W PRZYSZŁYM TYGODNIU JEŚLI NIE BĘDZIE 15 KOMENTARZY TO NIE DODAMY ROZDZIAŁU.
A TERAZ ZAPRASZAMY NA ROZDZIAŁ 40 ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
***Oczami Julie***
Po paru
minutach na dół zeszli Kamil i Sylwia wraz Katy. Zapakowaliśmy się wszyscy do
taksówki, a po chwili już znaleźliśmy się na lotnisku. Pożegnaliśmy się.
Oczywiście nie obyło się bez płaczu. Kiedy przyszła kolej para oddaliła się, machając
nam na pożegnanie. Otarłam łzy i razem z Meg poszłyśmy złapać taksówkę. Kiedy
cudem nam się to udało wsiadłyśmy i postanowiłyśmy pojechać coś zjeść.
Piętnaście
minut później stałyśmy w kolejce w McDonaldzie. Kiedy przyszła nasza kolej
zamówiłam całą masę jedzenia. A więc cheeseburger, mega duże frytki, colę i do
tego lody. Kasjerka położyła na tacy zamówienie, a ja ją wzięłam. Zapłaciłam za
wszystko i razem z Meg poszłyśmy na poszukiwanie wolnego miejsca. Usiadłyśmy
koło okna, w dość ustronnym miejscu.
- Na pewno
nie chcesz trochę? – powiedziałam, zabierając się za posiłek.
- Nie
dzięki… Nie jestem głodna – wydusiła z
siebie patrząc z obrzydzeniem na cheeseburgera.
- A no tak,
bo ty jesteś wegetarianką – zrobiłam facepalm.
- No jak
można o tym zapomnieć? Znamy się od podstawówki więc powinnaś to wiedzieć –
prychnęła, śmiejąc się.
- To może
frytki? – zaproponowałam.
- Nie
dzięki. A właśnie jutro idziemy do tego sklepu, co była tam ta cudowna
sukienka. Chyba sobie ją kupię – powiedziała podekscytowana.
- Chodzi Ci
o tą czarną? Tą sięgającą do połowy uda? – powiedziałam pochłaniając
cheeseburgera.
- No
dokładnie o tą. W ogóle powinnaś kupić ten sweterek, wiesz taki zapinany, co Ci
się tak podobał.
- Myślisz?
Nie wyglądałam w nim grubo?
- Na pewno
nie wyglądasz w nim grubo. Jesteś chuda jak patyk – usłyszałam za sobą głos.
Popatrzyłam
na Meg, która śledziła wzrokiem każdy ruch za mną. Lekko zestresowana powoli
odwróciłam głowę do tyłu. Moim oczom ukazali się chłopcy, których bardzo dobrze
znałyśmy.
- Możemy się
przysiąść ? – spytał Lou.
- To miejsce
jest zajęte – powiedziała Meg, a ja zrobiłam minę WTF?!
- A dla kogo
jeśli można wiedzieć? – powiedział podejrzliwie Harry, unosząc brew.
- Coś mi się
wydaję, że zmyślacie – rzekł Liam siadając koło mnie, a naprzeciwko nas Niall z
pełną tacą jedzenia.
Oczywiście
reszta też się przysiadła. Popatrzyłam na Meg, której wzrok mógłby zabić.
- Co wy o
tej porze robicie tutaj? – dopytywał Horan, który włożył do ust frytkę.
- A co już
nie można przyjść sobie zjeść? – bąknęła Megan.
- Ale
przecież ty teraz nic nie jesz? – powiedział Zayn.
- Twoja
spostrzegawczość mnie zaskakuje – Szatynka przewróciła oczami.
- Znowu
zaczynacie? Przecież wiadomo, że droczycie się ze sobą żeby tylko ze sobą
porozmawiać – na słowa Liama wybuchłam śmiechem.
- Dobre. Oni
tylko wyrażają swoje zdanie. O co się czepiacie? – powiedziałam, a Megan
krzyknęła:
- Ha !
Dokładnie ! – przybiłyśmy sobie piątkę.
- Ale wy
jesteście wredne – wymamrotał urażony Lou, a Meg pstryknęła go w nos.
- Awww… Lou…
Dzięki za tak miłe słowa – powiedziałam, upijając przez słomkę łyk pepsi.
Zobaczyłam
Megan, która trzęsła się, próbując powstrzymać śmiech. Uśmiechnęłam się i
wstałam od stolika.
- Muszę
zadzwonić. Zaraz wracam – rzuciłam, a Szatynka spojrzała na mnie wzrokiem
mordercy.
Wyszłam z
Mc. i oddaliłam się, aby przyjaciółka i reszta nie zauważyli mnie przez szybę.
Wyciągnęłam z torebki paczkę papierosów i wyciągnęłam jeden. Wzięłam go do ust
i wygrzebałam zapalniczkę. Jak na złość nie chciała zapalić.
- Cholera
jasne. Czemu teraz? – warknęłam pod nosem.
- Ty palisz?
– usłyszałam głos Malika za sobą, więc się odwróciłam.
- A co Cię
to obchodzi?
- Chcesz
ognia? – spytał, na co ja przewróciłam oczami i przytaknęłam głową.
- Nie
wiedziałem, że palisz… Kiedy zaczęłaś? – zdziwił się Mulat.
- Od kilku
miesięcy. Ale to zostaje między nami… - powiedziałam.
- A czemu
Meg ma o tym nie wiedzieć?
- Uwierz,
nie chcesz, żebym Ci powiedziała – rzekłam, po raz kolejny biorąc bucha.
Staliśmy tam
kilka dobrych minut. Właśnie kończyłam fajkę, kiedy drzwi fast food’a się
otworzyły. Zobaczyłam Meg, która patrzyła w moją stronę.
- Cholera
jasna – zaklęłam pod nosem.
- Juls !!!
Co ty odwalasz?! Wyrzuć tą fajkę! Dobrze wiesz co myślę na temat palenia!
- Tak znam
Twoją historię z fajkami, ale musiałam odreagować – wyrzuciłam peta, a
następnie go przydeptałam.
- Pogrzało
Cię do reszty?! Chcesz sobie niszczyć życie tym gównem?! – wskazała na paczkę
papierosów którą miałam w ręce, a Malik w tym czasie próbował pozbyć się
papierosa. – Wszystko widzę ! – krzyknęła Meg, wskazując na Mulata.
Oboje
spuściliśmy głowę i słuchaliśmy jej kazania. Wtedy podeszli do nas Hazza, Lou,
Liam oraz Niall, który w ręku trzymał
pełną paczką nowo zamówionego jedzenia.
- Co jest? –
spytał Horan.
- Idioci.
Wszędzie idioci – dziewczyna zaczęła nieco przesadzać.
- Kurde Meg
nic się przecież nie stało… - stanął w naszej obronie Zayn.
- Może dla
Ciebie !
- Czemu tak
bardzo przeszkadza Ci palenie?
- Jeśli
chociaż trochę mnie lubisz, rzuć to – powiedziała i poszła na przód.
- Meg, dajże
spokój.. !! – krzyknął zrezygnowany za dziewczyną, która nie zwróciła na niego
uwagi. Mulat spojrzał na mnie smutno i spytał:
- Powiesz mi
o co chodzi ?
- Okay, ale
na osobności – wtedy cała reszta przyśpieszyła kroku, próbując dogonić Meg, a
my zostaliśmy z tyłu.
- Więc…
Dlaczego Meg nienawidzi jak ktoś pali?
- Kiedyś
miała sama z tym problem. Zaczęła w baaaaaaardzo młodym wieku i strasznie
ciężko było jej rzucić.
- Czemu
zaczęła?
- Już sam ją
o to spytaj - powiedziałam
przyśpieszając.
Minęłam
Horana i podbiegłam do Meg.
- Masz
zamiar się na mnie dąsać?! – krzyknęłam przez co wszyscy się zatrzymali.
- Może nam
ktoś powiedzieć o co chodzi? – spytał Lou.
- Chcecie
wiedzieć?! To powiem wam. Julie pali papierosy. Niszczy sobie zdrowie i łamie
daną mi obietnicę!
- Sama
paliłaś więc mnie nie pouczaj ! Nie jestem dzieckiem ! – krzyknęłam.
- Ale tak
się zachowujesz ! Po za tym miałam powód, żeby sięgnąć po to świństwo ! –
warknęła.
- A skąd
wiesz, że ja nie mam powodu?!
- Bo Ciebie
nie porzucił ojciec ! – powiedziała, a wszyscy otworzyli szeroko oczy.
- A Ciebie
nie porzuciła matka !
-
Przynajmniej Twój ojciec nie miał Cię gdzieś ! – wykrzyknęła.
- Ale Tobie
przynajmniej niczego nie brakowało ! Obracałaś się zawsze w towarzystwie gwiazd
!
- A myślisz,
że byłam szczęśliwa obracając się w takim towarzystwie, ze świadomością, że
moja matka zostawia mnie samą w domu ?! – zbulwersowała się.
Na tym
zakończyłyśmy swoją, jakże miłą wymianę zdań i z powrotem wróciłam na tyły.
Zerknęłam na przyjaciółkę, do której podbiegł Harry, zawzięcie jej coś
tłumacząc. Mi natomiast przypatrywał się Niall. Widać było, że nie wiedział co
zrobić, więc po prostu podszedł i mnie przytulił. Zdziwiłam się i miałam zamiar
go odtrącić, ale nie miałam na to ani siły, ani ochoty. Poczułam jego perfumy,
którymi zawsze się zachwycałam. Nie wytrzymałam i po moich policzkach spłynęły
łzy.
***Oczami Meg***
Szłam z
przodu szybkim krokiem. Byłam mega wkurzona na Juls. Zrobiła niezłe
przedstawienie przed tymi idiotami… Po co ona w ogóle chwyciła się za fajki ?
Przecież tyle razy mówiłyśmy sobie, że
nie dotkniemy tego świństwa.
- Meg –
usłyszałam za sobą charakterystyczną chrypkę.
- Co chcesz
Harry ? – spytałam smutno, idąc przed siebie.
- Nie bądź
na nią zła. Palenie to przecież znowu nic takiego strasznego, jak będzie
chciała to rzuci. Nie rozumiem dlaczego robisz z tego taką aferę.
- Nie znasz
sytuacji, więc nie pouczaj mnie – warknęłam.
- Bez
nerwów.. – powiedział i podniósł ręce na znak niewinności.
- No to mnie
nie denerwuj – odparłam.
W tym
momencie podeszła do mnie Juls i chwyciła pod ręke.
- Wracamy ?
- spytała i przepraszająco na mnie spojrzała.
- Jasne –
przytaknęłam jej, a następnie
przytuliłyśmy reszte na pożegnanie.
- Ej,
odprowadzić Was ? – rzucił szybko Zayn, ciągnąc za sobą Nialla.
- Nie…. –
zaprzeczyła Juls - Musimy po drodze
jeszcze pogadać, poza tym nie mamy daleko – dodała.
- Okay, ale
jakby co to dzwońcie – rzekł Blondasek i wesoło uśmiechnął się w stronę Rudej.
Przewróciłam
oczami i pociągnęłam moją przyjaciółkę. Powoli spacerując przez park,
wyjaśniłyśmy sobie wszystko. W zgodzie skręciłyśmy w dobrze nam znaną uliczkę.
Przechodziłyśmy właśnie koło pubu, kiedy dwóch pijanych mężczyzn skierowało się w naszą stronę, tym samym zagradzając
nam drogę.
- Możemy w
czymś pomóc ? – spytałam lekko zirytowana.
- Pewnie, że
tak – odezwał się jeden z nich i obleśnie się uśmiechnął.
- Nie
sądze.. – odparła Juls, po czym próbowałyśmy ich wyminąć. Nie udało nam się to,
gdyż jeden z nich złapał mnie za nadgrastki i powiedział:
- Gdzie się
wybierasz ? Jeszcze nie skończyłem.
- Nie
obchodzi mnie to, zejdź mi z drogi.
- Jeszcze
nie dostałem tego czego chcę.
- Zostaw
mnie – warknęłam i rozglądnęłam się za Julie. Szarpała się z kolegą mojego
napastnika, który próbował ją objąć.
- Zabieraj
te łapy – krzyczała dziewczyna.
Bez
zastanowienia także zaczęłam się wyrywać, ale to na nic. W pewnym momencie
poczułam szarpnięcie i już po chwili znalazłam się w czyiś ramionach.
- Ej to moja
lala – odezwał się pijak.
- To nie
jest żadna lala – warknął Zayn, który nadal nie miał zamiaru mnie puścić – I
lepiej się stąd zmywaj, jeśli nie chcesz mieć problemów.
- Bo co mi
zrobisz gówniarzu ?– rzekł menel.
- Nie chcesz
wiedzieć .. – te słowa zadziałały na mężczyznę jak płachta na byka.
Rzucił się
na Zayn’a, który pod wpływem ciosu upadł na chodnik.
- Zayn ! –
krzyknęłam zrozpaczona.
Mulat wstał,
najwyraźniej wkurzony i podszedł do napastnika.
- Masz
przerąbane ..– powiedział, po czym uderzył mężczyznę z zamkniętej pięści prosto
w twarz.
I tak
właśnie zaczęła się niezła bijatyka. Julie pobiegła do mnie, cała
zhisteryzowana. Zobaczyłam, że jej wybawcą był, nie kto inny jak Niall, który
teraz nieźle oberwał.
Do bójki
doszło kolejnych dwóch gości, którzy najprawdopodobniej byli przyjaciółmi
awanturników. W tym składzie Niall i Zayn nie mieli szans. Rzuciłyśmy się im na
pomoc. Każda z nas robiła co w swojej mocy. Próbowałyśmy ich odciągnąć od
siebie, ale to nic nie dawało. Kiedy jeden z nich podszedł do mnie i złapał
mnie za tyłek, nie wytrzymałam i strzeliłam go prosto w twarz z otwartej dłoni.
W tym momencie usłyszeliśmy syrenę policyjną, dlatego napastnicy od razu
rzucili się w ucieczkę. Najwyraźniej ktoś po nich zadzwonił. Zayn wraz z
Niallem odwrócili się tyłem do ulicy tak, aby gliny nie zobaczyły ich po bójce.
Kiedy radiowóz przejechał obok i oddalił się. Natychmiast podskoczyłyśmy do
chłopaków i zaczęłyśmy ich oglądać z każdej strony. Bez zastanowienia
pociągnęłyśmy ich za sobą i skierowałyśmy się do naszego domu. Po 10 minutach
byłyśmy już na miejscu. Otworzyłyśmy drzwi i wpuściłyśmy chłopaków do środka.
Julie zabrała Nialla do salonu, biorąc przy okazji mrożony groszek. Ja
natomiast zostałam z Zaynem w kuchni. Wyciągnęłam apteczkę i położyłam na
pobliskim blacie. Zdziwiło mnie to, kiedy Malik wstał gwałtownie i syknął z
bólu. Nie rozumiałam po co wykonywał ten ruch, skoro był cały obolały. Podszedł
do mnie i objął. Uniosłam wyżej brwi i wpatrywałam się w niego jak w obraz.
Obserwowałam jego każdy ruch.
- Nic ci nie
jest? Nic ci nie zrobili ?- wykrztusił. Widać było, że nawet wypowiedzenie paru
słów przynosiły mu wielki trud jak i ból. Nie mogłam patrzeć na niego. Jak
wyjdzie teraz na scene ? – spytałam siebie w myślach.
- Zayn, ty
lepiej spójrz na siebie. To wszystko moja wina. Przepraszam cię – powiedziałam,
a po moim policzku spłynęła łza. Odwróciłam więc głowę, ale Malik złapał mój
podbródek i lekko go uniósł. Otarł mój policzek ze słonej kropli i lekko
cmoknął w policzek. Położył swoją głowę na moim ramieniu i szepnął:
- Przytul
mnie.
Bez
zastanowienia zrobiłam to o co prosił. Z każdą sekundą chłopak co raz bardziej
przyciągał mnie do siebie. Tkwiliśmy w uścisku już dobrych pare minut kiedy,
chłopak niepewnie i cicho powiedział:
- Meg ..
Poca.. – jego głos zadrżał – pocałuj mnie – dokończył.
Wyrwałam się
z jego ramion i spojrzałam z niedowierzaniem w jego stronę.
- Ale ja…
- Po prostu
to zrób – przerwał mi, a ja kompletnie nie wiedziałam co mam teraz zrobić,
powiedzieć.
Stałam
bezczynnie i wgapiałam się w niego,
natomiast on czekał na chociaż mały ruch z mojej strony. Chłopak usiadł
zrezygnowany na krześle, a ja sięgnęłam do apteczki. Wyjęłam z niej plastry i
skierowałam się do Zayna. Niepewnie przybliżyłam się do niego i opatrzyłam
rany.
- Lepiej
będzie, jeśli zostaniesz na noc. Nie puszczę cię takiego przez miasto.
Malik nic
nie odparł, tylko pociągnął mnie za rękę, tak, że wylądowałam na jego kolanach.
Objęłam go, dzięki czemu obroniłam się przed upadkiem. Mulat gwałtownie
przycisnął mnie do siebie i wpił w moje usta. Oboje zatraciliśmy się w tym pocałunku.
Nie byłam mu dłużna. Odwzajemniałam nawet najmniejszego buziaka. Chłopakowi
spodobało się to, dlatego kilka razy uśmiechnął się. Kiedy oderwaliśmy się od
siebie, Zayn spojrzał w moje oczy i czegoś w nich szukał. Może akceptacji ?..
- Dobrze.. Zostanę.
– odparł i blado się uśmiechnął. Później tylko wtulił się we mnie i napawał
moją bliskością.
***Oczami Julie***
Usiadłam
wraz z Niallem na kanapie. Popatrzyłam na chłopaka, który miał rozciętą brew i
podbite oko.
- Niall…
Dziękuje Ci za to co zrobiłeś… Nie wiem co by się stało, gdybyś… Gdybyście nie
przyszli z pomocą… Ja… - jąkałam się. – Dzięki.
- Nie no
spoko… Nie ma sprawy – chłopak lekko się uśmiechnął.
Wzięłam
wacik i zamoczyłam go w spirytusie. Przyłożyłam go do rany, a chłopak zasyczał
z bólu.
- Ej, prawie
nie dotknęłam – zaśmiałam się.
- No nie
wcale – chłopak wybuchnął śmiechem, ale szybko spoważniał. Każdy gwałtowny ruch
sprawiał mu ból.
Popatrzyłam
chłopakowi w oczy, ale szybko odwróciłam wzrok w inną stronę. Wzięłam do ręki
mrożony groszek i przyłożyłam go, do jego podpuchniętego oka. Naprawdę nie
spodziewałam się takiego obrotu spraw. Kiedy ten pijak zaczął mnie obmacywać,
byłam przerażona.
- Skąd w
ogóle się tam wziąłeś ? – spytałam chłopaka, który cały czas mi się
przypatrywał z uśmiechem.
- Poszliśmy
za wami. Chcieliśmy mieć pewność, że wróciłyście całe do domu…
- A
przypadkiem nie chcieliście się dowiedzieć, gdzie mieszkamy? – podniosłam jedną
brew do góry.
- No to też
– blondyn uśmiechnął się, a ja spoważniałam. – Dalej jesteś zła na mnie?
- Wiesz
bardzo się zmieniłam przez ten rok.
- Nie
prawda… Dalej jesteś tą samą dziewczyną, która uwielbiała dużo jeść, która
kochała się śmiać z wszystkiego… W której się zakochałem…
- Proszę
Cię. Nie gadaj głupot. To przeszłość, a wrażliwa, rudowłosa dziewczyna już nie
wróci. Pogódź się z tym – powiedziałam oschle, powoli chowając spirytus i
opatrunki.
- Julie –
chłopak chwycił mnie za rękę – Nic nie oczekuję od Ciebie… Chcę, abyśmy byli
przyjaciółmi, znajomymi… Tylko tyle…
- Ale… -
zawahałam się.
W sumie to
czemu nie? Wydaję mi się, że już go nie kocham, więc przyjaźń powinna być
dobrym rozwiązaniem…
- Tylko
przyjaźń. Nic więcej ? – dopytywałam.
- No tak –
zawahał się.
- No to
możemy spróbować, jako przyjaciele – uśmiechnęłam się.
- To świetnie.
Chciałbym poznać tą nową Juls – zaśmiał się i przytulił mnie.
- Mam
nadzieję, że nie popełniam kolejnego błędu… - powiedziałam pod nosem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Love you guyz...:D
...Because we love more than this...<3
SEE YA ! :* ^^








