...Because we love more than this...

...Because we love more than this... <3

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Rozdział 20 - "Something’s gotta give now Cause I’m dying just to make you see That I need you here with me now Cause you've got that one thing"


*** Oczami Chrisa ***

Siedziałem z Julie na sofie, oglądając jakąś komedię romantyczną. Muszę przyznać, że była całkiem niezła, ale i tak wole horrory. Mimo, że była czwarta w nocy, w ogóle nie chciało nam się spać. Komentowaliśmy i śmialiśmy się z zachowania głównych bohaterów. Od razu było widać, że główny bohater jest szaleńcze zakochany w dziewczynie, ale nie umiał jej tego powiedzieć. To wszystko przypomniało sytuacje między mną a Rudą. Może teraz jest właśnie ten moment? Nie wiem czy to fair bo Juls była nieźle pijana. Jutro, a raczej dzisiaj, na pewno nic nie będzie pamiętać. Oparła swoją głowę o moje ramię. Poczułem owocowy zapach jej szamponu. Uwielbiałem go. Myślałem cały czas o tym pocałunku w clubie. Był taki… taki… wymarzony? Po upływie kilku miesięcy przyjaźni z Rudą zakochałem się w niej do szaleństwa. Dwa tygodnie temu poznała tego całego „gwiazdora” i chyba darzy go uczuciem. Nie wiem sam. Teraz może to jest najlepszy czas, żeby jej wszystko powiedzieć.
- Julie…
- Tak? – podniosła głowę i popatrzyła na mnie tymi swoimi zielonymi oczami.
- Pamiętasz naszą rozmowę? To co mówiłem Ci, o tej dziewczynie z kolonii, w której się zakochałem? – spytałem spuszczając wzrok . 
- No tak. Właśnie nie dokończyłeś mi mówić. Więc co z nią. – dziewczyna lekko śmiała się pod nosem. – No bo… Poradziłaś mi, żebym jej powiedział co do niej czuje, bo ty nie lubisz niejasnych sytuacji… Więc… Ja… Ja…- zacząłem się jąkać. – Bo… To.. To ty jesteś tą dziewczyną… - zerknąłem na dziewczynę. Miała szeroko otwarte usta,  a miska z popcornem, którą trzymała w rękach spadła na ziemie, wysypując całą jej zawartość. Jej piękne zielone tęczówki powiększyły się.
- Aaa…Ale…Yyy… -zrezygnowała. 
- Przepraszam Cię, chciałem Ci to wcześniej powiedzieć, ale… ale nie miałem odwagi. - zrobiło mi się przykro. Strasznie się wygłupiłem… Debil, debil, debil..
- Chris… to znaczy ja podejrzewałam to… Ale… ale nie wiedziałam, że to prawda. Wiesz jesteśmy tyle lat przyjaciółmi. Ja… Ja ostatnio nie wiem sama co czuje. Mieszam się w uczuciach rozumiesz?-  zmieszała się. 
- Ta jasne rozumiem. Nic z tego nie będzie. Zapomnij o tym. – wstałem z sofy, ale Julie chwyciła mnie za rękę i gestem pokazała, abym usiadł.
- Ja nie mówię nie. Po prostu jestem zaskoczona. – powiedziała łagodnie.
- Pozytywnie czy negatywnie? – dopytywałem z iskierką  nadziei.
- Sama nie wiem. Potrzebuje czasu. Dasz mi go? – rzekła o dziwo bardzo mądrze, mimo, że była strasznie pijana.
- Jasne. – uśmiechnąłem się lekko, a ona wtuliła się we mnie i ponowiliśmy oglądanie filmu. Nie umiałem się skupić na nim. Cały czas miałem nadzieje, że może coś jednak z tego wyjdzie. Oczy Juls powoli się zamykały. Co się dziwić. Jest już piąta nad ranem. Ja z resztą też byłem już zmęczony. Głowa Rudej powoli osuwała się z mojego ramienia. Postanowiłem ją zanieść do jej sypialni. Wziąłem ją na ręce i ostrożnie skierowałem się na góre. Otworzyłem leciutko drzwi i położyłem dziewczynie na jej pięknie zasłanym łóżku. No tak. Julie uwielbiała porządek, ale mimo to nie należała do pedantów. Przykryłem ją beżową kołdrą. Wyglądała tak ślicznie. Położyłem się koło niej i podparłem głowę ręką. Myślałem jak by to było jakbyśmy byli razem i napawałem się jej widokiem. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem...

***Oczami Zayna***

Trochę mi nie pasuje, że Justin zabiera się z nami, ale pewnie doszłoby do kłótni, więc się lepiej nie odzywam. Nie chcę kolejnych problemów. Meg cały czas się wydzierała. Mówiła, że jak jej nie zostawię w spokoju, to już nigdy się do mnie nie odezwie. Olałem to do chwili, kiedy zaczęła bić mnie po plecach. Jus szedł koło mnie i cały czas chichotał. Co ja mam z nią zrobić? Postawiłem ją naprzeciwko siebie i złapałem za ramiona.
- Meg, możesz mnie przestać bić? Uspokój się! Przecież nic Ci nie zrobię. – powiedziałem.
- Mogę iść sama. Mam własne nogi. – odezwała się.
- Boso? – podniosłem jedną brew.
- Mam szpilki. – pokazała je.
- Okey. – odparłem obojętnie.
W tym momencie do Justina ktoś zadzwonił. 
- Halo? – chłopak odebrał swój telefon.
-………………………………………………..
- Okey, zaraz będę. – rozłączył się. 
- Musze lecieć. – powiedział. Podszedł do Szatynki i rzekł:
- Tylko bądź grzeczna. Pa. – cmoknął ją w usta, ona odsunęła się od niego. 
- Pa. – pożegnała się.
Szedłem przez park rozmyślając. Co chwilę zerkałem na Meg. Była parę metrów za mną.
- Noo.. Czekaj na mnie. – jęczała.    
Odwróciłem się do niej i wystawiłem przed siebie ręce. Naszła mnie nagła ochota, aby ją przytulić. Co się ze mną dzieje? Gdy jest koło mnie nie wiem co robię. Nie panuje nad tym. Muszę się bardziej koncentrować. Stanęła naprzeciwko mnie.
-Co ty robisz? – spytała rozbawiona. 
- Chcę się do Ciebie przytulić. – mile się uśmiechnąłem. 
- Przytulić? – spytała zdziwiona.
- No chodź tu do mnie. – pociągnąłem ją do siebie.
Niechętnie tkwiła w moim uścisku. Nie odwzajemniła go, ale cała się trzęsła z zimna i ze śmiechu. Była rozbawiona całą tą sytuacją, ale co ja poradzę, że przy niej nie panuję nad sobą.
- Dobra chodźmy – odezwałem się. Meg usiadła na pobliskiej ławce i teatralnie założyła ręce na wysokości klatki piersiowej: 
- Nogi mnie bolą. Nigdzie nie idę – jęczała.
- Nie marudź tylko się rusz. W końcu sama powiedziałaś, że nie chcesz, abym Cię niósł. – odparłem.
- I teraz tego żałuje. – wymamrotała, po czym słodko się uśmiechnęła i dodała - Zayn, wiesz jak ja Cię lubię…
No i trafiła w sedno.
- Nie - odparłem zdecydowanie.
– Zaaayn… – jęczała.
- Nie. Przedtem, gdy Cię niosłem to kazałaś się postawić.
– Zaaayn… – dalej robiła to samo, a do tego wszystkiego zrobiła takie niewinne oczka. 
 - Do… Nie !!! – zacząłem się wahać, a ona to wyczuła. 
 Podeszła do mnie i stanęła naprzeciwko. Nasze twarze dzieliły milimetry. Nachyliła się do mnie, a ja byłem wniebowzięty. Już miałem ją pocałować, ale ona skrzywiła się i rzekła:
- Nooogi mnie bolą. Weźmiesz mnie na barana? – słodko się uśmiechnęła.
Zrezygnowany popatrzyłem na jej usta.
- Nawet o tym mnie myśl. – spojrzała na mnie przenikliwie.
- Ale… No… Czemu? 
- Bo teraz spotykam się z Justinem.  
Na te słowa od razu zbladłem. Czy ja dobrze usłyszałem? To znaczy, że to koniec? Przecież to nie może być prawda. Gdyby oni się związali to przecież… Przecież to by oznaczało, że już nic się nie da zrobić.
- Jak to ? – spytałem.
-No po prostu. – uśmiechnęła się wesoło. – To jak? Weźmiesz mnie na tego barana? – dodała po chwili i zaraz zachichotała.
- Wskakuj. – odwróciłem się, a ona pędem wdrapała się na moje plecy.
- Ha ha, super. Kocham Cię normalnie. – zaświergotała uradowana, że nie musi iść pieszo. Gdy to usłyszałem nagle spoważniałem.
- Szkoda tylko, że to nieprawda… - pomyślałem. 
Tak bardzo chciałbym, aby powiedziała mi te słowa tak szczerze, ale niestety to tylko marzenia. Szliśmy do mojego domu w ciszy. W sumie kto szedł, to szedł, bo Meg była potraktowana przeze mnie jak księżniczka. Gdybyśmy byli razem to by się tak czuła każdego dnia. Szatynka mocniej mnie objęła i położyła swoją głowę na moim ramieniu. Nasze policzki się stykały. Ma taką delikatną skórę… – rozmarzyłem się. Przekręciłem ją tak, że teraz patrzyła na mnie.
- O co chodzi? – spytałem lekko zdezorientowany, dalej idąc.
- O nic. – uśmiechnęła się wesoło. 
- To dlaczego tak na mnie spoglądasz?
– To już nie mogę na Ciebie patrzeć? Sory, ale nie wiedziałam, że to zabronione. W końcu ty jesteś ZAYN MALIK, więc mogłam się domyślić. – na te słowa zaśmiałem się. Meg zaczynała odpyskowywać, a to nie wróżyło dobrze. 
 - Czekaj. Źle mnie zrozumiałaś. – powiedziałem. – I nie zaczynaj kłótni. – dodałem. 
– Ja zaczynam kłótnie?! – krzyknęła niedowierzając podniosła głowę.
– Mała ochłoń. Koniec tematu. – odparłem szybko. 
– Ale…
- Żadnego „ ale”…- przerwałem jej. Chyba poskutkowało. Ponownie się we mnie wtuliła. Czułem jej ciało na moich plecach. To było naprawdę przyjemne.
– Dotknij swoją ręką mojego policzka. – rzekłem.
– Że co? – spytała zdziwiona.
– Dotknij mojego policzka. – powtórzyłem.
– Ale po co? – spytała zdziwiona.
– Nie pytaj tylko zrób o co Cię proszę. – odparłem szybko, a ona zrobiła to co kazałem. 
 – Tak jak myślałem. Masz lodowate dłonie, więc jesteś zmarznięta, a mówiłaś, że ci ciepło. 
– Bo wtedy mi było ciepło. – wymamrotała.
– Złaź.
- Co ? – zdziwiła się. – No złaź. – zeszła ze mnie. 
Ściągnąłem swoją bluzę i okryłem nią Szatynkę.
– Teraz Tobie będzie zimno. – powiedziała. 
- O mnie się nie martw. – odwróciłem się do niej tyłem i rzekłem: - Wskakuj.

***Oczami Meg***
Dobrze, że Malik zgodził się mnie wziąć na barana, bo inaczej do domu bym nie doszła. Jednak 12 centymetrowe szpilki do clubu, to nie był za dobry pomysł. I jeszcze te klucze. Gdzie ja miałam głowę, że zapomniałam ich wziąć. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Zayn postawił mnie na ziemi, a ja szybko wyjęłam komórkę z torebki.
– Halo? – odparłam.
– Hej odezwał się męski głos w słuchawce. 
– Justin? – spytałam zdziwiona. 
– No tak – zaśmiał się. 
– A po co dzwonisz? – zarechotałam.
– Bo się o Ciebie martwię. – odparł wesoło.  
– Przecież nie masz o co się martwić. – uśmiechnęłam się sama do siebie.
Walker jest taki słodki i opiekuńczy. Czy moje dawne uczucia do niego wracają?  
– Jak to nie? – zdziwił się.
– A jaki masz niby powód do obaw?
– No ty i Malik. Sam na sam. To nie wróży nic dobrego. – zachichotał.
– No proszę Cię Justin, nie przesadzaj. – zaśmiałam się.
– Ja tylko się upewniam. – odezwał się. – I nie rób żadnych głupstw. – dodał.
– A co masz na myśli? – spytałam podejrzliwie.
– Domyśl się kochanie. – cmoknął do słuchawki. 
– Ej, ej ! Kochanie? Ty się nie zapędzaj. Z tego co pamiętam to nawet nie byliśmy na randce – podparłam rozbawiona, a Malik natychmiast spojrzał na mnie. Z jego oczu biło przerażenie. 
– Czepiasz się – zachichotał. 
– Dobra, dobra. Będę grzeczna. Pa. – wesoło się pożegnałam.
– Pa malutka – zaśmiał się. 
Z uśmiechem na twarzy schowałam komórkę do torebki.
– Justin? – spytał obojętnie. 
– Tak – posłałam mu miłe spojrzenie.
– O co chodzi z tą randką? – rzucił nagle i od razu posmutniał.
– Jus chciał, żebyśmy gdzieś razem wyszli. – odparłam. 
– Aha. – odpowiedział i ruszył dalej.
– Ej. Czekaj na mnie ! – szybko założyłam szpilki i podbiegłam do chłopaka. Szliśmy obok siebie w ciszy. Malik najwyraźniej nie miał zamiaru się odzywać. Szedł cały czas o czymś myśląc. 
– A ze mną byś się umówiła? – wymamrotał.
– Co? – byłam zaskoczona.
– Umówiłabyś się ze mną? – spytał ponownie. 
– Nie wiem. Gdyby nie te głupie bójki to myślę, że tak. – uśmiechnęłam się delikatnie. Zanurzyłam się w jego czekoladowych oczach. Powoli się rozpływałam, ale on rzekł:
- Czyli teraz nie mam żadnych szans? – posmutniał i wbił wzrok we mnie.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zrobić mu nadzieje czy raczej nie?
– Słuchaj. Nikt nie powiedział, że nie masz żadnych szans. Tylko, że teraz spotykam się z Justinem i jeśli nam nie wyjdzie to nie będę myślała o innym chłopaku.  
– A jeśli wam wyjdzie to będziesz szczęśliwa? – spytał i przenikliwie przejechał po mnie wzrokiem.
– Myślę, że tak. 
– To dobrze. Dla mnie tylko to jest najważniejsze – uśmiechnęłam się do niego. Po piętnastu minutach w końcu dotarliśmy do willi chłopaków. Malik otworzył drzwi i przepuścił mnie pierwszą. Weszłam do środka i zdjęłam szpilki, po czym od razu skierowałam się do salonu, gdzie wskoczyłam na kanapę. Po chwili Malik był niedaleko mnie.
– Widzę, że się rozgościłaś. – uśmiechnął się cwaniacko. 
– Yhm. – tylko tyle udało mi się z siebie wydusić. Zayn podszedł do kanapy i usiadł, a moje nogi położył na swoich kolanach. Popatrzył się na mnie i natrętnie szukał czegoś w moich oczach. Spoglądałam na niego zdezorientowana. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
– Coś nie tak? – spytałam zirytowana.
– Wszystko w porządku – odparł zadowolony. 
– Na pewno? Bo patrzysz na mnie jak… 
- Jak na osobę, którą darzę uczuciem? – przerwał mi.
– Niee. Jak na osobę, z którą jest coś nie tak – zaśmiałam się, a on teatralnie wywrócił oczami.
Wtedy usłyszeliśmy otwierające się drzwi. Do salonu wszedł nie kto inny jaki pijany Hazza. Chociaż pijany to za mało powiedziane. On ledwo utrzymywał się na nogach. Gdy mnie zobaczył od razu zaczął iść chwiejnym krokiem w moim kierunku. Natychmiast wraz z Mulatem wstaliśmy na baczność.
– Meg? Co ty tutaj ro… robisz? – bełkotał. 
– Siedz… - nie dane mi było dokończyć.
– Nigdy mnie nie opuszczaj. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą. – przytulił mnie. 
– A ty jesteś pijany. – zaśmiałam się. 
– Może i tak, ale wiem co czuje. – wypiął dumnie klatę.
Dźgnęłam go wtedy palcem w brzuch, a on natychmiastowo się skulił, po czym spojrzał na mnie i zadziornie się uśmiechnął. Nie wiem o co mu chodziło. Patrzył na mnie tak przez cały czas tym dziwnym szczerzem na twarzy. 
– Lepiej idź spać. – rzuciłam szybko. 
– Pójdę tylko z Tobą. – wymamrotał Harry, a Zayn cały czas przyglądał się temu z nienawiścią.
– Mówię poważnie. Idź spać. – uśmiechnęłam się sama nie wiedząc dlaczego.
– A odprowadzisz mnie do pokoju? – wybełkotał Styles z miną skrzywdzonego szczeniaka. 
– Okey. – zaczęłam iść na górę, a Lokowaty za mną podążał.
Otworzyłam drzwi do jego pokoju i weszła w głąb. Styles zamknął drzwi na klucz. Przyznam, że trochę się przestraszyłam.
– Co ty robisz? – spytałam lekko zdenerwowana.
- Nic. – wyszczerzył się i zaczął przybliżać się w moją stronę.
Nagle rzucił się na mnie tak, że po chwili wylądowaliśmy na łóżku.  Byłam przez niego gnieciona, a on cały czas się uśmiechał.
– Złaź ! – krzyknęłam próbując bezskutecznie go odepchnąć.
– Coś za coś – wymamrotał.
– Co chcesz? – tak naprawdę domyślałam się czego oczekuje.
– Hm…- cmoknął mnie w policzek, po czym z ust zrobił dzióbek.
Najgorsze było to, że Harry sprawiał wrażenie całkiem trzeźwego. Czyżby udawał, że jest pijany? Ale po co?
– Złaź! – odparłam, a on zrobił smutną minkę.– No złaź ! – powtórzyłam. Ledwo wygramoliłam się z łóżka.
Poprawiłam i przeczesałam ręką włosy. Spojrzałam na chłopaka i od razu wpadłam w niepohamowany śmiech i szybko zatkałam usta. Styles spał na łóżku. Jeszcze dwie minuty temu był zdolny skakać po pokoju, a teraz chrapie jak małe, słodkie dziecko. Z racji tego, że Harry miał klucz do drzwi, podeszłam do niego i włożyłam rękę do jego kieszeni. Gdy już chwyciłam klucz zaczęłam wyciągać dłoń, ale Loczek złapał mnie delikatnie za nadgarstek i wymruczał do ucha: 
- Zostań ze mną skarbie.                                                                                                   Popatrzyłam na niego zdziwiona. Myślałam, że śpi. Po chwili uśmiechnęłam się szeroko. To wszystko było takie zabawne.
– Śpij – wyszeptałam. 
– Nie pożegnasz się ze mną? – spytał i przybliżył swoją twarz do mojej.
– Dobranoc – cmoknęłam go szybko w policzek. 
Podeszłam do drzwi, przekręciłam klucz w zamku i wyszłam. Zbiegłam na dół po schodach. W kuchni stał Zayn, który właśnie kładł na blat dwa kubki z kakao. Usiadłam obok niego, a on podał mi napój. 
– Mm… - wymamrotałam biorąc łyk.
– Smakuje? – odparł zadowolony.
– Bardzo. 
– To dobrze. – uśmiechnął się. 
Trwaliśmy tak w ciszy co chwila na siebie zerkając.
– To co mówiłaś w parku to prawda? – odezwał się nagle.
– Ale co mówiłam w parku? – spytałam rozbawiona.
– Że mnie kochasz… - spojrzał na mnie. Chyba chciał sprawdzić moją reakcję.
– Że co? Z Tobą to już nie można sobie pożartować? – lekko się wkurzyłam.
– Ja po prostu…
- NIE ! Nie kocham Cię. Nie jesteś dla mnie nawet przyjacielem! Jesteś zwykłym kumplem, czy znajomym. W ogóle Ci nie ufam. Jak dla mnie jesteś po prostu fałszywy! – złapałam płaszcz i wyszłam z domy. Te słowa chyba go zabolały…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej ;) W imieniu moim i Ms. Malik chcę serdecznie podziękować wam, że czytacie tego bloga. Ma już on dokładnie 2 miesiące i 1 dzień ;) Dziękujemy za ponad 4400 wejść i w sumie 74 komentarzy. Jesteście niesamowici... Dzięki wam wiemy, że mamy dla kogo prowadzić tego bloga ;) Hm... to chyba tyle..:)


Czytasz = komentuj :) To dla nas bardzo ważne..

...Because we love more than this...<3
SEE YA ! :* ^^

piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział 19 - "Is your heart taken Is there somebody else on your mind I’m so sorry, I’m so confused just"


*** Oczami Julie ***

- Nie chcemy tu awanturników. – rzekł ochroniarz. 
- Yyy…. Dobrze. Ale co mnie to obchodzi? To nie moja sprawa. Co to ma wspólnego ze mną?  Mogę wejść?- spytałam lekko wkurzona. 
- Mówię przecież, że nie chcemy tu awanturników. – podniósł głos.
- A co ja niby jestem? – uniosłam brew a on skinął głową. – To jest jakiś żart?! A może ukryta kamera?! – dodałam.
- Nie. Spadaj mała. – prychnął.      
- Że co?! Za kogo ty się gościu uważasz?! Tam jest mój przyjaciel! Musze tam wejść! – krzyknęłam. On tylko zaśmiał się.
- Co to ma być ?! Zapłaciłam za bilet więc chyba mam prawo wejść ! – wrzeszczałam.
- Pijanych nie wpuszczamy. – odparł spokojnie goryl.
- Że co?! – już miałam rzucić się z pięściami na gościa, ale ktoś mnie powstrzymał, łapiąc mnie w pasie. Gwałtownie się obróciłam i ukazał się moim oczom Niall.
- Aaa… To o tym chciał powiedzieć Zayn. Głupia, głupia. – skarciłam się w myśli. 
- Hej. – powiedział blondas posyłając mi uśmiech.
Ja tylko się skrzywiłam i powiedziałam:
- Co ty tu robisz? Mam już tego dość ! Czy ty za mną łazisz?! Odczep się ode mnie!
- Spokojnie. Nie rób scen i graj ze mną. – powiedział obejmując mnie i udając się w stronę drzwi. Próbowałam się wyrwać z jego objęć, ale było naprawdę trudno. Poczułam zapach jego perfum. To sprawiło, że się prawie rozpłynęłam. Z innego świata wyrwał mnie głos Horana, który był skierowany do goryla.
- Siema stary. Kupe lat. Wpuścisz mnie i tą laskę do środka?
- Wow. Niall. Siemano stary. Ty możesz wejść, ale ona……. – zawahał się . -No dobra wchodźcie, ale ty bierzesz za nią odpowiedzialność. – powiedział w końcu przepuszczając nas.
O matko. Ale się wkręciłam. Gdy tylko znikliśmy z zasięgu wzroku ochroniarza natychmiast odsunęłam się od niebieskookiego.
- Co to miało być? – spytałam wkurzona.
- No pomogłem Ci. W takich chwilach mówi się dziękuje. – posłał mi ten swój cudowny uśmiech. 
- Ta, jasne. Po tym co mi zrobiłeś? Spadaj koleś. – odparłam udając się w stronę Chrisa, który siedział przy barze.
Nie mam pojęcia, czy ten idiota coś jeszcze mówił, bo muzyka zagłuszyła wszystko. Usiadłam koło Watsona i uniosłam w górę dwa palce. Prawie natychmiastowo barman podał mi dwa kieliszki. Sięgnęłam po pierwszy i za jednym razem wypiłam całą zawartość. Później powtórzyłam tą czynność jeszcze raz.
- Julie. Co się stało? Wszystko okey? – spytał zaniepokojony Brunet.
- No jasne. A co ma być? – powiedziałam lekko chwiejąc się na stołku. 
- Em.. Nie chcę nic mówić, ale wszyscy z 1D tutaj są. – rzekł pokazując na idących Louisa i Liama. 
- Matko, jeszcze tego brakuje ! – warknęłam obracając się ze sztucznym uśmiechem.
- Siema Julie. – wrzasnął Tommo, podlatując do mnie i mocno mnie przytulając. 
- Siema kochanie ty moje. – uśmiechnęłam się nie wiedząc co mówię.
- Yy.. Julie wszystko okey? – zapytał zaniepokojony Payne.
- No jasne mój ty Duddy. – parsknęłam śmiechem.
- Nic jej nie jest tylko trochę za dużo wypiła. Nie wiem dlaczego. Nigdy się nie upijała. - powiedział podtrzymujący mnie Chris.
- Widziałaś się z Niallem? – spytał niepewnie Tomlinson.
 Spuściłam tylko wzrok, nie przestając się śmiać. Teraz miałam wszystko gdzieś. Nie chciałam żeby ktokolwiek psuł mi humor.
- Ale zamulacie. Sory. Mam zamiar korzystać z życia. Więc nara. Aaa i powiedzcie swojemu przyjacielowi, hm…jak on miał na imię? Niall? Tak, tak Niall ! A więc powiedzcie mu, żeby się ode mnie odczepił. – wyrzuciłam z siebie, ciągnąc Chrisa na parkiet. 
- O co chodzi? Julie, proszę powiedz mi. – wypytywał chłopak.
- Nie psuj mi zabawy ok? Tańcz a nie gadaj. – prychnęłam, po czym DJ  puścił piosenkę „International love”.
Złapałam Bruneta za koszulę i tańczyłam wokół niego. Był nieco zaskoczony, ale raczej mu to nie przeszkadzało. Raczej był mile zaskoczony, co mnie strasznie rozbawiło. Szumiało mi lekko w głowie. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i tańczyliśmy, można określić to jako „niegrzeczny taniec”. Nasze ciała ocierały się o siebie,  tak jak wcześniej Meg i Justina. Teraz nie widziałam nikogo oprócz nas. Inni nie byli ważni. W końcu zorientowałam się, że ludzie wokół nas zrobili kółko, a my byliśmy „gwiazdami”? Nie powiem odstawiliśmy kawał choreografii. Chris był lekko zmieszany, ale zaraz spodobało mu się bycie w centrum uwagi. Tańczyliśmy jeszcze odważniej niż wcześniej. Tylko czy da rady odważniej? Najwyraźniej tak. Przejechałam moją ręką po jego włosach, a później po jego policzku. Popatrzyłam w jego szaro-zielone oczy i przyłożyłam moje usta do jego. Ludzie zaczęli wydawać okrzyki typu: „uu… gorzko..”itp. Oderwałam się od chłopaka i lekko się uśmiechnęłam. On odwzajemnił się tym samym.
- Może pójdziemy się coś napić? – spytał zadowolony.
- Jasne. Spoko. – powiedziałam, a on wziął mnie za rękę. To było dosyć dziwne, ale co tam.  Udaliśmy się do baru.
- Dla pani proszę drinka bezalkoholowego, a dla mnie setke. – zwrócił się do barmana. 
- Że co? Ja poproszę Pina Colad’e. – prychnęłam.
- Jesteś tego pewna? Już dużo wypiłaś? – zbulwersował się, a ja sparaliżowałam go wzrokiem. – Dobra  jak chcesz. – zrezygnował. Siedzieliśmy przy jednym ze stoliku i śmialiśmy się z nowo poznanymi znajomymi – Kate i Mark. Zdeklarowałam się iść po kolejne napoje. Skierowałam, się ponownie do barmana. Niestety musiałam poczekać bo było bardzo dużo zamówień. Usiadłam więc na wysokim stołku i stukając palcami w blat, czekałam. Byłam już nieźle zmęczona bo dochodziła już chyba… Dobra nie będę tu zmyślać, bo nie wiem. Nic nie kojarzę. Alkohol sprawił się bardzo dobrze. Poczułam, że ktoś cały czas się na mnie patrzy. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam… No zgadnijcie kogo? Oczywiście Horana. Do cholery czy on mnie szpieguje? Zwróciłam oczy ku górze.
- Robisz mi na złość? – spytał.
- O co Ci chodzi?! -  warknęłam.
- Chcesz się na mnie zemścić, poprzez obściskiwanie się z tym palantem? – spojrzał na Chrisa.
- Po pierwsze to nie twoja sprawa. Po drugie odwal się koleś! – wydarłam się.
- Matko ty jesteś kompletnie pijana. Odprowadzę Cię do domu. – najprawdopodobniej zmartwił się. 
- A dajcie mi wszyscy święty spokój ! Czego wy wszyscy chcecie ode mnie?! Mogłeś panować nad swoimi słowami. Wtedy wszystko było by okey ! Może udało by mi się zapomnieć, gdybyś nie pokazywał mi się na oczy i przestał napadać moich znajomych ! Tak mówię o Grześku ! Zostaw mnie w spokoju ! Nie istniejesz już w moim świecie ! Ile razy mam Ci to powtarzać?! – wrzeszczałam, a po moim policzku spłynęły pojedyncze łzy.
Horan stał jak wryty. Otworzył usta, ale nie udało mu się wydusić z siebie słowa. Był zaskoczony. Barman podał mi w końcu upragnione zamówienie. Duszkiem wypiłam napój. Później podeszłam do Chrisa i poprosiłam go, abyśmy poszli do domu. Zamówiliśmy taksówkę i już po jakiś piętnastu minutach byłam w mojej ukochanej willi. Stanęłam przed drzwiami, ale nie mogłam włożyć klucza do dziurki. Watson uśmiechnął się tylko do mnie, wyminął mnie i otworzył je.
- Wejdziesz? Nie chcę być sama. – poprosiłam. 
 - No dobra. Niech będzie. – westchnął…

***Oczami Justina***

Jaki ze mnie debil ! Przecież dobrze wiem, że Meg nie lubi, kiedy dochodzi do bójek z jej powodu. W sumie to mogłem jakoś podpuścić Zayna, żeby to on zaczął. Ale nie ! Jak zwykle muszę być mądrzejszy. Z kim ona w ogóle poszła do domu? Nawet tego kolesia nie znam i tak po prostu ją puściłem. Może to brat Zayna? Był do niego trochę podobny. Ciemniejsza karnacja, czekoladowe oczy. Mulat stał w tym samym miejscu i patrzył na mnie wkurzony.
– O co chodzi? – spytałem z pretensją w głosie.
Spuścił głowę… Chyba o czymś myślał. Za chwilę ją uniósł. Czy on płacze? Ale dlaczego? Usiadł na kancie chodnika przy ulicy i skulił się jak niewinny pies. Zrobiło mi się go trochę żal. Może on wcale nie jest taki zły? Dosiadłem się do niego i powiedziałem:
- Co jest? Co się stało? – usłyszałem dalsze łkanie.
- Kocham ją. Cholernie ją kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Dość, że Harry stoi mi na przeszkodzie to jeszcze teraz ty się zjawiłeś. Widziałem jak się całowaliście. Nawet nie wiesz jaki to ogromny ból. – wyżalił się.
– Wiem, dobrze znam to uczucie. Co ja mam powiedzieć? Znam ją kilka lat i od razu się w niej zakochałem. Dopiero teraz udało mi się do niej zbliżyć, a tutaj ona nagle poznaje One Direction. Wiesz jaki to widok, gdy siedzę z nią w parku, a nagle do nas dosiada się chłopak jej marzeń i ją podrywa? Nie wiesz?! To nie mów, że to jest trudno. – odparłem.
– Czekaj, czekaj. Jaki związek z palantem?
- Przez ponad miesiąc była z Mattem. W ogóle jej nie szanował. Kręcił z każdą. Domyśl się po co chodził z Meg. – odpowiedziałem szczerze.
– Nie bardzo rozumiem. – skrzywił się.
– Chciał ją zaciągnąć do łóżka ! – spojrzałem na niego.
– Co?! Ale tego nie zrobiła? – wyraźnie się zdenerwował.
– Spokojnie. Nie jest taka. Z tego co mi mówiła to wygarnęła mu, że jest zwykłym dupkiem. Po paru dniach nagle zaczął ją „szczerze kochać”. Rzucił wszystkie dziewczyny i starał się o Megan. Boję się, że Matt wróci kiedyś do Londynu, a wtedy Szatynka mu ulegnie. To była jej największa miłość. – wyżaliłem się.
– No to trzeba sprawić, żeby nie wrócił. Wystarczy, że  my rywalizujemy ze sobą i Harrym. Czwarty zawodnik w grze do niczego potrzebny nie jest. - przytaknąłem mu głową i słabo się do niego uśmiechnąłem.   
– To zgoda? Wybierze tego, którego kocha naprawdę. – Mulat wyciągnął do mnie rękę.
- Jasne to chyba najlepsze rozwiązanie. – uścisnąłem jego dłoń.
- A ten koleś, z którym poszła Meg? Kto to jest? - spytałem.
- To mój kuzyn… Jaawad. – odpowiedział.
- Ale on jest w porządku? – chciałem się upewnić.
- Jest bardzo w porządku ode mnie. – posmutniał. – Tylko on…
- Co on? – przerwałem mu.
- Jeśli mu się spodobała to mamy przerąbane. – skrzywił się.
- A mogę wiedzieć czemu? – zdziwiłem się lekko.
- To prawdziwy Mistrz Filtru. Jest lepszy nawet od Harrego. – odparł po czym przenikliwie na mnie spojrzał.
- I ty ją z nim puściłeś?! – krzyknąłem.
- A co miałem zrobić? Nawet nie pozwoliłbyś mi się do niej zbliżyć, żeby ją przekonać, żeby z nim nie szła. – wymamrotał.
Wtedy Juls przyszła do nas i zaczęła robić nam awanturę. Widać było, że martwiła się o przyjaciółkę, ale gdy wszystko z siebie wyrzuciła, skierowała się na dalszy podbój clubu.
- Chodźmy do Meg.  Na pewno poszli przez park. – wróciłem do wcześniejszej rozmowy.
- I co jej powiesz? – spytał Mulat.
- Nie wiem. Nic. Śledźmy ich. Chcę wiedzieć, że wszystko jest okey.
- Dobra chodźmy. – przekonał się.
Biegliśmy w stronę parku. Zauważyliśmy Meg, która szła boso, a w rękach niesie swoje szpilki. Jawaad obejmował ją ramieniem.
- Standard. - powiedział Mulat.
- Co? – nie wiedziałem o co mu chodzi.
- Zaczął już swoje podchody. – odparł wkurzony.
- Jak to? – spytałem poddenerwowany.
- Już ją przytula. Za chwilę ją będzie chciał pocałować. – zacisnął pięść.
- Jaja sobie robisz ! – krzyknąłem.
- No to patrz. – odparł i wskazał palcem.
Jawaad złapał Meg za podbródek i uniósł jej głowę. Szatynka stała zdezorientowana, aż do pewnego momentu. Kuzyn Zayna pocałował ją. Malik drgnął, gdyż chciał chyba biec do nich, ale się powstrzymał. Zachowanie dziewczyny bardzo nas zaskoczyło. Odepchnęła go na długość ręki i uderzyła go z otwartej dłoni w policzek. Popatrzyliśmy na siebie zdziwieni i nie wiedzieć dlaczego, uradowani przybiliśmy sobie „piątkę”.  Nie wiedzieliśmy co mamy teraz zrobić. Mamy tak dalej ich śledzić czy po prostu im przeszkodzić? Zdecydowanie wybraliśmy tą drugą opcję. Podeszliśmy do nich. Meg popatrzyła na mnie ze złością, podobnie jak na Zayna.
- Przepraszam. – powiedzieliśmy równo.
Ona tylko zaśmiała się cicho pod nosem i zaraz spojrzała na nas.
- Mogliście nie doprowadzać do NASTĘPNEJ bójki? – podkreśliła jedno słowo i znacząco spojrzała na Mulata.
- Jesteś cała zmarznięta. Odprowadzę Cię do domu. Na jeden wieczór zapomnij o tym co złe. Od rana znowu będziesz mogła się na mnie gniewać. – uśmiechnął się.
- Chyba żartujesz. Ja ją odprowadzę.
- Nie. Ja ! – podniósł głos Malik.
- Ekhm… - chrząknęła dziewczyna.
- Sory. – powiedziałem.
- To się więcej nie powtórzy. – odparł Zayn.
- To ja uciekam. – odezwał się Jawaad. – Pa. – cmoknął Szatynkę w policzek.
Ona się skrzywiła. Nie lubiła go, a ja się gotowałem w środku, podobnie jak Mulat.
- Mógłbyś coś jutro powiedzieć swojemu kuzynowi? Kleił się do mnie. – powiedziała.
- Jasne. Pewnie. Czyli ty mu nie uległaś? Nie zadziałały na Ciebie te jego tricki? – wesoło spytał Zayn.
- Niee. Stare teksty, mógłby się trochę postarać. – jęknęła.
- To super. – wyszczerzył się do niej.
- Chodź odprowadzę Cię. – wtrąciłem.
- Juls chyba została w clubie, a nie wzięłam kluczy, więc będę musiała się pokręcić po mieście. – powiedziała smutno.
- Ty chyba zwariowałaś?! Jesteś cała zmarznięta. Idziesz do mnie i bez wykrętów. – spojrzał na nią.
- Nigdzie z Tobą nie idę. – wzruszyła ramionami.
- Jesteś pewna? – uśmiechnął się cwaniacko.
- Co ty kombinujesz? – spytała podejrzliwie.
- Nic. – podszedł i przerzucił ją przez ramię.
- Zabieram się z wami. – dorzuciłem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Hej. Tutaj Ms. Horan i bardzo wam dziękuję za komentarze i tyle odwiedzin. To dla nas bardzo ważne. Jeśli podoba wam się ten blog polecajcie go. ;) Mi osobiście ten rozdział średnio się podoba. Po prostu mamy lepsze.:) Jeśli czytacie tego bloga komentujcie, możecie napisać tylko kilka słów. Nie wybrzydzamy ;)
Już w poniedziałek kolejny rozdział. ;)

...Because we love more than this...<3

SEE YA ! :* ^^

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rozdział 18 - "You're messing with my head Girl that's what you do best Saying there's nothing you won't do To get me to say yes You're impossible to resist But I wouldn't bet your heart on it It's like I'm finally awake And you're just a beautiful mistake"


***Oczami Meg***
Wzięłam od Juls dwie suczki i razem z Justinem skierowałyśmy się do ich właścicielki. Zwierzaki całkiem dobrze się sprawowały  i tym razem  ich nie zgubiliśmy. Cała sytuacja w parku była strasznie dziwna. Czemu Juls nie powiedziała mi, że Grzesiek wrócił? Że się z nią kontaktował. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami. Zawsze wszystko sobie mówimy, więc dlaczego tak postąpiła ? Co się z nią dzieje ? Może to ta sytuacja z Niallem? Ostatnio przeżywa okropne chwile, ale to jej nie tłumaczy. Zmieniła się odkąd zamieszkaliśmy w Londynie. Gdyby nie One Direction pewnie wszystko było by w porządku. Kątem oka zerknęłam na Jusa, który od dłuższego czasu także mi się przyglądał.                                       - Czemu tak na mnie patrzysz  ? – spytałam cwaniacko się uśmiechając. 
- Bo ładnie wyglądasz, gdy jesteś zamyślona. – puścił mi oczko.
- Co ty gadasz ? – zaśmiałam się.
- Mówię poważnie. – odparł.
- W takim razie dzięki. – odpowiedziałam.
- A jeśli mogę wiedzieć to o czym, a raczej o kim myślisz? – popatrzył na mnie nie pewnie. 
- Oczywiście o Juls. Martwię się o nią. – wyżaliłam się.
- Spokojnie wszystko będzie dobrze, to dzielna dziewczyna. Da sobie radę. – uśmiechnęłam się do niego wdzięcznie, a on objął mnie ramieniem.  Przyznam, że lekko mnie to zdziwiło. Jesteśmy przyjaciółmi, a on ostatnio zachowuje się inaczej w stosunku do mnie. Pewnie po prostu chciał być miły. Doszliśmy pod dom Pani Teresy. Zapukałam lekko w drzwi, a po chwili uchyliły się.
- Dobry wieczór. – powiedziałam.
- O cześć Meg. A gdzie masz swoją koleżankę? – spytała staruszka.
- Coś jej wypadło. – odparłam.
- Ooo.. Widzę, że przyprowadziłaś chłopaka ?
- Yyyy.. – nie dane mi było dokończyć bo Jus wtrącił.
- Tak, dokładnie. Jestem Justin – powiedział, po czym  złapał mnie za rękę. Ja tylko zmusiłam się do uśmiechu.
- Teresa – mile wyszeptała. – Meg, nie wiedziałam, że jesteś z kimś związana. – dodała.
- Też nie wiedziałam. – wymamrotałam mając nadzieję, że nie usłyszy.
- Słucham ? – zdziwiła się.
– Yyy.. to Dobranoc – odparłam szybko i pociągnęłam za sobą Walkera.
Gdy tylko wyszliśmy za furtkę, gwałtownie wyciągnęłam dłoń z uścisku. Popatrzyłam groźnie na bruneta, ale on nic sobie z tego nie robił. Obserwował mnie z dużym uśmiechem na twarzy.
- Od kiedy jesteśmy razem ?!?! – krzyknęłam. On spojrzał na zegarek i powiedział:
- Od dziesięciu minut – wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Bardzo śmieszne. – odparłam oburzona odchodząc. Chłopak natychmiast do mnie podbiegł i objął od tyłu.
- No chyba się na mnie nie gniewasz ? – spytał robiąc oczka ze Shreka.
- Zostaw mnie w spokoju ! – warknęłam. Brunet od razu posmutniał.
- No nie bądź zła. – żalił się. Uległam. Robił takie maślane oczka. Nie mogłam długo być na niego obrażona.
- Okey, ale nigdy więcej ma się nie zdarzyć taka akcja – uśmiechnęłam się lekko.
- Zgoda. – rozweselił się, po czym przytulił mnie i zakręcił w powietrzu.
Szliśmy tak w ciszy. Rozmyślałam o różnych rzeczach. Ciekawe czy Zayn i Harry żałują tego wszystkiego tak szczerze, czy tylko sprawiają takie wrażenie. Wtedy Justin się odezwał:
- Muszę z tobą o czymś porozmawiać. – stanęłam naprzeciwko niego.
- O czym ? – spytałam z dużym uśmiechem. On go odwzajemnił.
- Bo widzisz.. Już dawno chciałem ci to powiedzieć, tylko bałem się. Znaczy… - zakłopotał się.
- Powiesz w końcu o co chodzi ? –zarechotałam.
- Meg, Bo ja cię .. – głośno westchnął. – Ja Cię kocham – wyrzucił wreszcie z siebie. Wytrzeszczyłam szeroko oczy. Czegoś takiego się nie spodziewałam.
- Że co ?! – krzyknęłam zdenerwowana. – Przecież my jesteśmy przyjaciółmi, chcesz to zniszczyć ? – rzuciłam nagle.
- Nie możemy zaryzykować ? – spytał niepewnie.
- Dobrze wiesz, że jeśli nam nie wyjdzie to nasza przyjaźń nie przetrwa.
- Niby czemu tak uważasz ? – powiedział z pretensją w głosie.
- Bo tak jest. – odparłam.
- Z nami będzie inaczej. – wymamrotał rozżalony.
- Wcale, że nie. Tak się tylko mówi, ale rzeczywistość jest całkiem inna. – wyszeptałam.
- Każdy zasługuje na szanse. – uśmiechnął się lekko.
- Jakby co – uprzedzałam cię. – zagroziłam mu palcem.
Uradowany znów mocno mnie przytulił i chciał pocałować, ale ja odwróciłam głowę, dzięki czemu trafił w policzek.
- Wszystko w swoim czasie. – rzekłam.
- Jasne. – uśmiechnął się.
Przyznam, że gdy go poznałam, spodobał mi się i tak było przez pewien czas, ale później sobie odpuściłam, bo zaczęliśmy się po prostu kumplować. Czyżby to dawne uczucie powróciło ? Zobaczymy niedługo…
Justin odprowadził mnie do domu. Cała nasza czwórka miała dzisiaj zabawić się w jakimś dobrym clubie. Zaprosiłam go na chwilę do środka. Skierowaliśmy się w stronę kuchni. Na stoliku leżała karteczka. Wzięłam ją do ręki, aby zapoznać się z jej treścią, ale Jus podszedł i od tyłu mnie objął. Położył swoją głowę na moim ramieniu i razem zaczęliśmy czytać.

„Hej. Poszliśmy trochę wcześniej do clubu. Dojedźcie do nas później. Adres znacie.
Juls & Chris. xx”     
   
- Ciekawe dlaczego na nas nie poczekali? – powiedziałam na głos.
– Pewnie nie chcieli nam przeszkadzać. – uśmiechnął się cwaniacko.
W tym momencie złapał mnie w talii i obrócił tak, że patrzyłam wprost w jego oczy. Powoli się w nich rozpływałam, ale on zaczął niebezpiecznie przysuwać swoją twarz do mojej. Wtedy szybko rzuciłam:
- Muszę iść się przygotować. – skierowałam się w kierunku schodów.
- No czemu? – zawył.
– Przecież jakoś trzeba wyglądać. – odparłam zdzwiona. Jemu najwidoczniej nie chodziło o to.
– Czemu nie chcesz dopuścić do pocałunku? Już drugi raz uciekasz. – powiedział.
– Wcale nie uciekam. – wymamrotałam.
– Niee? To jak to nazwiesz? – spytał.
– Ja po prostu… - nie dokończyłam.
Zamiast tego, podeszłam do niego, stanęłam na palcach i szybko cmoknęłam go w usta.
- Teraz mogę iść się przebrać? – Jus się uśmiechnął i przytaknął głową wesoło, na znak, że mi pozwala.
Zadowolona z siebie pobiegłam na górę. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w to.
Na włosach zrobiła lekkie fale, twarz musnęłam pudrem, rzęsy tuszem, a usta jasnoróżowym błyszczykiem. Zbiegłam szybko na dół po schodach, a dobrze wiecie, że w szpilkach to niezły wyczyn. Na kanapie siedział Justin. Dosiadłam się do niego. O nie, tylko nie to. W rękach trzymał mój album.
- Oddawaj to ! – krzyknęłam przerażona.
– Nie ! – odparł stanowczo.
–  Nie oglądaj tych zdjęć. Oddaj mi ten album. – zrobiłam oczka ze Shreka. On uniósł go za siebie i powiedział:
- Coś za coś.
– To znaczy? - nie wiedziałam o co chodzi. Po chwili uśmiechnął się cwaniacko i złożył usta w dzióbek.
– Przecież przedtem dostałeś buziaka. – wymamrotałam z udawaną pretensją w głosie.
– Tamto? To było zdecydowanie za krótko. – prychnął. – Skoro ci się nie podobało to już więcej nie masz na co liczyć. – udawałam obrażoną.
Wstałam i zaczęłam iść w stronę drzwi. Wtedy Jus podbiegł i ponownie mocno przytulił mnie od tyłu, a po chwili szepnął:
- Podobało mi się i to bardzo. – po czym cmoknął mnie w policzek.
Uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił. Chwyciłam za klamkę i wyszliśmy. Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Wpuścili nas bez problemu, bo Walker powiedział ochroniarzowi, że mam ukończone osiemnaście lat. Od razu poszliśmy usiąść przy barze. Brunet zamówił nam dwa drinki i zaczął rozmowę:
- Skoro dałaś mi szansę, to może byśmy jutro razem gdzieś wyszli? – spytał niepewnie.
– Na randkę ? – zadziornie się uśmiechnęłam.
– Tak. – odparł.
Zaraz się przybliżył, aby mi dać buziaka, ale ja go wyprzedziłam. Zaczęłam całować Justina coraz zachłanniej, a jemu najwyraźniej bardzo się to podobało. Gdy już się od niego oderwałam, spojrzałam na Szatyna w celu sprawdzenia jego reakcji.
- Mmm…- wydusił z siebie i szybko cmoknął mnie w usta.
Popijając drinka, zaczęłam obserwować ludzi. W tłumie spostrzegłam tańczącą Juls z jakimś brunetem. Dobrze się bawi – pomyślałam. Za chwilę wypatrzyłam, że Chris podszedł do Rudej i teraz razem wariują na parkiecie. Natomiast nieznajomy mi chłopak usiadł niedaleko mnie i cały czas patrzył na Julie. Muszę przyznać, że był całkiem przystojny.
– Meg? Halo ! Ziemia do Meg ! – wył mi nad uchem Justin.
– Co? – spytałam.
– O czym tak myślisz? – popatrzył na mnie przenikliwie.
– Fajnie razem wyglądają. – wskazałam na Juls i Chrisa.
– Nie tak fajnie jak my. – uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam.
Siedzieliśmy tak rozmawiając o wszystkim i o niczym, a także popijając drinki. Nagle Jus cmoknął  mnie w policzek i pociągnął za rękę na środek parkietu. Zaczęliśmy swój „ niegrzeczny taniec”. Przez cały czas ocieraliśmy się o siebie, a Justinowi zdarzyło się nawet kilka razy złapać mnie za tyłek. Nie protestowałam. W końcu teraz zaczynamy się spotykać i szczerze mam nadzieję, że nam wyjdzie. Trwaliśmy tak w rytmach muzyki i było całkiem miło. Można było dostrzec, że Jus chce zdobyć moje względy, dlatego niekiedy delikatnie obdarowywał mnie całusem, lub ostrożnie dotykał. Mi także parę razy przytrafiło się go cmoknąć, a on był z tego bardzo zadowolony.
Nagle kątem oka zauważyłam, że w drzwiach stoi trzech chłopaków, których dobrze kojarzę. Stał tam blondyn, brunet o czekoladowych oczach i chłopak z lokami. Chyba się domyślacie o kogo chodzi? Zayn lustrował wszystkich, dopóki nie zobaczył mnie. Jeździł po mnie swoim wzrokiem. Dziwne uczucie, ale to mi nie przeszkadzało. Niall podszedł od siedzących przy barze Louisa i Liama. Ja dalej w najlepsze bawiłam się z Justinem, który zakręcił mną i pocałował szybko w usta. Podniosłam jedną brew i uśmiechnęłam się mile do niego. Zerknęłam lekko na Harrego i Malika, którzy stali nadal w tym samym miejscu, obserwując nas z otwartymi buziami i wytrzeszczonymi oczami. Pewnie zaskoczył ich ten widok. Chyba nie wierzyli w to co przed chwilą zobaczyli. Oni już szansę mieli, ale jej nie wykorzystali. To nie moja wina. Pretensje mogą mieć tylko i wyłącznie do siebie.
– Oo… Zbliżają się kłopoty. – pomyślałam.
Zayn szedł w naszą stronę nieźle wkurzony. Gdy był już koło nas mile się uśmiechnął do Justina i cały czas patrząc na niego powiedział:
- Odbijany.
Wtedy pociągnął mnie za rękę i zaczęliśmy tańczyć. Walker zaczął wyrywać jakąś blondynkę. Chyba robił to po to, aby wzbudzić moją zazdrość. Niestety mu się nie udało, bo robił to tak nieudolnie, że wyglądało to komicznie. Dlatego Zayn zaczął:
- Mówiłaś, że Jus jest tylko twoim przyjacielem!
– No tak. – odparł obojętnie.
– To czemu się z nim całowałaś?! – podniósł ton.
W tym momencie zaczęłam się go bać. Wyszłam przed budynek , aby ochłonąć, ale on ruszył za mną. Chwycił mnie za nadgarstek dość mocno i krzyknął:
- Wytłumacz mi to !
– Puść mnie. – odparłam, a on zacisnął mocniej dłoń.
– Stary ! Co ty robisz? Zostaw tą dziewczynę w spokoju. – usłyszałam głos za sobą.
– Jawaad? Miałeś przyjechać jutro. – odezwał się Mulat.
– Ale jestem wcześniej. Puść ją. – wskazał na mnie.
W tym momencie Malik rozluźnił uścisk. Popatrzyłam na niego zaszklonymi oczami, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Niepewnym ruchem przytulił mnie do siebie i szepnął:
- Kocham Cię i przepraszam.
Odepchnęłam go szybko i w tej samej chwili pojawił się zdyszany Jus.
– Meg! Jesteś! Wszędzie Cię szuka…- nie dokończył bo od razu do niego doskoczyłam, po czym wtuliłam się w jego klatę.
– Ej, Mała. Co się stało? Zrobił Ci krzywdę? – popatrzył groźnie na Zayna.
Nie odpowiedziałam, zamiast tego zaczęłam cicho łkać. – Masz się do niej nie zbliżać ! – te słowa skierował do Mulata.                                                                                                         – A ty niby kim jesteś, żeby mówić mi co mam robić?! – wrzeszczał Malik.                            Jus odsunął mnie od siebie. Zdziwiło mnie to lekko. Po chwili równo do siebie doskoczyli i w ten sposób zaczęła się bójka.
– Ogarnąć się ! – krzyknął Jawaad.
Stanęli na baczność. Justin chciał chwycić mnie za rękę, ale odsunęłam się.
– Zostawcie mnie w spokoju. – podkreśliłam każde słowo. Patrzyli na mnie smutno.
– Chodź, odprowadzę Cię. – odezwał się kuzyn Zayna.

***Oczami Julie***

Siedziałam w jednym z najlepszych clubów w Londynie. Miałam ochotę dziś się nieźle zabawić i zapomnieć o tej sytuacji sprzed kilku godzin. Ubrana byłam w to.
Nie chcieli mi sprzedać drinka, bo jestem niepełnoletnia, więc wzięłam go od Chrisa i szybko wypiłam. Musiałam. Chciałam się rozluźnić. Chciałam zapomnieć. Chłopak dziwnie się na mnie popatrzył, ale ja nic sobie z tego nie robiłam. Wstałam, wzięłam za rękę i pociągnęłam go w stronę parkietu. Musze przyznać, że DJ był świetny i powoli zatracałam się w muzyce. Za chwilę Chris powiedział, że ktoś do niego dzwoni, więc wyszedł na chwilę. Ja zostałam sama. A co tam. Miałam się dobrze bawić. Podeszłam do chłopaka, który miał około dziewiętnaście – dwadzieścia lat i zaczęłam z nim tańczyć. Musze przyznać, że był całkiem przystojny. Miał ciemne, krótkie włosy, prześliczne zielone oczy i boski uśmiech, w którym można było się zatracić. Chłopak najprawdopodobniej był tancerzem, bo bardzo dobrze się poruszał. Ja dawałam z siebie wszystko, bo nie chciałam za bardzo odstawać od niego. W końcu nadeszła wolna piosenka. Spojrzałam na niego, a on obdarował mnie wielkim smajlem, a ja odwzajemniłam się tym samym. Puścił mi oczko i za chwilę zaczęliśmy tańczyć. Naprawdę nieźle nam szło. W końcu nieznajomy szepnął:
- A mogę się dowiedzieć jak masz na imię?
- Jasne. Jestem Julie. - odpowiedziałam, a on delikatnie mnie obrócił wokół własnej osi.
- Ładnie. Ja jestem Igor. - posłał mi wielki uśmiech.
- Ty nie jesteś przypadkiem Polakiem? - popatrzyłam w jego oczy.
- W połowie. A skąd wiesz? - odparł zdezorientowany chłopak. 
- Bo to Polskie imię. Ja też jestem Polką.
On poruszył komicznie brwiami czym strasznie przypominał mi Justina. Ciekawe czy Meg z Walkerem już są w clubie. Będę musiała ich poszukać. Ale na razie skoncentrowałam się na podrywaniu przystojnego bruneta. Obrócił mnie kilka razy i teraz tańczyliśmy bardzo blisko siebie. Nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się. To był Chris. Uśmiechnął się do mnie po czym nastąpił odbijany. Powiedziałam bezgłośnie do nowopoznanego chłopaka „przepraszam” na co on smutno się uśmiechnął i poszedł najprawdopodobniej do baru. W tym czasie ja bawiłam się w najlepsze. Muszę przyznać, że Watson chyba wziął korepetycje u Jusa bo naprawdę bardzo dobrze się poruszał. W końcu doszło do tego, że nasze ciała były naprawdę blisko. W sumie nie krępowałam się , bo znałam już Chris kilka lat i jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. Podbiegłam szybko do baru, wypiłam kolejny kieliszek i wróciłam do partnera. Świat cały się kręcił. Alkohol robił swoje. Powoli nie panowałam nad swoimi ciałem. Zachwiałam się i prawie upadłam. Prawie bo Brunet szybko mnie złapał. Ja zaczęłam się śmiać, a chłopak podprowadził mnie na krzesło. Teraz siedziałam i żartowałam razem z Watsonem. Obserwowałam również tańczących już od kilku godzin ludzi. Oczywiście jak zwykle podpatrywałam ich ruchy. Jak to mówią jestem samoukiem. Na środku parkietu dostrzegłam Megan i  Justina.
- O zobacz ! Tam są nasze kochane debile ! - krzyknęłam głośno do Chrisa i pokazałam palcem na naszych przyjaciół.
- Ooo.. – w tym momencie chłopak otworzył szeroko usta. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, więc spojrzałam w tym samym kierunku i zobaczyłam, że Szatynka wraz ze swoim towarzyszem tańczą niebezpiecznie blisko. Co ja mówię. Ich ciała ocierały się o siebie. Ręce Jusa błądziły po jej ciele. To jeszcze nic. Po chwili stanęli twarzą w twarz, a raczej usta w usta i…. I zaczęli się całować !
- Czy my o czymś nie wiemy? – szepnęłam na ucho Watsonowi.
- Yy…. Nie jestem pewien. – odpowiedział nie odwracając swoich wielkich oczu od pary.
No nie. Teraz się dziewczyna nie wywinie. Jak mogła mi nie powiedzieć? Przecież nic nie wskazywało na to, że oni będą razem. Przecież bardziej bym się spodziewała tsunami w mojej rodzinnej Polsce, niżeli oni będą parą. Niestety pocałunek przerwał im jakiś koleś. Ciekawe kim on jest. Nie widziałam go bo stał tyłem do mnie. Pewnie niezłe z niego ciacho. Przypatrywałam się dalej sytuacji. Nieznajomy  zaczął tańczyć z Meg. Ciekawe dlaczego nie jest z tego zadowolona. Jus oczywiście znalazł inną laskę.
- Ha ha… Po…Popatrz na Walkera.. ha ha…on…nie uda mu się raczej poderwać tej laski. – wykrztusiłam ze siebie, cały czas się śmiejąc.
- Ha ha. Stary sposób skejta pt. „ Siema tańczę breakdance ołłłł yeaah ! – nabijał się Chris.
- Ej no, nie bądź taki dla niego – pokazałam mu język.
- O kurde. Myślałem, że Meg jest pokłócona z One Direct….- przerwał. – Sory, nie powinienem. Moja wina. – spojrzał na mnie przepraszająco. No tak wiedział, że chce o nich zapomnieć.
- Nie no spoko. Nic się nie stało. A wracając do Szatynki to tak. Ona jest z nimi pokłócona. A czemu pytasz? – uspokoiłam go.
- Jeśli tak to dlaczego ona tańczy z tym… Jak mu tam… No z tym mulatem. – na te słowa od razu zareagowałam miną WTF? Spojrzałam w jej stronę i faktycznie było tak jak chłopak mówił. Ale o co chodzi? Zayn coś do niej gadał, a ona nie była zadowolona. Nagle para stanęła. Malik coś  jej powiedział, a w jej oczach pojawiły się łzy. Co się dzieje?
- Chris. Idę do niej zaraz przyjdę. – powiedziałam, kończąc drinka.
Niestety, tłum ludzi utrudniał mi dostanie się do przyjaciółki.  Straciłam ją z oczu.
- Może poszła na dwór się przewietrzyć? – pomyślałam. Skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych. Kiedy wyszłam z clubu, zobaczyłam Jusa, Malika, Meg i jakiegoś kolesia, który wyglądał na muzułmanina. Chyba coś się stało. Nieznajomy wziął pod rękę Szatynkę i gdzieś poszli. Zayn siedział na krawężniku, a Justin usadowił się koło niego. Co się do cholery stało ?! Po jakiejś minucie ocknęłam się i podeszłam do chłopaków.
- Co tu się dzieje? Co do cholery zrobiliście Meg? Czemu odchodzi z jakimś obcym facetem? Nie boicie się o nią? Przecież on może ją zgwałcić czy coś ! – zaczęłam robić awanturę w stylu Megan. Zawsze, gdy trochę wypiję lubię wdawać się w konflikty.
- Nic  się nie dzieje. A ten koleś? Nie martw się. To mój kuzyn. Nic się jej nie stanie... – powiedział Mulat ocierając łzy.
- Ty płaczesz? Co tu się do cholery dzieje?! – wykrzyczałam to ostatnie zdanie, a ochroniarz dziwnie się na mnie popatrzył.
- Nic się nie stało. Nie martw się. Wszystko Ci później wyjaśnię. – powiedział Walker próbując mnie przytulić.
- Nie wiedziałem, że tu jesteś. Bo wiesz tutaj też jest Ni…. – powiedział Zayn, ale nie dane było mu skończyć.
- A czemu miałoby mnie tu nie być? Sory, ale nie chce mi się gadać. Chris czeka na mnie w środku. – odpowiedziałam, odwracając się na pięcie i kierując się w stronę wejścia. Oczywiście ochroniarzowi coś odbiło i zastąpił mi drogę…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
Hejka. Rozdział nam się wyjątkowo spodoba. Wprowadziłyśmy nowe postacie - Igora i Jawaada. Mamy nadzieje ze w tym pierwszym dostrzegliście Igora z You Can Dance. Bardzo dziękujemy za komentarze i wejścia. Chcecie być informowane zostawiajcie numery gg albo Twittery. 
8 CZERWCA ODBĘDZIE SIĘ ZLOT WSZYSTKICH FANÓW ONE DIRECTION W NOWYM SĄCZU, W PARKU NA PLANTACH, PRZY GŁÓWNYM WEJŚCIU DO PARKU, NAJPRAWDOPODOBNIEJ KOŁO GODZINY 13:00. MAMY NADZIEJE, ZE WPADNIECIE ;)

... Because we love more than this...<3
SEE YA ! :* ^^

piątek, 1 czerwca 2012

Rozdział 17 - "Now I'm climbing the walls But you don't notice at all That I'm going out of my mind All day and all night"


 ***Oczami Julie***

Siedziałam w swoim pokoju i wylewałam łzy. Jak on mógł to zrobić? Obiecałam sobie, po tym co zrobił mi Grzesiek, że nigdy, ale to nigdy nie pozwolę na to, żebym płakała przez chłopaka. A teraz co? Siedzę na łóżku rysując i wspominając sobie wszystkie chwili spędzone z Niallem. Ten jego uśmiech, ten jego śmiech, to zakłopotanie kiedy prosił mnie o numer, te jego błękitne oczy, którymi patrzył na mnie podczas pierwszego spotkania, gdy siedzieliśmy na ławce. Pomimo miłych wspomnień cały czas wracała ta chwila, gdy przyszedł pijany do domu. Ledwo trzymał się na nogach. I wtedy… Nie ! Nigdy mu tego nie wybaczę! Nigdy ! Muszę się jakoś pozbierać. Nagle usłyszałam huk zamykających się drzwi. To najprawdopodobniej Meg wyszła ze swoją prędkością światła. Tylko gdzie poszła ? Jakąś chwile temu, gdy siedziałam na górze słyszałam krzyki Szatynki, które były skierowane do Zayna i Harrego. Ciekawe co się stało? Z przemyśleń wyrwał mnie głos mojego żołądka, który domagał się jedzenia. Niechętnie wygramoliłam się spod kołdry, ubrałam moje pluszowe pantofle i zeszłam na dół. Było już koło południa. Nie miałam ochoty jeść, ale w końcu zdecydowałam się na kanapki z serem, sałatą i rzodkiewką. Nie chciało mi się nic gotować. Nie byłam w stanie. Gdy zjadłam udałam się do salonu i włączyłam MTV. Lubiłam słuchać nowych piosenek. Po chwili puścili „ One thing”. Tego było za wiele i rozpłakałam się. Mimo, że chciałam to wyłączyć, nie mogłam. Gdy usłyszałam jak Niall śpiewał swoją solówkę nie wytrzymałam. Przyłożyłam głowę do poduszki, cały czas łkając. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam…
Obudziła mnie Meg, która stała nade mną. Była cała przemoczona.       
- No, w końcu nasza księżniczka się obudziła. – posłała mi uśmiech.
- Wow. Co ci się stało? Gdzie byłaś? Czekałam na Ciebie.          
- Byłam załatwić pewną sprawę u chłopaków…- powiedziała patrząc w podłogę. Od razu zrozumiałam o co chodzi. Ona wie o tej sprawie i poszła zrobić coś z tym.
-  Poszłaś do Nialla tak?! – spytałam z pretensją w głosie.
- Em… No tak. Nie gniewaj się. Chłopaki mi powiedzieli o co poszło. Ale on naprawdę…- usprawiedliwiała się.
- Po co się wtrącasz?! On już dla mnie nie istnieje ! I nie próbuj go usprawiedliwiać, bo dla mnie jest już nikim! – wykrzyczała, czując jednocześnie złość i smutek.
- Przepraszam.
– Dobra nie gadajmy o tym. – powiedziałam posyłając przyjaciółce smutny uśmiech.   
– A właśnie dzisiaj musimy iść do pracy, ale może wcześniej pójdziemy na obiad na przykład do Nand….- przerwała. – Do jakiejś restauracji. – poprawiła.           
 – No dobra niech Ci będzie.
Poszłyśmy na górę się ogarnąć. Gdy spojrzałam w lustro, przestraszyłam się. Wyglądałam okropnie. Oczy miała podkrążone, spuchnięte i czarne od rozmazanego tuszu. Mój nos był czerwony od ciągłego wycierania go chusteczkami. Włosy były oklapnięte i całe splątane. Puściłam moją ulubioną piosenkę Guns N' Roses - Don't Cry. Niby ten tekst był dobijający, ale to ona pomaga mi zawsze, gdy mam doła. Weszłam pod prysznic. Po 30 minutach już suszyłam włosy. Ubrałam to i spięłam włosy w wysokiego kucyka. Zeszłam na dół. Meg założyła to. Wzięłam telefon i wyszłyśmy z domu. Po dziesięciu minutach byłyśmy już w pizzerii. Popatrzyłam na Szatynkę. Była zamyślona – co jak na nią jest dość dziwne.
- Meg co jest? – spytałam.
- Yhm… - odpowiedziała dalej będąc w swoim świecie.
- Meg ! Mówię coś do Ciebie ! – krzyknęła.
- Przepraszam zamyśliłam się.
- Co się dzieje? Widzę, że coś jest nie tak. 
- Wszystko w porządku. Oo…Nasze zamówienie idzie. – wywinęła się od odpowiedzi. Ale ja się jeszcze dzisiaj dowiem o co chodzi. Nie odpuszczę. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu, który oznaczał że mam sms-a. Wcisnęłam przycisk odczytaj:
 
„ Julie, naprawdę Cię przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Spotkajmy się i pogadajmy. Wszystko Ci wyjaśnię. Niall. xx”

- A to dupek. – mruknęłam pod nosem. Wtedy poczułam kogoś rękę na moim ramieniu. Gwałtownie się obróciłam a moim oczom ukazał się Justin i Chris.
- O matko ale mnie wystraszyliście. Chcecie żebym zeszła na zawał? – powiedziałam.
- Też się cieszymy, że Cię widzimy. – odpowiedział Justin. 
- Sorki. – podeszłam do chłopaków i przywitałam się z nimi, podobnie jak Meg.
Oczywiście chłopaki przysiedli się do nas i pomogli nam pochłonąć pizzę. Jedliśmy cały czas się śmiejąc i wygłupiając.
- Wróciły stare dobre czasy. Tęskniłam za wami. – powiedziała Meg. Wtedy Justin się przysunął i objął ją. Szatynka standardowo zrobiła minę WTF? , ale nie stawiała większego oporu. Siedzieliśmy jeszcze jakieś pół godziny. Spojrzałam na zegarek i zerwałam się.
- Kurczę, jesteśmy spóźnione. Umówiłyśmy się z panią Teresą na osiemnastą, a jest już piętnaście po. – krzyknęłam. 
- O matko ! Chłopaki musimy lecieć. – rzuciła szybko Megan. – To może później się spotkamy w parku? – spytał z nadzieją Chris.
- Jasne zdzwonimy się. – uśmiechnęłam się do kolegi, pozbierałam swoje rzeczy i razem z przyjaciółką wyszłyśmy posyłając chłopakom całusa.
Całą drogę biegłyśmy. Mimo, iż w Polsce dbałam o formę, to i tak dostałam niezłej zadyszki. Gdy dotarłyśmy pod dom naszej pracodawczyni, żadna z nas nie mogła złapać oddechu. Popatrzyłam na całą czerwoną Meg, która się śmiała, nie wiadomo z czego. Oczywiście pani Teresa, nie miała nam za złe spóźnienie.
- Nic się nie stało dziewczyny. Jak mówiłam niestety już nie będę miała dla was pracy, bo moja wnuczka przyjeżdża. Ale mam prośbę do was. Czy jak przyjedzie będę mogła liczyć, że czasami spotkacie się z nią? To bardzo spokojna dziewczyna, ale znając ją nie będzie chciała siedzieć cały czas w domu, a nie zna tu nikogo. To jak będzie? – spytała niepewnie staruszka.
- Nie ma sprawy. Ma pani do nas numer więc proszę dzwonić. Chętnie ją poznamy. – powiedziałam.
W tej chwili Szatynka mnie dźgnęła łokciem i wysłała porozumiewawcze spojrzenie typu: Nie chcę zajmować się jakąś smarkulą. Ale ja tylko wzruszyłam ramionami, wzięłam do ręki smycze i pokierowałam się w stronę furtki. Dziewczyna chwilę stała, ale zaraz dobiegła do mnie.
- Czemu ty musisz zawsze być taka dobroduszna? Nie chcę się zajmować jakimś dzieckiem. Nie pisałam się na to ! – prawie krzyknęła. A jednak miałam rację. 
- No co? Jestem po prostu miła. Straszna rzecz Ci się stanie jak jeden dzień poświęcimy tej dziewczynie. – odparłam od niechcenia.
- Dobra. Z Tobą się nie da dogadać. Ale chodźmy siąść na ławce bo od tego wcześniejszego truchtu nogi mnie bolą. 
- Okey. A może zadzwonimy do Chrisa i Justina? Co ty na to?
- Jasne do nich zawsze. – uradowała się.
Umówiłyśmy się z chłopakami, standardowo przy naszej ukochanej fontannie. Nie odzywałam się do Meg, ona do mnie też. Za dużo wspomnień w tym parku. To tutaj po raz pierwszy spotkałam N….. Stop! Koniec! On przecież już dla mnie nie istnieje ! Popatrzyłam na przyjaciółkę, która ledwo powstrzymywała łzy. Przytuliłam ją, a ona rozpłakała się w najlepsze.
- Meg co się dzieję? Co się stało? To przez Zayna czy Harrego? – spytałam troskliwie.
– Przez nich oboje. Ja już mam tego wszystkiego dość Juls rozumiesz? Dość! Nie wiem co mam robić? – mówiła rozżalona.
– Co oni zrobili? – dopytywałam. Ale w tej chwili zobaczyłam chłopaków czekających na nas. – W domu mi wszystko opowiesz. – dodałam posyłając uśmiech Megan.
– Okey. – rzuciła wycierając jednocześnie łzy ze swoich policzków.
– Cześć dziewczyny. Dawno się nie widzieliśmy. – zażartował Jus.
– No faktycznie godzina czasu to faktycznie długo. – zaśmiałam się. 
 – A co się Meg stało? – dopytywał Chris.
– Em.. Nic takie tam babskie sprawy. Już jest okey. To co robimy? – powiedziałam, zmieniając temat. 
 – No nie wiem. My myśleliśmy nad tym aby pójść dzisiaj do jakiegoś clubu, jak kiedyś co wy na to? – spytał Walker poruszając komicznie brwiami. Zawsze tak robił, aby do czegoś nas namówić.
– No nie wiem czy to jest dobry pomysł. – odezwała się Szatynka, która do tej pory czas milczała.
– Czemu? Chętnie się zabawie. – wyszczerzyłam się. – Jak nie chcesz możesz zostać w domu. – dodałam.
– Dobra. Wole iść niż siedzieć zamknięta w czterech ścianach. – dziewczyna zaczęła się śmiać.
W tej chwili poczułam kogoś rękę na moim ramieniu i  gwałtownie się obróciłam. To był znowu Grzesiek.
- Hej Julie. – powiedział tym swoim nieziemskim głosem. 
– Cześć. Co tu robisz? Śledzisz mnie ?– spytałam oschle.
– Nie, nie. Chcę tylko z Tobą porozmawiać. Ostatnio nie dałaś mi szansy. – odrzekł, a moi przyjaciele wytrzeszczyli oczy.
– Grzesiek, ale my nie mamy o czym gadać ! – prawie krzyknęłam.
– Juls. Daj mi pięć minut, nie więcej. – błagał blondyn.
– Dobra masz pięć minut nie dłużej. Zaraz wracam. – ostatnie zdanie pokierowałam do Meg, która stała jak wryta.
Skierowaliśmy się w stronę pobliskiego murku, który znajdował się dostatecznie daleko, abyśmy mogli spokojnie porozmawiać.
- Więc, co u Ciebie? – spytał zakłopotany chłopak.
- Naprawdę chcesz o tym gadać? – prychnęłam.
- Nie, nie. Julie ja chcę Cię… Przeprosić… Za to wszystko co Ci zrobiłem… Naprawdę…. Nawet nie wiesz jak mi jest wstyd… – wydusił z siebie. 
- Teraz Ci wstyd? Proszę Cię nie ośmieszaj się! Nic Cię nie usprawiedliwia! – krzyknęłam.
- Ale… Ja… Ja wtedy…. Przepraszam…- powiedział smutno.
- Nie wkurzaj mnie ! Nie musiałeś zaczynać przygody z narkotykami! Ostrzegałam Cię, że albo to świństwo, albo ja! Ty wybrałeś więc nie mamy o czym gadać! – wydarłam się, wstając z murka. On chwycił moją dłoń i przyciągnął mnie do siebie. Zawsze tak robił, gdy się kłóciliśmy. Nagle wszystkie wspomnienia wróciły.
- Ale ja naprawdę wolałem Ciebie. – szepnął patrząc mi głęboko w oczy. 
- Tak, jasne ! Wolałeś mnie ale kręciłeś równocześnie z dwoma innymi dziewczynami ! Na dodatek moimi przyjaciółkami ! A później… ?! Później przystawiałeś się do Meg ! Nie pokazuj mi się więcej na oczy! – warknęłam wyrywając się z jego zasięgu.
- Ale Julie ja Cię kocham! Nigdy nie przestałem! – wrzasnął, a moi przyjaciele, którzy czekali na mnie na ławce osępieli.
- Co?! Jak to? – powiedziałam cicho, a z oddali usłyszałam krzyk przyjaciółki.
Odwróciłam się i wtedy zobaczyłam wkurzonego Nialla, który szedł w naszą stronę. To nie wróżyło nic dobrego.
- Niall? Co ty tu robisz ? – zagrodziłam mu drogę.
- Kim ten gościu jest?! I jak śmie przystawiać się do Ciebie?! – warknął Horan.
- Julie nie mówiłaś, że masz chłopaka. – powiedział najwyraźniej rozbawiony Grzegorz. 
- Bo nie mam. – odparłam.
- Juls, ale.. ale jak to?  A ja? – jąkał się Irlandczyk.
- Niall, ty już miałeś szansę i drugiej nie dostaniesz ! – krzyknęłam ledwo powstrzymując łzy. 
- No właśnie spadaj cieniasie ! – warknął Gregor.
Blondasek nie wytrzymał i rzucił się na niego z pięściami. Co wstąpiło w tego chłopaka?
- Horan ! Przestań oszalałeś?! – udało mi się rozdzielić ich.
Teraz staliśmy twarzą w twarz. W tej chwili Horan przybliżył się i mnie pocałował. Poczułam się jak w niebie. Ale po trzech sekundach rozum wrócił. Odepchnęłam Nialla od siebie. Popatrzyłam na niego z nienawiścią i uderzyłam go w policzek. 
- Nigdy się nie kradnie pocałunków ! To koniec Niall, rozumiesz?! Koniec ! – wrzasnęłam, po czym pobiegłam w stronę przyjaciół. 
- Juls, czekaj! – usłyszałam głos Grześka. 
Odwróciłam się i słabo powiedziałam do niego: 
- Zostaw mnie. Nie mam na nic sił. Zniknij z mojego życia.
- Ale… Ja nie potrafię Cię zostawić. – powiedział po polsku.
Pobiegłam do przyjaciół i mocno przytuliłam się do Chrisa. Rozpłakałam się na dobre, a on objął mnie mocno. Czemu oni się zjawili? Było mi dobrze bez nich. Szczęśliwy ten, kto nigdy nie był zakochany, bo nie musiał nigdy cierpieć.
- Chcę iść do domu. – udało mi się wydusić z siebie.
- Dobrze, Chris pójdzie z Tobą a my pójdziemy oddać Torę i Fibi. – rzekł Justin klepiąc mnie po plecach.
Odwróciłam się ostatni raz. Przez łzy w moich oczach ledwo cokolwiek mogłam dostrzec. Ale jednak, gdy wytężyłam mój wzrok ujrzałam Grześka, który cały czas patrzył na mnie, z dziwną miną, niby smutną, a zarazem triumfującą. W oddali zobaczyłam Nialla, który cały czas kucał w tym samym miejscu. Trzymał się za policzek i chyba płakał…

***Oczami Nialla***

Jak zwykle wszystko spieprzyłem. Nie jestem dobry w tych sprawach. Ale gdy zobaczyłem, tego gościa z dziwnym akcentem i Julie… Po prostu poczułem, że mogę ją stracić. Tak pocałowałem ją i powiedziałem co do niej czuje. A w zamian za to dostałem w twarz. Jestem totalnym dupkiem. Moje motto zawsze brzmiało: Wolałbym być dzieckiem i bawić się papierowym samolotem, niż być mężczyzną i bawić się sercem kobiety. A teraz co? Jestem zły sam na siebie. Co się ze mną dzieje? Nie umiem sobie wybaczyć tego, że tak wszystko popsułem. Nagle poczułem dłoń na moim ramieniu. Gwałtownie się obróciłem i ujrzałem blondyna, z którym wcześniej gadała Ruda.
– Czego chcesz ode mnie? W ogóle kim jesteś? – warknąłem podnosząc się. 
– Jestem kimś bliskim dla Julie. Wiesz byliśmy razem. I właśnie jestem na dobrej drodze, żeby ją odzyskać. – powiedział z uśmieszkiem. Dzięki tym słowom rozpoznałem akcent. Pochodził z Polski.
– Kłamiesz. Na pewno nie byliście razem. – odpowiedziałem.
– Nie chcesz wierzyć to nie. A ty kim jesteś? Ty przypadkiem nie jesteś z tego zespołu…Jak on się nazywał? One Direction? – odparł po czym na jego twarzy pojawił się chytry uśmiech.
– To nie twoja sprawa. Sory musze spadać. – powiedziałem próbując przejść.
– Czekaj. Masz się odczepić od niej! To moja laska! – wręcz krzyknął.
– A ona to co? Twoja własność? – oburzyłem się. 
-  Tak. Każda może być moja, a ty cieniasie nie masz szans. – te słowa mnie nieźle wkurzyły. Zacisnąłem pięść i mocno uderzyłem go w twarz. Z jego nosa i wargi lała się krew. 
 – Nigdy nie mów o niej jak o rzeczy! – krzyknąłem i odszedłem.. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 
Siema, siema, siema. Chcemy wam bardzo podziękować za 5 komentarzy. Liczymy, że teraz będzie jeszcze więcej. Osobiście rozdział nam się bardzo podoba i mamy nadzieję, że tak jest również z wami. Jeśli jeszcze nie jesteś informowany o nowych rozdziałach to po prostu w komentarzu zostaw swojego twistera lub numer gg. UWAGA ! 8 CZERWCA W NOWYM SĄCZU ODBĘDZIE SIĘ ZLOT WSZYSTKICH FANÓW ONE DIRECTION. MAMY NADZIEJĘ, ŻE PRZYJEDZIECIE. O WIĘCEJ INFORMACJI PISZCIE NA NR GG : 31266242 ;). 

…Because we love more than this…<3

SEE YA ! ;* ^^