***Oczami Julie***
Po 5
minutach wyszliśmy ze studia. Razem z Meg skierowałyśmy się w stronę Leicester
Street. Megan zniknęła z mojego zasięgu wzroku, pewnie „porwana” przez kogoś,
natomiast koło mnie znalazł się Niall.
- Pogadamy?
– zaczął.
- Sory. Nie gadam
z powietrzem – bąknęłam.
- Jesteś
inna niż kiedyś…
- To znaczy
jaka? Po prostu nie jestem już tak naiwna jak dawniej…
- Jest
przesłodka - powiedział patrząc na blondyneczkę, tym samym zmieniając temat –
To moje dziecko? – spytał prosto z mostu, a mnie zatkało.
- Już
mówiłam, że to nie Twoja sprawa – przytuliłam mocno dziewczynkę do siebie i
ruszyłam na przód.
- Odpowiedz
mi na pytanie ! – chłopak krzyknął, zagradzając mi drogę.
- Nie. To
nie Twoje dziecko !
- To kogo innego? – spytał.
- Hm…
zastanówmy się…
- Lubisz się
tak bawić?! – zirytował się.
- Głupie
pytanie, głupia odpowiedź. Myślisz, że jestem zdolna do tego, żeby wpakować się
w tak młodym wieku w dziecko?! Jeśli tak to wielkie dzięki ! – wyminęłam go i
szłam dalej przed siebie.
- Nie to
miałem na myśli… - odparł, doganiając mnie.
- Jasne,
jasne. W ogóle czemu za mną idziesz? Śpieszę się – próbowałam go przegonić.
- Odprowadzę
was – powiedział, a ja przewróciłam
oczami.
- Musisz?
- Taak –
wyszczerzył się.
- Potrzymaj
ją chwilkę – podałam mu Kate, a sama wyciągnęłam z torebki komórkę i napisałam
SMS’A do Megan.
- Jak tam u
was? U Ciebie i Meg? – zaczął.
- Wiem, że
Cię to nie obchodzi, więc daruj sobie okay? – bąknęłam, nie odrywając wzroku od
komórki.
- Nie bądź
taka. Nie możesz nas traktować chociaż jak znajomych, a nie jak całkiem obce
sobie osoby ?
- Dobra więc
powiedz co tam u Ciebie, a ja udam, że mnie to obchodzi – wyszczerzyłam się
sztucznie.
- Więc… U
mnie jakoś leci. Jak każdy wie, skończyłem z Sydney jakieś 10 miesięcy temu i
jestem wolny.
- Gratuluje
– odparłam bez entuzjazmu.
Wtedy
zadzwonił telefon Niall’a.
- Halo? Hm…
No jestem z Julie. Okay już ją daję. – chłopak podał mi swoją komórkę.
- Słucham? –
zaczęłam.
- Siema
Julie, tu Lou. Może umówimy się wszyscy na jakąś kolacje czy coś?
- Nie. Nie
sądzę, żeby to był dobry pomysł.
-
Czeeeeeeeeeemu? – marudził Tommo.
- Bo tak
będzie lepiej – wcisnęłam czerwony guzik i moim oczom ukazała się tapeta.
- Skąd to
masz ?! – odwróciłam telefon w stronę Horana.
- No kupiłem
sobie. – odpowiedział blondyn.
- Mówię o
tapecie, nie o komórce ! – wkurzyłam się.
- A to… To
zdjęcie zrobiłem Ci kiedyś – uśmiechnął się.
- Niby
kiedy?
- Po tamtej
nocy – chłopak spokojnie odpowiedział, a ja się zaczerwieniłam.
- Dalej to
masz?
- Może ty
nas dawno przekreśliłaś, ale nie ja.- odpowiedział i smutno na mnie spojrzał.
Zdziwiłam
się. Minął rok, a on dalej miał moje zdjęcia? Nie zapomniał o mnie? Cały czas o
mnie myślał? Dobra Julie spokój i opanowanie – skarciłam się w myślach.
- To tutaj
jestem umówiona – Niall podał mi dziewczynkę.
- A
pożegnanie ? – uśmiechnął się mile.
- A no tak.
Cześć – podałam mu dłoń. Zauważyłam, że nie tego oczekiwał, ale trudno.
- Pa –
chłopak odszedł.
- Niall?! –
krzyknęłam za nim, a on się odwrócił. – To nie jest ani Twoje, ani moje dziecko
– na twarzy Horana zauważyłam ulgę.
***Oczami Megan***
Wyszłam
razem z Julie i Kate ze studia. Zaraz za nami pojawiła się piątka chłopaków.
Popatrzyłyśmy na siebie znacząco i od razu przyśpieszyłyśmy kroku. Jak na złość
upuściłam błyszczyk, który miałam w ręce. Przykucnęłam, aby go podnieść. Ruda
nie zauważając tego, że na chwilę się zatrzymałam, ruszyła dalej. Podniosłam
się do pozycji stojącej. W tym momencie poczułam coś na moim ramieniu. Odwróciłam
się, żeby sprawdzić kto lub co mnie dotyka. Mój wzrok utkwił w dobrze mi
znanym, wysokim brunecie.
- Cześć –
odezwał się pierwszy Zayn.
- Yyy.. heej
–odparłam niepewnie, po czym wyciągnęłam dłoń w stronę chłopaka, który
widocznie zdziwił się na mój gest. Jego ręka delikatnie drżała, przez co
puściłam ją i skierowałam wzrok na ulicę. Nie miałam odwagi popatrzeć mu prosto
w oczy. W końcu po tym co zrobiłam rok temu, nie dziwię się, że tak na niego
reaguje. Jest mi wstyd za to, że wtedy na lotnisku tak ich potraktowałam. Nie
powiedziałam nawet głupiego : ,, Cześć ‘’ ..
- Jak tam ?
Co u ciebie ? – spytał nieśmiało.
- Pomijając
fakt, że mam wymarzoną pracę, to jest po staremu – uśmiechnęłam się blado – A u
ciebie ?
- Tak jak
zawsze dużo wywiadów, koncertów..
- Pewnie w
ogóle nie masz czasu, żeby odpocząć od tego wszystkiego.
- Niby tak,
ale z drugiej strony przecież robię to co kocham, więc nie ma tu po czym
odpoczywać..
- Ale
trzymasz się jakoś ? Bo wiesz.. Wyczytałam kiedyś na twitterze, że masz
problemy z narkotykami – spojrzałam na niego badawczo.
- A ja
wyczytałem kiedyś, że spotykasz się z niejakim Danem – spojrzał na mnie
wzrokiem, w którym tkwił ból, cierpienie i zawód.
- Dawne
dzieje. Nie ma co rozdrapywać starych ran – przygryzłam dolną wargę.
- Czyli o
nas już nie pamiętasz ?
- Zayn.. Nie
było żadnych nas..
- Nie mów
tak. Dla mnie jesteś wciąż ważna. Czemu zmieniłaś numer ?
- Bo nie
chciałam dalej cierpieć. Nie mogłabym się z wami przyjaźnić i codziennie was
widywać.. Zrozum mnie. To by było dla mnie zbyt trudne – spojrzałam na niego
smutno, a w tym momencie podbiegł do nas Aron, który przytulił mnie i
powiedział:
- Dzięki, że
dałaś rade. Kolejny raz uratowałaś radio – zaśmiał się.
- I tak
jestem na ciebie obrażona – skrzywiłam się.
- No już się
tak nie złość – pstryknął mnie w nos – Poza tym dostaniesz premię. Do jutra Meg
– dodał, po czym cmoknął mnie w policzek i wsiadł do pierwszej lepszej
taksówki.
- Co to było
? – spytał Malik.
- Rozmowa –
przewróciłam oczami – Wiesz może nie traćmy czasu – zaczęłam.
- Nie
rozumiem – zmarszczył czoło.
- Miło cię
było widzieć, ale lepiej wróćmy do rzeczywistości. Muszę już iść – rzuciłam
szybko i chciałam odejść, ale niestety Zayn chwycił mój nadgarstek.
- Zaczekaj.
Nie przywitałaś się z resztą, poza tym daj mi swój numer – odparł.
- To rozkaz
czy prośba ? –spytałam zirytowana i uniosłam brwi.
- Rozkaz.
Chcę mieć do ciebie jakiś kontakt – odpowiedział.
- Ale może
ja nie chcę, nie pomyślałeś o tym ?
- Meg proszę
cię – odezwał się smutno – Nie chcę po raz kolejny cię stracić, a jeśli teraz
odejdziesz to możliwe, że już cię nigdy nie zobaczę – spuścił wzrok.
- I właśnie
o to mi chodzi... – popatrzyłam na Mulata, który wbił we mnie wzrok, nie mogąc
chyba uwierzyć w to co przed chwilą powiedziałam.
- Meeeeg ! –
wydarł się ktoś za mną, a po chwili poczułam na sobie kogoś ciężar. Coś
gilgotało mnie po twarzy. Dopiero po chwili spostrzegłam, że są to brązowe
loczki. Styles gniótł mnie w najlepsze, a ja niechętnie tkwiłam w uścisku.
Harry stanął naprzeciwko mnie zaraz koło Zayna, o którego oparł rękę.
-
Dziewczyno, wiesz jak ja tęskniłem ?! – powiedział zielonooki, zawzięcie
wpatrując się w moje oczy, przy tym cały czas się szczerząc.
Co jak co,
ale Styles to umie rozweselić człowieka, dlatego na te słowa odwzajemniłam uśmiech.
Chłopak podszedł do mnie jeszcze raz i ponownie mnie uściskał. Objęłam go
także, a on lekko uniósł mnie nad ziemię i obdarował soczystym buziakiem w
policzek.
-Dobra dość
– Malik zaczął odciągać Harrego ode mnie.
Mulat stanął
za mną i położył swoje ręce na moich biodrach. Wtedy poczułam, że Zayn odgarnia
moje włosy z szyi. Po chwili poczułam jego ciepły oddech.
- To dasz mi
ten numer ? – szepnął, a ja spojrzałam na Harrego, który stał zdezorientowany.
- Muszę już
iść – rzuciłam szybko i oddaliłam się lekko od Zayna.
W tym
momencie poczułam wibracje w kieszeni.. Wyciągnęłam z niej telefon i odczytałam
wiadomość od Juls:
,, Widziałam, że zatrzymał cię Zayn,
więc nie chciałam przeszkadzać.. Poza tym i tak muszę jechać do centrum
odstawić małą. Zobaczymy się później .. xx ‘’
- Extra –
bąknęłam pod nosem, a Styles i Malik spojrzeli w moją stronę.
- Stało się
coś ? – spytał zdziwiony Loczek.
- Juls musi
jechać do centrum – powiedziałam, po czym na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Odprowadzę
cię ! – krzyknął Harry.
- Nie
trzeba. Dam sobie radę – uśmiechnęłam się miło, ale wtedy Malik lekko drgnął i
wyszczerzył się..
- To bardzo
dobry pomysł. Odprowadzimy cię. RAZEM… – zaakcentował ostatnie słowo i spojrzał
znacząco na Stylesa.
- Zayn ! Za
godzinę masz przymiarki ciuchów do
występu. Musimy jechać – krzyknął Paul.
- Ale
chciałem odprowadzić koleżankę. Zdążę na czas – odparł mu Mulat.
- Nie ma
mowy. Chooodź – odezwał się menager chłopaków.
Malik zrobił
smutną minę i podszedł do mnie. Przytulił mnie i cmoknął w policzek.
Odwzajemniłam jego gesty, a wtedy Zayn powiedział:
- Do
zobaczenia … Jutro ? – spytał z nadzieją.
- Wątpię –
spojrzałam na niego smutno.
On po prostu
odszedł, nic już nie mówiąc. Harry spojrzał na mnie i odezwał się miło:
- Idziemy ?
- Yhym…
Szliśmy w
ciszy przez całą drogę. Nie miałam zamiaru się odzywać, bo co by to dało ?
Pewnie kłótnie…Przechodziliśmy koło dobrze znanego mi miejsca. Park, w którym
po raz pierwszy spotkałyśmy chłopaków.
Zatrzymałam się nagle i spojrzałam na Hazze.
- Może
lepiej rozstańmy się tutaj ? – odezwałam się.
- Czemu?
- Jestem
umówiona z kimś…
- Z kim? –
spytał podejrzliwie.
- To moja
sprawa.
- Chcesz
wzbudzić moją zazdrość czy po prostu nie chcesz żebym wiedział gdzie mieszkasz?
– podniósł brew do góry.
- Raczej to
drugie - uśmiechnęłam się smutno w jego
stronę.
- Jak chcesz
! – powiedział wkurzony i odszedł.
***Oczami Julie***
Chwyciłam
klamkę od drzwi kawiarni i weszłam do środka. Zauważyłam Sylwię i Kamila,
którzy już czekali na mnie.
- Cześć –
podeszłam do ich stolika.
-
Mamaaaaaaaaa – dziewczynka słodko krzyknęła i wyciągnęła rączki w stronę
Sylwii.
- Cześć
dzieciaku – dziewczyna pocałowała swoje dziecko w główkę.
- Czemu się
spóźniłaś? – dopytywał mój brat.
- Nagłe
wezwanie do pracy.
- Rozumiem.
Julie mam pomysł. Może wzięłybyśmy Meg i
poszłybyśmy na zakupy? Tutaj w Londynie są niesamowite ciuchy – powiedziała
Sylwia.
- Okay. Nie
ma problemu. Zadzwonię do niej i spytam.
Wyciągnęłam
z torebki telefon i wybrałam numer przyjaciółki. Po trzech sygnałach odebrała.
- Halo?
- No hej.
Idziemy razem z Sylwią na zakupy. Wybierzesz się z nami?
- No okay,
ale muszę iść się przebrać do domu, więc będę za jakieś 30 minut – powiedziała
zdyszana.
- Okay to my
czekamy w tej kawiarni, co mają świetne ciasta.
- No dobra.
Możecie mi jakieś zamówić – zaśmiała się.
- Spoko. Pa
– nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
- Meg
pójdzie z nami – zwróciłam się do bratowej.
- O super.
W tym
momencie zadzwonił telefon Kamila i usłyszałyśmy piosenkę „I’m sexy and I know
it”. Razem z blondynką wybuchłyśmy śmiechem.
- Nie
śmiejcie się. Ta piosenka jest o mnie – zażartował chłopak.
- Hahahhaa
jasne, jasne. Tylko proszę nie tańcz do tej piosenki – zaśmiałam się.
- No dobra.
Jak nie chcecie – udał zgnębionego. – Ja idę z Kasią do domu.
- No siemka
– pożegnałyśmy się i poczekałyśmy, aż chłopak wyjdzie z lokalu.
- Okay, a
teraz powiedz mi czemu widziałam Cię z Niallem? Myślałam, że już dawno z nim
zerwałaś – powiedziała bez skrupułów, czyli jak zwykle.
- To z jego
zespołem, ja i Meg musiałyśmy przeprowadzić wywiad – wymamrotałam zamawiając
kawę.
- Co?! To
musiało być dla Ciebie straszne – dziewczyna okazała mi współczucie.
- No tak,
ale co zrobisz? Taka praca.
- To czemu
on Cię odprowadzał pod kawiarnię?
- Bo się
przyczepił..– przewróciłam oczami. – Ale wiesz co mnie zaskoczyło? Przez ten
rok cały czas na komórce miał jedną tapetę. Moje zdjęcie – wyrzuciłam z siebie,
a Sylwia otworzyła szeroko oczy.
- Ooo… Jakie
to słodkie – zapiszczała.
-To nie jest
słodkie tylko chore – sprzeciwiłam się.
- Nie mów,
że nic do niego nie czujesz… Że o nim
nie myślisz.
-
Skłamałabym mówiąc, że o nim nie myślę. Są takie dni, gdy jest w każdej
godzinie i takie godziny, że jest w każdej minucie. Wciąż jeszcze zdarza mi się
zasypiać i budzić z jego imieniem na ustach. Często łapie się na tym, że
wypatruje jego twarzy w ulicznym tłumie. Ale wiesz… Ktoś kiedyś powiedział, że
w chwili, kiedy zaczynasz zastanawiać się, czy kochasz kogoś, przestałeś go już
kochać na zawsze. A ja cały czas się zastanawiam…
- Nie gadaj
mi takich głupot. Każda miłość jest inna i nie ma jednej recepty na nią… -
powiedziała, a ja upiłam łyk latte i
myślałam nad tym co mi powiedziała Sylwia….
***Oczami Meg***
Szybkim
krokiem skierowałam się w stronę domu. Od razu popchnęłam lekko furtkę i pędem
wleciałam do środka. Chciałam jakoś przytłumić myśli krążące w mojej głowie,
dlatego pobiegłam do szafy i wyjęłam z niej szeroką bluzkę z ciasteczkowym
potworem i szerokie dresy. Ubrałam
wybrane ciuchy, podwijając przy tym jedną nogawkę spodni na wysokość
kolana. Wróciłam z powrotem na dół i założyłam adidasy. Zobaczyłam w salonie
ogromny bałagan, który zostawiłyśmy rano. Postanowiłam posprzątać to później.
Ulotniłam się z domu i pobiegłam w stronę parku. Trochę ruchu nikomu jeszcze
nie zaszkodziło. Ostatnio bardzo mi brakowało moich wypadów ze słuchawkami w
uszach, biegnąc przez Londyn.
Rozmyślałam
tak, dopóki nie zadzwonił mój telefon.
- Halo ? -
odebrałam.
- Hej .
Wybierzesz się ze mną i Sylwią na małe zakupy ? – spytała z nadzieją Juls.
- Jasne.
Dajcie mi 30 minut bo muszę się jeszcze ogarnąć – rzuciłam szybko, po czym się
rozłączyłam.
Szybko
pobiegłam w stronę domu, dzięki czemu na miejscu byłam po 5 minutach. Od razu
wleciałam do środka i wskoczyłam pod prysznic. Po małym odświeżeniu wcisnęłam
się w to:
Zeszłam na dół i zamówiłam taksówkę, która zjawiła się po
dosłownie paru sekundach. Wsiadłam do auta i odezwałam się:
- Do centrum
handlowego proszę..
- Już się
robi – odpowiedział starszy mężczyzna…
Po 20
minutach byłam na miejscu i bez zastanowienia wparowałam do lokalu, w którym
siedziały dziewczyny. Przywitałam się z nimi i miło spytałam:
- To jak ?
Idziemy na podbój sklepów ? – one tylko ochoczo pokiwały głowami.
Krążyłyśmy
po centrum handlowym, oglądając nową jesienną kolekcje ciuchów. Zatrzymałam się przy stoisku z brązowymi
kozaczkami do kostki. Moją uwagę przykuła jedna para, więc od razu ją
przymierzyłam i popatrzyłam na dziewczyny.
- I jak ?
Dobrze wyglądają? – spytałam i wskazałam palcem na buty.
- Są świetne
– wyszczerzyła się Sylwia.
- Taak.
Powinnaś je kupić. Będę je pożyczać – roześmiała się Juls, po czym lekko
szturchnęła mnie łokciem.
- Chciałabyś
– wytknęłam do niej język.
Złapałam
kozaki i podeszłam do kasy. Zapłaciłam za wszystko, po czym ulotniłyśmy się ze
sklepu.
- Jestem za
tym, żeby już wracać – odezwała się Ruda, ledwo utrzymując duże torby z
zakupami.
- Juls ma
rację. Musimy się jeszcze spakować –dodała Sylwia, a ja tylko przytaknęłam
głową.
Wyszłyśmy
przed centrum i złapałyśmy pierwszą lepszą taksówkę. Po 20 minutach byłyśmy w
domu.
***Oczami Julie***
Weszłyśmy do
domu, a ja poczułam zapach domowej pizzy. Ściągnęłam buty, aby moje nogi
troszkę odpoczęły. No wiecie cały dzień w obcasach jest dość dużym wyczynem.
Ruszyłam w stronę nowoczesnej kuchni, którą projektowałyśmy razem z Meg. W
pomieszczeniu zobaczyłam Kamila, który co chwilkę zaglądał do piekarnika.
- Siema. Co
tak ładnie pachnie? – odezwała się Megan.
- Pizza. Sam
zrobiłem – mój brat wypiął dumnie klatę.
- Za ile
będzie? – dopytywałam, myjąc ręce.
- Za 3
minuty.
- O to kupa
czasu. Idę się przebrać – pobiegłam na górę.
Weszłam do
pokoju i od razu rzuciłam się w stronę szafy. Musiałam się śpieszyć, bo zawsze
jeśli chodzi o posiłek, to w mojej rodzinie panuje prawo dżungli. Wzięłam
szybko beżowy sweterek i do tego jeansy, a następnie weszłam do łazienki.
Zarzuciłam na siebie ciuchy, poprawiłam makijaż, grzywkę natapirowałam i
spięłam ją, a resztę włosów związałam w niedbałego koka.
Zbiegłam na
dół. Całe szczęście zdążyłam, bo reszta domowników dopiero zabierała się za
jedzenie. Siadłam na krześle i sięgnęłam po kawałek. Oczywiście, podczas
posiłku, gadaliśmy, śmialiśmy się, czyli jak zwykle. Kiedy skończyliśmy, ja i
Meg zabrałyśmy się za sprzątanie syfu, który zrobił Kamil. Natomiast on i
Sylwia poszli się pakować, gdyż za 3 godziny mieli samolot do Polski. Kiedy
odgruzowałyśmy kuchnię, zrobiłam herbatę i razem z przyjaciółką usiadłyśmy
wygodnie przed telewizorem.
- Gadałam z
Zaynem i Harrym – zaczęła Szatynka.
- Gadałam z
Niallem… - odparłam.
- Cholera.
Czego oni od nas chcą ? – mówiła dalej Meg, nie odrywając wzroku od ekranu.
- Nie mam
pojęcia, ale głodna jestem. Chodźmy na miasto. Proooooooooszę – marudziłam.
- Przed
chwilką jedliśmy kolacje ! – zirytowała się.
- Ale chce
jeść – wyszczerzyłam się.
- Zaraz jedziemy
odwieść twojego brata na lotnisko to po drodze do domu wstąpimy do McDonalds i
weźmiemy coś na wynos, okay ? – powiedziała Meg, leniwie wstając z sofy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział dedykowany : Mrs. Malik-Horan-Tomlinson ♥ za to, że nas broniła i jako jedna z niewielu nas rozumie.
Natomiast chcemy też przekazać kilka słów do: Pami_XD..
- Nie chcemy cię obrażać czy coś, ale zachowałaś się serio chamsko.
Szczerze nikt cię tu nie trzyma na siłę i nie karze ci tego czytać...
Robisz to z własnej nieprzymuszonej woli, dlatego, nie rozumiemy,
dlaczego tak po nas jedziesz.
My też mamy swoje życie prywatne, szkołę, rodzinę i przyjaciół, których
nie chcemy zaniedbywać. Przez bloga nie możemy zawalić nauki, co nie znaczy,
że nie jest on dla nas ważny. Z góry dziękujemy za twoje pretensje, których
nie powinnaś do nas mieć pod żadnym względem, ponieważ nie żyjemy tylko
tym blogiem, bo mamy swoje własne życie.
Nie miej do nas żalu o to co teraz napisałyśmy, ale to naprawdę było nie na miejscu.
A dla tych, którzy dalej mają zamiar
przeżywać historię Julie i Meg,
zapraszamy w następny weekend...
...Because we love more than this...<3
SEE YA ! :* ^^








