od razu odeszła. Nie mogłam tego zrozumieć. Meg porwana? Nie to nie prawda. To na pewno jest nieprawda !

***Oczami Meg***

Do pokoju, w którym się znajdowałam, otworzyły się drzwi. Do pomieszczenia wszedł znajomy mi facet, po czym zmierzył w moją stronę. Próbowałam śledzić jego każdy ruch, ale światła były trochę przyciemnione, co tylko utrudniało mi zadanie. Kiedy chłopak znalazł się bliżej mnie, bez zastanowienia zaczęłam się szarpać. Niestety nic to nie dało, gdyż moje nadgarstki oplatał szorstki sznurek, a usta drażniła taśma. Brunet jednym szybkim ruchem ściągnął ją z mojej twarzy, przez co wydałam ciche jęknięcie.
- Nie poznajesz mnie ? – usłyszałam, a po moim ciele od razu przeszły nieprzyjemne dreszcze.
- Jawaad ?! – powiedziałam, nie dowierzając.
- We własnej osobie – wyszczerzył się.
- Czego ty ode mnie chcesz ?!! Wypuść mnie !! – krzyczałam.
- Tyle trudu i myślisz, że tak po prostu dam ci odejść ? – spytał z chytrym uśmieszkiem – Przez ponad rok cię śledziłem - dokończył, a ja zamarłam, kojarząc fakty.
- Więc to byłeś ty ?! – otworzyłam usta z wrażenia – To ty stałeś pod moim oknem, to ciebie wtedy gonił Zayn, to przed tobą uratował mnie Niall, to ty niszczyłeś mnie psychicznie i fizycznie – stwierdziłam, zakrywając usta dłońmi, po czym popatrzyłam na niego wzrokiem przepełnionym strachem i bólem.
- W końcu mnie rozgryzłaś… - odparł.
- Co ja ci takiego zrobiłam ?! – krzyknęłam, a chłopak przykucnął przy mnie, złapał mój podbródek i rzekł:
- Po prostu kusisz swoją urodą.
- Nie dotykaj mnie – przekręciłam gwałtownie głowę, ale to nic nie dało.
Brunet szarpnął mnie, przy tym wstając, przez co byliśmy sobie równi. Przycisnął mnie do ściany i przybliżył swoją twarz do mojej. Momentalnie serce podeszło mi pod gardło, ale starałam się, żeby nie wyczuł jak bardzo się boje.
- A teraz będziesz posłusznie robić to co ci karzę . Zrozumiano ? – ścisnął moje ramię.
- W twoich snach – wypowiedziałam, patrząc na niego z nienawiścią.
Wtedy jednym ruchem uderzył mnie w twarz. Jego dłoń zdobił duży sygnet, który przeciął mój policzek. Z rany momentalnie puściły się strugi krwi, a ja syknęłam z bólu.
- Nienawidzę cię – warknęłam, a on zaśmiał się.
- Jakoś mnie to nie rusza – odparł i wpił się w moje usta.
Szarpałam się, próbowałam go odepchnąć. Moją twarz moczyły mokre łzy. Byłam bezradna. Nie mogłam nic zrobić. Jawaad przeniósł swoje usta na moją szyję, a ja momentalnie się wzdrygnęłam.
- Zostaw mnie ! – krzyknęłam przez płacz, ale on nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
Modliłam się w duchu, żeby nagle zdarzył się jakiś cud, ale wszystko na marne. Nie miałam wyboru, zaczęłam głośno krzyczeć o pomoc. Wtedy podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Krzycz sobie do woli i tak cię tu nikt nie usłyszy.
Zjechał dłońmi na moje biodra, a ja mimowolnie szarpnęłam się. Chłopak wrócił z powrotem do moich ust, po czym jedną ręką wsunął pod moją bluzkę. Złapał zapięcie od mojego stanika, więc od razu zaczęłam go odpychać. Teraz już na niczym mi nie zależało. Szarpałam się, krzyczałam i nic. Nagle drzwi pomieszczenia otworzyły się, a ja zauważyłam Liama i Lou. Kiedy spostrzegli co się dzieje, natychmiast podbiegli i odciągnęli ode mnie Jawaada. Do pomieszczenia wlecieli pozostali, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Cała się trzęsłam i jednocześnie drżałam. Niall dzwonił już po policję, a ja ? Wpatrywałam się we wszystkich. Przejechałam wzrokiem po przyjaciołach, a kiedy moje oczy spotkały się z oczami Juls, od razu do niej podbiegłam. Wtuliłam się mocno w dziewczynę i zaczęłam płakać.
- Spokojnie. Jesteśmy już tutaj.. Uspokój sie - powiedziała.
W tym momencie poczułam kogoś rękę na moich plecach.
- Daj mi ją przytulić - Harry smutno zwrócił się do Rudej, a ja na niego popatrzyłam, przy tym pociągając nosem.
- Skarbie - szepnął.. Nie do końca wiedziałam co się dzieje. Liam z Lou wciąż wrzeszczeli na Jawaada..i do tego te słowa Stylesa, które kompletnie mnie zdezorientowały. ,,Skarbie'' - tylko to chodziło teraz po mojej głowie. Nie miałam pojęcia czy on traktuje mnie poważnie, czy to tylko przelotny romans. Nie rozmyślając już o niczym, wtuliłam się w niego, a po chwili dołączył do nas Malik. Tkwiłam w objęciach Harrego, zaś Mulat głaskał mnie lekko po plecach.
- Zrobił ci coś ? - spytał szeptem Zayn. Loczek natychmiast trochę mnie od siebie odsunął i trzymając za ramiona powiedział:
- Zrobił ? - uniósł brwi.
Ponownie pociągnęłam nosem i spojrzałam na nich smutno. Malik na wyraz mojej twarzy, zamarł, po czym tym razem to on wtulił mnie w siebie. Nie protestowałam, właśnie tego teraz potrzebowałam.
- Przepraszam Cię Meg. To moja wina.. Byłem za ciebie odpowiedzialny, a ja to tak po prostu spieprzyłem...znowu - te słowa Mulat wyszeptał w moje włosy, tym samym lekko je muskając.
Policja już zdąrzyła wyprowadzić z budynku Jawaada, zaś my wciąż tam tkwiliśmy.
- Jedźcie do domu - zwrócił się do nas policjant - Za około godzinę przyjedzie do Was mój człowiek, abyście złożyli zeznania - dodał i odszedł.
- Chodź tu moja marcheweczko. Zabiorę cię do domu - powiedział zabawnie Lou, obejmując mnie, przez co po raz pierwszy lekko uśmiechnęłam się. 
 -No już lepiej - odparł Tomlinson - Wszystko będzie dobrze – dodał.
- Dzięki Lou - wyszeptałam..
~*~

Po 15 minutach byliśmy w domu.. Wszystko mnie bolało, pewnie od szarpania się z Jawaadem. Chłopcy zostali w salonie, a mnie Juls zaprowadziła do mojego pokoju.
- Odpocznij - rozkazała, a ja pokręciłam przecząco głową.
- Wezmę prysznic i idę do Was. Nie chcę siedzieć sama - odparłam stanowczo.
- Okay - uśmiechnęła się blado i wyszła.
Wbiegłam szybko do łazienki i wzięłam prysznic. Kiedy skończyłam, wysunęłam się z kabiny i stanęłam na zimnych kafelkach. Po moim ciele spływała jeszcze woda, dlatego chwyciłam ręcznik, po czym owinęłam go wokół mojego ciała. Włosy opadały mi swobodnie na ramiona, z których zeskakiwały małe kropelki. Oparłam ręce o zlew i popatrzyłam w swoje odbicie. Rana, znajdująca się na moim policzku, z której sączyła się jeszcze delikatnie krew, była mocno zaczerwieniona. Westchnęłam smutno.
- Weź się w garść dziewczyno - wyszeptałam sama do siebie..
Gdzie ta osoba, która potrafiła śmiać się nawet z najgłupszej rzeczy ? - spytałam w myślach.
Bez zastanowienia szybkim ruchem zerwałam ręcznik i włożyłam na siebie ciuchy. Wysuszyłam włosy, robiąc na nich lekkie fale. Na oczach znalazły się  grube kreski, które wykonałam za pomocą eyelinera. Wytuszowałam mocno rzęsy i nałożyłam puder, po czym zwilżyłam usta jasnoróżowym błyszczykiem. Zbiegłam stanowczo na dół i uśmiechnęłam się tak prawdziwie jak nigdy. Pozostali nie wiedzieli o co chodzi..
- Wszystko w porządku ? - spytał Liam, marszcząc zabawnie brwi. Zachichotałam pod nosem i odpowiedziałam:
- W jak najlepszym.
- Czemu jesteś taka szczęśliwa ? - zwrócił się w moją stronę Lou - Nie, żeby to było coś złego.. - Tommo natychmiast poprawił się.
- Bo mam waas - wyszczerzyłam się jeszcze bardziej i podbiegłam do każdego, obdarowując soczystym buziakiem w geście wdzięczności. Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni. Postanowiłam nie przejmować się tym co się stało. Nie pozwolę, aby jedno wydarzenie zmieniło mnie, jak i moje życie o 180 stopni. Usiadłam między Harrym, a Zaynem, po czym na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Przesuń tyłek - zwróciłam się do Malika niezadowolona - I weź te ręce - rozkazałam ponownie, po czym dumna rozłożyłam się wygodnie na kanapie.
- Ehh - westchnął Mulat - No i wróciła wkurzająca Meg - dodał, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ja popatrzyłam na niego spod łba.
- Znowu zacznie się marudzenie - przewrócił oczami Lou.
- Ejj - jęknęłam urażona - Jeszcze przed chwilą byłeś dla mnie taki miły - powiedziałam z wyrzutem.
- Ale wróciła stara Meg, więc już nie ma takiej potrzeby - odparł, szczerząc się, a na końcu wytknął język. Zignorowałam go.
- Dobra, dajcie jej spokój - w mojej obronie stanął Harry.
- No widzicie ? Jeden mądry - wskazałam na zadowolonego Loczka, a reszta ponownie zaśmiała się.
Siedzieliśmy w ciszy i nikt nie miał zamiaru się odezwać. Moja głowa leżała wygodnie na kolanach Zayna, zaś nogi na kolanach Stylesa.
W pewnym momencie zielonooki nachylił się nade mną, rozkładając swoje ręce po moich bokach. Reszta spojrzała na niego zdziwiona.
- Wiem co możemy porobić - wyszczerzył się Loczek, a Liam zrobił zniesmaczoną minę..
- Harry, nie przy ludziach - jęknął Payne, a Styles spojrzał na niego zdziwiony.
- Miałem co innego na myśli - oznajmił, po czym rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. Nie mogłam opanować śmiechu.
- Prze..Przees..przestań !! - krzyczałam, ale to nic nie dawało. Wszyscy wokół chichotali, a ja nie mogłam już wytrzymać. Szarpałam się, dlatego Zayn przytrzymał mnie, przy tym pomagając Harremu.
- Dobra spokój ! - krzyknął zrezygnowany Niall.
Przeciągnął mnie za ręce przez kolana Stylesa i Malika, który w ostatniej chwili mnie złapał, tym samym obejmując mnie.
- Czemu ją zabierasz ? - spytał rozbawiony Mulat.
- Bo inaczej nigdy tutaj nie będzie spokoju - odparł, po czym postawił mnie do pionu i popchnął lekko w stronę Juls.
Podbiegłam do niej wesoło, prawie zabijając się o stół, przez co w salonie znów rozbrzmiał śmiech, i usiadłam po turecku obok przyjaciółki. Szturchnęłam ją w ramię,a gdy przeniosła na mnie wzrok, wyszczerzyłam się głupkowato.
Juls strzeliła tylko krótkiego facepalma, po czym powiedziała:
- Jezuu. Z kim ja mieszkam...
- No ze mną - odparłam i znów zaczęłam się śmiać. To dzięki nim miałam taki dobry humor, to im zawdzięczałam to, że wiedziałam jak to być przez kogoś wspieranym, to wszystko dzięki nim - MOIM PRZYJACIOŁOM...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Sorry, że dopiero teraz, ale obie chorowałyśmy i nie miałyśmy jak pisać. Potem doszły święta i wyjazd Anki, więc sami rozumiecie. Dokończyłam ten rozdział sama i tak wiem, że  krótki, ale nie mogłam wymyślić co może się tam jeszcze dziać, więc zakończyłam tak jak jest ;) Następny będzie o wiele dłuższy.. Co powiecie na 15 stron worda ? :D Jeszcze raz przepraszamy i dziękujemy, że nadal jesteście z nami <3 #MUCHLOVE :D xx 

...Because we love more than this...<3

SEE YA ! ;*



niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział 42 - " She's not afraid"


30 komentarzy = następny rozdział w weekend.  (Mamy nadzieję, że dacie radę)


***Oczami Julie***

Przewróciłam się na drugi bok i wtuliłam się w poduszkę. No nie. Nie dam rady już spać. Sięgnęłam ręką na półkę i chwyciłam swój telefon. Popatrzyłam na godzinę. Była dopiero 8 rano. Czemu nie mogłam ostatnio spać? Przecież położyłam się do łóżka grubo po północy, co dawało mi tylko kilka godzin snu. A mimo to, cały czas budzę się tak wcześnie.
Dopiero po kilku minutach zauważyłam, że dostałam SMS-a.

„ Julie, musisz przyjść dzisiaj do pracy na 9. Wiem, że miałaś mieć wolne, ale nie masz innego wyjścia. Jason.”

- No chyba sobie jaja robisz. Powtórka z wczoraj? – mruknęłam sama do siebie.
Położyłam się jeszcze na kilka minut, ale po chwili wstałam i zerknęłam do szafy. Przeglądałam ciuchy na wieszakach, kiedy spadła jedna z moich sukienek. Podniosłam ją i zauważyłam pewną rzecz. Zawiesiłam kieckę na swoje miejsce, a z dna szafy podniosłam koszulkę. Zwykła biała koszulka z nadrukiem.
- Skąd ją mam? Przecież to męski T-shirt – powiedziałam w myślach i wtedy mnie olśniło.
Rok temu. W TAMTĄ noc Niall miał ją na sobie. Powąchałam materiał. Nadal pachniał perfumami, które doskonale znałam. Wszystkie wspomnienia powróciły z podwójną siłą. Usiadłam na brzegu łóżka, a w moich oczach pojawiły się iskierki. To była moja przeszłość, o której chciałam zapomnieć, ale… Ale nie potrafię. I chyba nie powinnam. To, że teraz nic nie czuje do Horana, nie znaczy,  że mam wymazać z pamięci uczycie jakim go niegdyś darzyłam. Wstałam i wrzuciłam koszulkę, tam gdzie ją znalazłam. Wyciągnęłam krótką spódniczkę, bokserkę i do tego koszulę. Gdy się w to ubrałam, zeszłam na dół. Znalazłam koło telewizora kartkę i długopis. Usiadłam przy blacie w kuchni i napisałam liścik do Meg. Położyłam go na stole i udałam się do przedpokoju. Ubrałam swoje buty na koturnach, założyłam jeansową kurteczkę, apaszkę. Wzięłam jeszcze tylko torebkę, do której włożyłam klucze i wyszłam. Postanowiłam dzisiaj nie zamawiać taksówki, tylko przejść się na piechotę. Po drodze chciałam kupić sobie jakąś dobrą kawę i śniadanie na wynos, bo oczywiście nie udało mi się nic zjeść w domu. Poza tym trzeba kiedyś poukładać sobie wszystkie myśli w głowie. A spacer był najlepszym sposobem na to.


***Oczami Meg ***

Obudziłam się dość późno. Przetarłam leniwie oczy i wstałam z łóżka. Wzięłam szybki prysznic, po czym założyłam jeansy, fioletową bluzkę i szary sweterek. Zbiegłam na dół i bez zastanowienia skierowałam się do kuchni. Na blacie leżała karteczka, dlatego wzięłam ją do ręki i przeczytałam:

,, Musiałam jechać do pracy. Wrócę bardzo późno… Julie xoxo "

Zgięłam papierek i wyrzuciłam go do kosza. Korzystając z okazji, szybko wykręciłam numer do Zayna.
- Halo ? – odebrał.
- Siemka, mam sprawę – rzuciłam zadowolona ze swojego pomysłu.
- A co się stało, że dzwonisz do mnie, a nie do Harrego ? – prychnął.
- Nie zaczynaj, tylko słuchaj – powiedziałam – Julie pojechała na cały dzień do pracy, więc zabieraj chłopaków i przyjeżdżajcie. Omówimy szczegóły imprezy – dokończyłam.
- No dobra, ale co z Niallem ? – spytał, a ja od razu zaczęłam nad tym myśleć.
- Powiedzcie mu, że Juls jest w pracy i na niego tam czeka, bo coś od niego chce. Po prostu wciśnijcie mu jakiś kit – rzekłam, przewracając oczami.
- Okay, zaraz będziemy – odparł, po czym się rozłączył.
Odłożyłam komórkę z powrotem do kieszeni i zrobiłam sobie kanapki. Zjadłam je, popijając gorąca herbatą muśniętą paroma kropelkami cytryny. Pozmywała po sobie naczynia i wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, a do środka weszło czterech chłopaków. Najpierw przywitałam się z Liamem, potem z Lou i Zaynem, a na końcu padło na Harrego. Każdego przytuliłam i cmoknęłam w policzek, tylko, że Styles złapał mnie za rękę i splótł nasze dłonie. Weszliśmy do salonu i wszyscy rozłożyli się wygodnie na kanapie, prócz mnie, bo  Harry usadził mnie sobie na kolanach, przy tym mocno przytulając.
- I jak wam poszło z Blondaskiem ? – spytałam.
- Kiedy tylko usłyszał, że Julie coś od niego chce, to wybiegł z domu jak poparzony od natychmiast do niej pojechał – odpowiedział rozbawiony Lou.
- Mogłam się tego spodziewać – zaśmiałam się.
- A więc macie jakieś pomysły co do klubu? – spytał Lou.
- Miałam gdzieś ulotki z adresami dobrych miejscówek. Skoczę je gdzieś poszukać – powiedziałam i pobiegłam na górę.
Przegrzebałam wszystkie szafki, ale ani śladu upragnionych wizytówek. W tym momencie do pokoju wszedł Harry. Zamknął drzwi na klucz i włożył go do kieszeni.
- Co ty robisz? – spytałam z uniesionymi brwiami.
Nic nie odpowiedział tylko podszedł wolnym krokiem w moją stronę. Objął mnie w talii i popatrzył głęboko w oczy. Uśmiechnął się zadziornie , po czym musnął lekko moje usta. Od razu chciałam czegoś więcej, dlatego odwzajemniłam pocałunek. Loczek oblizał wargi, a ja rzekłam:
- Lepiej poszukajmy ulotek.
Podeszłam do drzwi i pociągnęłam je. Zorientowałam się, że są zamknięte.
- Harry dawaj klucz – powiedziałam.
- To mi go zabierz – wyszczerzył się i poruszył zabawnie brwiami.
Styles położył się wygodnie na łóżko, podparł głowę na rękach i popatrzył w moją stronę. Podeszłam do niego i nachyliłam się.
- Oddaj – wyszeptałam.
- Nie – odparł stanowczo, a ja przewróciłam oczami.
- Wiesz o tym, że gdybym miała Ci zabrać ten klucz, to musiałabym być niegrzeczna? – spytałam podejrzliwie.
- Na to właśnie liczę – odparł i posłał mi buziaka.
Bez zastanowienia usiadłam na nim okrakiem i popatrzyłam w jego oczy. Harry położył swoje ręce na moich biodrach, po czym zaczął nimi zjeżdżać coraz niżej, przy tym cały czas szeroko się uśmiechając.
- Oddasz – wyszeptałam po raz trzeci.
Loczek pokręcił przecząco głową i z góry na dół lustrował moje ciało. Nachyliłam się lekko i pocałowałam go. Styles od razu przywarł mnie do siebie mocniej i pogłębił pocałunek. Przerzucił mnie tak, że teraz to on był na górze. Korzystając z okazji, przejechałam rękami po jego brzuchu i zsunęłam je niżej. Wślizgnęłam dłoń do jego kieszeni , tym samym wyciągając klucz. Szybko go zepchnęłam i pobiegłam do drzwi, śmiejąc się. Otworzyłam już drzwi i chciałam wyjść, ale Harry objął mnie w talii i ponownie wciągnął do pokoju. Kopnął drzwi, przez co z hukiem się zamknęły.
- Co ty robisz? – zasmiałam się.
- Próbuję zatrzymać jedną ślicznotkę przy sobie – cmoknął w moje usta.
- Chodźmy już na dół – powiedziałam.
- Jeszcze nie – odparł Styles i powrócił do wcześniejszej czynności.
Ponownie mnie zaczął całować, a ja z całych sił próbowałam go odepchnąć, przy tym co chwile się uśmiechając, ale on nie dawał za wygraną. W tym momencie do pokoju wszedł Zayn. Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. Malik chwycił Harrego za koszulę i odciągnął ode mnie.
- Nie rozumiesz jak kobieta mówi „NIE” – warknął.
Wraz ze Stylesem spojrzeliśmy na siebie zdezorientowani.
- Stary… Eeee… O co ci chodzi? – spytał Loczek, po czym podrapał się po głowie.
- Masz taką szansę, że możesz mieć Meg blisko siebie, a ty chcesz skrzywdzić?! – krzyknął zdenerwowany Mulat.
- Przecież nic jej nie zrobiłem – odparł niewinnie zielonooki.
- Dobierałeś się do niej idioto !
- Zwariowałeś ?!  Wygłupialiśmy się tylko – odezwałam się zrezygnowana, jak i rozbawiona tą sytuacją.
- Nie broń go Meg. Wiem co widziałem – rzekł Brunet.
- Ale to serio były tylko…
- Miłe pieszczoty – wymruczał mi do ucha Harry, tak aby Zayn tego nie usłyszał.
- Wygłupy – dokończyłam.
Do pomieszczenia wlecieli pozostali, czyli Liam i Lou.
- Co się stało? – spytał Daddy, widząc nasze miny.
- Nic, chodźmy do pokoju Julie. Tam poszukamy tych ulotek – odpowiedziałam, próbując uniknąć ponownych wyjaśnień.
Tak jak powiedziałam, tak zrobiłam. Nie długo po tym przeszukiwaliśmy rzeczy Rudej. W pewnym momencie Lou otworzył szafę i zaczął przeglądać jej zawartość.
- Tomlinson ! Zwariowałeś ?! Zostaw tą szafę ! – krzyknęłam.
- Kazałaś szukać ulotek – odparł z pretensją w głosie.
- Tutaj raczej ich nie znajdziesz – uśmiechnęłam się sztucznie.
Lou nie zważając na moje słowa, dalej grzebał w szafie Juls. Zaczęłam się po nim drzeć, ale on nic sobie z tego nie robił. Po chwili wyciągnął jakąś koszulkę i machał mi nią przed oczami.
- Uuuuuuuuu… A czy to nie przypadkiem Nialla? Dawno w niej nie chodził – Tomlinson miał niezły ubaw.
- Lou, to ich sprawy. Zostaw to i idźcie już na dół – powiedziałam i wyrwałam mu T-shirt z rąk.
Odłożyłam go na swoje miejsce i zbiegłam do chłopaków, którzy ku mojemu zdziwieniu, zakładali buty.
- A wy dokąd? – spytałam.
- Musimy się jeszcze spotkać z Paulem – powiedział Liam.
- No okay – odparłam smutna.
- No jeszcze dziś załatwimy jedzenie na imprezę, a ty i Zayn pójdziecie w nocy do clubu, który wybraliśmy i zarezerwujecie go.
- Jasne – odparłam obojętnie.
- To wpadnę po Ciebie o 9 p.m. – odezwał się Mulat, po czym blado uśmiechnął się w moją stronę.
Przytaknęłam mu głową, a następnie wszyscy wyszli, zostawiając mnie samą. Korzystając z okazji, położyłam się na kanapie i włączyłam telewizję, tym samym zaczynając mini maraton filmowy.

***Oczami Julie***

Siedziałam w moim biurze, skupiona na pisaniu artykułu. Z głośników leciała cicha muzyka. Stukałam w klawiaturę, co chwilę zerkając na kartkę, na której wcześniej napisałam już sobie, wszystkie odpowiedzi z wczorajszego i radiowego wywiadu z chłopakami. Właśnie złapała mnie tak zwana „wena”, kiedy ktoś zapukał do drzwi, a po chwili wszedł do pomieszczenia.
- Jeśli to nic ważnego to lepiej wyjdź – powiedziałam, nawet nie patrząc kto przyszedł.
- Przyniosłem Ci lunch, ale jeśli mam iść no to trudno. Zjem sam… - w drzwiach stał Horan.
- O Niall. To ty. Przepraszam Cię, myślałam, że to mój szef – podeszłam do chłopaka i przytuliłam go na powitanie.
- Pracowity dzień? – spytał blondyn.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.. Siedzę nad waszym wywiadem…
- Ooo.. Mogę przeczytać?
- Niee ! Przeczytasz w gazecie – wytknęłam język – A co masz tam dobrego?
- Sushi – powiedział, a ja od razu się wyszczerzyłam.
- Skąd wiedziałeś, że je uwielbiam? – podniosłam jedną brew do góry.
- Jestem jasnowidzem – zaśmiał się, przy tym gestykulując.
- Ha ha. Jasne. Dobra siadajmy i jedzmy, bo umieram z głodu.
Posiłek minął nam w przyjemnej atmosferze. Śmialiśmy się z wszystkiego, jak za dawnych czasów.
- Mmm… Przepyszne to było. Dzięki – powiedziałam i dałam Niall’owi buziaka w policzek.
- Nie ma za co. To, gdzie teraz idziemy? – spytał.
- Jak to gdzie? Ja muszę dokończyć artykuł. No i przeczytać kilka wywiadów i poprawić je, żeby się nadawały do gazety…
- Czyli nie dasz się wyrwać na miasto?
- No jak widać nie..– uśmiechnęłam się.
- Okay, to bierz się za pracę. Ja nie będę Ci przeszkadzać, ale zaraz po pracy porywam Cię.
- Ale jak to?
- Napisz SMS, o której kończysz. Pa – powiedział po czym wyszedł, a ja zabrałam się za moje obowiązki.

~*~

Dochodziła 20, kiedy zbierałam swoje rzeczy do torebki i wyszłam z biura. Niall już czekał na mnie.
- Hej piękna – powiedział i uśmiechnął się.
- Yy.. do mnie mówiłeś? Bo piękna to ja nie jestem – zaśmiałam się.
- Jesteś – spojrzał mi głęboko w oczy – To jak ? Idziemy ? – skinęłam głową i ruszyliśmy przed siebie.
Wieczorne powietrze muskało moje policzki. Było dość zimno, a ja byłam w spódniczce. Czemu akurat dzisiaj musiałam ją założyć? Stanęliśmy przed dobrze znaną mi kawiarnią. Sprzedawali tu najlepsze kawy i ciastka w całym Londynie. Niall przepuścił mnie w drzwiach i weszliśmy do środka. Nie było tu zbyt dużego tłumu, co mnie trochę zdziwiło. W pomieszczeniu unosił się zapach cappuccino i świeżo pieczonych ciastek. Wybraliśmy stolik koło okna i zajęliśmy miejsca.
- To co zamawiamy? – zapytał blondyn, który już wołał kelnera.
- Hm… Ja poproszę gorąco czekoladę i szarlotkę – zwróciłam się do chłopaka, który nas obsługiwał.
- Ja to samo – rzucił Niall, a mężczyzna odszedł.
- Uwielbiam to miejsce – powiedziałam, po czym posłałam Horanowi uśmiech.
- Wiem. Kiedyś mi mówiłaś to.
- Serio? Kiedy niby? – podniosłam brew do góry.
- Jak przyjechałem do Polski.
- A no faktycznie… - zamyśliłam się.
- Wszystko okay ? – zapytał troskliwie.
- W porządku. Po prostu strasznie tęsknie za moim krajem – zwierzyłam się.
- No tak. Polska to przepiękny kraj. Opowiedz mi coś o niej, bo w sumie nie wiele wiem – powiedział Niall, a kelner przyniósł nasze zamówienie.
I tak minęła najbliższa godzina. Ja mówiłam o mojej ojczyźnie, a chłopak uważnie mnie słuchał, popijając przy tym czekoladę.
-  Chyba już wszystko Ci powiedziałam – zaśmiałam się, gdy skończyłam.
- No chyba tak. Julie… Mam do Ciebie pytanie.
- Jakie? – wzięłam łyk napoju.
- Czy kiedykolwiek mnie kochałaś ? – zapytał, a ja zakrztusiłam się.
- A co to za pytanie? – powiedziałam z powagą.
- Odpowiedz mi ! – nalegał.
- Niall… Mieliśmy nie wracać do tego tematu. To było dawno i już się skończyło. Najlepiej będzie jeśli zapomnisz, że cokolwiek nas łączyło – wydusiłam z siebie, przy tym cały czas bawiąc się moim pierścionkiem. Nie umiałam w tym momencie popatrzyć mu w oczy.
- Nie wierze. Nie wierze w to co mówisz – wziął moją rękę. - Starałem się i walczyłem o nas. Pomagała mi nawet w tym Twoja najlepsza przyjaciółka. A teraz chcesz to wszystko przekreślić? – wyrzucił z siebie, a jego głos był przepełniony smutkiem i rozpaczą.
- Ja już dawno nas przekreśliłam – wzięłam rękę z jego uścisku. – Może lepiej chodźmy już.
Założyłam płaszcz, zapłaciliśmy za zamówienie i wyszliśmy. Ruszyliśmy w stronę domu, w ogóle ze sobą nie rozmawiając. Chyba sprawiłam mu przykrość, ale ostatnio mu przecież powiedziałam, że możemy być TYLKO przyjaciółmi. Powinien się tego trzymać. Z rozmyślań wyrwał mnie krzyk.
- Aaaa ! To Niall Horan ! – odwróciłam się i zobaczyłam kilka dziewczyn, biegnących w naszą stronę.
Blondyn popatrzył na mnie.
- Chodź ! – krzyknął i złapał mnie za rękę. Zaczęliśmy uciekać.
- Niall. Ja mam obcasy ! – powiedziałam tłumiąc śmiech i próbując ściągnąć buty.
Kiedy już się pozbyłam obuwia pobiegliśmy trochę szybciej.
- Ej no. Nie dam rady biegać na bosaka – chichotałam.
Chłopak prychnął śmiechem i szybko wziął mnie na barana. Popędziliśmy w stronę parku.
Schowaliśmy się za jednym drzewem. Niall przycisnął mnie do drzewa. Nasze twarze dzieliły milimetry.
- Teraz cicho – rozkazał, wciąż mając banana na twarzy.
Zrobiłam to co kazał i utonęłam w jego błękitnych tęczówkach. Czemu one musiały być tak niesamowite? Przypominały wielki ocean. Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczyny, które nas goniły. Przeszły dalej, najwyraźniej zawiedzione, że nie udało im się dorwać swojego idola. Gdy się trochę oddaliły, wybuchliśmy śmiechem.

***Oczami Meg***

Siedziałam już gotowa na kanapie w domu, czekając aż Malik się zjawi. W końcu usłyszałam dzwonek do drzwi, więc założyłam buty na koturnie i zarzuciłam czarny płaszczyk. Wyszłam z mieszkania i przeszłam koło Mulata nawet nic nie mówiąc.
- Ej, nie przywitasz się ? – spytał i rozłożył ręce.
-Pośpiesz się. Już i tak musiałam na ciebie czekać – warknęłam, a on przewrócił oczami.
- Przepraszam jaśnie Pani, to więcej się nie powtórzy.
- Weź się już nie pogrążaj – powiedziałam, a Zayn dorównał mi kroku.
- Jezu, ty zawsze musisz mieć problemy ! – krzyknął, a ja zlekceważyłam jego słowa – Wiecznie pretensje  i nic więcej. Już się do cholery nie da z tobą pogadać. Strasznie męcząca się zrobiłaś – dokończył.
- Nie chce mi się ciebie słuchać, więc jakbyś mógł, to w końcu SKOŃCZ GADAĆ !
- No sama widzisz.. W sumie… Po co ja tracę na ciebie czas. Nie mogłaś sobie wziąć tego swojego kochasia ze sobą ? – odparł z pretensją w głosie.
- Po pierwsze to Lou kazał mi iść z tobą, jakbym tylko mogła, to wybrałabym kogoś innego.
- No taak. Zawsze słodkiego Harrego – powiedział teatralnie, a ja walnęłam go w ramie i warknęłam.
- Ty się lepiej nie zajmuj nim, tylko sobą.
Usiedliśmy na ławce w parku, po czym wyciągnęłam z torebki notes Juls, w którym były zapisane numery do jej całej rodziny i przyjaciół. Musieliśmy jeszcze zaprosić ludzi na ich imprezę.
- Masz notatnik Nialla ? – spytałam i spojrzałam w stronę Bruneta.
- Mam. Nie jestem taki głupi jak niektórzy – odparł i znacząco skierował wzrok na mnie.
- Masz kogoś konkretnego na myśli – odgryzłam się.
- Możliwe – uśmiechnął się sztucznie.
- Zadzwoń do wszystkich przyjaciół, całej rodziny Horana i zaproś ich – rozkazałam i nie czekając na odpowiedz odeszłam trochę.
Wyciągnęłam swój telefon z kieszeni i wykręciłam pierwszy numer. Znajomi Juls byli mile zachwyceni tym pomysłem, dlatego natychmiast się zgodzili. Zadowolona z siebie wróciłam na ławkę.
- I jak ? Do wszystkich zadzwoniłeś ? – spytałam.
- Niee. Nie będę nikogo zapraszał. Ty to zrób. Nie znam tych ludzi – powiedział obojętnie.
-  Zachowujesz się jak..
- Jak kto ? – przerwał mi.
- Jak skończony dupek…- dokończyłam.
- Dziękuję – odparł dumnie.
- Zmieniłeś się. I to na gorsze Zayn. Nie jesteś już tym samym człowiekiem – wygłosiłam.
- Sama mówiłaś, że ludzie się zmieniają.. Z resztą popatrz na siebie ! – krzyknął i popatrzył na mnie takim wzrokiem, którego nie znałam, przez co po moim ciele przeszły nieprzyjemne dreszcze. W pewnej chwili zaczęłam się go bać. Z każdą sekundą co raz bardziej go nienawidziłam. Bez zastanowienia wyszarpałam z jego ręki notes i ruszyłam w stronę clubu, który mieliśmy zarezerwować.. Ponownie wykonałam pare telefonów do znajomych Nialla. Wszyscy się zgodzili, dlatego trochę poprawił mi się humor.

***Oczami Julie***

- Haha jaka akcja – wyszczerzył się blondyn.
- Jak w filmie – zaśmiałam się.
- Dobra, chodźmy do domu, bo już zbliża się  10 – powiedział, po czym wziął mnie za rękę i poszliśmy w kierunku domu.
- Niall? Weźmiesz mnie na barana? – zrobiłam oczka kota ze Shreka.
- Znowu? – marudził, ale wiedziałam, że się tylko droczy.
- No proszę. Wiesz jak źle się chodzi w obcasach? Proszę, proszę.
-  No dobra – chłopak przewrócił oczami, a ja wskoczyłam mu na plecy.
- Ale ty jesteś ciężka ! Ile ty ważysz? – wybuchnął śmiechem.
- Ej ! – uderzyłam go lekko w ramię.
- No co? – wyszczerzył się.
- Nie jestem gruba – powiedziałam udając focha, po czym wtuliłam się w niego. 
Po 15 minutach rozmowy i żartów doszliśmy pod bramkę mojego domu. Chłopak odstawił mnie na ziemię.
- Dzięki – lekko cmoknęłam go w policzek, na co Blondyn się uśmiechnął.
- Julka? – usłyszałam za plecami czyiś głos.
Bardzo dawno nikt nie użył mojego polskiego imienia. Powoli się odwróciłam, a moim oczom ukazała się osoba, której nigdy bym się tu nie spodziewała.
- Cześć córeczko – kobieta podeszła do mnie.
- Yyy… Co ty tu robisz ? – spytałam oschle.
- Chciałam Cię odwiedzić – powiedziała spokojnie.
- Juls, kto to jest? – zapytał Niall po angielsku, nie wiedząc co się dzieje.
- Moja matka…
- Zostawić was same? – spytał troskliwie.
- Nie. Zostań. Proszę – zwróciłam się do blondyna, a kobieta wszystkiemu się przypatrywała, nie rozumiejąc o czym mówiliśmy. Nie dziwie się. Przecież ona nie umiała angielskiego.
- To Twój chłopak ? – zaciekawiła się.
- To nie Twoja sprawa – poprawiłam torebkę na moim ramieniu – Czego chcesz?
- Porozmawiać. Mogę wejść do domu?
- Wole nie – zacisnęłam zęby.
- Julka, ja chciałam się pożegnać. Wyjeżdżam do Islandii – powiedziała poprawiając swoje rude włosy, które sięgały ramion.
- I bardzo dobrze. Zabierasz ze sobą tą Twoją chorą rodzinką ? – zapytałam bezczelnie.
- Nie mów tak… - kobieta posmutniała.
- A nie jest tak? Czego ty w ogóle od nas chcesz? Rok temu Ci powiedziałam, co o Tobie myślę, więc chyba nie mamy o czym gadać – założyłam ręce na wysokości klatki piersiowej.
- Nie odzywaj się tak do mnie ! – matka podniosła głos.
- Bo co? Nie jesteś moją matką, więc mnie nie pouczaj – warknęłam.
- Zawsze będę nią, czy tego chcesz czy nie.
- Hahaha ! Nie żartuj sobie ! Matka nie zostawia swoich dzieci ! Ty nas zostawiłaś, więc nie zasługujesz, żeby siebie tak nazywać ! – zarówno w moich oczach, jak i w oczach kobiety pojawiły się łzy.
- Ale Julia… - wymamrotała, ale pokręciła z rezygnacją głową - Chce Ci coś dać. Zbliżają się Twoje urodziny, więc… To jest prezent ode mnie – powiedziała i wręczyła mi pudełeczko.
- Co to jest? – spytałam.
- Otwórz jak wejdziesz do domu. I pamiętaj, że zawsze będziesz moją ukochaną córeczką – uśmiechnęła się lekko, a ja wrzuciłam prezent do torebki.
- Chyba musze już iść.  Do niezobaczenia – powiedziałam z zamiarem odejścia -Wiesz… Może będę chamska, ale życzę Ci, żebyś została sama, tak jak kiedyś ja, Kamil i Maja –  dopowiedziałam, po czym odwróciłam się, wzięłam Nialla za rękę i skierowałam się w stronę domu. Odwróciłam się za siebie, ale na ulicy już nikogo nie było.
- Niall… Przepraszam, że musiałeś w tym uczestniczyć. Ja… - w tym momencie poczułam coś w rodzaju w guli w moim gardle, przez którą nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa, a w moich oczach pojawiły się słone łzy.
- Cii… Wszystko będzie dobrze – blondyn przytulił mnie.
Trwaliśmy tak w uścisku, przez dobre 5 minut. W końcu oderwałam się od chłopaka i wygrzebałam moje klucze od domu. Otworzyłam drzwi i zapytałam:
- Wejdziesz? – chłopak tylko przytaknął, dlatego wślizgnęliśmy się do środka i skierowaliśmy się do salonu.
- Niall.. Dasz mi 5 minut? Wzięłabym tylko prysznic… - powiedziałam smutnym głosem.
- Jasne. Nie ma sprawy. Ja za ten czas przygotuje coś do jedzenia – uśmiechnął się.
Udałam się na górę do mojego pokoju i wyciągnęłam ze szafy ciuchy. Weszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Związałam włosy w koczka i popatrzyłam w lustro. Oczy całe czerwone, od powstrzymywania płaczu, policzki zarumienione, od chłodu panującego na polu. Próbowałam nie myśleć o sytuacji z matką. Włączyłam na komórce piosenkę Duffy „ Well, well, well”. Weszłam pod prysznic i puściłam wodę.
Gdy się odświeżyłam ubrałam moje szerokie dresy i do tego czarno białą bokserkę. Zmyłam cały makijaż. Zamiast pełnego make up’u zdecydowałam się tylko na tusz do rzęs. Zeszłam na dół, a tam czekał na mnie pięknie nakryty stół. Niall właśnie zaglądał do piekarnika.
- Mmm… Co dzisiaj będzie na kolacje? – zapytałam, opierając się o blat i biorąc pomarańcze do ręki.
- Coś a’la Horan – wyszczerzył się, a ja podniosłam jak zwykle jedną brew do góry. – Zapiekanki – dodał.
- Brzmi pysznie – zaśmiałam się.
Zjedliśmy kolację przy winie. Byłam wdzięczna blondynowi, za to, że nie poruszał tematu, dotyczącego mojej mamy. Wiedział, że to dla mnie dość trudne i po prostu nie dopytywał. Naprawdę mogę go nazwać moim przyjacielem. Ale chyba jestem mu winna wyjaśnienia, dotyczącej tej sprawy. Dlatego, gdy posprzątaliśmy i siedzieliśmy na sofie w salonie, popijając wino, postanowiłam z nim porozmawiać.
- Chyba powinnam Ci powiedzieć, o mojej…  - przerwałam. Nienawidziłam tego słowa.
- O Twojej matce? – spytał.
- Tak. O niej. Pewnie się zastanawiasz czemu jesteśmy pokłócone?
- No tak. Bo raczej z waszej rozmowy nie mogłem wywnioskować. Polski jest strasznie trudnym językiem.
- Okay. Więc chodzi o to, że gdy miałam jakieś 6 lat, moja mama wyjechała do pracy, za granice. Nie wróciła. Po roku wysłała tylko list mojemu ojcu, że chce rozwodu. Ja, Maja i Kamil mieliśmy jednak nadzieję, że wróci do nas, ale niestety tak nie nastąpiło. Rodzice się rozwiedli, matka zrzekła się praw do nas i musieliśmy wychowywać się bez matki – powiedziałam, a po moim policzku spłynęła łza.
- O kurde. Nie wiedziałem – Niall był zaskoczony. Pewnie nie spodziewał się takiej historii.
- Od dziecka mam dziwne sny. W roli głównej matka, która odchodzi ze swoją nową rodziną, a mnie ma gdzieś… - upiłam łyk wina.
- Czego ona chciała? – zapytał niepewnie blondyn.
- Ponad rok temu, zaraz po Twoim wyjeździe, pojechałam do Polski. Matka po tylu latach powróciła. Nie wiem dlaczego. Chyba chciała się poczuć lepiej po tym świństwie. Postanowiła wystąpić o odzyskanie praw do mnie i Mai. Miała zamiar wziąć nas do Islandii. Ale całe szczęście jej się to nie udało – kompletnie się rozpłakałam.
Niall mocno mnie przytulił i pocałował w czubek głowy.
- Nawet nie wiesz jak ja jej nienawidzę. Zniszczyła mi całe dzieciństwo, a teraz chciała, żebym od tak zapomniała o tym wszystkim.
- No, ale w sumie to Twoja matka… - powiedział ostrożnie blondyn.
- Nie. To nie jest moja matka. Już od dawna nią nie jest. Niall… To przez nią nie umiem wybaczać i zacząć od nowa. Dlatego, gdy ktoś mnie zawiedzie, nie jestem w stanie od tak zapomnieć.
- Nie martw się. Super Horan tu jest – blondyn odezwał się głosem z kreskówki, przez co wywołał mój śmiech. – O i tak najładniej wyglądasz. Jak się uśmiechasz – powiedział, po czym otarł moje mokre policzki.
- Dzięki Niall. Za wszystko – spojrzałam w jego oczy, po czym wtuliłam się w niego.

*** Oczami Meg ***

Po 5 minutach byliśmy na miejscu. Malik stanął za mną przy wejściu i uśmiechnął się do ochroniarza.
- Siemka Stary. My do szefa.. – Zayn przywitał się, a ja spojrzałam na niego dziwnie. On wszędzie musi mieć znajomości ? – pomyślałam i przewróciłam oczami, a pozostali spojrzeli na mnie zdezorientowani.
Zayn złapał mnie od tyłu w talii i zaczął pchać do przodu.
- Nie pozwalasz sobie za dużo ?! – warknęłam i zrzuciłam jego dłonie z moich bioder, po czym wślizgnęłam się w głąb klubu.
Usiedliśmy do stolika, przy którym już siedział szef tego lokalu.
- Dzień dobry – przywitałam się i podałam mu rękę.
- Ooo witajcie – mężczyzna uśmiechnął się.
- Czy jest możliwość zarezerwowania tego clubu na piątkową noc ?
- A to impreza zamknięta ? – spytał miło.
- Tak. Urodziny naszych przyjaciół.
- A skoro tak, to nie ma najmniejszego problemu – odparł, a ja wyszczerzyłam się.
- Tylko musisz podpisać to – położył na stole kartkę, na której coś było napisane.
Zayn przysunął się bliżej mnie i objął ramieniem. Popatrzyłam na niego groźnym wzrokiem, więc od razu zabrał rękę. Złapałam kawałek papieru i spytałam:
- A co to ?
- Umowa. Gdyby były jakieś zniszczenia w clubie musicie wtedy za to zapłacić.
- Aaa. oczywiście – uśmiechnęłam się, po czym podpisałam zgodę.
Pożegnaliśmy się z Jamesem ( jeśli dobrze pamiętam) i wyszliśmy z lokalu.. Ponownie wracaliśmy przez park, kiedy nagle zaczęłam się czuć nieswojo.
- Co to niby miało być ? Podobno jesteśmy przyjaciółmi, a ty nie pozwalasz się nawet przytulić.. – nawijał Mulat..
- Zayn coś się dzieje – powiedziałam niepokojąco, ściszając przy tym głos.
- Co ? – spytał zdezorientowany, nie wiedząc o co mi chodzi – Ostatnio bardzo dziwnie się zachowujesz. Kiedyś mówiłaś, że mnie kochasz, a teraz wydaje mi się, że moje towarzystwo ci przeszkadza – mówił dalej, ale ja go nie słuchałam. Cały czas rozglądałam się na boki. Czułam, że zaraz stanie się coś złego.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękujemy za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem. I baaaardzo przepraszamy,  że dopiero teraz dodajemy 42 rozdział. Rozdział jest wyjątkowo długi, żeby wynagrodzić wam ten czas, w którym go nie dodawałyśmy. Jeśli ktoś nie jest przez nas informowany, a chce to podawajcie w komentarzach swoje nr gg albo twittery. 

I mamy wiadomość do Pami_XD.
Uznajemy, że tej "sprzeczki"  nie było. Uznajmy to jako czyste wygłupianie się XD

...Because we love more than this...<3

SEE YA ! ;* ^^