***Oczami Meg***
Wróciłyśmy
do pozostałych, którzy byli rozbawieni całą tą sytuacją.
- Dobra, to
ja porywam Meg. Idę ją odprowadzić do domu – oznajmił Zayn, a ja spojrzałam na
niego zdziwiona.
- Meg,
czekaj, chciałem cię cos zapytać – zaczepił mnie Harry.
- Tak ?
- Pójdziesz
jutro ze mną na galę? Jako osoba towarzysząca?
- Pewnie –
bez wahania się zgodziłam, a następnie pożegnałam każdego.
Kiedy w
końcu znaleźliśmy się na trochę bardziej cichej ulicy, niż centrum samego
Londynu Zayn zaczął rozmowę.
-To co teraz
powiem, będzie dla mnie bardzo trudne. Ale proszę cię nie skreślaj mnie, okay ?
– spytał.
- No
przecież chyba nikogo nie zabiłeś, nie ? – zaśmiałam się. – Nie zabiłeś ? –
spytałam podejrzanie.
- Nie, nie .
Nic z tych rzeczy – uśmiechnął się smutno.
Staliśmy już
pod furtką mojego domu, a Zayn kontynuował.
- Dzisiaj
mieliśmy rozmowę z Paulem, ale nie przyniósł nam żadnych dobrych wieści, jak to
zazwyczaj się zdarzało.
- To znaczy
? – pośpieszałam go.
- Muszę
chodzić z Perrie. Dla mediów rozumiesz ? Chodzi o to, żeby poprawiła się moja
reputacja. Wtedy jak widziałaś ją u mnie w łóżku, to do niczego nie doszło. To
miało tak tylko wyglądać, żeby nawet chłopcy uwierzyli, że jestem z nią
naprawdę – wyżalił się, a ja poczułam dziwne ukłucie w sercu.
- I po co mi
to mówisz ? – spytałam obojętnie.
- Jak to po
co ? Kocham cię i wiem, że ja tobie tez nie jestem obojętny.
- A niby
skąd możesz to wiedzieć ?! Nie jesteś dla mnie obojętny , bo jesteś moim
przyjacielem, ale nikim więcej. Chodź sobie z Perrie czy z kim tam chcesz –
wybuchłam i już chciałam otworzyć furtkę, ale Zayn złapał mnie za rękę i
powiedział:
- Nie mogę
tego zmienić. To chora sytuacja, ale jak tylko poprawię swoją reputację to to
skończę.
- Rzeczy,
których nie możemy zmienić, zmieniają nas. Pamiętaj o tym – spojrzałam głęboko
w jego oczy, po czym pobiegłam do domu. Poszłam do pokoju, rzuciłam się na
łóżko i od razu zasnęłam.
***Oczami Julie***
Po spotkaniu
z Afromental, Malik poszedł odprowadzić Meg do domu, a my udaliśmy się w dalszą
drogę po Londynie. Oczywiście wydurnialiśmy się jak zwykle. Ja i Eleanor
szłyśmy z przodu cały czas gadając. Właśnie przechodziliśmy koło jakiejś
fontanny, kiedy usłyszałyśmy jakieś śmiechy. Odwróciłam się i zobaczyłam
chłopaków biegnących w naszą stronę. Jednak nie dostrzegłam Harrego.
- Ha ha
chłopaki to była świetna akcja – śmiał się Lou.
- Może nam
ktoś wytłumaczyć o co chodzi? – spytała Elka.
- Popatrz na
Harrego – Liam pokazał palem, na idącego w naszą stronę, przemokniętego
Stylesa.
- Zabije ! –
chłopak wrzeszczał, a pozostali zostali uciekać.
- Co za
dzieci – przewróciłam oczami i razem z brunetką zaczęłyśmy się śmiać.
Dalsza droga
minęła nam nawet spokojnie. Jeśli w ogóle można powiedzieć, że Ci wariaci są
spokojni. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał północ.
- Ej ja
musze wracać do domu – zaczęłam.
- Odprowadzę
Cię – zgłosił się Niall, po czym wziął mnie za rękę.
Pożegnałam
się z resztą i ruszyliśmy w stronę domu. Ja oczywiście cały czas gadałam jak
najęta, ale chłopakowi nie przeszkadzało to. Jednak widać było, że czymś się
martwi. Kiedy byliśmy niedaleko ulicy, na której mieszkam, chłopak pociągnął
mnie w stronę ławki. Gdy na niej usiedliśmy, blondyn popatrzył mi głęboko w
oczy, ale nie odezwał się ani słowem.
- Niall… - przerwałam ciszę.
- Julie, nie
mam pojęcia jak Ci to powiedzieć… – jego głos był przepełniony smutkiem.
- Niall… co
się dzieje? Zaczynam się martwić.
- Jest coś
co muszę Ci powiedzieć, tylko proszę nie przerywaj mi okay?
- Jasne. To
o co chodzi? – uśmiechnęłam się mile.
- Pamiętasz
jak Ci obiecałem, że Cię nigdy nie opuszczę? – kiwnęła twierdząco głową. – Co
by było gdybym złamał tą obietnicę?
- Dobrze się
czujesz? – zaśmiałam się, myśląc, że chłopak mnie podpuszcza, albo nad
zwyczajniej sobie robi żarty.
- Nie, bo
musimy z tym skończyć, na jakiś czas.
- Ale z
czym?
- Z nami.
Muszę chodzić z jedną modelką, dla rozgłosu… -
nie dokończył.
- Co?! –
puściłam jego rękę i odsunęłam się od niego.
- To dla
dobra naszego zespołu zrozum to – otworzyłam szeroko oczy, próbując zrozumieć
co on przed chwilką do mnie powiedział.
- Życzę wam
szczęścia – wstałam i odeszłam.
- Tylko tyle
powiesz?! – chłopak krzyknął z mną, na co stanęłam i się odwróciłam.
- Tak. Idź
do niej, a mnie zostaw w spokoju – powiedziałam spokojnie.
- Julie, ale
pamiętaj, że zawsze będziesz dla mnie wszystkim.
- Ty też
byłeś dla mnie wszystkim, ale teraz jesteś nikim ! – w moich oczach pojawiły
się łzy.
- Obiecaj
mi, że nigdy nie zapomnimy kim dla siebie jesteśmy, ile razem przeżyliśmy, i ile jeszcze razy przejdziemy – podszedł do mnie.
- Żartujesz
sobie? Już nie ma nas i już nigdy nie będzie. Nasz związek to przeszłość, a ja
nie żyje wspomnieniami.
- Julie ! Ja
cię kocham – po moich policzkach spłynęły łzy, więc odwróciłam głowę i szybko
je wytarłam.
- Jakbyś
mnie kochał, nie zostawił byś mnie dla pierwszej lepszej szmaty ! Walczyłbyś o
nas, ale ja tego nie będę robiła za Ciebie ! Zapomnij o mnie ! – wrzasnęłam i
wbiegłam do domu.
Weszłam do
swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Właśnie straciłam cząstkę mnie, która
nigdy nie odzyskam. Skuliłam się i próbowałam powstrzymać kolejne łzy. W tej
chwili zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym wyświetliło
się „Liam :**”. Przez chwilę zastanawiałam się czy odebrać, ale w końcu
wcisnęłam zielony przycisk.
- Hej. Nie
obudziłem Cię?
- Nie, coś
się stało? – spytałam.
- Wiesz, bo
jutro jest gala… I nie mam z kim pójść. Może wybrałabyś się ze mną? – zapytał z
nadzieją Payne.
- Nie wiem,
czy to dobry pomysł…
- Julie,
jesteś ostatnią deską ratunku – zaśmiał się.
- No… -
zawahałam się. - Niech będzie. Pójdę z Tobą – uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Okay, to
zdzwonimy się jutro. Dobranoc – cmoknął i się rozłączył.
***Oczami Meg***
Rano
obudziły mnie promienie słońca, wpadające przez uchylone okno. Przetarłam oczy
i niechętnie wstałam z łóżka. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, a
następnie zbiegłam na dół po schodach. Juls najprawdopodobniej jeszcze spała.
Wyciągnęłam z szafki płatki, które wsypałam do małej miski, dolewając do nich
zimne mleko. Po skończeniu posiłku wróciłam do pokoju. Popatrzyłam na zegarek.
Była 13. Wytrzeszczyłam oczy. Dzień strasznie szybko mi leciał z racji tego, że
wstałam w samo południe. Bez zastanowienia podbiegłam do szafki, wyciągnęłam
czarne dresy i różową bluzkę, na której widniał ciasteczkowy potwór. Włożyłam
na siebie wybrane ciuchy. Złapałam jeszcze telefon i słuchawki, a potem wyszłam
z domu. W moich uszach właśnie rozbrzmiewała Nicki Minaj z kawałkiem ,, Pound
the alarm ‘’. Rozciągnęłam się trochę, po czym pobiegłam w stronę parku.
Dawniej cały czas ćwiczyłam, ale później jakoś przestałam. Przynajmniej dzisiaj
mogłam chociaż na chwilę odpocząć od wszystkiego i wrócić do starych czasów.
Uwielbiam ten stan – słuchawki w uszach, bieg przez park, dzięki czemu ciepły
wiatr muska twoje policzki. Tak, zdecydowanie to lubiłam. Z rozmyślań wyrwał
mnie dźwięk komórki. Spojrzałam na wyświetlacz – 1 nowa wiadomość. Kliknęłam
odczytaj.
,, Meg,
możesz w końcu odebrać ten cholerny telefon?! Dzwonię do ciebie przez cały
dzień. Martwię się o ciebie, jeszcze dzisiaj się nie odezwałaś. Daj mi szansę.
Zayn xx ‘’
Przeleciałam
wzrokiem po literkach, po czym przewróciłam oczami. W tym momencie ponownie
zadzwonił mój telefon.
- Halo ?
- W końcu !
– krzyknął zirytowany Mulat.
- Nie drzyj
się tak ! – odwdzięczyłam mu się tym samym.
- Czemu
dzisiaj nie zadzwoniłaś, ani nic ? Ja tu odchodzę od zmysłów, myśląc co się
dzieje.
- Nie
powinno cie interesować co robię.
- Właśnie,
że powinno i powiedz mi jeszcze, dlaczego zgodziłaś się pójść z Harrym na galę
? – spytał wyraźnie wkurzony.
- Bo mnie o
to poprosił.
- Ale nie
musiałaś się zgadzać – odparł urażony.
- To nie
twoja sprawa. Ty na pewno weźmiesz sobie Perrie czy kogo tam chcesz –
prychnęłam.
- Dobrze
wiesz, że gdyby nie ustawka, to zaprosiłbym ciebie.
- I tak bym
się nie zgodziła – wyśmiałam go, sama nie wiedząc dlaczego.
- Nie to
nie.
- Wątpię,
żebyś wtedy ustąpił. Założę się, że byś nalegał.
- Wcale nie
jesteś taka wyjątkowa, więc dlaczego miałbym nalegać ? - spytał widocznie zmieszany.
- Dlatego,
że ci się podobam, poza tym skoro nie jestem taka wyjątkowa to daj mi wreszcie
spokój ! – warknęłam po czym się rozłączyła.
Wróciłam do
domu. W środku czekała już na mnie Juls z Eleanor. Umówiłyśmy się wczoraj, że
na galę przygotujemy się razem, stąd jej wizyta u nas w domu. Kiedy dziewczyny
mnie zobaczyły, momentalnie rzuciły się w moją stronę, przy tym mnie
przytulając. Odwzajemniłam uściski.
- Dobra to
jak ? Zaczynamy ? – zapytała Eleanor.
- Pewnie –
odparłam.
- Idziesz na
pierwszy ogień – Juls chytrze się wyszczerzyła.
- Oooo znam
tą minę – pogroziłam jej palcem.
- No już nie
przesadzaj. Chodź.
Ruda
pociągnęła mnie za rękę. Po chwili stałyśmy w moim pokoju.
- To ty idź
pod prysznic, a my ci wybierzemy sukienkę na dziś.
- O niee.
Sukienkę ? – posmutniałam.
- To co ty
chciałaś iść w tych dresach na galę, na której będą same sławne osobistości? –
Juls gestykulowała.
- Dobra,
zrozumiałam, mam ubrać sukienkę i szpilki – wywróciłam oczami.
Pobiegłam do
łazienki i wzięłam szybki prysznic. Włożyłam na siebie zwykły t-shirt i stare
szorty. Wróciłam do dziewczyn, które stały już przy stoliku z grzebieniami i
pudrami w ręce. Zaśmiałam się w duchu, wiedząc, że mam takie osoby przy sobie.
Uśmiechnęłam się do nich promienie na co one odpowiedziały mi tym samym. Pędem
usiadłam na krzesełku.
***Oczami Julie***
Obudził mnie
hałas dochodzący z ulicy. No tak minus mieszkania w mieście. Popatrzyłam na
zegarek który wskazywał 9. Tej nocy miałam bardzo dziwne sny, związane z Liamem
i Niallem, ale nie mogę sobie ich przypomnieć. Może to i lepiej? Meg jeszcze spała, więc poszłam po
cichu do kuchni. Otworzyłam lodówkę, ale świeciły w niej pustki. Została tylko
jakaś margaryna, mleko i pasztet. Blee nienawidzę go mimo, iż nie jestem
wegetarianką. Pobiegłam szybko na górę i ubrałam jeansy oraz bluzę. Włożyłam
jeszcze vansy i poszłam do supermarketu.
Chodziłam
między regałami i zbierałam produkty do wózka. Jajka, ser, wędlina, mąka,
cukier… Trochę za dużo tego, ale co poradzić, że w domu nie ma kompletnie nic?
W między czasie zadzwonił mój telefon.
- Halo? –
odebrałam.
- No czemu
nie zadzwoniłaś?! – wrzeszczała Maja.
-
Przepraszam Cię, kompletnie nie miałam do tego głowy – próbowałam się
usprawiedliwić.
- Nie
zadzwoniłaś przez Niall’a? – dopytywała.
- Nie no coś
ty. Co ci przyszło do głowy? – próbowałam, aby mój głos brzmiał jak najbardziej
pewnie.
- Mnie nie
oszukasz. Przecież wiesz, że ja wiem wszystko co się dzieje u One Direction.
Czemu wszyscy plotkują, że on spotyka się z jakąś modelką? – dopytywała, a w
moim gardle stanęła wielka gula.
- Yy…. Musze
kończyć Meg mnie woła – rozłączyłam się.
Stanęłam w
kolejce do kasy i czekałam, aż będę mogła zapłacić za zakupy. Kiedy to już
zrobiłam, szłam przez ulice cała obładowana reklamówkami. I wtedy na kogoś
wpadłam. A raczej nie na kogoś, a na Liam’a. Całe szczęście nie opuściłam zakupów.
- Julie? Wow
wiedziałem, że masz wilczy apetyt, ale żeby aż tak? – zaśmiał się, a ja
zrobiłam to samo.
- A ty,
gdzie idziesz? – zapytałam.
- No do
domu, też byłem na zakupach – wskazał na dwie paczki chipsów. – Może Ci pomóc?
- Jasne.
Pomocą dzisiaj nie pogardzę – powiedziałam i dałam mu kilka reklamówek.
- Jak się
trzymasz? – spytał niepewnie.
- Jestem
szczęśliwa. Z tego „szczęścia” to aż się skakać chce. Najlepiej z mostu lub pod
pociąg.
- Nie mów
tak ! – skarcił mnie.
- No wiesz
głupie pytanie, głupia odpowiedź – bąknęłam pod nosem. – Dobra zmieńmy temat.
Od tego momentu,
atmosfera się trochę rozluźniła. Przez całą drogę gadałam z Liam’em non stop o
wszystkim i o niczym. Czułam, że jest on prawdziwym przyjacielem, jakiego teraz
potrzebowałam. Odprowadził mnie pod dom i na pożegnanie dał mi całusa w
policzek.
- To do
wieczora. Przyjedziemy po was.
- Okay będę
czekać.
Weszłam do
domu i zrobiłam sobie śniadanie. Następnie poszłam do pokoju, aby wejść na
neta. Oczywiście musiałam chwilę pogadać z Sylwią i Kamilem przez Skype’a.
Wypytywali o podróż i czemu wczoraj nie zadzwoniłam. No wybaczcie, ale miałam
ważniejsze plany. Już tylko czekałam na telefon od taty, bo tylko on jako
jedyny jeszcze się ze mną nie skontaktował. Nie musiałam czekać długo bo po 15
minutach zadzwonił. Gadaliśmy jakieś 20 minut. Następnie położyłam się na łóżku
i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Gdy się
obudziłam była już 15. Szybko poszłam się wykąpać. Następnie wsmarował w swoje ciało balsam i umyłam zęby.
Za jakiś czas usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam na dół i je
otworzyłam.
- Hej El –
przywitałam się.
- No hej,
jesteście gotowe na „salon urody”? – dziewczyna zaśmiała się.
- Ja prawie,
ale nie wiem gdzie jest Meg. Wyparowała z domu jak spałam.
- A Niall
się do Ciebie odzywał? – spytała niepewnie.
- Nie. Może
to i lepiej? – powiedziałam, a do moich oczu napłynęły łzy.
- Nie płacz.
On nie jest wart twojego cierpienia – przytuliła mnie.
-
Przepraszam Cię, nie powinnam płakać – wytarłam ręką moje mokre policzki.
- Łzy to nie wstyd. To oznaka, że Ci na kimś
zależy.
- Już mi nie
zależy. Chodźmy do kuchni. Chcesz się czegoś napić? – zmieniłam temat.
- Hm… Może
wody?
Wtedy do
domu wparowała zdyszana Meg. Rzuciłyśmy się na nią i poszłyśmy na górę. Wyjęłam
wszystkie kosmetyki, a szatynka poszła się wykąpać. Razem z Eleanor
przeglądnęłyśmy zarówno moją, jak i mojej współlokatorki szafę i wybrałyśmy
kilka całkiem niezłych kiecek.
Kiedy Meg
wyszła w końcu z łazienki i mogłyśmy się za nią zabrać. El zaczęła układać jej
włosy, a ja zajęłam się makijażem. Nawet sprawnie nam to poszło, bo po
trzydziestu minutach szatynka była już gotowa. Później była moja kolej i
Eleanor. Gdy zrobiłyśmy się na bóstwo, poszłyśmy włożyć na siebie sukienki. Meg
ubrała:
Ja ubrałam:
Do tego założyłyśmy oczywiście szpilki i pozostało nam tylko czekać, aż chłopaki po nas
przyjadą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej. Mamy nadzieję, że rozdział wam się podoba. Baaaardzo prosimy was o komentarze, bo są dla nas bardzo ważne. Obiecujemy, że w następnym rozdziale będzie naprawdę ciekawie ;)
...Because we love more than this...<3
SEE YA ! :* ^^



