*** Oczami Chrisa ***
Siedziałem z
Julie na sofie, oglądając jakąś komedię romantyczną. Muszę przyznać, że była
całkiem niezła, ale i tak wole horrory. Mimo, że była czwarta w nocy, w ogóle
nie chciało nam się spać. Komentowaliśmy i śmialiśmy się z zachowania głównych
bohaterów. Od razu było widać, że główny bohater jest szaleńcze zakochany w
dziewczynie, ale nie umiał jej tego powiedzieć. To wszystko przypomniało
sytuacje między mną a Rudą. Może teraz jest właśnie ten moment? Nie wiem czy to
fair bo Juls była nieźle pijana. Jutro, a raczej dzisiaj, na pewno nic nie
będzie pamiętać. Oparła swoją głowę o moje ramię. Poczułem owocowy zapach jej
szamponu. Uwielbiałem go. Myślałem cały czas o tym pocałunku w clubie. Był
taki… taki… wymarzony? Po upływie kilku miesięcy przyjaźni z Rudą zakochałem się
w niej do szaleństwa. Dwa tygodnie temu poznała tego całego „gwiazdora” i chyba
darzy go uczuciem. Nie wiem sam. Teraz może to jest najlepszy czas, żeby jej
wszystko powiedzieć.
-
Julie…
-
Tak? – podniosła głowę i popatrzyła na mnie tymi swoimi zielonymi oczami.
- Pamiętasz naszą
rozmowę? To co mówiłem Ci, o tej dziewczynie z kolonii, w której się
zakochałem? – spytałem spuszczając wzrok .
- No tak. Właśnie nie dokończyłeś mi mówić. Więc co z nią. – dziewczyna
lekko śmiała się pod nosem. – No bo… Poradziłaś mi, żebym jej powiedział co do
niej czuje, bo ty nie lubisz niejasnych sytuacji… Więc… Ja… Ja…- zacząłem się
jąkać. – Bo… To.. To ty jesteś tą dziewczyną… - zerknąłem na dziewczynę. Miała
szeroko otwarte usta, a miska z
popcornem, którą trzymała w rękach spadła na ziemie, wysypując całą jej
zawartość. Jej piękne zielone tęczówki powiększyły się.
- Aaa…Ale…Yyy…
-zrezygnowała.
- Przepraszam Cię, chciałem Ci to wcześniej powiedzieć, ale… ale nie
miałem odwagi. - zrobiło mi się przykro. Strasznie się wygłupiłem… Debil,
debil, debil..
- Chris… to znaczy ja podejrzewałam to… Ale… ale nie wiedziałam, że to prawda. Wiesz jesteśmy tyle lat przyjaciółmi. Ja… Ja ostatnio nie wiem sama co czuje. Mieszam się w uczuciach rozumiesz?- zmieszała się.
- Chris… to znaczy ja podejrzewałam to… Ale… ale nie wiedziałam, że to prawda. Wiesz jesteśmy tyle lat przyjaciółmi. Ja… Ja ostatnio nie wiem sama co czuje. Mieszam się w uczuciach rozumiesz?- zmieszała się.
-
Ta jasne rozumiem. Nic z tego nie będzie. Zapomnij o tym. – wstałem z sofy, ale
Julie chwyciła mnie za rękę i gestem pokazała, abym usiadł.
-
Ja nie mówię nie. Po prostu jestem zaskoczona. – powiedziała łagodnie.
- Pozytywnie czy negatywnie? –
dopytywałem z iskierką nadziei.
- Sama nie wiem. Potrzebuje czasu. Dasz mi go? – rzekła o dziwo bardzo
mądrze, mimo, że była strasznie pijana.
-
Jasne. – uśmiechnąłem się lekko, a ona wtuliła się we mnie i ponowiliśmy
oglądanie filmu. Nie umiałem się skupić na nim. Cały czas miałem nadzieje, że
może coś jednak z tego wyjdzie. Oczy Juls powoli się zamykały. Co się dziwić.
Jest już piąta nad ranem. Ja z resztą też byłem już zmęczony. Głowa Rudej
powoli osuwała się z mojego ramienia. Postanowiłem ją zanieść do jej sypialni.
Wziąłem ją na ręce i ostrożnie skierowałem się na góre. Otworzyłem leciutko
drzwi i położyłem dziewczynie na jej pięknie zasłanym łóżku. No tak. Julie
uwielbiała porządek, ale mimo to nie należała do pedantów. Przykryłem ją beżową
kołdrą. Wyglądała tak ślicznie. Położyłem się koło niej i podparłem głowę ręką.
Myślałem jak by to było jakbyśmy byli razem i napawałem się jej widokiem. Nawet
nie wiem kiedy zasnąłem...
***Oczami Zayna***
Trochę mi
nie pasuje, że Justin zabiera się z nami, ale pewnie doszłoby do kłótni, więc
się lepiej nie odzywam. Nie chcę kolejnych problemów. Meg cały czas się
wydzierała. Mówiła, że jak jej nie zostawię w spokoju, to już nigdy się do mnie
nie odezwie. Olałem to do chwili, kiedy zaczęła bić mnie po plecach. Jus szedł
koło mnie i cały czas chichotał. Co ja mam z nią zrobić? Postawiłem ją
naprzeciwko siebie i złapałem za ramiona.
- Meg,
możesz mnie przestać bić? Uspokój się! Przecież nic Ci nie zrobię. –
powiedziałem.
- Mogę iść
sama. Mam własne nogi. – odezwała się.
- Boso? –
podniosłem jedną brew.
- Mam
szpilki. – pokazała je.
- Okey. –
odparłem obojętnie.
W tym
momencie do Justina ktoś zadzwonił.
- Halo? – chłopak odebrał swój telefon.
-………………………………………………..
-
Okey, zaraz będę. – rozłączył się.
- Musze lecieć.
– powiedział. Podszedł do Szatynki i rzekł:
- Tylko bądź grzeczna. Pa. – cmoknął ją w usta, ona odsunęła się od
niego.
- Pa. –
pożegnała się.
Szedłem
przez park rozmyślając. Co chwilę zerkałem na Meg. Była parę metrów za mną.
- Noo..
Czekaj na mnie. – jęczała.
Odwróciłem
się do niej i wystawiłem przed siebie ręce. Naszła mnie nagła ochota, aby ją
przytulić. Co się ze mną dzieje? Gdy jest koło mnie nie wiem co robię. Nie
panuje nad tym. Muszę się bardziej koncentrować. Stanęła naprzeciwko mnie.
-Co ty
robisz? – spytała rozbawiona.
- Chcę się do
Ciebie przytulić. – mile się uśmiechnąłem.
- Przytulić? – spytała zdziwiona.
- No chodź tu do mnie. – pociągnąłem ją do siebie.
Niechętnie tkwiła w moim uścisku. Nie odwzajemniła go, ale cała się
trzęsła z zimna i ze śmiechu. Była rozbawiona całą tą sytuacją, ale co ja
poradzę, że przy niej nie panuję nad sobą.
- Dobra chodźmy –
odezwałem się. Meg usiadła na pobliskiej ławce i teatralnie założyła ręce na
wysokości klatki piersiowej:
- Nogi mnie bolą. Nigdzie nie idę – jęczała.
- Nie marudź tylko się rusz. W końcu sama powiedziałaś, że nie chcesz,
abym Cię niósł. – odparłem.
-
I teraz tego żałuje. – wymamrotała, po czym słodko się uśmiechnęła i dodała -
Zayn, wiesz jak ja Cię lubię…
No i
trafiła w sedno.
- Nie - odparłem zdecydowanie.
– Zaaayn… – jęczała.
- Nie. Przedtem, gdy Cię niosłem to kazałaś się postawić.
– Zaaayn… – dalej robiła
to samo, a do tego wszystkiego zrobiła takie niewinne oczka.
-
Do… Nie !!! – zacząłem się wahać, a ona to wyczuła.
Podeszła do mnie i stanęła naprzeciwko. Nasze twarze dzieliły milimetry.
Nachyliła się do mnie, a ja byłem wniebowzięty. Już miałem ją pocałować, ale
ona skrzywiła się i rzekła:
- Nooogi mnie bolą. Weźmiesz mnie na barana? – słodko się
uśmiechnęła.
Zrezygnowany popatrzyłem na jej usta.
Zrezygnowany popatrzyłem na jej usta.
- Nawet o tym mnie myśl. – spojrzała na mnie przenikliwie.
- Ale… No… Czemu?
- Bo teraz spotykam się z Justinem.
Na
te słowa od razu zbladłem. Czy ja dobrze usłyszałem? To znaczy, że to koniec?
Przecież to nie może być prawda. Gdyby oni się związali to przecież… Przecież
to by oznaczało, że już nic się nie da zrobić.
-
Jak to ? – spytałem.
-No po prostu. – uśmiechnęła się wesoło. – To jak? Weźmiesz mnie na tego
barana? – dodała po chwili i zaraz zachichotała.
- Wskakuj. – odwróciłem się, a ona pędem wdrapała się na moje plecy.
- Ha ha,
super. Kocham Cię normalnie. – zaświergotała uradowana, że nie musi iść pieszo.
Gdy to usłyszałem nagle spoważniałem.
- Szkoda tylko, że to nieprawda… - pomyślałem.
Tak
bardzo chciałbym, aby powiedziała mi te słowa tak szczerze, ale niestety to
tylko marzenia. Szliśmy do mojego domu w ciszy. W sumie kto szedł, to szedł, bo
Meg była potraktowana przeze mnie jak księżniczka. Gdybyśmy byli razem to by
się tak czuła każdego dnia. Szatynka mocniej mnie objęła i położyła swoją głowę
na moim ramieniu. Nasze policzki się stykały. Ma taką delikatną skórę… –
rozmarzyłem się. Przekręciłem ją tak, że teraz patrzyła na mnie.
- O co chodzi? – spytałem lekko zdezorientowany, dalej idąc.
- O nic. – uśmiechnęła się wesoło.
- To
dlaczego tak na mnie spoglądasz?
– To już nie
mogę na Ciebie patrzeć? Sory, ale nie wiedziałam, że to zabronione. W końcu ty
jesteś ZAYN MALIK, więc mogłam się domyślić. – na te słowa zaśmiałem się. Meg
zaczynała odpyskowywać, a to nie wróżyło dobrze.
- Czekaj. Źle mnie zrozumiałaś. – powiedziałem. – I nie zaczynaj kłótni.
– dodałem.
–
Ja zaczynam kłótnie?! – krzyknęła niedowierzając podniosła głowę.
– Mała
ochłoń. Koniec tematu. – odparłem szybko.
–
Ale…
- Żadnego „ ale”…- przerwałem jej. Chyba poskutkowało. Ponownie się we
mnie wtuliła. Czułem jej ciało na moich plecach. To było naprawdę
przyjemne.
–
Dotknij swoją ręką mojego policzka. – rzekłem.
– Że co? – spytała
zdziwiona.
– Dotknij mojego policzka. – powtórzyłem.
– Ale po co? – spytała
zdziwiona.
– Nie pytaj tylko zrób o co Cię proszę. – odparłem szybko, a ona zrobiła
to co kazałem.
–
Tak jak myślałem. Masz lodowate dłonie, więc jesteś zmarznięta, a mówiłaś, że
ci ciepło.
–
Bo wtedy mi było ciepło. – wymamrotała.
– Złaź.
-
Co ? – zdziwiła się. – No złaź. – zeszła ze
mnie.
Ściągnąłem swoją bluzę i okryłem nią Szatynkę.
– Teraz Tobie będzie zimno. – powiedziała.
- O mnie się nie martw. – odwróciłem się do niej tyłem i rzekłem: - Wskakuj.
Ściągnąłem swoją bluzę i okryłem nią Szatynkę.
– Teraz Tobie będzie zimno. – powiedziała.
- O mnie się nie martw. – odwróciłem się do niej tyłem i rzekłem: - Wskakuj.
***Oczami Meg***
Dobrze, że
Malik zgodził się mnie wziąć na barana, bo inaczej do domu bym nie doszła.
Jednak 12 centymetrowe szpilki do clubu, to nie był za dobry pomysł. I jeszcze
te klucze. Gdzie ja miałam głowę, że zapomniałam ich wziąć. Z rozmyślań wyrwał
mnie dźwięk mojego telefonu. Zayn postawił mnie na ziemi, a ja szybko wyjęłam
komórkę z torebki.
– Halo? – odparłam.
– Hej odezwał się męski głos w słuchawce.
– Justin? – spytałam zdziwiona.
– No tak – zaśmiał się.
– A po co dzwonisz? – zarechotałam.
– Bo się o Ciebie martwię. – odparł wesoło.
– Przecież nie masz o co się martwić. – uśmiechnęłam się sama do siebie.
Walker jest taki słodki i opiekuńczy. Czy moje dawne uczucia do niego wracają?
– Jak to nie? – zdziwił się.
– A jaki masz niby powód do obaw?
– No ty i Malik. Sam na sam. To nie wróży nic dobrego. – zachichotał.
– No proszę Cię Justin, nie przesadzaj. – zaśmiałam się.
– Ja tylko się upewniam. – odezwał się. – I nie rób żadnych głupstw. – dodał.
– A co masz na myśli? – spytałam podejrzliwie.
– Domyśl się kochanie. – cmoknął do słuchawki.
– Ej, ej ! Kochanie? Ty się nie zapędzaj. Z tego co pamiętam to nawet nie byliśmy na randce – podparłam rozbawiona, a Malik natychmiast spojrzał na mnie. Z jego oczu biło przerażenie.
– Czepiasz się – zachichotał.
– Dobra, dobra. Będę grzeczna. Pa. – wesoło się pożegnałam.
– Pa malutka – zaśmiał się.
Z uśmiechem na twarzy schowałam komórkę do torebki.
– Justin? – spytał obojętnie.
– Tak – posłałam mu miłe spojrzenie.
– O co chodzi z tą randką? – rzucił nagle i od razu posmutniał.
– Halo? – odparłam.
– Hej odezwał się męski głos w słuchawce.
– Justin? – spytałam zdziwiona.
– No tak – zaśmiał się.
– A po co dzwonisz? – zarechotałam.
– Bo się o Ciebie martwię. – odparł wesoło.
– Przecież nie masz o co się martwić. – uśmiechnęłam się sama do siebie.
Walker jest taki słodki i opiekuńczy. Czy moje dawne uczucia do niego wracają?
– Jak to nie? – zdziwił się.
– A jaki masz niby powód do obaw?
– No ty i Malik. Sam na sam. To nie wróży nic dobrego. – zachichotał.
– No proszę Cię Justin, nie przesadzaj. – zaśmiałam się.
– Ja tylko się upewniam. – odezwał się. – I nie rób żadnych głupstw. – dodał.
– A co masz na myśli? – spytałam podejrzliwie.
– Domyśl się kochanie. – cmoknął do słuchawki.
– Ej, ej ! Kochanie? Ty się nie zapędzaj. Z tego co pamiętam to nawet nie byliśmy na randce – podparłam rozbawiona, a Malik natychmiast spojrzał na mnie. Z jego oczu biło przerażenie.
– Czepiasz się – zachichotał.
– Dobra, dobra. Będę grzeczna. Pa. – wesoło się pożegnałam.
– Pa malutka – zaśmiał się.
Z uśmiechem na twarzy schowałam komórkę do torebki.
– Justin? – spytał obojętnie.
– Tak – posłałam mu miłe spojrzenie.
– O co chodzi z tą randką? – rzucił nagle i od razu posmutniał.
– Jus
chciał, żebyśmy gdzieś razem wyszli. – odparłam.
– Aha. – odpowiedział i ruszył dalej.
– Ej. Czekaj na mnie ! – szybko założyłam szpilki i podbiegłam do chłopaka. Szliśmy obok siebie w ciszy. Malik najwyraźniej nie miał zamiaru się odzywać. Szedł cały czas o czymś myśląc.
– A ze mną byś się umówiła? – wymamrotał.
– Co? – byłam zaskoczona.
– Umówiłabyś się ze mną? – spytał ponownie.
– Nie wiem. Gdyby nie te głupie bójki to myślę, że tak. – uśmiechnęłam się delikatnie. Zanurzyłam się w jego czekoladowych oczach. Powoli się rozpływałam, ale on rzekł:
- Czyli teraz nie mam żadnych szans? – posmutniał i wbił wzrok we mnie.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zrobić mu nadzieje czy raczej nie?
– Słuchaj. Nikt nie powiedział, że nie masz żadnych szans. Tylko, że teraz spotykam się z Justinem i jeśli nam nie wyjdzie to nie będę myślała o innym chłopaku.
– A jeśli wam wyjdzie to będziesz szczęśliwa? – spytał i przenikliwie przejechał po mnie wzrokiem.
– Myślę, że tak.
– To dobrze. Dla mnie tylko to jest najważniejsze – uśmiechnęłam się do niego. Po piętnastu minutach w końcu dotarliśmy do willi chłopaków. Malik otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam do środka i zdjęłam szpilki, po czym od razu skierowałam się do salonu, gdzie wskoczyłam na kanapę. Po chwili Malik był niedaleko mnie.
– Widzę, że się rozgościłaś. – uśmiechnął się cwaniacko.
– Yhm. – tylko tyle udało mi się z siebie wydusić. Zayn podszedł do kanapy i usiadł, a moje nogi położył na swoich kolanach. Popatrzył się na mnie i natrętnie szukał czegoś w moich oczach. Spoglądałam na niego zdezorientowana. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
– Coś nie tak? – spytałam zirytowana.
– Wszystko w porządku – odparł zadowolony.
– Na pewno? Bo patrzysz na mnie jak…
- Jak na osobę, którą darzę uczuciem? – przerwał mi.
– Aha. – odpowiedział i ruszył dalej.
– Ej. Czekaj na mnie ! – szybko założyłam szpilki i podbiegłam do chłopaka. Szliśmy obok siebie w ciszy. Malik najwyraźniej nie miał zamiaru się odzywać. Szedł cały czas o czymś myśląc.
– A ze mną byś się umówiła? – wymamrotał.
– Co? – byłam zaskoczona.
– Umówiłabyś się ze mną? – spytał ponownie.
– Nie wiem. Gdyby nie te głupie bójki to myślę, że tak. – uśmiechnęłam się delikatnie. Zanurzyłam się w jego czekoladowych oczach. Powoli się rozpływałam, ale on rzekł:
- Czyli teraz nie mam żadnych szans? – posmutniał i wbił wzrok we mnie.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zrobić mu nadzieje czy raczej nie?
– Słuchaj. Nikt nie powiedział, że nie masz żadnych szans. Tylko, że teraz spotykam się z Justinem i jeśli nam nie wyjdzie to nie będę myślała o innym chłopaku.
– A jeśli wam wyjdzie to będziesz szczęśliwa? – spytał i przenikliwie przejechał po mnie wzrokiem.
– Myślę, że tak.
– To dobrze. Dla mnie tylko to jest najważniejsze – uśmiechnęłam się do niego. Po piętnastu minutach w końcu dotarliśmy do willi chłopaków. Malik otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam do środka i zdjęłam szpilki, po czym od razu skierowałam się do salonu, gdzie wskoczyłam na kanapę. Po chwili Malik był niedaleko mnie.
– Widzę, że się rozgościłaś. – uśmiechnął się cwaniacko.
– Yhm. – tylko tyle udało mi się z siebie wydusić. Zayn podszedł do kanapy i usiadł, a moje nogi położył na swoich kolanach. Popatrzył się na mnie i natrętnie szukał czegoś w moich oczach. Spoglądałam na niego zdezorientowana. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
– Coś nie tak? – spytałam zirytowana.
– Wszystko w porządku – odparł zadowolony.
– Na pewno? Bo patrzysz na mnie jak…
- Jak na osobę, którą darzę uczuciem? – przerwał mi.
– Niee. Jak
na osobę, z którą jest coś nie tak – zaśmiałam się, a on teatralnie wywrócił
oczami.
Wtedy usłyszeliśmy otwierające się drzwi. Do salonu wszedł nie kto inny jaki pijany Hazza. Chociaż pijany to za mało powiedziane. On ledwo utrzymywał się na nogach. Gdy mnie zobaczył od razu zaczął iść chwiejnym krokiem w moim kierunku. Natychmiast wraz z Mulatem wstaliśmy na baczność.
– Meg? Co ty tutaj ro… robisz? – bełkotał.
– Siedz… - nie dane mi było dokończyć.
– Nigdy mnie nie opuszczaj. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą. – przytulił mnie.
– A ty jesteś pijany. – zaśmiałam się.
– Może i tak, ale wiem co czuje. – wypiął dumnie klatę.
Dźgnęłam go wtedy palcem w brzuch, a on natychmiastowo się skulił, po czym spojrzał na mnie i zadziornie się uśmiechnął. Nie wiem o co mu chodziło. Patrzył na mnie tak przez cały czas tym dziwnym szczerzem na twarzy.
– Lepiej idź spać. – rzuciłam szybko.
– Pójdę tylko z Tobą. – wymamrotał Harry, a Zayn cały czas przyglądał się temu z nienawiścią.
– Mówię poważnie. Idź spać. – uśmiechnęłam się sama nie wiedząc dlaczego.
– A odprowadzisz mnie do pokoju? – wybełkotał Styles z miną skrzywdzonego szczeniaka.
– Okey. – zaczęłam iść na górę, a Lokowaty za mną podążał.
Otworzyłam drzwi do jego pokoju i weszła w głąb. Styles zamknął drzwi na klucz. Przyznam, że trochę się przestraszyłam.
– Co ty robisz? – spytałam lekko zdenerwowana.
- Nic. – wyszczerzył się i zaczął przybliżać się w moją stronę.
Nagle rzucił się na mnie tak, że po chwili wylądowaliśmy na łóżku. Byłam przez niego gnieciona, a on cały czas się uśmiechał.
– Złaź ! – krzyknęłam próbując bezskutecznie go odepchnąć.
– Coś za coś – wymamrotał.
– Co chcesz? – tak naprawdę domyślałam się czego oczekuje.
– Hm…- cmoknął mnie w policzek, po czym z ust zrobił dzióbek.
Najgorsze było to, że Harry sprawiał wrażenie całkiem trzeźwego. Czyżby udawał, że jest pijany? Ale po co?
– Złaź! – odparłam, a on zrobił smutną minkę.– No złaź ! – powtórzyłam. Ledwo wygramoliłam się z łóżka.
Poprawiłam i przeczesałam ręką włosy. Spojrzałam na chłopaka i od razu wpadłam w niepohamowany śmiech i szybko zatkałam usta. Styles spał na łóżku. Jeszcze dwie minuty temu był zdolny skakać po pokoju, a teraz chrapie jak małe, słodkie dziecko. Z racji tego, że Harry miał klucz do drzwi, podeszłam do niego i włożyłam rękę do jego kieszeni. Gdy już chwyciłam klucz zaczęłam wyciągać dłoń, ale Loczek złapał mnie delikatnie za nadgarstek i wymruczał do ucha:
- Zostań ze mną skarbie. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Myślałam, że śpi. Po chwili uśmiechnęłam się szeroko. To wszystko było takie zabawne.
– Śpij – wyszeptałam.
– Nie pożegnasz się ze mną? – spytał i przybliżył swoją twarz do mojej.
– Dobranoc – cmoknęłam go szybko w policzek.
Podeszłam do drzwi, przekręciłam klucz w zamku i wyszłam. Zbiegłam na dół po schodach. W kuchni stał Zayn, który właśnie kładł na blat dwa kubki z kakao. Usiadłam obok niego, a on podał mi napój.
– Mm… - wymamrotałam biorąc łyk.
– Smakuje? – odparł zadowolony.
– Bardzo.
– To dobrze. – uśmiechnął się.
Trwaliśmy tak w ciszy co chwila na siebie zerkając.
– To co mówiłaś w parku to prawda? – odezwał się nagle.
– Ale co mówiłam w parku? – spytałam rozbawiona.
– Że mnie kochasz… - spojrzał na mnie. Chyba chciał sprawdzić moją reakcję.
– Że co? Z Tobą to już nie można sobie pożartować? – lekko się wkurzyłam.
– Ja po prostu…
- NIE ! Nie kocham Cię. Nie jesteś dla mnie nawet przyjacielem! Jesteś zwykłym kumplem, czy znajomym. W ogóle Ci nie ufam. Jak dla mnie jesteś po prostu fałszywy! – złapałam płaszcz i wyszłam z domy. Te słowa chyba go zabolały…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej ;) W imieniu moim i Ms. Malik chcę serdecznie podziękować wam, że czytacie tego bloga. Ma już on dokładnie 2 miesiące i 1 dzień ;) Dziękujemy za ponad 4400 wejść i w sumie 74 komentarzy. Jesteście niesamowici... Dzięki wam wiemy, że mamy dla kogo prowadzić tego bloga ;) Hm... to chyba tyle..:)
Czytasz = komentuj :) To dla nas bardzo ważne..
Wtedy usłyszeliśmy otwierające się drzwi. Do salonu wszedł nie kto inny jaki pijany Hazza. Chociaż pijany to za mało powiedziane. On ledwo utrzymywał się na nogach. Gdy mnie zobaczył od razu zaczął iść chwiejnym krokiem w moim kierunku. Natychmiast wraz z Mulatem wstaliśmy na baczność.
– Meg? Co ty tutaj ro… robisz? – bełkotał.
– Siedz… - nie dane mi było dokończyć.
– Nigdy mnie nie opuszczaj. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą. – przytulił mnie.
– A ty jesteś pijany. – zaśmiałam się.
– Może i tak, ale wiem co czuje. – wypiął dumnie klatę.
Dźgnęłam go wtedy palcem w brzuch, a on natychmiastowo się skulił, po czym spojrzał na mnie i zadziornie się uśmiechnął. Nie wiem o co mu chodziło. Patrzył na mnie tak przez cały czas tym dziwnym szczerzem na twarzy.
– Lepiej idź spać. – rzuciłam szybko.
– Pójdę tylko z Tobą. – wymamrotał Harry, a Zayn cały czas przyglądał się temu z nienawiścią.
– Mówię poważnie. Idź spać. – uśmiechnęłam się sama nie wiedząc dlaczego.
– A odprowadzisz mnie do pokoju? – wybełkotał Styles z miną skrzywdzonego szczeniaka.
– Okey. – zaczęłam iść na górę, a Lokowaty za mną podążał.
Otworzyłam drzwi do jego pokoju i weszła w głąb. Styles zamknął drzwi na klucz. Przyznam, że trochę się przestraszyłam.
– Co ty robisz? – spytałam lekko zdenerwowana.
- Nic. – wyszczerzył się i zaczął przybliżać się w moją stronę.
Nagle rzucił się na mnie tak, że po chwili wylądowaliśmy na łóżku. Byłam przez niego gnieciona, a on cały czas się uśmiechał.
– Złaź ! – krzyknęłam próbując bezskutecznie go odepchnąć.
– Coś za coś – wymamrotał.
– Co chcesz? – tak naprawdę domyślałam się czego oczekuje.
– Hm…- cmoknął mnie w policzek, po czym z ust zrobił dzióbek.
Najgorsze było to, że Harry sprawiał wrażenie całkiem trzeźwego. Czyżby udawał, że jest pijany? Ale po co?
– Złaź! – odparłam, a on zrobił smutną minkę.– No złaź ! – powtórzyłam. Ledwo wygramoliłam się z łóżka.
Poprawiłam i przeczesałam ręką włosy. Spojrzałam na chłopaka i od razu wpadłam w niepohamowany śmiech i szybko zatkałam usta. Styles spał na łóżku. Jeszcze dwie minuty temu był zdolny skakać po pokoju, a teraz chrapie jak małe, słodkie dziecko. Z racji tego, że Harry miał klucz do drzwi, podeszłam do niego i włożyłam rękę do jego kieszeni. Gdy już chwyciłam klucz zaczęłam wyciągać dłoń, ale Loczek złapał mnie delikatnie za nadgarstek i wymruczał do ucha:
- Zostań ze mną skarbie. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Myślałam, że śpi. Po chwili uśmiechnęłam się szeroko. To wszystko było takie zabawne.
– Śpij – wyszeptałam.
– Nie pożegnasz się ze mną? – spytał i przybliżył swoją twarz do mojej.
– Dobranoc – cmoknęłam go szybko w policzek.
Podeszłam do drzwi, przekręciłam klucz w zamku i wyszłam. Zbiegłam na dół po schodach. W kuchni stał Zayn, który właśnie kładł na blat dwa kubki z kakao. Usiadłam obok niego, a on podał mi napój.
– Mm… - wymamrotałam biorąc łyk.
– Smakuje? – odparł zadowolony.
– Bardzo.
– To dobrze. – uśmiechnął się.
Trwaliśmy tak w ciszy co chwila na siebie zerkając.
– To co mówiłaś w parku to prawda? – odezwał się nagle.
– Ale co mówiłam w parku? – spytałam rozbawiona.
– Że mnie kochasz… - spojrzał na mnie. Chyba chciał sprawdzić moją reakcję.
– Że co? Z Tobą to już nie można sobie pożartować? – lekko się wkurzyłam.
– Ja po prostu…
- NIE ! Nie kocham Cię. Nie jesteś dla mnie nawet przyjacielem! Jesteś zwykłym kumplem, czy znajomym. W ogóle Ci nie ufam. Jak dla mnie jesteś po prostu fałszywy! – złapałam płaszcz i wyszłam z domy. Te słowa chyba go zabolały…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej ;) W imieniu moim i Ms. Malik chcę serdecznie podziękować wam, że czytacie tego bloga. Ma już on dokładnie 2 miesiące i 1 dzień ;) Dziękujemy za ponad 4400 wejść i w sumie 74 komentarzy. Jesteście niesamowici... Dzięki wam wiemy, że mamy dla kogo prowadzić tego bloga ;) Hm... to chyba tyle..:)
Czytasz = komentuj :) To dla nas bardzo ważne..
...Because we love more than this...<3SEE YA ! :* ^^