...Because we love more than this...

...Because we love more than this... <3

środa, 18 lipca 2012

Rozdział 27 - "Tell me you don't want my kiss That you need your distance, distance Tell me anything but don't you say he's what you're missing baby"


***Oczami Meg***

- I w końcu się spotykamy…
W pierwszym momencie pomyślałam, że to najnormalniej w świecie Niall, ale niestety się myliłam. To nie był jego głos. Wstałam więc i szybko otrzepałam ubrania, a następnie przetarłam łzy, spływające po moich policzkach.  Bałam się odwrócić, ale w końcu się odważyłam. Przede mną stał chłopak w kapturze. Nie mogłam dopatrzyć się jego twarzy, ponieważ było ciemno. Wszystko co było widać to jedynie chytry uśmieszek namalowany na jego ohydnej mordzie. To był ten sam facet, który mnie śledził i był pod moim domem. Za dużo wrażeń jak na dzisiejszy dzień. Gwałtownie odsunęłam się od niego i chciałam jak najszybciej znaleźć się w aucie, ale on niestety złapał mnie za rękę i spytał nieprzyjemnie się śmiejąc:
- Dokąd się wybierasz ? Nie zostaniesz ze mną ?
Przeraziłam się. Miałam wrażenie, że chce mi coś zrobić. Na szczęście w porę zjawił się Niall, który od razu odsunął gościa ode mnie i pociągnął za rękę do samochodu. Natychmiast odjechaliśmy z spiskiem opon. Po  5 minutach byliśmy pod willą chłopaków. Podziękowaliśmy kierowcy i wyjęliśmy swoje bagaże. Przeszliśmy przez furtkę i już po chwili staliśmy w środku. Właśnie kładłam swoje walizki na ziemie kiedy do pomieszczenia wszedł Harry. Gdy nas zobaczył od razu się wyszczerzył i spytał :
- Nie polecieliście ?
- Nie. Lot został przełożony na jutro – odpowiedział Horan.
Nic się nie odzywałam tylko stałam i tępo patrzyłam w podłogę. Blondasek oznajmił, że idzie do kuchni coś przekąsić. Jak zwykle. Ledwo wszedł do domu i już o jedzeniu myśli. Wtedy Harry się przybliżył i położył swoją rękę na moim policzku.
- Płakałaś ? – spytał.
- Nie.
- Przecież widzę.
- To po co się głupio pytasz ?! – podniosłam ton, sama nie wiedząc dlaczego. Styles spojrzał na mnie zdziwiony. Chyba nie wiedział, że tak zareaguję. To pewnie wszystko przez ten cały dzień. Za dużo wrażeń jak na jeden raz.
- Przepraszam – powiedziałam i blado się do niego uśmiechnęłam, na co on odpowiedział mi tym samym. – Po prostu jestem zmęczona – dodałam.
Harry podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Dalej nie rozumiem dlaczego on wciąż jest sam. Przecież mieć takiego chłopaka jak Loczek to największe marzenie każdej dziewczyny. On jest jak skarb. Gdybyśmy byli razem to nigdy bym mu nie pozwoliła ode mnie odejść. Wtuliłam się w niego mocniej na co on typowo się zdziwił. Miałam mu ochotę powiedzieć, że go kocham, ale to by było chyba nie na miejscu. I w tym momencie mnie olśniło. Może i czuję coś do Zayna, ale do  Stylesa czuję dokładnie to samo. Nie zważając na czyny, uwolniłam się z uścisku i wpiłam się w jego usta. Były takie miękkie i słodkie. Czułam jak Harry uśmiecha się podczas pocałunku. To było coś niesamowitego. Nagle cały smutek, ból i cierpienie ulotniło się ze mnie. Została tylko radość i szczęście. Gdy już się od niego uwolniłam, uśmiechnęłam się szeroko na co on odpowiedział mi tym samym.
- A co to miało być ? – spytał Loczek, zabawnie poruszając brwiami. Głośno westchnęłam i szepnęłam:
- Sama nie wiem.
Popatrzyłam jeszcze raz w zielone oczy Stylesa, które od razu hipnotyzowały, po czym ponownie się w niego wtuliłam. Nie mam zielonego pojęcia jak teraz potoczy się moje życie. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. Gdy pojadę do Polski to przemyślę sobie wszystko. I wtedy zdecyduję co dalej. Nie mogę przecież tak pochopnie decydować w ważnych sprawach.
Nagle Harry oderwał się ode mnie i pociągnął za sobą do salonu. Na nasze nieszczęście, Malik siedział na kanapie. Loczek chyba poczuł się niekomfortowo bo na widok Mulata od razu puścił moją dłoń. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Jeszcze nie dawno robił wszystko, żeby pokazać Zaynowi, że jestem jego, chociaż wcale tak nie było, a teraz ? Teraz gdy się jakoś ułożyło to on odwala jakieś scenki ? Nigdy nie zrozumiem facetów. Westchnęłam głośno i bez żadnych skrupułów udałam się na pobliski fotel. Wygodnie się na nim rozłożyłam i wyciągnęłam swojego I-phona z kieszeni. Weszłam na twittera i przeglądałam ostatnio dodane tweety. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że Malik wraz ze Stylesem przyglądają mi się.
- No co ? – spytałam z pretensją.
- Nic – odpowiedział Styles.
- Możemy pogadać ?  - odezwał się Zayn.
- Jasne. O czym ? – zapytałam jak gdyby nigdy nic.
- Na osobności – Mulat specyficznie podkreślił swoją wypowiedź.
- Chcesz to mów tutaj. Nie mam przed Harrym żadnych tajemnic. – wymyśliłam na poczekaniu.
- W takim razie nie mamy o czym gadać. – zrezygnował.
- Jak chcesz – wzruszyłam ramionami.
Przez dobrych kilka minut panowała zupełna cisza. Każdy z nas się nad czymś poważnie zastanawiał. Nagle Malik się odezwał:
- Sory, że pytam, ale od kiedy on stał się dla ciebie taki ważny ?! – wskazał wściekły na Harrego.
- Ej… – wymamrotał urażony Loczek – Od zawsze byłem dla niej ważny – rzekł i wyszczerzył się do mnie na co ja odpowiedziałam tym samym, a następnie dosiadł się do mnie i objął w talii.
- Dość tego !!! – wrzasnął Zayn i rzucił się na Stylesa.
Harry próbował się jakoś bronić, ale nie spodziewał się takiej reakcji Mulata, więc pewnie to mu w tym przeszkodziło. Bez zastanowienia ruszyłam mu na pomoc.
- Zayn !! Zostaw go !! – krzyczałam i odciągałam Malika.
Po wielu próbach mi się udało. Mulat spojrzał z nienawiścią na biednego, przestraszonego Loczka, po czym posłał mi przepraszające spojrzenie. Skrzywiłam się i od razu podeszłam do Stylesa, który miał rozciętą wargę. Cmoknęłam go w ranę i przytuliłam się do niego. Niech Malik wie, że nie ma już u mnie szans. Harry odwzajemnił uścisk i mocniej przycisnął mnie do siebie, po czym cmoknął lekko w głowę.
- MEG ! – wrzasnął Zayn – Ty naprawdę nic do mnie nie czujesz ?! – krzyczał, a ja odsunęłam się od Stylesa i podeszłam do niego.
- Zejdź mi z oczu! Zawsze próbuję wykorzystywać życie jak najlepiej i cieszyć się nim, ale to właśnie przez takich ludzi jak ty jest to trudne! Nie możesz pojąć, że między nami nic nie będzie?! Zrujnowałeś wszystko! Miałeś szanse, ale ją do dupy wykorzystałeś! Nienawidzę cię ! Rozumiesz ?! Nienawidzę !!! – wyrzuciłam z siebie wszystko co leżało mi na sercu.
- Meg… – wyszeptał zrozpaczony.
- Przestań to powtarzać ! Wiem jak mam na imię ! – wrzasnęłam.
Chwyciłam Harrego za rękę i pociągnęłam do kuchni. Przeszukiwałam właśnie szafki z zamiarem znalezienia jakiegoś plastra, kiedy Styles położył dłonie na mojej talii i obrócił w swoją stronę. Popatrzyłam na niego zdezorientowana.
- Dziękuję – wyszeptał i zatopił się w moich ustach.
Na początku tylko je muskał, ale z czasem się to zmieniło. Gdy właśnie pogłębiliśmy pocałunek, Loczek oderwał się nagle ode mnie i jęknął z bólu.
- Co jest ? – spytałam przestraszona.
- Warga – powiedział po czym złapał się za ranę.
- Głuptasie. Nie całuję się z rozwaloną wargą – wytknęłam mu język.
- No, ale .. To jak ja mam cię całować ? – odezwał się zdziwiony.
- Masz mnie po prostu nie całować – wybuchłam śmiechem.
- Ale tak się nie da – wyszczerzył się i ponownie wpił w moje usta.
Opamiętałam się i odepchnęłam Loczka. Stanął zdezorientowany i nie wiedział o co chodzi. Wtedy pokazałam palcem na ranę i dałam mu znak, że ma na nią uważać. Uśmiechnął się mile do mnie, na co ja odpowiedziałam tym samym.
- Dobranoc – odezwałam się.
- Tak po prostu idziesz spać ? Zostawisz mnie tu samego ? Przecież jestem poszkodowany – wyszczerzył.
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Styles ! – krzyknęłam zabawnie – Masz tylko rozwaloną wargę – zaśmiałam się, po czym wyminęłam go i poszłam w stronę korytarzu.
Wyszłam cicho po schodach, aby nikogo nie obudzić, a następnie podreptałam do pokoju Nialla. Zapukałam lekko w drzwi, zza których usłyszałam ciche:
- Wchoooodź.
- Yyy Niall mam do ciebie pytanie… – oznajmiłam i wpłynęłam w głąb pomieszczenia.
- Jakie ? – spytał mile.
- Gdzie ja mam spać ?
- Ale ze mnie idiota – walnął się w czoło – Zapomniałem ci pokazać twojego pokoju.
- Mojego ? – uniosłam wysoko brwi ze zdziwienia.
- Mamy pare wolnych pokoi urządzonych bardziej dziewczęco. Tak na wypadek, jakby któryś z nas chciał zamieszkać ze swoją dziewczyną – wytknął mi język.
- O nie ! – krzyknęłam zabawnie – Juls mi z domu nie zabierzesz. Nie będę mieszkać sama – pogroziłam mu palcem.
- Spokojnie. Nie zdziwię się jak Harry, albo Zayn wciągną cię tutaj znacznie szybciej, niż ja Julie – wyszczerzył się. Popatrzyłam na niego jak na kretyna i popukałam go w czoło. Zaśmiał się, a następnie kazał iść w wyznaczone miejsce.
Jak przystało na dżentelmena, przepuścił mnie w drzwiach i zaprowadził do mojego tymczasowego pokoju.
- To tu. Czuj się jak u siebie – uśmiechnął się mile.
- Dzięki. Dobranoc – odparłam.
Zostałam sama w pokoju. Weszłam do łazienki. Związałam włosy w wysokiego koka i sprawnie zaczęłam zmywać makijaż. Przeczyściłam twarz tonikiem, a następnie wzięłam długi i gorący prysznic. Po jego skończeniu wygramoliłam się z kabiny i owinęłam się ręcznikiem. Wtedy zauważyłam, że nie zabrałam ze sobą piżamy. Podreptałam do walizki. Wyciągnęłam to co chciałam i usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Gwałtownie odwróciłam głowę i spostrzegłam Malika, który stał zdziwiony, cały czas na mnie patrząc.
- Czego ?! – warknęłam – Chyba się puka, nie ? – dodałam.
- Yyyy... Sory, nie wiedziałem, że tu będziesz. – tłumaczył się, a ja teatralnie wywróciłam oczami.
Zayn dokładnie zmierzył mnie wzrokiem, po czym odparł:
- I znów cię widzę w  samym ręczniku.
- Wyjdź stąd ! – wrzasnęłam, a on od razu posmutniał.
- Spokojnie. Przyszedłem tylko po moje rysunki. Zapomniałem ich wcześniej zabrać. – odpowiedział.
Nie odezwałam się. Malik zbliżył się do biurka, na którym leżały jego dzieła, a następnie zwinnie chwycił je w ręce, odwracając tak, abym nie widziała co na nich jest narysowane. Już kierował się do wyjścia, kiedy ponownie na mnie spojrzał i zapytał:
- Nie mam już szans ?
- Wyjdź ! – wskazałam palcem na drzwi.
Zrobił to co chciałam. Ja natomiast weszłam z powrotem do łazienki, jeszcze bardziej wkurzona. Zrzuciłam z siebie ręcznik i wtarłam w moje ciało brzoskwiniowy balsam. Założyłam dość skąpą piżamę i rzuciłam się na łóżko. W tym momencie dostałam smsa od Julie:
,, Hej kochana. Wiem, że już bardzo późno, ale wbijaj na skype . Stęskniłam się za tobą <3 . xoxo ‘’
Na samą treść wiadomości wyszczerzyłam się i w tym momencie zorientowałam się, że przecież nie mam przy sobie laptopa. Bez zastanowienia wybiegłam na korytarz, wpadając przy tym na Louisa.
- Ooo hej – uśmiechnęłam się.
- Czemu biegasz po korytarzu o 3 w nocy nago ?  - spytał. Popatrzyłam na niego jak na idiotę.
- Lou dobrze się czujesz ? Jest 2 w nocy i wcale nie jestem nago – podkreśliłam  ostatnie zdanie.
- Obojętne – rzekł i poszedł do swojego pokoju.
Był strasznie zaspany i nie wiedział co się dzieje, więc pewnie dlatego wygadywał takie głupoty. Spytam go rano czy w ogóle pamięta co mówił. Ponowiłam swoją drogę i po paru sekundach stałam pod drzwiami Hazzy. Zapukałam lekko, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi, więc postanowiłam wejść do środka. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.  Styles leżał na łóżku, tępo wpatrując się w sufit. Nawet nie zauważył kiedy weszłam.
- Yyy… Harry ? Wszystko gra ? – spytałam, niepewnie podchodząc bliżej niego. W tym  momencie od razu skupił swój wzrok na mnie.
- Powiedzmy, że tak. – wysilił się na sztuczny uśmiech.
Usiadłam u niego na łóżko i podkuliłam nogi pod brodę, a następnie rzekłam.
- Możesz mi powiedzieć wszystko.
- Wiem – chwycił mnie za dłoń, co mnie trochę zdziwiło.
Nie odzywaliśmy się. Trwaliśmy w ciszy. Miałam nadzieję, że Loczek w końcu się wygada i dowiem się co mu na sercu leży. Niestety do tego nie doszło. Po paru minutach nagle pociągnął mnie za rękę w swoją stronę. Po chwili leżałam tuż obok niego. Bez zastanowienia przytulił mnie i cmoknął w policzek.
- Haaaaaary – zawyłam.
- No co ? – spytał.
 - Puszczaj mnie…
- Nie  - odparł stanowczo.
- No puszczaj mnie ! – marudziłam.
- Aż tak ci źle ?  
- Styles ! Mówię coś do ciebie ! – podniosłam ton.
- Mogę cię o coś zapytać ? – zasugerował cały czas mnie obejmując.
- Wal..
- Czemu ja ? Czemu nie Zayn ? Każda wybrała by jego.. – posmutniał.
- Czyli dlatego jesteś taki nieswój – zachichotałam – Harry posłuchaj... – odwróciłam się do niego, aby móc patrzeć mu w oczy. – Jesteś dla mnie bardzo ważny i sama nie umiem odpowiedzieć ci na twoje pytanie. A ty powinieneś w końcu w siebie uwierzyć. Zayn wcale nie jest taki wspaniały na jakiego wygląda – uśmiechnęłam się mile.
Hazza momentalnie rozpromieniał i zbliżył swoją twarz do mojej.
- Warga ! – powiedziałam.
- No i co ?
- Będzie cię boleć – wytknęłam mu język.
- Nie dbam o to…
- A powinieneś – krzyknęłam i szybkim ruchem wygramoliłam się z łóżka, tym samym przed nim uciekając.
- I tak cię dorwę ! – krzyknął.
- Tylko nie dzisiaj. Już wszyscy śpią – zaczęłam wymyślać wymówki.
- Najwyżej ich obudzę – wyszczerzył się.
- Harry proszę cię, daj sobie spokój – wystawiłam ręce na znak niewinności.
- Chyba sobie żartujesz – zaczął mnie gonić.
Dzięki mojej niezłej zwinności uchroniłam się przed nim z dobre 3 minuty. Niestety po tym czasie mnie dorwał i powalił na łóżko. Przygniótł mnie swoim ciałem i zaczął się głupio szczerzyć.
- O co ci chodzi ? – spytałam z grymasem.
- Mam cię – odparł, a banan, który gościł na jego twarzy nie znikał.
- Jest 3 w nocy. Powinieneś już dawno spać – zasugerowałam.
- Wiedząc, że jesteś w tym samym domu co ja, nie mógłbym zasnąć – ponownie się uśmiechnął. – A tak właściwie to po co przyszłaś do mnie do pokoju ? – zdziwił się.
- Chciałam cię prosić, żeb…
- Zgoda, możesz ze mną spać – wyszczerzył się, po czym wybuchnął śmiechem.
- Żeby pożyczyć laptopa – dokończyłam, mówiąc poważnym tonem.
- Okey, możesz wziąć. Leży na biurku.
- A mógłbyś ze mnie zejść ? Nie żeby coś, ale ta pozycja nie jest za wygodna, przynajmniej z mojej perspektywy – na mojej twarzy ponownie wyszedł mi grymas.
Harry posłusznie zrobił to o co poprosiłam, a następnie chwyciłam laptopa do rąk i uciekłam z nim do pokoju. Od razy weszłam na skype i zadzwoniłam do Juls.
- Sieeeema – wrzasnęła.
- Ciii. Obudzisz wszystkich – upomniałam ją.
- A Sory. Co tam u ciebie ? Jak Zayn ? Harry ? – zasypała mnie potokiem pytań.
- Powiedzmy, że jest okey. Z Malikiem jest sprawa trochę napięta, za to ze Stylesem wszystko idzie w jak najlepszym kierunku – wyszczerzyłam się.
- Więc jednak Loczek ? – spytała zdziwiona  - Głowę bym sobie dała uciąć, że będziesz z Mulatem – dodała.
- Jak na razie z nikim nie jestem, więc wrzuć na luz – doradziłam. – Lepiej opowiadaj co tam w Polsce.
- Jest całkiem spoko, ale i tak chcę już wracać do Londynu. A co u Nialla ? – zapytała niepewnie.
- Wszystko dobrze. Jest trochę przybity przez to, że nie chcesz mu wybaczyć, ale cały czas chodzi i kombinuje w jaki sposób by cię jeszcze przeprosić.
- Nocujesz dzisiaj u nich ?! – wrzasnęła. - Nie mamy takiego pokoju w domu… Chyba… - zaśmiała się.
- Brawo za spostrzegawczość – odpowiedziałam jej tym samym.
Pogadałyśmy jeszcze chwilkę i w końcu się z nią pożegnałam. Było już po 3, a jutro, czekał mnie lot. Zamknęłam więc laptopa i odłożyłam go na półkę. Wtuliłam się w poduszkę i nagle przyszedł mi sms. Wzięłam do ręki telefon, aby sprawdzić wiadomość. Oczywiście kto jest taki mądry, żeby pisać do mnie o 3 w nocy ? Oczywiście Harry. Najdziwniejsze jest to, że śpi na tym samym piętrze co ja i pisze do mnie smsa, który brzmiał tak:
,, Jest mi zimno i nie mogę zasnąć. Mogę przyjść do twojego łóżka ? xx ‘’
Bez zastanowienia szybko wstukałam w klawiaturę komórki:
,, Chyba sobie jaja robisz… Nie kombinuj Styles tylko idź spać ! Dobranoc ;) .xxx ’’
Poczekałam jeszcze pare minut i nie dostałam żadnej odpowiedzi, więc ponownie położyłam się wygodnie. Po 20 minutach usłyszałam, że ktoś wchodzi do mnie do pokoju. Postanowiłam się tym nie przejmować, więc udawałam, że śpię. Osoba wsunęła się pod moją kołdrę i przytuliła się do mnie. Poczułam czyjś chłodny tors na moich plecach. Był to Harry.
- Miałeś nie kombinować – wyszeptałam.
- Nie śpisz ? – zapytał zdziwiony.
- Teraz już śpię . Dobranoc. – odparłam.
- Dobranoc – musnął ustami moją szyję przez co po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz.
Na koniec wtulił się we mnie i po paru sekundach oboje zasnęliśmy.
Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie jak na mnie. Była 8.  Harry jeszcze spał z resztą reszta zespołu także. Głośno westchnęłam i chciałam wstać, ale utrudnił mi to Loczek. Całą noc spał przytulony do mnie. Podjęłam drugą próbę, ale wszystko na nic. Nie pozostało mi nic innego jak go obudzić. Szturchnęłam lekko ramię Harrego, ale nic. Wtedy zbliżyłam moją twarz do jego i szepnęłam do ucha :
- Kochanie, wstawaj. Mam dla ciebie niespodziankę – Styles automatycznie otworzył oczy, spojrzał na mnie i wyszczerzył się. – Zadziałało !- krzyknęłam zadowolona.
- Co zadziałało ? Co to za niespodzianka ? – dociekał.
- Nie ma żadnej niespodzianki. Chciałam po prostu, żebyś się obudził. Nie mam jak wstać – oznajmiłam.
- No dobraa – powiedział niezadowolony i w końcu mnie puścił.
Podeszłam do torby i chwyciłam jakieś ciuchy.
- Gdzie idziesz ? – spytał.
- Pod prysznic.
- No to chodźmy – wyszczerzył się.
Loczek szybko wyskoczył z łóżka i podbiegł w moją stronę, pchając mnie do łazienki. Czy on zwariował ?
- Harry ! – wrzeszczałam, a on tylko się śmiał.
Nagle włożył mnie do kabiny i wszedł za mną nie zamykając szyb od prysznicu. Odkręcił wodę przez co byłam cała mokra, tak samo jak moja piżama. W pewnym momencie poczułam na głowie coś zimnego. Loczek wylał pół szamponu na moje włosy, zaczął się śmiać po czym zabrał się za mycie moich włosów.
- Harry ! – piszczałam i śmiałam się na zmianę.
Nagle wyleciał pędem z łazienki i pognał na dół. Zmyłam szybko połowę piany i ruszyłam za nim. Byłam mokra więc wywróciłam się na korytarzu centralnie przed pokojem Malika. Akurat drzwi od pomieszczenia otworzyły się i wyszedł z niego Zayn. Gdy mnie zobaczył chyba lekko się przestraszył. Co się dziwić. Cała przemoczona w pianie leżałam na podłodze.
- Jezu, Meg. Nic ci nie jest ? Nic cię nie boli ? Wszystko okay ? – pytał zatroskany.
- Powiedzmy, że tak – chwyciłam go za ręce i wstałam.
- Zabiję cię ! – te słowa skierowałam do rozbawionego Loczka.
Pognałam dalej. Hazza akurat zlatywał na dół po schodach. Z racji tego, że byłam za nim, wskoczyłam mu na plecy, dzięki czemu także ociekał wodą. Kiedy już pokonywaliśmy ostatni schód, akurat się potknął i oboje wylądowaliśmy na ziemi. Wtedy do akcji wkroczył Liam:
- Coś ty jej zrobił ?! – zaczął krzyczeć na Harrego.
- Nic – wstaliśmy. – To przez nią wylądowaliśmy na podłodze – Loczek wyszczerzył się do mnie.
- Ta jasne – odparłam oburzona.
- Meg na górę ! Dokończ kąpiel… – popatrzył na mnie rezygnująco. – A ty Harry łap za ścierę i wytrzyj tą całą wodę – dokończył nasz Daddy.
- Trzeba się słuchać Tatusia – wytknęłam język Hazzie.
Pobiegłam na górę, przy okazji mijając Zayna.
- Na pewno nic cię nie boli ? – spytał z podobną troską niż pare minut temu.
- Wszystko okay – uśmiechnęłam się mile do niego, na co on się zdziwił, ale zaraz odpowiedział mi tym samym.
Wleciałam do pokoju. Ogarnęłam się, złapałam za walizki i staszczyłam je na dół. Wszyscy kończyli jeść śniadanie.
- Meg. Zjedz coś i jedziemy – pomachał mi Niall.
- Nie jestem głodna. Lepiej się pośpiesz. – odparłam.
- Daj spokój. Musisz coś zjeść – zasugerował Mulat, po czym się do mnie mile uśmiechnął.
- Nie dzięki. Może następnym razem z wami zjem – rzekłam.
- Taa. Czyli najwcześniej za pare miesięcy – odparł Horan, po czym dyskretnie puścił do mnie oczko. Nie wiem o co chodzi temu głodomorowi. Po co gada chłopakom, że zostaję w Polsce na dłużej. Przecież to nie ma sensu.
- Bywa – powiedziałam, ciągnąc kłamstwo Blondyna.
- Jak to ? – zapytał Zayn, patrząc po każdym.
- Meg wyjeżdża do Polski – powiedział Louis.
- To wiem – odrzekł i ugryzł kawałek gofra.
- I wraca dopiero za pare miesięcy – dopowiedział Niall. Wtedy wszystko co Mulat miał w buzi znalazło się na stole.
- Że co ?! – krzyknął. – Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję ?! Nie zrobisz mi tego ? Znaczy wiesz będzie mi ciebie brakować – dopowiedział, wstał od stołu i poszedł do siebie do pokoju.
- To było dziwne – odezwał się Liam.
Wtedy na pare minut zapanowała cisza. Nagle Horan zerwał się od blatu i z każdym pożegnał. Zrobiłam to co on, czyli przytuliłam każdego z nich.
- Idź pożegnaj się z Zaynem, a ja zaniosę torby do taksówki, tylko się pośpiesz. – pogroził mi palcem farbowany.
Gwałtownie się zerwałam i pobiegłam na górę. Nawet nie zapukałam tylko od razu weszłam do środka jego pokoju. Stał na środku pokoju, a gdy mnie zobaczył od razu rzucił się w moją stronę i mocno mnie przytulił.
- Nie wyjeżdżaj – szepnął mi nad uchem.
- Niedługo wrócę – odpowiedziałam.
- W takim razie jak tylko dolecisz to do mnie zadzwoń, żebym się upewnił, że wszystko z tobą okay, i Niallem oczywiście – wyrzucił z siebie cały czas trzymając mnie w uścisku.
- Dobrze – odsunęłam się od niego i cmoknęłam w policzek, a następnie z uśmiechem na twarzy zeszłam na dół.
- Pa – rzuciłam do pozostałych, a już za chwilę byłam w aucie razem z Blondaskiem.
Po 30 minutach dojechaliśmy na lotnisko. Odprawa trwała jakąś godzinę, więc dopiero o 14 wsiedliśmy do samolotu. Już po 10 minutach lotu zasnęłam. Miałam bardzo głupi sen. Śniło mi się, że stoję na łące i zza drzew nagle wychodzi Zayn, który kieruje się w moją stronę w ręku trzymając białą różę. Wtedy pojawia się Harry i niesie ten sam kwiat, ale koloru czerwonego.
Nagle poczułam szturchnięcie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nialla, który pośpieszał mnie, gdyż wylądowaliśmy już dobre pare minut temu. Wysiedliśmy z samolotu i odebraliśmy swoje walizki. Złapaliśmy taksówkę i po 2 godzinach jazdy znaleźliśmy się na ulicy, gdzie mieszkam. Od razu zaczęłam się wiercić i uśmiechać. Taksówka się zatrzymała. Wyciągnęliśmy z niej bagaże i podziękowaliśmy za dojazd. Pociągnęłam przestraszonego Blondaska w stronę domu Juls. Zapukałam do drzwi i wtedy zobaczyłam tatę Rudej.
- Dzień dobry Panu – przywitałam się.
- O cześć Meg. Już przyjechałaś ? – spytał.
- Tak – odpowiedziałam grzecznie.
- A co on tutaj robi ?  - wskazał na Nialla.
- Musi wyjaśnić Julie jedną ważną rzecz. Niech Pan go do niej zaprowadzi. 
- Przykro mi, ale nie. Moja córka dość się już przez niego wycierpiała – odparł.
- Ale… Niech mi Pan zaufa i zrobi to dla mnie. Oni naprawdę muszą pogadać – prosiłam.
- No dobrze. Masz szczęście, że cię bardzo lubię – uśmiechnął się do mnie ojciec mojej przyjaciółki.
- Jakby co mieszkam w tym domu – odezwałam się do Nialla i wskazałam na budynek po drugiej stronie ulicy. On tylko pokiwał twierdząco głową.
Pan Baker zaprosił do środka Horana, a ja szybko złapałam moje walizki i przebiegłam przez drogę. Pchnęłam furtkę i za chwilę stałam przed drzwiami. Głośno westchnęłam i nacisnęłam dłonią na klamkę.

***Oczami Julie***

Wstałam koło 11. W nocy rozmawiałam przez skypa z Meg. Poźniej oglądałyśmy z Mają jakiś horror, więc zasnęłyśmy dopiero nad ranem. Poczułam straszny ból w moim żołądku. No tak, przecież nie jadłam jeszcze śniadanie. Udałam się więc do kuchni, gdzie zastałam blondynkę.
- Cześć łajzo – zaśmiałam się.
- Siema brzydalu – dziewczyna posłała mi całusa.
- Może dzisiaj pójdziemy się  trochę poopalać? – spytałam.
- Jasne, to za 10 minut w ogrodzie.
Maja uśmiechnęła się i szybko pobiegła do swojego pokoju. Przebrałam się w króciutkie spodenki i mój granatowy stanik od stroju kąpielowego. Posmarowałam ciało balsamem do opalania, wzięłam okulary przeciwsłoneczne, MP4 i wyszłam na dwór. Mimo, iż dochodziła druga, było chyba z trzydzieści stopni jak nie więcej. Leżaki były już rozłożone, a moja siostra czekała. Zajęłam jeden z nich i zamknęłam oczy. Słyszałam tylko śpiew ptaków i lekki powiew wiatru, który dodawał otuchy podczas tego upału. Chwilę rozmawiałyśmy, ale później włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam na fula muzykę. Związałam włosy w niedbałego koka i założyłam okulary. Oparłam głowę o poduszkę. Promienie słońca lekko muskały moje ciało. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam...
Obudziła mnie kolejna piosenka, która zawierała masę bitów. Nie zmieniając pozycji przełączyłam na następną i miałam zamiar powrócić do świata snów. Niestety nie było mi to dane. Maja  wrzeszczała jak opętana. Pewnie znowu zobaczyła pszczołę, osę, albo inne latające stworzenie. Myślałam, że zaraz przestanie, ale jednak to nie nastąpiło. Wyłączyłam odtwarzacz, rzucając go na ziemie i wstałam z zamiarem uspokojenia siostry.
- Co ci do cholery?! Ja tutaj śpię ! – wydarłam się.
- O mój Bożeee !!! Aaaa !!! – ona dalej zachowywała się jak chora psychicznie.
Spojrzałam na drzwi balkonowe w których stał mój tata i….
~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej. Jak wam wakacje mijają? Chcemy się pochwalić, że zostałyśmy jednymi z adminek na fb. Bardzo prosimy lajkujcie tą stronę. To dla nas bardzo ważne. Do zobaczenia za tydzień.

PS. Dziękujemy za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem i mamy nadzieję, że pod tym będzie równie dużo.

...Because we love more than this...<3

SEE YA ! :* ^^

środa, 11 lipca 2012

Rozdział 26 - " I've been roaming around, I was looking down at all I see "


***Oczami Julie***

Już jestem drugi dzień w domu. Brakowało mi spania w moim prze wygodnym łóżku. Tęskniłam za tym miejscem. Mimo, iż w Londynie było mi dobrze, zawsze pewna część mnie zostanie w Polsce. Nagle usłyszałam huk zamykających drzwi. Zdziwiło mnie to bo tato rano pojechał na jakieś spotkanie biznesowe i przyjedzie dopiero po południu. Może to nasza gosposia przyszła? Ale przecież jest za wcześnie. Niechętnie wstałam, założyłam moje pantofle i wyszłam z pokoju. Wtedy usłyszałam krzyk:
- Julieeee! Wróciłaś? Ale co ty tu robisz? Ale mi sprawiłaś niespodziankę – tak to była moja ukochana siostrzyczka, która właśnie rzuciła się na mnie.
- Cześć. No przyjechałam na kilka dni. Jak tam na kolonii? – spytałam próbując się wydostać z uścisku Mai.
- A spoko. W ogóle spotkałam takiego fajnego chłopaka. Wiesz bajerka i te sprawy. Mam jego numer, ale zobaczymy co dalej będzie. Ale 12 dni bez Internetu to stanowczo za długo. Nic nie wiem co się dzieje u chłopaków. Podobno są teraz w Londynie. Przyjechali z trasy i… - gadała bez końca.
- Czekaj, czekaj. Jakich chłopaków? O kim ty mówisz? – spytałam ledwo rozkminiając jej słowa. No tak jest 8 rano, więc powszechnie wiadomo, że o tej porze nic nie kojarze.
- No One Direction. Wiesz ten zespół co go kocham. Pamiętasz? – zaśmiała się, wymachując rękoma.
- Aaa… O to chodzi – posmutniałam. Przyjechałam, żeby zapomnieć, ale trudno będzie bo moja kochana siostra ich ubóstwia, więc będzie cały czas o nich nawijać.
- Chodźmy do mojego pokoju, wejdę na neta i mi wszystko opowiesz – pociągnęła mnie za sobą, a ja niechętnie się za nią udałam.
Weszłam do pomieszczenia. Na szafie wisiało masę plakatów. Zgadnijcie kto na nich był… Eh… Mam tego dość. Położyłam się na łóżku, a Maja od razu włączyła komputer. Oczywiście pytała jak jest w Anglii itp.
Na chwilę odpłynęłam. Tak bardzo potrzebowałam snu. Ostatnie noce często zarywałam. Nie mogłam spać, przez myśli, które nie dawały mi spokoju. Spałam może 15 minut? Obudził mnie krzyk dziewczyny.
- Aaaa !!! Julie wstawaj ! Jak mogłaś mi nie powiedzieć, że znasz 1D?! Poznasz mnie z nimi?! – wrzeszczała mi do ucha.
- O co ci kur… chodzi? – syknęłam zaspanym głosem, nie otwierając oczu.
- Jak to o czym? Po całym necie latają zdjęcia Twoje i Nialla! Czemu mi nie powiedziałaś? Poznam ich kiedyś? – nawijała jak zwariowana.
Popatrzyłam na monitor. Faktycznie w Internecie było pełno moich zdjęć. Spuściłam głowę, po czym wróciłam do łóżka i cała zakryłam się kołdrą. Ledwo powstrzymywałam płacz. Maja usiadłam koło mnie i głaszcząc po plecach powiedziała:
- Ej co się stało? Coś Ci zrobili?
- Nie chce o tym gadać – warknęłam mając nadzieje, że dziewczyna się odczepi.
- Te portale nie kłamią. Ty go kochasz, a on Ciebie – na te słowa wybuchłam niepohamowanym płaczem.
- I co z tego?! Zranił mnie ! Nigdy mu tego nie wybaczę ! – wrzasnęłam, po czym przytuliłam się do siostry.
- Duma? Proszę Cię nie kieruj się nią. Jesteś jak matka. Gdy ktoś uraził jej dumę, nigdy nie wybaczyła tej osobie.
- Nie porównuj mnie do niej ! Nigdy rozumiesz?! – krzyczałam.
- Przepraszam. Powiesz mi co się stało? – spytała łagodnie. Mimo, iż była ode mnie tylko o rok młodsza, traktowałam ją w takich chwilach jak starszą siostrę.
Opowiedziałam jej wszystko. Ona nic nie mówiła tylko słuchała. Nie dopytywała się. Wiedziała, że to dla mnie trudne. Nie komentowała niczego. Po prostu siedziała i nie przerywała mi.
- No tak w sumie, to bardzo go kocham i chyba dlatego go tak znienawidziłam. Wiem, że nie mam o co się na niego gniewać, ale wiesz jaka ja jestem. Teraz wszystko schrzaniłam i już na pewno sobie odpuścił. Wiesz nawet napisał piosenkę dla mnie i pobił Grześka. – skończyłam swój monolog.
- Co? Przepraszam Cię, ale jak by TEN NIALL HORAN dla mnie coś takiego zrobił, byłabym najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. – podsumowała, wybuchając równo ze mną śmiechem.
- Dziękuje Ci za to, że mnie wysłuchałaś – uśmiechnęłam się.
- Spoko. Zawsze do usług – zaśmiała się. – To dlatego przyjechałaś do Polski? – dodała.
- Hm… chyba tak. Muszę to wszystko przemyśleć – wzruszyłam ramionami.
- Ale wiesz, że ucieczka to nie jest rozwiązanie? – powiedziała.
Skąd ona ma takie przemyślenia? Jest przecież ode mnie młodsza. Pewnie z jakiegoś filmu to wychwyciła.
- Możliwe – burknęłam. – O już prawie dziesiąta. Idę się przebrać i w ogóle się ogarnąć, a ty rozpakuj swoje walizki. – posłałam blondynce uśmiech, po czym skierowałam się w stronę drzwi.
Może ona ma racje? Może powinnam pogadać z Niallem? Przecież go kocham. Wow punkt dla mnie. W końcu przyznałam się do tego przed samą sobą….
Wybrałyśmy się z Mają na miasto. Zanim wyjechałam często chodziłyśmy na rynek i siedząc na ławce przy fontannie, obaczajałyśmy ludzi. Nie kiedy byłyśmy  mega wredne, ale to było w tym wszystkim najlepsze. Chodziłyśmy od sklepu do sklepu, cały czas się śmiejąc i gadając.
Nagle wpadłam na grupkę ludzi.
- Julie? – podniosłam głowę. Trafiłam na grupkę moich przyjaciół z czasów gimnazjum i liceum.
- O hejka – przywitałam się z wszystkimi.
- Myślałam, że jesteś w Londynie – powiedziała Monika, moja przyjaciółka.
- Em… Bo tak jest. Przyjechałam na kilka dni, pozałatwiać pare spraw – uśmiechnęłam się sztucznie.
- Aha rozumiem. Może pójdziesz z nami do kafejki? Oczywiście ty i Maja.
Popatrzyłam na siostrę, która pokiwała twierdząco głową…
Do domu wróciłyśmy koło godziny 13:00. Gosposia jak zwykle krzyczała, że obiad już wystygł itp. Posłusznie więc usiadłyśmy do stołu. Mm… nie ma to jak kotlet, ziemniaki i surówka. W chwili kiedy skończyłyśmy jeść posiłek, do domu wrócił tata. Po jego minie można było wywnioskować, że nie ma najlepszych wieści.
- Hej – powiedziałyśmy równo.
- Cześć córcie. Maja możesz pójść do swojego pokoju? Muszę pogadać z Julie – rozkazał ojciec.
Gdy siostra wyszła wskazał na stołek, abym usiadła.
- Mam dla Ciebie bardzo ważna wiadomość. Firma podpisuje kontrakt.
- To świetnie – ucieszyłam się, bo to znaczyło więcej zleceń dla firmy.
- Tylko jest jeden problem. Warunkiem umowy jest to, że musze wyjechać do Holandii. Nie mogę zostawić samej Mai, chyba, że z Tobą – popatrzył na mnie niepewnie.
- Ale jak to?! Tato chyba zapomniałeś, że za kilka dni wracam do Londynu ! – podniosłam głos. Czy to oznacza,  że już nie pojadę do Anglii?
- Ty jesteś jedyną nadzieją. Wiesz jaki ten kontrakt jest ważny. A tylko ty możesz się zająć siostrą.
- A co z moim życiem w UK? Ja tam już mam znajomych, prace, dom, Meg… - wyliczałam.
- Może to będzie dla Ciebie lepsze. Może nie będą już pokazywać zdjęć mojej córki w gazetach ! – najwyraźniej się wkurzył.
- O czym ty mówisz?! – wrzasnęłam.
- O tym! – rzucił gazetę na stół.
Szybko wzięłam ją w ręce i zaczęłam czytać…
„Niall ma nową dziewczynę”
„ Kim jest tajemnicza nieznajoma?”
Spuściłam wzrok. Nie powiedziałam nic tylko wstałam i poszłam do swojego pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i włączyłam radio. To nie może się tak skończyć ! Nie może !
Usłyszałam ciche pukanie.
- Czego?! – krzyknęłam.
W drzwiach pojawiła się blondynka.
- Wszystko wiem, słyszałam…
- Nie powinnaś podsłuchiwać – skarciłam ją, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Nie chce, żebyś rezygnowała ze swoich marzeń. I to jeszcze przeze mnie. Co będzie z Tobą i Niallem? – posmutniała.
- Nie martw się tym. Jakoś będzie, nie? – uśmiechnęłam się blado.

***Oczami Meg***

Dojechaliśmy na lotnisko. Chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w Polsce, ale niestety nasze plany się popsuły. Zamiast tego tkwiliśmy na twardych, plastikowych krzesłach na lotnisku, nie wiedząc kiedy będziemy mogli wsiąść do samolotu. Lot opóźniała ogromna wichura, która szalała nad Londynem. Westchnęłam głośno i podparłam głowę na łokciach. Niall poklepał mnie po plecach i powiedział:
- Czym się tak martwisz ?
- Ogólnie wszystkim – głośno westchnęłam i luźniej ułożyłam się na twardym siedzeniu.
- Nie chodzi przypadkiem o Zayna ? – spytał i przenikliwie na mnie spojrzał.
Nie chciałam, żeby poznał powód mojego smutku. Nie było potrzeby się bardziej dołować i kompromitować, dlatego po prostu milczałam.
- On do niej nic nie czuje. Ostatnio strasznie dziwi mnie zachowanie Malika. Nie rozumiem po co sprowadził do domu tą całą Perrie. On jej nie kocha i wie, że każdy z nas za nią jakoś specjalnie nie przepada. – wygłosił.
Dalej się nie odzywałam. Mam już gdzieś co czuje i robi ten ciemny debil. Pobawił się tylko moimi uczuciami i nic więcej. Nie obchodzi mnie z kim prowadza się codziennie za rączkę. On ma swoje życie, a ja swoje, więc nie ma sensu się nad sobą użalać. Za to Horanek nie dawał za wygraną.
- Chociaż... – wrzasnął i gwałtownie się wyprostował – Znam powód ! – dodał.
- Słuchaj Niall. Mnie naprawdę nie interesuję jego życie. On ma swoje, a ja swo… - przerwał mi.
- Powodem jesteś ty ! – krzyknął zadowolony i wyszczerzył się.
- Że co ? – skrzywiłam się. – Coś ty dzisiaj jadł ? Na pewno ci nic nie zaszkodziło ? Bo wiesz tak jakby … majaczysz ? – odparłam po czym wybuchłam głośnym rechotem.
- Nie wyszedł ci ten żart. – powiedział po czym wstał oburzony i odwrócił się do mnie tyłem, dając mi znak, że jest na mnie zły. 
- No niee. – zawyłam – Niall przecież ty się nie możesz na mnie gnieeewać – dodałam z miną zbitego pieska.
Blondasek spojrzał w moją stronę i przeszył mnie swoim wzrokiem.
- To się więcej ze mnie nie nabijaj ! – pogroził palcem.
- Okay – wystawiłam ręce na znak niewinności.
Ponownie spoczęliśmy na tych niewygodnych stołkach. Wyciągnęłam z torebki jakieś czasopismo i zatopiłam się w literkach, nasypanych na kolorowym papierze. Po kilku minutach czytania jakże wciągającej lektury, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Panowała tu niezwykła cisza, pomijając groźne huki i grzmoty na zewnątrz. Wszyscy pasażerowie, którzy mieli lecieć do Polski, zaczęli rezygnować z lotu. Nie zapowiadało się, żeby wichura szybko ucichła, a więc ja też zaczęłam tracić wiarę na odwiedzenie mojej ojczyzny. Byłam po prostu załamana. Dochodziła już godzina 22. Spędziliśmy tutaj prawie cały dzień i nic. Burza z każdą minutą stawała się co raz groźniejsza, dlatego chęć wejścia do samolotu ode mnie jakoś odlatywała. Za dużo naoglądałam się tych filmów o katastrofach lotniczych. Nie chciałabym uczestniczyć w czymś takim. To był właśnie powód mojego lęku do tych ogromnych maszyn. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Nialla, który od paru sekund coś do mnie mówił.
- Spokojnie lot jest tylko opóźniony. W najgorszym razie zostanie przeniesiony na jutro – mile się do mnie uśmiechnął.
- Mam nadzieję – odpowiedziałam tym samym.
- A co do Zayna.. – zaczął.
- Niall ! – warknęłam. – Możemy skończyć gadać na jego temat ? Co się tak do niego uczepiłeś ?!
- Po prostu próbuje ci coś wytłumaczyć ! – podniósł ton.
- Ciekawe co – przewróciłam oczami.
- Przecież ty go kochasz, a on kocha ciebie. Po co komplikować sprawę ? – spytał.
- Wcale go nie kocham, a on mnie tym bardziej. – spuściłam wzrok.
- Serio ? – podniósł jedną brew – To ciekawe dlaczego jak jest koło ciebie to można ujrzeć ten jego ,,SŁYNNY UŚMIECH” ? – dodał, a ja spojrzałam na niego  jak na idiotę.
- Jaki znowu słynny uśmiech ? – spytałam przedrzeźniając go, a on wytknął mi język.
- Zawsze gdy się zakocha to uśmiecha się tak tajemniczo. Zazwyczaj  nieśmiało, jak i radośnie, a przecież on jest podrywaczem. Więc jakoś mi to do niego nie pasuje. – wyszczerzył się, a ja walnęłam się w czoło. – A wiesz co jest najlepsze ? – kontynuował – właśnie tak uśmiecha się gdy jest z tobą.
- Sam sobie to uroiłeś czy ktoś ci w tym pomógł ? – spytałam z rozbawieniem.
- Pomogła mi w tym reszta bandy, która w stu procentach ma racje. – odpowiedział dumnie.
- Taa... jasne... - bąknęłam po nosem.
Ponownie usiedliśmy na krzesłach i gadaliśmy o różnych głupotach typu wyprzedaże czy najlepsze knajpki w mieście. Czas dłużył się niemiłosiernie. Nagle z głośników, które znajdowały się w pomieszczeniu, rozległ się kobiecy głos:
- Pasażerów lotu 516 bardzo przepraszamy za dotychczasowe problemy, ale niestety lot ten został przełożony na jutro o godzinie 16. Dziękujemy za uwagę i życzymy miłej nocy, Dobranoc.
- Że co ?! – wrzasnęłam – To po cholere ja tu cały dzień siedziałam ?! – kontynuowałam.
- Dobra spokojnie. Chodź. Pojedziemy do mnie. Wyśpimy się i wczesnym popołudniem startujemy na lotnisko. Co ty na to ? – Blondasek próbował załagodzić sytuację.
- Ty chyba śnisz, że ja to tak zostawię. – spojrzał na mnie dziwnie..
- Ale co ty chcesz zrobić ? – spytał.
Odeszłam od niego i zaczęłam iść w stronę okienka, w którym stała młoda kobieta. Niall natychmiast ruszył za mną i chciał mnie powstrzymać. Nie wiedział co mam zamiar zrobić.
- Przepraszam – rzuciłam do brunetki, która na plakietce miała napisane Sydney . – Mogę wiedzieć po co nas tu trzymaliście skoro było wiadomo, ze burza nie ustanie ? – spytałam z udawaną grzecznością.
- Mieliśmy nadzieję, że prognozy były nietrafne. – powiedziała z miłym uśmiechem. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Że co, proszę ?! – krzyknęłam – Przecież macie bardzo dokładne prognozy ! Jeśli wskazywały na wichury, to wiadomo było, że nie ustaną ! Jesteście naprawdę tacy tępi czy udajecie?! – wrzeszczałam.
- Jeśli się pani nie uspokoi to nie mamy o czym rozmawiać. – odparła spokojnie, co doprowadziło mnie jeszcze bardziej do szału.
- Nie dość, że wydaje kasę na bilet, to jeszcze macie czelność tak traktować swoich klientów ?! Już nigdy nie skorzystam z tych linii lotniczych ! Nie macie za grosz szacunku do ludzi ! – warknęłam, a wtedy poczułam szarpnięcie za rękę.
Poczułam czyiś oddech na karku i wtedy usłyszałam wkurzony głos Nialla:
- Meg, uspokój się do cholery. – totalnie to zignorowałam i dalej robiłam awanturę.
- Niall nie denerwuj mnie !- rzuciłam do Blondaska. - Chce rozmawiać z szefem tego badziewnego lotniska ! – te słowa skierowałam do lekko wystraszonej kobiety.
- Dość tego, wzywam ochronę ! – rzekła Brunetka, a ja spojrzałam na nią z miną WTF !
- Czyli tak po prostu chcesz zignorować problem ? – spytałam wkurzona.
- Niech Pani się nie martwi. Już nie będzie potrzeby odwiedzania tego lotniska. – odparła.
- Ale jak to ? – spytałam z oburzeniem.
- Nie ma Pani wstępu na teren naszego lotniska i przykro mi, ale do Polski będzie Pani musiała lecieć innym samolotem z innego lotniska.
- Słucham ?! Zapłaciłam za bilet. Jesteście tutaj wszyscy bandą idiotów. W takim razie żądam zwrócenia pieniędzy za lot!! – wyrzuciłam z siebie wszystko, dostrzegając idących w moją stronę dwóch mężczyzn o sporej budowie.
- Niestety to nie możliwe – powiedziała Sydney.
W tym momencie poczułam, że unoszę się nad ziemią, a raczej ktoś mnie unosi. Dwaj silni murzyni zaczęli  mnie szarpać i ciągnąć do wyjścia. Wtedy do akcji wkroczył Niall, bredząc jakieś niestworzone rzeczy.
- Zostawcie ją ! Ona jest w ciąży ! Nie powinna się denerwować! – po jego argumentach znowu mogłam stać na ziemi.
- Wiecie hormony i te sprawy. Bardzo za nią przepraszam. – tłumaczył Blondasek. Spojrzałam na niego wzrokiem zabójcy, a on dyskretnie dźgnął mnie łokciem.
- Yyy.. Tak to już 3 miesiąc – pogłaskałam się po brzuchu, a następnie wyszczerzyłam się do Nialla na co on odpowiedział mi tym samym.  – Jesteśmy ze sobą tacy szczęśliwi – kontynuowałam robiąc sobie niezłe jaja ze stojących przed nami ludzi.
- Dokładnie, więc możemy jutro lecieć do Polski tym przeniesionym lotem ? Chcieliśmy odwiedzić naszych rodziców. – powiedział spokojnie po czym mnie objął i lekko cmoknął w policzek.
- Yyy jasne. Oczywiście.  I bardzo przepraszamy za wszelkie problemy.
- Nie ma sprawy, każdemu może się zdarzyć. – mówił Niall.
- A czy Pan przypadkiem nie należy do tego zespołu One Direction ? –spytała uradowana.
- Tak. Jestem Niall. NiallHoran – Blondasek się przedstawił i wyciągnął rękę w stronę zadowolonej dziewczyny, która natychmiast ją uścisnęła.
- A mogę sobie zrobić z Tobą zdjęcie ? – spytała z nadzieją w głosie.
Jedyne co mnie zaskoczyło to to, że z bezczelnej idiotki stała się nagle największą sweet fanką. Nienawidzę takich osób jak ona. Bez skrupułów zaczęła się do niego kleić i w pewnej chwili nachyliła się, aby go pocałować, ale w tym momencie pędem wtargnęłam między nich i bezczelnie im przerwałam.
- Chodź – warknęłam do Nialla i pociągnęłam go za sobą. 
Przed budynkiem stała taksówka, więc od razu do niej wskoczyłam. Niall wsadził do bagażnika nasze walizki i po chwili siedział koło mnie.
- Nie poznaję cię Niall. Prawie pocałowałeś tą .. Nawet nie wiem jak ją nazwać… - opuściłam rezygnująco ręce.
- Ale o co ci chodzi ? – spytał zdziwiony.
- O co mi chodzi ? – popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.  – Czy ty w ogóle pomyślałeś o Juls ? Gdyby wtedy jacyś paparazzi zrobili by ci zdjęcia jak całujesz tą wywłokę, to myślisz, że jak Julie by się czuła ? Ty ją w ogóle kochasz ? – pytałam.
- Oczywiście, że tak. – odparł.
- Skoro ja nie widzę, że ją kochasz, to jak ona to ma zobaczyć ? – popatrzyłam na niego smutnym wzrokiem.
- Ta dziewczyna dobrze gada. Słuchaj jej, a daleko w życiu zajdziesz. – wtrącił kierowca taksówki, na co ja życzliwie się do niego uśmiechnęłam, po czym od razu spojrzałam na Nialla, aby sprawdzić jego reakcję.
Siedział zamyślony, tępo patrząc w szybę. Chyba analizował teraz wszystko co mu powiedziałam. Zawiódł mnie. Ciekawe czy byłby zdolny pocałować tą całą Sydney. Już się tego nie dowiem, przynajmniej mam taką nadzieję. Byliśmy właśnie w centrum miasta. Była już godzina 23, a to miasto nadal tętniło życiem. I za to właśnie kocham Londyn. Potrafi zaskakiwać. Przejeżdżaliśmy właśnie z drugiej strony parku. Spostrzegłam, że za ten cały czas nigdy nie jechałam tą drogą. Nagle zauważyłam fontannę. Automatycznie głośno krzyknęłam:
- Niech Pan się zatrzyma !!!
Kierowca zrobił to o co poprosiłam, natomiast Niall patrzył na mnie jak na wariatkę. Teraz nic mnie nie obchodziło. Wybiegłam szybko z auta i usiadłam na skraju fontanny. Podkuliłam nogi pod brodę i zaczęłam płakać. Teraz już doskonale znałam to miejsce. Przynajmniej z opowieści mojej mamy. To właśnie tutaj mój ojciec powiedział matce, że nie chcę mnie. Odszedł od nas. Zostawił mnie. Zostawił nas. Nigdy mu tego nie wybaczę. Próbowałam się z tym pogodzić. Myślałam, że dam radę. Myślałam, że tak musiał, ale rzeczywistość jest całkiem inna. Po prostu mnie nie chciał. Porzucił mnie i mamę. Przez niego moja opiekunka załamała się i jako małe dziecko brakowało mi matki. Na szczęśnie po dłuższym czasie jakoś się pozbierała i zaczęła zajmować się mną. To dzięki niej jestem jaka jestem. I bardzo jej za to dziękuję. Niestety dwa lata później matka postanowiła otworzyć własną działalność. Nie wyszło jej z tym pomysłem, więc po krótkim czasie została stylistką mody. Do tej pory ubiera największe gwiazdy show biznesu takie jak Rihanna, Lady Gaga czy Cher Lloyd. Wszystko było by świetnie gdyby nie to, że tak ją pochłonęła praca, że całkiem zapomniała o mnie. W wieku 14 lat zaczęłam palić fajki wraz ze swoimi znajomymi. Mama myślała, że ilością pieniędzy wynagrodzi mi brak ojca, ale tak się nie stało. Tylko wszystko tym pogorszyła. Brakowało mi jej. Tak cholernie. Jeszcze dwa lata temu musiałam zostawać w domu sama nawet na 3 dni, gdyż ona miała do załatwienia ,, ważne sprawy ‘’, czyli po prostu wybranie garderoby dla kolejnej, rozpieszczonej gwiazdki. Jedyne plusy pacy mojej opiekunki jest to, że większość tych wszystkich gwiazd znam. Siedziałam tak przy fontannie i szlochałam dopóki nie usłyszałam za sobą głosu… 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej. Rozdział wyjątkowo długi bo na 10 stron Worda:D bardzo dziękujemy za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem. To rekordowa liczba. Dziękujemy również za liczbę obserwujących. Jeśli wam się podoba powiedzcie o nas swoim znajomym. Do następnego. 

...Because we love more than this...<3

SEE YA ! :* ^^

środa, 4 lipca 2012

Rodział 25 - "I hear the beat of my heart getting louder Whenever I'm near you"


***Oczami Zayna***

Wszedłem do łazienki i zacząłem krzyczeć.
- A…!! Ałłłaaa…!! Meg pomocy !!! – wydusiłem z siebie, tłumiąc śmiech, a dziewczyna nie mogła powstrzymać pisku.
Wyleciałem z pomieszczenia i krzyknąłem:
- Nic tam nie ma ! Możesz iść się przebierać !
Ona popatrzyła na mnie przerażonym wzrokiem, a po jej policzku spłynęła łza.
- Ale jak.. ty… gdzie… tam? – wyjąkała.
Zatkało mnie.
- Nie chciałem Cię przestraszyć. To…To tylko takie żarty – przytuliłem ją, a ona mnie odepchnęła.
- Nie dotykaj mnie ! – warknęła i szybko weszła do łazienki.
Podszedłem do ściany i zacząłem bić w nią głową. Co ze mnie za debil?! Dziewczyna przerażona, a ja jeszcze ją straszę. Po chwili Meg weszła z powrotem do pomieszczenia i popatrzyła na mnie groźnym wzrokiem.
- Znowu wszystko zawaliłem? – spytałem z grymasem na twarzy.
- Nigdy więcej tak nie rób – podeszła do mnie i wtuliła się.
Zdziwiło mnie to, więc dopiero po kilku sekundach odwzajemniłem uścisk. Musi być naprawdę przerażona jeśli nie ma ochoty na kłótnie. Uniosła lekko głowę i popatrzyła w moje oczy. Wydawało mi się, że chce w nich coś odszukać. Tylko co? Czy ona chce mnie pocałować? Nachyliłem się, ale ona tylko cmoknęła mnie w policzek, wzięła torebkę i powiedziała:
- To jak jedziemy?
- Em.. Jasne chodźmy, ale chyba jakieś podziękowanie się należy? – złożyłem usta w dzióbek.
- Podziękuję jak będziemy w domu – złapała mnie za rękę i pociągnęła na dół.
Gdy schodziliśmy po schodach, Meg zatrzymała się i wymamrotała:
- Idź pierwszy… Albo nie… Chodźmy koło siebie.
- Jak chcesz – zaśmiałem się.
Objąłem ją ramieniem i wyszeptałem:
- Jestem przy Tobie, nic Ci nie grozi – ona tylko lekko się uśmiechnęła i niepewnie zrobiła kolejne kroki w przód.
Zeszliśmy na dół. Szatynka założyła trampki, kurtkę i pogasiła wszystkie światła. Wyszliśmy z domu, a ja zamknąłem go na klucz. Ruszyliśmy alejką do mojego Rang Rovera. Otworzyłem jej drzwi, a ona wsiadła do środka. Ja zrobiłem to samo. Już miałem odpalać samochód, gdy Meg zaczęła piszczeć:
- Ktoś tam nadal jest ! I macha nam ! – pokazała palcem w stronę ogrodu.
- Nikt nie będzie się bawił tak ze mną ! –podniosłem głos i już miałem otwierać drzwi, kiedy dziewczyna chwyciła mnie za rękę.
- Proszę Cię, nie idź. Jedźmy stąd – wymamrotała.
- Muszę przecież sprawdzić kto to.
- Nie Zayn, nie idź. Zabierz mnie stąd. Jeszcze Ci się coś stanie – błagała.
- Czy ty się o mnie martwisz? – podniosłem jedną brew.
- Oczywiście, że tak – odwróciła wzrok, na co ja się tylko uśmiechnąłem.
- Nic mi się nie stanie – pocałowałem ją i wyszedłem z auta.
Byłem nieźle wkurzony. Wszedłem do ogrodu i wykrzyczałem:
- No wychodź frajerze!
Nie usłyszałem odpowiedzi. Rozglądnąłem się wkoło  i usłyszałem tylko szelest. Osoba wyleciała z krzaków i pobiegła w stronę furtki. Ruszyłem za nim.
- Stóóóój – warknąłem.
Pędem rzuciłem się w stronę sprawcy, ale powoli traciłem go z oczu. Wbiegłem do parku i widziałem jeszcze jego sylwetkę jak znika za zakrętem. Skąś znam tego faceta, tylko skąd ?  Bez zastanowienia biegłem dalej. Niestety zgubiłem go.
- Cholera - wrzasnąłem i uderzyłem pięścią o drzewo, przy którym stałem.
Szybkim krokiem wróciłem do Meg. Siedziała skulona w samochodzie.  Chyba łkała. Szybko wsiadłem do środka i od razu ją przytuliłem.
- Mała nie płacz – wyszeptałem. – Już zabieram cię do mnie. Tam nic ci nie będzie grozić – dodałem po chwili.
- Dzięki – wymamrotała, po czym lekko się uśmiechnęła. Popatrzyłem czule na nią i przyłożyłem rękę do jej policzka. Kciukiem otarłem jej łzy i cmoknąłem w czoło. Przekręciłem kluczyki w stacyjce i odpaliłem samochód. Po paru sekundach ruszyliśmy.        

                                               ***Oczami Julie***

Siedziałam w aucie mojego brata. Noc spędziłam w jego domu, a teraz jadę do mojego rodzinnego miasta, oddalonego od Krakowa o jakieś 100 km. Pogoda w Polsce, w porównaniu do Londyńskiej jest dużo lepsza. Tutaj panuje upał, a na niebie nie ma ani jednej chmurki. Jestem wdzięczna Kamilowi, że nie pyta o przyczynę mojego powrotu. Nie umiałabym tego wytłumaczyć. Ja samej sobie nie umiem tego wyjaśnić. Po prostu serce mi tak kazało i już.
 Po dwugodzinnej podróży dotarliśmy na miejsce. Wysiadłam z auta, a moim oczom ukazał się kremowy dom, z którym wiązałam dużo wspomnień. Powoli otworzyłam drzwi wejściowe, lekko w nie pukając. Niestety nie dostałam żadnej odpowiedzi. Ściągnęłam więc buty i weszłam do środka. Nikogo tam nie zastałam , oprócz mojego ukochanego chomika, którego musiałam zostawić w Polsce. Wyszłam na taras. Mój tata kosił właśnie trawę, a brązowy wyżeł siedział pod drzewem i rozprawiał się ze swoją piłką. Gdy zwierzak mnie zobaczył, zaczął szczekać, przez co ojciec przerwał wcześniejszą czynność.
- Tośka, nie poznajesz mnie? – zaśmiałam się, a pies podleciał do mnie.
- Julie?
- Cześć tato – podeszłam i przywitałam się z ojcem.
- Czemu nie jesteś w Londynie? Kiedy przyleciałaś?  - zasypał mnie masą pytań.
- Przyleciałam wczoraj, ale zatrzymałam się u Kamila i Sylwii, a przyleciałam bo mam kilka spraw do załatwienia – grzecznie odpowiedziałam.
- Świetnie, a na jak długo przyleciałaś?
- Nie mam pojęcia. A gdzie jest Maja?
- Twoja siostra jutro wraca z kolonii. Na pewno się ucieszy jak Cię zobaczy – posłał mi uśmiech.
- Siostra Twoja walizka jest u Ciebie w pokoju. Ja muszę spadać. Sylwia czeka w domu - w tej chwili przerwał nam rozmowę Kamil.
- Jeszcze raz dzięki. A może przyjedziecie w weekend na obiad? – zaproponowałam.
- Jasne. Czemu nie – brat się uśmiechnął chytrze, po czym poczochrał mi włosy, rozwalając przy tym moją fryzurę.
- Debilu ! – wrzasnęłam i rzuciłam się na niego.
- I wróciła dawna patologia. Dzieciaki spokój ! – powiedział ojciec.
- Dobra, tym razem Ci odpuszczę – wytknęłam język do chłopaka, na co tata przewrócił tylko oczami.
- Eh… Dzieci, dzieci. Wy nigdy nie dorośniecie. – zażartował po czym wszedł do domu.
- Idę zadzwonić. – poinformowałam brata i poszłam w kierunku oczka wodnego.
Wiele się tutaj przy nim wydarzyło. Pamiętam jak mój kolega raz wpadł do niego. Albo jak kąpałam w nim lalki, jak próbowałam łapać ryby, które zawsze mi uciekały. Eh… wspomnienia. Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer Meg. Niestety nie odpowiadała więc nagrałam się na sekretarce:
- Hej tu Juls. Już dojechałam. Jestem w domu. Przyjeżdżasz do Polski? Oddzwoń jak odsłuchasz tą wiadomość…                                                                                                 

***Oczami Meg***

Rano obudził mnie jakiś szelest i zobaczyłam Horana, który siedział obok na fotelu i jadł żelki. Było dość wcześnie, dlatego jak zawsze, gdy mnie ktoś nagle wyrwie ze snu, jestem rozdrażniona.
- Niall !!! – wysyczałam przez zaciśnięte zęby, a jego słodycze spały na ziemie.
- Co? – spytał przerażony.
- Czy ty musisz od samego rana jeść i tym szeleścić ? – wskazałam na puste opakowanie.
- Przecież śniadanie to najważniejszy posiłek dnia – odparł zdziwiony.
- Żelki to dla Ciebie śniadanie? – podniosłam jedną brew.
- Nieee… Dopiero je będę jadł – wyszczerzył się.
- Za co? – powiedziałam i spojrzałam w górę, a on tylko się zaśmiał.
Niechętnie wstałam i zaczęłam iść do łazienki. Miałam dzisiaj humor tak dobry jak nigdy. Wychodziłam już po schodach, kiedy nagle przede mną pojawił się Harry bez koszulki.
- O hej – odezwał się zmieszany.
- Czeeeść – powiedziałam i wskoczyłam mu w ramiona, po czym cmoknęłam go w policzek. Styles bez skrupułów mocniej mnie przytulił i podniósł lekko nad ziemią.
- Widzę, że humor ci dopisuje – wyszczerzył się, po czym zmierzył mnie wzrokiem i zabawnie poruszył brwiami.
Zapewne była to reakcja na mój strój. Miałam na sobie króciutkie spodenki, do tego bokserkę, a to wszystko było w czarnym kolorze.
- Pięknie wyglądasz –odezwał się.
- Opanuj się Styles – walnęłam go w ramię. – Idę do łazienki - dodałam.
- Czekaj, idę z Tobą – popatrzyłam na niego z miną WTF? – Żartowałem, pośpiesz się – klepnął mnie w tyłek.
- Haaaaaaaaarry ! – krzyknęłam, a on cmoknął w powietrzu.
Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zeszłam na dół w samym ręczniku. Kuknęłam czy nikogo nie ma w salonie, ponieważ chciałam zabrać moją torebkę.  Teren był wolny, dlatego ruszyłam przed siebie. Sięgnęłam po rzeczy, kiedy poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam Harrego.
- Przede mną się tak skradasz ? – spytał z cwaniackim uśmiechem.
- Przyszłam po ciuchy – wskazałam na torbę.
- Jak dla mnie możesz zostać w tym ręczniku.
- Ha Ha Bardzo śmieszne –powiedziałam.
- Mówię poważnie.  – rzekł na co ja wystawiłam mu język.
- Macie może jakąś prostownicę ? – spytałam.
- Zayn ma u siebie w pokoju.
- Okey, to od niego pożyczę, dzięki – skierowałam się w stronę pokoju Mulata.
- Yyy.. Nie idź!.. Czekaj!.. Bo ja chciałem z tobą pogadać.. – krzyczał zakłopotany.
- O czym ? – mile się uśmiechnęłam.
- Emm.. Co tam u ciebie ? – rzucił nagle.
- Naprawdę cię to interesuje ? – jak zwykle podniosłam jedną brew.
- Yyy.. W sumie to chciałem z tobą spędzić..yy..trochę czasu. – kombinował.
- Styles ! – krzyknęłam zabawnie – Coś kręcisz ! – pogroziłam palcem.
- Wcale, że nie – powiedział oburzony.
- Nie ? To idę do Zayna – wyszczerzyłam się.
- Yyy. Stóój !!! – wrzasnął spanikowany.
Jednak szybko mu uciekłam i wbiegłam po schodach. Harry rzucił się w pościg za mną. Zatrzymałam się przed pokojem Malika, kiedy Loczek wrzasnął:
- Nie wejdziesz tam .
- Serio ? – uniosłam brwi, po czym nacisnęłam klamkę.
Popchnęłam drzwi i to co za nimi zobaczyłam strasznie zszokowało. W łóżku Mulata leżała jakaś półnaga, wytapetowana blondyna, która głupio się do mnie uśmiechała. Za to sam Zayn zapinał swoje spodnie. Gdy spostrzegł, że stoję w progu, strasznie się zdziwił.
- Meg ? To nie tak jak myślisz ! – wydusił z siebie zakłopotany.
- Nie chcę wam przeszkadzać. Miałam zamiar tylko pożyczyć prostownicę. – powiedziałam obojętnie.
- Yyy.. Jasne. Masz . – wręczył mi to o co prosiłam – Poczekaj na mnie na dole. Wszystko ci wyjaśnię. – dodał po chwili.
- Ale z czego ty chcesz mi się tłumaczyć ? – uśmiechnęłam się z kpiną wypisaną  na twarzy po czym wyszłam z godnością. 
Wbiegłam do łazienki i wkurzona zrzuciłam z siebie ręcznik. Wcisnęłam się w te ciuchy  i zaczęłam prostować włosy. Przy robieniu makijażu myślałam o tym co niedawno miało miejsce. Co on sobie myśli ? Najpierw mówi, że mnie kocha, później przyprowadza do swojego domu , a na koniec przywleka jakąś wytapetowaną lalę, chociaż wie, że śpię w tym samym domu, i że się o tym wszystkim dowiem ? Jeśli on ma najmniejszą nadzieję, że ja mu to wybaczę, to się grubo myli. On chyba jeszcze nie wie z kim ma do czynienia. Nie szanuję osób, które bawią się ludzkimi uczuciami, a on taki jest, więc sprawa wygląda jasno. Może być dla mnie jedynie znajomym – dalekim znajomym, ale nikim więcej. Gdy już wykonałam wszystkie poranne czynności, złapałam prostownicę do ręki i skierowałam się ponownie do pokoju Zayna. Zapukałam, a zza drzwi wychyliła się blondyna, którą zakrywała kilogramowa warstwa pudru.
- Nie przypominam sobie, żebym cię tu zapraszała – zaśmiała mi się prosto w twarz.
- Jeśli dobrze się orientuję, to nie twój pokój – odpyskowałam. Chciała się kłócić ? Nie ma najmniejszego problemu.
- Czego chcesz ? – spytała.
- Oddaję prostownicę – podałam urządzenie tej lalce, a ona szybko wyrwała mi je z ręki.
- To wszystko ? – prychnęła.
- Taa..
- A właśnie, jeszcze jedno… Nie zbliżaj się do Zayna, bo ..
- Bo co ? – przerwałam jej wkurzona.
- Bo on jest mój  - powiedziała zaszczycona.
- Słuchaj. Mam go w dupie, a ty nie podskakuj bo inaczej pół kilograma tej tapety może zniknąć z twojej jakże pięknej twarzyczki. – wysyczałam.
- Ty się lepiej ode mnie odczep i zostaw mojego chłopaka w spokoju – odparła szybko i zamknęła drzwi. W tym momencie usłyszałam, że ktoś biję mi brawo. Odwróciłam się w celu sprawdzenia kim jest tajemnicza osoba. Stał tam…
- Harry ? – powiedziałam – Co ty robisz ? – zdziwiłam się.
- Dobrze jej nagadałaś – wyszczerzył się.
- Wieem – odwdzięczyłam mu się tym samym.
- Ale się wystroiłaś.. – zmierzył mnie wzrokiem.
 - Ja ? Przecież ubrałam się normalnie. – spojrzałam na ciuchy, które mam na sobie.
- Tak, tak.. –odparł, a ja uśmiechnęłam się do niego.
Zeszłam na dół  i zobaczyłam, że Niall siedzi przy stole i je śniadanie. Podeszłam do niego i poklepałam go po plecach, po czym powiedziałam:
- No Blondasku. Zbieraj się. Mamy mało czasu, a jeszcze musze jechać po swoje walizki .
- Ale jeszcze nie dokończyłem – wskazał z wyrzutem na pełny talerz posiłku.
- Zjesz coś w samolocie – zasugerowałam.
- Zaraz, zaraz.. W jakim samolocie ? – wtrącił Harry, który stał koło nas – Wyjeżdżasz gdzieś ? – dodał.
- Taak. – pokiwałam twierdząco głową.
- Ale po co ?  I dokąd ? Mogłaś powiedzieć wcześniej, to poleciałbym z tobą. – posmutniał.
- Jedziemy do Polski. Niall chce przeprosić Juls, za to ja muszę przemyśleć pare spraw. – oparłam.
- Musisz jechać  ? – spojrzał na mnie błagalnie.
- Muszę – odezwałam się i poczochrałam jego włosy.
- Na jak długo ? – spytał. Wtedy Niall wstał i powiedział:
- Ja wracam razem z Juls za pare dni, a Meg za kilka miesięcy. – popatrzyłam na niego z miną WTF, a on szybko dźgnął mnie mocno łokciem w bok.
- Że co ? Nigdzie nie jedziesz ! Myślisz, że pozwolę ci na tak długo wyjechać ? Teraz kiedy nie gramy żadnych koncertów i mogę spędzić z tobą więcej czasu ? O nie ! Nie zgodzę się na to ! – Styles krzyczał.
- Nie przesadzaj. Szybko zleci – ciągnęłam kłamstwo Horana.
- Co ty gadasz ?! Nigdzie nie jedziesz ! – wrzeszczał.
W tym momencie Niall złapał swoje torby i popchnął mnie szybko do wyjścia. Pędem wbiegliśmy do taxówki i odjechaliśmy z piskiem opon.
- Po co wymyśliłeś taką głupotę ? – spojrzałam przenikliwie na Blondaska.
- Zobaczysz. – wyszczerzył się. – Ty pomogłaś mi, więc teraz ja chcę pomóc tobie. – dodał.
- Ale w jaki sposób ? To co powiedziałeś Harremu nie ma najmniejszego sensu. – skrzywiłam się.
- Zaufaj mi i tyle. Z czasem się dowiesz o co mi chodziło. Jeszcze będziesz mi dziękować. – przeczesał dłonią swoje włosy, przy czym trochę je rozczochrał.
Po 10 minutach dotarliśmy do mojego domu. Szybko wysiadłam z samochodu i wleciałam do środka. Niall zrobił to samo co ja z taką różnicą, że kazał taksówkarzowi poczekać chwilkę.  Pobiegłam na górę po schodach i zaczęłam szarpać się z walizkami. Mieliśmy  godzinę do odlotu samolotu, a przecież jeszcze trzeba dojechać na lotnisko. Mogą być korki po drodze, a poza tym jeszcze czeka nas odprawa i te wszystkie formalności. Po prostu bałam się, że nie zdążymy.
- Nie szarp tak tego – powiedział Niall i wziął ode mnie moje bagaże.
- Zaraz się spóźnimy – mówiłam zdenerwowana.
-  Uspokój się. Jakby co polecimy następnym.
 - To były ostatnie dwa wolne bilety do Polski na najbliższy tydzień. Wszystko jest zarezerwowane. – tłumaczyłam mu.
- Przecież jestem Niall Horan – wyszczerzył się, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- No co ? – spytał nie wiedząc o co chodzi.
- Jaki ty jesteś skromny – powiedziałam z sarkazmem.
- No wiem – odparł zadowolony i skierował się na dół.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej.  Dzięki za komentarze itp. 
Musimy się pochwalić, że jesteśmy dumne z tego rozdziału. Piszcie komentarze, dodawajcie się do obserwatorów. ;)

...Because we love more than this...<3

SEE YA ! :* ^^