***Oczami Megan***
- Czego? –
spytałam.
- Musisz być
od razu taka niemiła ? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Muszę -
krótko odparłam. Po chwili Malik uniósł lekko rękę i kiwnął palcem na znak,
abym podeszła do niego bliżej. Zrobiłam to o co prosił. Nagle gwałtownie objął
mnie w talii i oparł swoje czoło o moje. Spojrzał mi głęboko w oczy i
powiedział:
- Chciałem
przeprosić. Po prostu się o ciebie boję.
I od dzisiaj zostaje twoim prywatnym ochroniarzem - nie wiem co mną kierowało, ale wyszczerzyłam się
jak głupi do sera.
-
Przeprosiny przyjęte – odparłam szybko.
- Właśnie
tego mi brakowało.
- Czego ? -
zdziwiłam się.
- Tego
ślicznego uśmiechu – zaczął przybliżać twarz do mojej. Wyrwałam się mu szybko,
a on krzyknął.
- Piękna !
Nie uciekaj mi !
Tak naprawdę
chyba już nie muszę wyjeżdżać do Polski. Moje serce daje mi jednoznaczne znaki.
Już wiem, którego z nich kocham naprawdę. Wleciałam zdyszana do salonu z dużym
zacieszem na twarzy.
- Będę już
lecieć. Pa – cmoknęłam w powietrzu, a chłopaki się zaśmiali.
- Czekaj Meg
! – krzyknął ktoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Zayna.
- Odprowadzę
cię. Wolę nie puszczać cię samej przez park – chytrze się uśmiechnął.
- Nie.
Zostań w domu. – odparłam.
- Nie ma
mowy. Jestem teraz twoim ochroniarzem. To mój obowiązek bronić tak pięknej damy
jak ty. – wypiął dumnie klatę.
- Serio
zostań. Muszę jeszcze coś po drodze załatwić.
- No okay,
jak chcesz, ale jakby co to dzwoń.
- Okay .
- A i
jeszcze jedno. Mam rozumieć, że między nami wszystko w porządku ? Zapominamy o
wszystkich kłótniach ? – spytał z nadzieją.
- Zastanowię
się – figlarnie się uśmiechnęłam i cmoknęłam go w policzek na pożegnanie.
Teraz
musiałam załatwić jedną sprawę – Justin. Szłam przez park i zbierałam się na
to, aby zadzwonić do niego i powiedzieć mu, że to wszystko nie ma sensu.
Spojrzałam na ławkę, która znajdowała się niedaleko mnie i zobaczyłam, że siedzi na niej Szatyn. Podeszłam więc i
powiedziałam prosto z mostu:
- Justin my…
– głośno westchnęłam. – My nie możemy się spotykać. - Walker natychmiast się zerwał i popatrzył
na mnie.
- Ale
dlaczego ? Coś się stało ? – spytał zdenerwowany.
-
Zrozumiałam, że cię kocham, ale tylko jak brata. Mogłabym za tobą w ogień
wskoczyć, ale to nie taka miłość, którą sobie wyobrażasz – spuściłam wzrok.
- Ale Meg
... – głoś zaczął mu się łamać.
- Mówiłeś,
że jeśli nam nie wyjdzie to powrócimy do przyjaźni takiej jak dawniej. Trzymam
cię za słowo. – powiedziałam i odeszłam.
Łzy zaczęły
cisnąć mi się do oczu. Wiedziałam, że tak będzie. Po co ja się w ogóle w to pakowałam,
skoro wiedziałam, że i tak nam nie wyjdzie ?
***Oczami Nialla***
Gdy film się
skończył skierowałem się do swojego pokoju. Jutro po południu razem z Meg
jedziemy do Polski. W sumie do tej pory nie wiedziałem za bardzo, gdzie jest
ten kraj, chociaż mieszka tam wielu naszych fanów. Po prostu to miejsce było
dla mnie „Narnią”. Krainą bardzo odległą. No co ja poradzę, że zawsze wolałem
biologie od geografii? Popatrzyłem na mój pokój. Muszę przyznać, że panował tam
niezły bałagan. Wziąłem się więc za sprzątanie. Do mojego pokoju wparował
oczywiście Zayn.
- Hej. Idę
do sklepu, kupić Ci coś? – spytał siadając na łóżku.
- Hm…
Snickersa, cole, chipsy, żelki i gumy – wyliczyłem.
- Tylko
tyle? – zapytał z sarkazmem Malik.
- Nie
wkurzaj mnie – odparłem, po czym powróciłem do poprzedniej czynności.
- Co to?
Niall ty rysujesz? – trzymał w ręku rysownik Rudej.
- Ja? Proszę
Cię – wybuchłem śmiechem.
- To kogo
to? Oo… dużo tu twoich portretów. Są naprawdę całkiem niezłe – powiedział,
dalej przeglądając rysunki.
- To Meg mi
przyniosła. To należy do Juls… -
wyjaśniłem.
- No, no.
Teraz możesz być pewny, że cały czas o tobie myśli. Ej tutaj są daty. –
zauważył. – Czy wtedy przypadkiem się nie poznaliście? – pokazał na jeden z
rysunków.
No tak. To
była ta data. A na kartce naszkicowany byłem ja, siedzący na ławce. No
faktycznie dziewczyna ma talent.
- Tak. To
wtedy.
- Kurde,
chłopie walcz o nią. Nie jesteś jej obojętny. Masz jeszcze szanse – poklepał
mnie po ramieniu i wyszedł.
Tak. Zdecydowanie ma racje. Nie zostawię tak tego
wszystkiego. Wyciągnąłem z szafy torbę i zacząłem pakować moje rzeczy. Wziąłem
do ręki szkicownik i ostrożnie spakowałem go…
***Oczami Liama***
Siedziałem w
salonie. Zayn wyszedł do sklepu, najprawdopodobniej po fajki. Lou z Harrym
siedzą chyba w ogrodzie, a Niall się pakuje do Polski. Czuje, że moje szansę u
Julie maleją. Chciałbym coś zrobić, ale nie wiem co. Nie chce rywalizować z
Horanem. To mój przyjaciel, a dobrze wiem, że on kocha Rudą. Może mu pomóc?
Wykręciłem znany mi numer.
- Julie?
- O hej Liam
– przywitała się.
- Hej. Co
tam u Ciebie? Jak się trzymasz? – spytałem niepewnie.
- Maja
uspokój się ! Sorki ale siostra nie daje mi spokoju – zaśmiała się. – Co u
mnie? Wszystko w porządku. A teraz przyznaj kto kazał Ci zadzwonić na
przeszpiegi? – zachichotała.
- Nikt. Po
prostu martwię się o Ciebie – wyznałem.
- Nie ma o
co. Wszystko okay. Ej sorki musze kończyć. Wołają mnie na kolacje.
- O tej
porze? – wybuchłem śmiechem.
- Przecież
wiesz, że ja o każdej porze dnia i nocy jestem głodna.
- No fakt.
Dobra to pa.
- Pa
–cmoknęła do słuchawki i się rozłączyła.
Ja tylko
głośno westchnąłem i poszedłem do siebie na górę…
***Oczami Meg***
Zaczęłam
biec w stronę mojego domu, dzięki czemu po 5 minutach byłam na miejscu. Weszłam
do środka i rzuciłam się przed TV.
Dochodziła już dziesiąta. Postanowiłam więc wziąć krótki prysznic.
Udałam się na górę i weszłam do łazienki. Umyłam włosy szamponem o zapachu
egzotycznych owoców. Po chwili byłam już u siebie na łóżku w samym ręczniku i
wcierałam w moje ciało truskawkowy balsam. Złapałam jeszcze szybko suszarkę i
ruszyłam na dół po schodach. Miałam zamiar równocześnie oglądając telewizor,
suszyć włosy. Zerknęłam krótko w stronę okna i spowrotem wróciłam do patrzenia
na ekran telewizora. Zaraz, zaraz.. Ponownie gwałtownie odwróciłam wzrok w
stronę szyby i doznałam szoku. Po drugiej stronie stał mężczyzna, który
ostatnio mnie śledzi. Na głowie miał założony kaptur, a na jego twarzy malował
się złowieszczy uśmiech. Wzrok prześladowcy mnie co raz bardziej przerażał. Można
z niego było wyczytać pożądanie. Stanęłam jak wryta i nie wiedziałam co mam
robić. Z tego wszystkiego upuściłam suszarkę, która rozpadła się na drobne
części. Wtedy zorientowałam się, że drzwi wejściowe nie są zamknięte. Powolnym
krokiem poszłam w ich stronę i szybkim ruchem zamknęłam je na klucz. Przez
strach byłam cała sparaliżowana. Nie mogłam zrobić żadnego ruchu. Kiedy rozum
do mnie wrócił załapałam za telefon i nie wiem jakim cudem wykręciłam numer do
Zayna. Po moich policzkach spływały potoki łez i w duchu modliłam się, aby
odebrał. Po trzech sygnałach usłyszałam miły głos.
- Hej mała.
Co się dzieję ? Już się za mną stęskniłaś ? – zażartował.
- Zayn,
błagam zabierz mnie stąd, ktoś jest pod moim oknem i mnie obserwuje ! Pomóż mi
! – krzyczałam dławiąc się łzami.
- Meg.
Nigdzie się nie ruszaj ! Za trzy minuty będę u ciebie ! – odkrzyknął równie
zestresowany jak ja…
***Oczami Zayna***
Biegłem ile
sił w nogach. Pierwszy raz cieszyłem się z tego, że poszedłem do sklepu kupić
te cholerne papierosy. Gdyby nie to, miałbym o wiele dłuższą drogę do domu
Szatynki. Po 5 minutach byłem na miejscu. Chciałem od razu wlecieć do środka,
ale drzwi były zamknięte. Bez zastanowienia zacząłem w nie walić pięścią. Po
chwili lekko się uchyliły, a w moje ramiona wpadła zapłakana i cała
roztrzęsiona Megan. Była w samym ręczniku i dzięki temu mogłem zobaczyć jej
atuty, w tym cudowne nogi. Wyglądała tak seksownie. Co ja mówię ? Dziewczyna jest przestraszona,
a ja sobie o niej fantazjuje. To nie czas na takie przemyślenia. Zacisnąłem
więc mocniej ramiona i przycisnąłem ją do
mojej klatki piersiowej. Jak dobrze mieć przy sobie taki skarb jak
Megan. Oparłem swoją brodę o jej głowę i wyszeptałem:
- Csii…
Spokojnie, już jestem przy tobie.
Próbowałem
uwolnić się z jej uścisku, ale to było niemożliwe. Nie puszczając jej z objęć
zrobiłem kilka kroków w przód, po czym poprzez kopnięcie nogą w drzwi,
zamknąłem je. Weszliśmy w głąb pomieszczenia, a dziewczyna nadal nie miała
zamiaru mnie puścić. Jest teraz taka bezbronna. Muszę jej pomóc.
- Pakuj się.
Idziemy do nas.
- Co? Ale
jak to? – wybełkotała.
- No, po
prostu. Pakuj się.
- Nigdzie
nie ruszam się z tego miejsca. Założę się, że ten psychol siedzi u mnie w
ogrodzie. A co jeśli wyjdę na górę, a on tam będzie? – histeryzowała.
- Mam z
ciebie to ściągnąć ? – wskazałem na ręcznik i podniosłem jedną brew.
- Ale… Ale
przecież ja nic pod tym nie mam – zacisnęła dłonie na swoim odzianiu.
- To idź się
do cholery przebierz i weź ze sobą jakieś ciuchy! – krzyknąłem.
- Znowu
zaczynasz? Nie drzyj się na mnie ! – odpłaciła mi się tym samym.
- Meg. To
nie czas na kłótnie. Staram się ci pomóc, a ty ponownie to utrudniasz.
- Czyli
obstawiasz, że to moja wina ?! – warknęła.
- Kotku,
spokojnie. Idź się ubierz i spakuj rzeczy.
- Ha ha ,
przepraszam kto ? – spytała z kpiną wypisaną na twarzy.
- Kotku ! –
krzyknąłem, gwałtownie przybliżając się do niej. Szybkim ruchem chwyciłem ją na
ręce. Ona zaczęła naciągać swój ciut przykrótki ręcznik.
- Zayn
ręcznik mi spada!
- Bardzo
dobrze, będę miał niezłe widoki – zaśmiałem się, posyłając Szatynce chytry
uśmiech.
- Postaw
mnie idioto !
- Kto?
- Idioto! –
wrzasnęła.
Postawiłem
ją na środku schodów i wpiłem się w jej usta. Odwzajemniła ten gest, dlatego
uśmiechnąłem się podczas pocałunku. Oderwałem się od niej i wyszeptałam:
- Nigdy tak
do mnie nie mów.
Ona stanęła
jak wryta, a ja wymijając ją, udałem się na górę. Zaczęła panicznie lecieć za
mną, gdyż bała się zostać tam sama.
- Zayn, Zayn
kotku… Stój ! Zaczekaj na mnie! – krzyczała.
- Taaa…
teraz to kotku ? – zaśmiałem się.
-
Wykorzystuje teraz Twoją broń – wyszczerzyła się.
- Kocham
Twój uśmiech – powiedziałem, a ona w odpowiedzi wytknęła mi język.
Gdy w końcu
doszliśmy do jej pokoju, dziewczyna spakowała do torebki piżamę i jakieś ciuchy
na przebranie, a następnie skierowała się w stronę drzwi.
- Ej gdzie
ty idziesz?
- No idziemy
przecież do Ciebie.
- Chcesz iść
w takim stanie? – zaśmiałem się i podniosłem jedną brew.
Ona
popatrzyła na swój ubiór i spojrzała na mnie groźnie.
- Ha, ha
bardzo śmieszne – podeszła do szafy i wyjęła pierwsze, lepsze ubranie.
Zaczęła iść
w stronę łazienki, ale nagle się zatrzymała.
- Sprawdź
czy nikogo tam nie ma – słodko zamrugała
oczami.
- Że co?
- No
proooosze ... – jęczała.
- Mogę wejść
z Tobą i Cię przypilnować jak chcesz.
- Zaaayn ! –
przewróciła oczami.
- No co?
Mogę się odwrócić, jak będziesz się przebierać – zaśmiałem się.
- Kusząca
propozycja, ale muszę odmówić.
- Wcale nie
musisz – poruszyłem cwaniacko brwiami.
- ZAYN ! –
krzyknęła.
- Dobra,
dobra już sprawdzam – powiedziałem niechętnie.
Wszedłem do
łazienki i zacząłem krzyczeć.
- A!!!
Ałłłaaa!!! Meg pomocy !
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siema, siema. Dziękujemy za taką ilość wejść i komentarzy. Jesli chcecie możecie zapisywać się do obserwatorów. Z racji tego, że każda z nas wyjeżdża na wakacje to rozdziały będą dodawane raz w tygodniu czyli w środy. Jest jeden plus. Rozdziały będą długie . ŻYCZYMY MIŁYCH WAKACJI 2012 !!
...Because we love more than this...<3
SEE YA ! ;* . xx