...Because we love more than this...

...Because we love more than this... <3

środa, 4 lipca 2012

Rodział 25 - "I hear the beat of my heart getting louder Whenever I'm near you"


***Oczami Zayna***

Wszedłem do łazienki i zacząłem krzyczeć.
- A…!! Ałłłaaa…!! Meg pomocy !!! – wydusiłem z siebie, tłumiąc śmiech, a dziewczyna nie mogła powstrzymać pisku.
Wyleciałem z pomieszczenia i krzyknąłem:
- Nic tam nie ma ! Możesz iść się przebierać !
Ona popatrzyła na mnie przerażonym wzrokiem, a po jej policzku spłynęła łza.
- Ale jak.. ty… gdzie… tam? – wyjąkała.
Zatkało mnie.
- Nie chciałem Cię przestraszyć. To…To tylko takie żarty – przytuliłem ją, a ona mnie odepchnęła.
- Nie dotykaj mnie ! – warknęła i szybko weszła do łazienki.
Podszedłem do ściany i zacząłem bić w nią głową. Co ze mnie za debil?! Dziewczyna przerażona, a ja jeszcze ją straszę. Po chwili Meg weszła z powrotem do pomieszczenia i popatrzyła na mnie groźnym wzrokiem.
- Znowu wszystko zawaliłem? – spytałem z grymasem na twarzy.
- Nigdy więcej tak nie rób – podeszła do mnie i wtuliła się.
Zdziwiło mnie to, więc dopiero po kilku sekundach odwzajemniłem uścisk. Musi być naprawdę przerażona jeśli nie ma ochoty na kłótnie. Uniosła lekko głowę i popatrzyła w moje oczy. Wydawało mi się, że chce w nich coś odszukać. Tylko co? Czy ona chce mnie pocałować? Nachyliłem się, ale ona tylko cmoknęła mnie w policzek, wzięła torebkę i powiedziała:
- To jak jedziemy?
- Em.. Jasne chodźmy, ale chyba jakieś podziękowanie się należy? – złożyłem usta w dzióbek.
- Podziękuję jak będziemy w domu – złapała mnie za rękę i pociągnęła na dół.
Gdy schodziliśmy po schodach, Meg zatrzymała się i wymamrotała:
- Idź pierwszy… Albo nie… Chodźmy koło siebie.
- Jak chcesz – zaśmiałem się.
Objąłem ją ramieniem i wyszeptałem:
- Jestem przy Tobie, nic Ci nie grozi – ona tylko lekko się uśmiechnęła i niepewnie zrobiła kolejne kroki w przód.
Zeszliśmy na dół. Szatynka założyła trampki, kurtkę i pogasiła wszystkie światła. Wyszliśmy z domu, a ja zamknąłem go na klucz. Ruszyliśmy alejką do mojego Rang Rovera. Otworzyłem jej drzwi, a ona wsiadła do środka. Ja zrobiłem to samo. Już miałem odpalać samochód, gdy Meg zaczęła piszczeć:
- Ktoś tam nadal jest ! I macha nam ! – pokazała palcem w stronę ogrodu.
- Nikt nie będzie się bawił tak ze mną ! –podniosłem głos i już miałem otwierać drzwi, kiedy dziewczyna chwyciła mnie za rękę.
- Proszę Cię, nie idź. Jedźmy stąd – wymamrotała.
- Muszę przecież sprawdzić kto to.
- Nie Zayn, nie idź. Zabierz mnie stąd. Jeszcze Ci się coś stanie – błagała.
- Czy ty się o mnie martwisz? – podniosłem jedną brew.
- Oczywiście, że tak – odwróciła wzrok, na co ja się tylko uśmiechnąłem.
- Nic mi się nie stanie – pocałowałem ją i wyszedłem z auta.
Byłem nieźle wkurzony. Wszedłem do ogrodu i wykrzyczałem:
- No wychodź frajerze!
Nie usłyszałem odpowiedzi. Rozglądnąłem się wkoło  i usłyszałem tylko szelest. Osoba wyleciała z krzaków i pobiegła w stronę furtki. Ruszyłem za nim.
- Stóóóój – warknąłem.
Pędem rzuciłem się w stronę sprawcy, ale powoli traciłem go z oczu. Wbiegłem do parku i widziałem jeszcze jego sylwetkę jak znika za zakrętem. Skąś znam tego faceta, tylko skąd ?  Bez zastanowienia biegłem dalej. Niestety zgubiłem go.
- Cholera - wrzasnąłem i uderzyłem pięścią o drzewo, przy którym stałem.
Szybkim krokiem wróciłem do Meg. Siedziała skulona w samochodzie.  Chyba łkała. Szybko wsiadłem do środka i od razu ją przytuliłem.
- Mała nie płacz – wyszeptałem. – Już zabieram cię do mnie. Tam nic ci nie będzie grozić – dodałem po chwili.
- Dzięki – wymamrotała, po czym lekko się uśmiechnęła. Popatrzyłem czule na nią i przyłożyłem rękę do jej policzka. Kciukiem otarłem jej łzy i cmoknąłem w czoło. Przekręciłem kluczyki w stacyjce i odpaliłem samochód. Po paru sekundach ruszyliśmy.        

                                               ***Oczami Julie***

Siedziałam w aucie mojego brata. Noc spędziłam w jego domu, a teraz jadę do mojego rodzinnego miasta, oddalonego od Krakowa o jakieś 100 km. Pogoda w Polsce, w porównaniu do Londyńskiej jest dużo lepsza. Tutaj panuje upał, a na niebie nie ma ani jednej chmurki. Jestem wdzięczna Kamilowi, że nie pyta o przyczynę mojego powrotu. Nie umiałabym tego wytłumaczyć. Ja samej sobie nie umiem tego wyjaśnić. Po prostu serce mi tak kazało i już.
 Po dwugodzinnej podróży dotarliśmy na miejsce. Wysiadłam z auta, a moim oczom ukazał się kremowy dom, z którym wiązałam dużo wspomnień. Powoli otworzyłam drzwi wejściowe, lekko w nie pukając. Niestety nie dostałam żadnej odpowiedzi. Ściągnęłam więc buty i weszłam do środka. Nikogo tam nie zastałam , oprócz mojego ukochanego chomika, którego musiałam zostawić w Polsce. Wyszłam na taras. Mój tata kosił właśnie trawę, a brązowy wyżeł siedział pod drzewem i rozprawiał się ze swoją piłką. Gdy zwierzak mnie zobaczył, zaczął szczekać, przez co ojciec przerwał wcześniejszą czynność.
- Tośka, nie poznajesz mnie? – zaśmiałam się, a pies podleciał do mnie.
- Julie?
- Cześć tato – podeszłam i przywitałam się z ojcem.
- Czemu nie jesteś w Londynie? Kiedy przyleciałaś?  - zasypał mnie masą pytań.
- Przyleciałam wczoraj, ale zatrzymałam się u Kamila i Sylwii, a przyleciałam bo mam kilka spraw do załatwienia – grzecznie odpowiedziałam.
- Świetnie, a na jak długo przyleciałaś?
- Nie mam pojęcia. A gdzie jest Maja?
- Twoja siostra jutro wraca z kolonii. Na pewno się ucieszy jak Cię zobaczy – posłał mi uśmiech.
- Siostra Twoja walizka jest u Ciebie w pokoju. Ja muszę spadać. Sylwia czeka w domu - w tej chwili przerwał nam rozmowę Kamil.
- Jeszcze raz dzięki. A może przyjedziecie w weekend na obiad? – zaproponowałam.
- Jasne. Czemu nie – brat się uśmiechnął chytrze, po czym poczochrał mi włosy, rozwalając przy tym moją fryzurę.
- Debilu ! – wrzasnęłam i rzuciłam się na niego.
- I wróciła dawna patologia. Dzieciaki spokój ! – powiedział ojciec.
- Dobra, tym razem Ci odpuszczę – wytknęłam język do chłopaka, na co tata przewrócił tylko oczami.
- Eh… Dzieci, dzieci. Wy nigdy nie dorośniecie. – zażartował po czym wszedł do domu.
- Idę zadzwonić. – poinformowałam brata i poszłam w kierunku oczka wodnego.
Wiele się tutaj przy nim wydarzyło. Pamiętam jak mój kolega raz wpadł do niego. Albo jak kąpałam w nim lalki, jak próbowałam łapać ryby, które zawsze mi uciekały. Eh… wspomnienia. Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer Meg. Niestety nie odpowiadała więc nagrałam się na sekretarce:
- Hej tu Juls. Już dojechałam. Jestem w domu. Przyjeżdżasz do Polski? Oddzwoń jak odsłuchasz tą wiadomość…                                                                                                 

***Oczami Meg***

Rano obudził mnie jakiś szelest i zobaczyłam Horana, który siedział obok na fotelu i jadł żelki. Było dość wcześnie, dlatego jak zawsze, gdy mnie ktoś nagle wyrwie ze snu, jestem rozdrażniona.
- Niall !!! – wysyczałam przez zaciśnięte zęby, a jego słodycze spały na ziemie.
- Co? – spytał przerażony.
- Czy ty musisz od samego rana jeść i tym szeleścić ? – wskazałam na puste opakowanie.
- Przecież śniadanie to najważniejszy posiłek dnia – odparł zdziwiony.
- Żelki to dla Ciebie śniadanie? – podniosłam jedną brew.
- Nieee… Dopiero je będę jadł – wyszczerzył się.
- Za co? – powiedziałam i spojrzałam w górę, a on tylko się zaśmiał.
Niechętnie wstałam i zaczęłam iść do łazienki. Miałam dzisiaj humor tak dobry jak nigdy. Wychodziłam już po schodach, kiedy nagle przede mną pojawił się Harry bez koszulki.
- O hej – odezwał się zmieszany.
- Czeeeść – powiedziałam i wskoczyłam mu w ramiona, po czym cmoknęłam go w policzek. Styles bez skrupułów mocniej mnie przytulił i podniósł lekko nad ziemią.
- Widzę, że humor ci dopisuje – wyszczerzył się, po czym zmierzył mnie wzrokiem i zabawnie poruszył brwiami.
Zapewne była to reakcja na mój strój. Miałam na sobie króciutkie spodenki, do tego bokserkę, a to wszystko było w czarnym kolorze.
- Pięknie wyglądasz –odezwał się.
- Opanuj się Styles – walnęłam go w ramię. – Idę do łazienki - dodałam.
- Czekaj, idę z Tobą – popatrzyłam na niego z miną WTF? – Żartowałem, pośpiesz się – klepnął mnie w tyłek.
- Haaaaaaaaarry ! – krzyknęłam, a on cmoknął w powietrzu.
Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zeszłam na dół w samym ręczniku. Kuknęłam czy nikogo nie ma w salonie, ponieważ chciałam zabrać moją torebkę.  Teren był wolny, dlatego ruszyłam przed siebie. Sięgnęłam po rzeczy, kiedy poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam Harrego.
- Przede mną się tak skradasz ? – spytał z cwaniackim uśmiechem.
- Przyszłam po ciuchy – wskazałam na torbę.
- Jak dla mnie możesz zostać w tym ręczniku.
- Ha Ha Bardzo śmieszne –powiedziałam.
- Mówię poważnie.  – rzekł na co ja wystawiłam mu język.
- Macie może jakąś prostownicę ? – spytałam.
- Zayn ma u siebie w pokoju.
- Okey, to od niego pożyczę, dzięki – skierowałam się w stronę pokoju Mulata.
- Yyy.. Nie idź!.. Czekaj!.. Bo ja chciałem z tobą pogadać.. – krzyczał zakłopotany.
- O czym ? – mile się uśmiechnęłam.
- Emm.. Co tam u ciebie ? – rzucił nagle.
- Naprawdę cię to interesuje ? – jak zwykle podniosłam jedną brew.
- Yyy.. W sumie to chciałem z tobą spędzić..yy..trochę czasu. – kombinował.
- Styles ! – krzyknęłam zabawnie – Coś kręcisz ! – pogroziłam palcem.
- Wcale, że nie – powiedział oburzony.
- Nie ? To idę do Zayna – wyszczerzyłam się.
- Yyy. Stóój !!! – wrzasnął spanikowany.
Jednak szybko mu uciekłam i wbiegłam po schodach. Harry rzucił się w pościg za mną. Zatrzymałam się przed pokojem Malika, kiedy Loczek wrzasnął:
- Nie wejdziesz tam .
- Serio ? – uniosłam brwi, po czym nacisnęłam klamkę.
Popchnęłam drzwi i to co za nimi zobaczyłam strasznie zszokowało. W łóżku Mulata leżała jakaś półnaga, wytapetowana blondyna, która głupio się do mnie uśmiechała. Za to sam Zayn zapinał swoje spodnie. Gdy spostrzegł, że stoję w progu, strasznie się zdziwił.
- Meg ? To nie tak jak myślisz ! – wydusił z siebie zakłopotany.
- Nie chcę wam przeszkadzać. Miałam zamiar tylko pożyczyć prostownicę. – powiedziałam obojętnie.
- Yyy.. Jasne. Masz . – wręczył mi to o co prosiłam – Poczekaj na mnie na dole. Wszystko ci wyjaśnię. – dodał po chwili.
- Ale z czego ty chcesz mi się tłumaczyć ? – uśmiechnęłam się z kpiną wypisaną  na twarzy po czym wyszłam z godnością. 
Wbiegłam do łazienki i wkurzona zrzuciłam z siebie ręcznik. Wcisnęłam się w te ciuchy  i zaczęłam prostować włosy. Przy robieniu makijażu myślałam o tym co niedawno miało miejsce. Co on sobie myśli ? Najpierw mówi, że mnie kocha, później przyprowadza do swojego domu , a na koniec przywleka jakąś wytapetowaną lalę, chociaż wie, że śpię w tym samym domu, i że się o tym wszystkim dowiem ? Jeśli on ma najmniejszą nadzieję, że ja mu to wybaczę, to się grubo myli. On chyba jeszcze nie wie z kim ma do czynienia. Nie szanuję osób, które bawią się ludzkimi uczuciami, a on taki jest, więc sprawa wygląda jasno. Może być dla mnie jedynie znajomym – dalekim znajomym, ale nikim więcej. Gdy już wykonałam wszystkie poranne czynności, złapałam prostownicę do ręki i skierowałam się ponownie do pokoju Zayna. Zapukałam, a zza drzwi wychyliła się blondyna, którą zakrywała kilogramowa warstwa pudru.
- Nie przypominam sobie, żebym cię tu zapraszała – zaśmiała mi się prosto w twarz.
- Jeśli dobrze się orientuję, to nie twój pokój – odpyskowałam. Chciała się kłócić ? Nie ma najmniejszego problemu.
- Czego chcesz ? – spytała.
- Oddaję prostownicę – podałam urządzenie tej lalce, a ona szybko wyrwała mi je z ręki.
- To wszystko ? – prychnęła.
- Taa..
- A właśnie, jeszcze jedno… Nie zbliżaj się do Zayna, bo ..
- Bo co ? – przerwałam jej wkurzona.
- Bo on jest mój  - powiedziała zaszczycona.
- Słuchaj. Mam go w dupie, a ty nie podskakuj bo inaczej pół kilograma tej tapety może zniknąć z twojej jakże pięknej twarzyczki. – wysyczałam.
- Ty się lepiej ode mnie odczep i zostaw mojego chłopaka w spokoju – odparła szybko i zamknęła drzwi. W tym momencie usłyszałam, że ktoś biję mi brawo. Odwróciłam się w celu sprawdzenia kim jest tajemnicza osoba. Stał tam…
- Harry ? – powiedziałam – Co ty robisz ? – zdziwiłam się.
- Dobrze jej nagadałaś – wyszczerzył się.
- Wieem – odwdzięczyłam mu się tym samym.
- Ale się wystroiłaś.. – zmierzył mnie wzrokiem.
 - Ja ? Przecież ubrałam się normalnie. – spojrzałam na ciuchy, które mam na sobie.
- Tak, tak.. –odparł, a ja uśmiechnęłam się do niego.
Zeszłam na dół  i zobaczyłam, że Niall siedzi przy stole i je śniadanie. Podeszłam do niego i poklepałam go po plecach, po czym powiedziałam:
- No Blondasku. Zbieraj się. Mamy mało czasu, a jeszcze musze jechać po swoje walizki .
- Ale jeszcze nie dokończyłem – wskazał z wyrzutem na pełny talerz posiłku.
- Zjesz coś w samolocie – zasugerowałam.
- Zaraz, zaraz.. W jakim samolocie ? – wtrącił Harry, który stał koło nas – Wyjeżdżasz gdzieś ? – dodał.
- Taak. – pokiwałam twierdząco głową.
- Ale po co ?  I dokąd ? Mogłaś powiedzieć wcześniej, to poleciałbym z tobą. – posmutniał.
- Jedziemy do Polski. Niall chce przeprosić Juls, za to ja muszę przemyśleć pare spraw. – oparłam.
- Musisz jechać  ? – spojrzał na mnie błagalnie.
- Muszę – odezwałam się i poczochrałam jego włosy.
- Na jak długo ? – spytał. Wtedy Niall wstał i powiedział:
- Ja wracam razem z Juls za pare dni, a Meg za kilka miesięcy. – popatrzyłam na niego z miną WTF, a on szybko dźgnął mnie mocno łokciem w bok.
- Że co ? Nigdzie nie jedziesz ! Myślisz, że pozwolę ci na tak długo wyjechać ? Teraz kiedy nie gramy żadnych koncertów i mogę spędzić z tobą więcej czasu ? O nie ! Nie zgodzę się na to ! – Styles krzyczał.
- Nie przesadzaj. Szybko zleci – ciągnęłam kłamstwo Horana.
- Co ty gadasz ?! Nigdzie nie jedziesz ! – wrzeszczał.
W tym momencie Niall złapał swoje torby i popchnął mnie szybko do wyjścia. Pędem wbiegliśmy do taxówki i odjechaliśmy z piskiem opon.
- Po co wymyśliłeś taką głupotę ? – spojrzałam przenikliwie na Blondaska.
- Zobaczysz. – wyszczerzył się. – Ty pomogłaś mi, więc teraz ja chcę pomóc tobie. – dodał.
- Ale w jaki sposób ? To co powiedziałeś Harremu nie ma najmniejszego sensu. – skrzywiłam się.
- Zaufaj mi i tyle. Z czasem się dowiesz o co mi chodziło. Jeszcze będziesz mi dziękować. – przeczesał dłonią swoje włosy, przy czym trochę je rozczochrał.
Po 10 minutach dotarliśmy do mojego domu. Szybko wysiadłam z samochodu i wleciałam do środka. Niall zrobił to samo co ja z taką różnicą, że kazał taksówkarzowi poczekać chwilkę.  Pobiegłam na górę po schodach i zaczęłam szarpać się z walizkami. Mieliśmy  godzinę do odlotu samolotu, a przecież jeszcze trzeba dojechać na lotnisko. Mogą być korki po drodze, a poza tym jeszcze czeka nas odprawa i te wszystkie formalności. Po prostu bałam się, że nie zdążymy.
- Nie szarp tak tego – powiedział Niall i wziął ode mnie moje bagaże.
- Zaraz się spóźnimy – mówiłam zdenerwowana.
-  Uspokój się. Jakby co polecimy następnym.
 - To były ostatnie dwa wolne bilety do Polski na najbliższy tydzień. Wszystko jest zarezerwowane. – tłumaczyłam mu.
- Przecież jestem Niall Horan – wyszczerzył się, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- No co ? – spytał nie wiedząc o co chodzi.
- Jaki ty jesteś skromny – powiedziałam z sarkazmem.
- No wiem – odparł zadowolony i skierował się na dół.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej.  Dzięki za komentarze itp. 
Musimy się pochwalić, że jesteśmy dumne z tego rozdziału. Piszcie komentarze, dodawajcie się do obserwatorów. ;)

...Because we love more than this...<3

SEE YA ! :* ^^

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

OMG!!!
A ja myślałam,że nic już mnie nie zaskoczy...a tu proszę taki zwrot akcji :)Po prostu bomba i co tu dużoooo pisać szczęka mi opadła. Jedyne co mi pozostaje to pogratulowanie Wam kolejnego zaskakującego pomysłu! Oby tak dalej...:P

Pamii@xD pisze...

ale akcja ja nie moge oby to tylko nie było coś naprawde poważnego z tą tapeciarą i Zaynem oby Megan była z Zaynem a i prosze was o informowanie o nowych rozdziałach itd na moim Twitterze @PamelaBalicka a i jeszcze jedno zajebisty blog XD kOFFAM GO <333

Lemox3 pisze...

Masakra czytam wiele opowiadań z udziałem 1D ale ten zdecydowanie najlepszy ♥ Czekam na następny rozdział z niecierpliwościa ;d

Me pisze...

Kocham waszego bloga jest cudowny , czekam na następny rozdział :)

Unknown pisze...

Super rozdział!!! Już nie mogę się doczekać następnego...<3

Wiki41413 end Ruda18 pisze...

mam nadzieje że nie długo będzie następny ;p

Karoline. pisze...

uhuuh, lubię to! :D i na marginesie, to od początku byłam za Harry'm i Meg. ^

Unknown pisze...

ehhh...modlę się o Zegan :)
świetnie dziewczyny ! x

Juka pisze...

To jeden z waszych najlepszych rozdziałów. Dziś nie będę się rozpisywać, gdyż mój mózg z powodu upału odmówił współpracy. Ślę pozdrowienia i miłych wakacji.

P.S. Kibicuje Harry' emu i Meg

Unknown pisze...

Ten rozdział jest zacnyyy . Kocham goo , i chce Zegann ♥