***Oczami Nialla***
Obudziły
mnie wibracje telefonu. Sięgnąłem do moich spodni, które leżały na podłodze i
spojrzałem na wyświetlacz. Dzwoniła Sydney.
- Kurde jest
środek nocy – powiedziałem patrząc wcześniej na zegarek, który wskazywał 10
rano.
Rozejrzałem
się po pokoju. Niezły bałagan w nim panował, a wszystko przez rozrzucone ciuchy
moje i Julie. Tak. To była najpiękniejsza noc w moim życiu. Spojrzałem na Rudą,
która tak słodko spała uśmiechając się przez sen, aż w końcu wypowiedziała
jedno słowo, którego się nie spodziewałem. Tym słowem było moje imię. Myślę, że
między nami już wszystko dobrze. Po wczorajszym zdarzeniu byłem tego
praktycznie pewien. Położyłem się z powrotem i podparłem ręką swoją głowę.
Patrzyłem na Juls, napawając się każdą sekundą. Postanowiłem zrobić jej zdjęcie
i ustawiłem je na tapecie. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Wtedy dziewczyna
powoli otworzyła oczy.
- Cześć
kochanie... – powiedziała.
- Dzień
dobry – pocałowałem ją, a na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech. - Wyspana?
– spytałem.
- Yyy… tak –
w tym momencie, poczułem pewien dystans w stosunku do mnie.
- Coś nie
tak? – dopytywałem.
- Niall… Nie
wiem czy to powinno się zdarzyć – spuściła głowę, by nie patrzeć w moje oczy.
- Ale co? –
z mojej twarzy zniknął uśmiech.
- TO. Ty
jesteś z Sydney… - zamilkła na chwile – Ten związek nie ma sensu…
- Czyli że
co? Może chcesz żebym zapomniał o tym, jakby nigdy się nie zdarzyło tak? –
podirytowałem się.
- Tak było
by lepiej.
- Dla kogo?
Bo dla mnie nie i dla Ciebie również ! – podniosłem głos.
-
Przepraszam – dziewczyna podniosła twarz i zobaczyłem w jej oczach łzy.
- Ty wiesz,
że Cię kocham? – złapałem ją za podbródek.
- Ciężko o
tym zapomnieć…
- To nie rób
mi tego. Poczekajmy i zobaczmy co los nam przyniesie i nie skreślaj mnie –
powiedziałem po czym pocałowałem ją.
Julie nie
sprzeciwiała się. Znowu czułem bliskość między nami. Gdy się oderwaliśmy od
siebie powiedziałem:
- Jesteś
głodna?
- A jak
myślisz – zaśmiała się.
- To chodźmy
na śniadanie – puściłem jej oczko.
***Oczami Meg***
Rano
obudziły mnie głośne krople deszczu, stukające w okno. Leniwie otworzyłam oczy
i poczułam coś, co z każdą minutą mocniej ściskało moje ramie. Uniosłam lekko
wzrok do góry i zobaczyłam uśmiechniętego Zayna, który trzymał mnie w swoich
objęciach. Gwałtownie zerwałam się z łóżka nie wiedząc co się dzieje. Malik
strasznie się zdziwił, nie mając pojęcia o co chodzi.
- Meg ? Co
jest ? – skrzywił się, a ja dopiero wtedy przypomniałam sobie wczorajszy
wieczór.
- Yyy..
Nic.. Po prostu źle skojarzyłam pare faktów – odparłam, a na mojej twarzy
pojawił się grymas.
- Myślałaś,
że my… - gestykulował i figlarnie się uśmiechnął.
- Nieeeeee…
- zaprzeczyłam rozbawiona.
-
Chciałabyś, nie ? – wyszczerzył się.
- Ty lepiej
idź na dół i poczekaj na mnie w kuchni – otworzyłam drzwi.
Zayn szybko
wstał z łóżka i zmierzył w moją stronę. Podszedł bardzo blisko mnie, a
następnie zbliżył swoje usta do mojego ucha i szepnął:
- To znaczy,
że byś chciała – poruszył zabawnie brwiami.
- Nigdy nic
nie wiadomo – wytknęłam do niego język. Wtedy Malik zmierzył mnie wzrokiem i
zobaczywszy piżamę, którą miałam na sobie, powiedział z cwaniackim akcentem:
-
Seeeeeeeeeexxyy (oglądnijcie filmik, jak to wyglądało 4:39 -->click oglądnijcie cały filmik ! )
- Idź już –
przewróciłam oczami, a Malik wyszedł z pokoju.
Pobiegłam
szybko do łazienki i zarzuciłam na siebie jakąś bluzkę, a do tego jakieś
jeansy. Chwyciłam do ręki tusz i zwinnie przeciągnęłam nim po rzęsach.
Nałożyłam jeszcze na twarz trochę pudru i już byłam gotowa. Zbiegłam na dół po
schodach i zastałam Zayna, który kończył robić śniadanie.
- Woow.
Szybki jesteś – powiedziałam zaskoczona na widok posiłku.
- Dla Ciebie
wszystko – odparł i puścił mi oczko.
- Taaa –
mruknęłam i usiadłam do stołu, o który zaraz się oparłam.
Zayn położył
na blat kubki z herbatą, a następnie ułożył się koło mnie. Spojrzał na mnie
troskliwie, po czym spytał łagodnie:
- Ej? Co
jest?
- Nic nie
jest – odparłam.
- Mała
przecież znam Cię. Jesteś smutna, więc coś musiało się stać.
- No bo jak
sobie pomyślę, że przez pól roku nie zobaczę Julie, mojej mamy i was to
zaczynam się zastanawiać nad tym wyjazdem – wyżaliłam się.
- To nie
jedź – odparł zdecydowanie.
- Jak to?
Przecież ty i tak masz trasę, więc nie robi Ci to żadnej różnicy –
wymamrotałam.
- Trasa
potrwa góra 2 miesiące, a nie pół roku – zirytował się.
- Dobra.
Zapomnij o tej rozmowie – powiedziałam stanowczo.
Wtedy do
pomieszczenia wszedł Niall, a zaraz za nim Juls. Dołączyli do nas i od razu
zabrali się za jedzenie. Zrobiłam to samo. Całe śniadanie zleciało nam w
nieprzyjemnej ciszy.
- To my się
będziemy zbierać. Dzięki za wszystko. Kiedyś się odwdzięczymy – odezwał się
Zayn, po czym smutno spojrzał na mnie. Horan mu przytaknął i natychmiast
poderwał się z miejsca. Odprowadziłyśmy ich do drzwi.
- No to do
wieczora – powiedział Blondasek, którego przytuliłam na pożegnanie.
Gdy Niall
był już w objęciach Juls, Zayn przysunął się w moją stronę. Chciał mnie właśnie
pocałować w policzek, ale ja odsunęłam się i spuściłam wzrok. Malik spojrzał na
mnie. Widać było, że się zdenerwował, ale zignorowałam to.
- Do
zobaczenia Meg – powiedział i wyszedł.
Po kilku
sekundach Niall zrobił to co jego przyjaciel i zmył się. Po wyjściu chłopaków w
domu nastała dziwna i niezręczna cisza, którą postanowiłam przerwać.
- To zbieraj
się. Idziemy do Hollister.
- Extra –
Juls wyszczerzyła się i zadowolona pobiegła na górę.
Ja jeszcze
poszłam do kuchni i posprzątałam po śniadaniu, a następnie udałam się do
swojego pokoju. Wleciałam pędem do łazienki i przebrałam się w
a
później poprawiłam makijaż. Po 10 minutach byłam gotowa. Poszłam do pokoju Juls
i weszłam nie pukając. Ruda oczywiście latała po całym pokoju , nie wiedząc w
co ma się ubrać.
- No pomóż
mi. Wybierz coś – powiedział zdesperowana.
- Może to? –
podniosłam z ziemi koszulkę Niall’a, którą zostawił, a następnie wyszczerzyłam
się chytrze.
- Oddawaj to
! – Juls krzyknęła zabawnie i wyrwała mi z ręki bluzkę.
- Jak było?
– spytałam i poruszyłam komicznie brwiami.
- Fajnie…
- Fajnie?
Tylko tyle? – zaśmiałam się.
- Opowiem Ci
kiedy indziej – odparła i pociągnęła mnie za rękę.
Zamknęłyśmy
dom na klucz i pojechałyśmy do centrum handlowego. Gdy byłyśmy już na miejscu
od razu udałyśmy się do Hollister. Wsunęłyśmy się w głąb pomieszczenia i
zaczęłyśmy podbój sklepu. Najpierw bluzki, buty, sweterki, spodnie, szorty, a
na końcu perfumy. W tym momencie podszedł do nas wysoki blondyn z ciałem
pływaka.
- Mogę wam w
czymś pomóc? – spytał i szeroko się do nas uśmiechnął.
- Na razie
dziękujemy. I tak idziemy już do kasy – odparłam.
- Ale moim
zdaniem te spódniczki świetnie by na was wyglądały – spojrzał na nas figlarnie.
- Juls. Czy
on nie próbuje nas bajerować? – zwróciłam się do przyjaciółki po polsku.
- Chyba tak
– powiedział przyjaciółka, po czym wybuchła śmiechem.
Widząc ją w
takim stanie, oczywiście nie mogłam się powstrzymać przez co także zwijałam się
ze śmiechu nie mogąc złapać tchu.
Chłopak chyba trochę się zdziwił i po prostu odszedł. Kiedy w końcu się
uspokoiłyśmy, podeszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy za ciuchy. Przed centrum
handlowym złapałyśmy taksówkę, dzięki czemu po 20 minutach byłyśmy w domu.
Zjadłyśmy szybko jakiś obiad, a następnie pobiegłyśmy wziąć prysznic. Potem
zrobiłyśmy szybko fryzury i delikatny makijaż. Wtedy nadszedł czas na ubrania.
Obie stanęłyśmy przy dużej szafie i zaczęłyśmy wyrzucać z niej wszystkie
ubrania. W końcu wybrałyśmy dwa zestawy. Ja włożyłam to
a Juls to
Przeglądnęłyśmy
się w lustrze i doszłyśmy do wniosku, że nie jest źle. Była godzina 19:30, więc
reszta już powinna po nas przyjechać. Zbiegłyśmy na dół i każda z nas ubrała
czarne szpilki. Wtedy usłyszałyśmy warkot silnika. Wyjrzałyśmy przez okno i
zobaczyłyśmy długą limuzynę. Szybko wyskoczyłyśmy z domu, przy okazji go
zamykając i podeszłyśmy do luksusowego auta. Harry czekał przed nim i pomógł
wsiąść Juls do środka. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko. Podbiegł do
mnie i przycisnął do siebie.
- Hej piękna
– szepnął mi do ucha.
- Hej
przystojniaku – odparłam i się zaśmiałam.
- Jedziemy?
- Pewnie –
odezwałam się.
Wsunęliśmy
się do samochodu i usiedliśmy koło siebie. Styles cały czas się na mnie gapił,
a gdy przenosiłam wzrok i nasze spojrzenia się spotykały to loczek od razu się
szczerzył. Tak przeleciała nam cała droga. Denerwowało mnie trochę, że Sydney i
Perrie przyjechały z nami, ale nie miałam zamiaru się tym przejmować. Gdy
dojechaliśmy na miejsce, ochroniarze wpuścili nas bez problemu. Mieliśmy
miejsca w pierwszym rzędzie, ale bardziej mnie cieszył fakt, że koncert Justina
odbywa się na świeżym powietrzu. Stanęliśmy pod sceną i wtedy poczułam czyjeś
ręce na mojej talii. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Zayn’a.
- Co ty
robisz? – spytałam zdzwiona jego zachowaniem.
- Nie
przywitałaś się – powiedział i mile się uśmiechnął.
Nie
wiedziałam co kombinuje, ale przytuliłam go. Wtedy usłyszałam jego przyjemny
głos:
- Ślicznie
dziś wyglądasz.
- Dziękuje –
odparłam.
Z głośników
wydobyła się głośna muzyka, dlatego oderwaliśmy się od siebie. Kątem oka
zobaczyłam Perrie, która patrzyła na nas wściekła. Zignorowałam to i zaczęłam
oglądać koncert. Wszystkie dziewczyny skakały i śpiewały piosenki, które ledwo
kojarzyłam.
- No to
teraz nadszedł czas na „One less lonely girl” ! – krzyknął Justin do mikrofonu,
a fanki zaczęły piszczeć bardziej niż przy innych piosenkach. Nie wiedziałam o
co chodzi, dlatego spojrzałam na Julie, która także nie kryła swojego
zdziwienia. Bieber zaczął śpiewać i w pewnym momencie wskazał na mnie ręką. W
tym samym momencie stanęli koło mnie dwaj ochraniarze, którzy zabrali mnie za
kulisy. Nie miałam bladego pojęcia co zaraz nastąpi, dopóki nie podbiegł do
mnie jeden z tancerzy.
Złapał mnie za rękę i zaprowadził na środek sceny.
Usiadłam na krześle, które najwyraźniej było już dla mnie wcześniej
przygotowane. Po chwili zobaczyłam Justina, który szedł w moją stronę, niosąc
wielki bukiet czerwonych róż. Kiedy znalazł się koło mnie wręczył mi go. Uśmiechnęłam
się do niego, a on spojrzał na mnie, cały czas nie przestając śpiewać. Szatyn
co chwile mnie przytulał lub gładził po policzku. W końcu kiedy piosenka
dobiegała końca, złapał mnie za rękę i spojrzał w moje oczy:
- One less
lonely girls – później poczułam tylko miękkie wargi Jusa. Tak. Pocałował mnie,
a kiedy się oderwał powiedział:
- O to
niespodzianka.
Spojrzałam
na niego zdezorientowana , po czym tancerze pomogli mi zejść ze sceny. Bukiet
róż oddałam pierwszej, lepszej dziewczynie, która od razu się rozpłakała i
przytuliła mnie, dziękując. Lekko przytłumiona wróciłam do przyjaciół.
- Jak było?
– spytała Juls, która szczerzyła się.
- Uspokój
się. W ogóle się tego nie spodziewałam – odparłam i uderzyłam ją w ramię.
- Ta jasne,
jasne.
- No serio –
zawyłam.
Spojrzałam ponownie
na scenę. Justin śpiewał właśnie „Boyfriend”, co chwile na mnie patrząc, a przy
tym uśmiechał się nieśmiało. Gdyby ktoś
mi dzisiaj, że będę całować samego Biebera, to bym go po prostu wyśmiała,
a tu proszę. Rozglądnęłam się dookoła i spostrzegłam, że nigdzie nie ma Julie.
Zdziwiło mnie to trochę, dlatego ponownie przejechałam wzrokiem po
przyjaciołach. Niestety natchnęłam się na Zayna, który patrzył na mnie smutno.
Natychmiast odwróciłam głowę w przeciwną stronę.
***Oczami Julie***
Staliśmy pod
sceną, w specjalnym miejscu dla vipów. Byłam mega zaskoczona tą niespodzianką.
Serio była ona niespodziewana. Meg na scenie, a Justin chodzący i śpiewający
dla niej „Only girl” i całujący na koniec. Na pewno moja mina była nieziemsko
śmieszna. No ale co się dziwicie? To było dość dziwne.
Popatrzyłam
na Zayna, który był w stanie zabić Biebera, za to co zrobił na scenie. Mimo, że
koło niego stała Perrie, nie ukrywał swojej frustracji. Kiedy chłopak śpiewał
kolejne piosenki na scenie, cały czas cwaniacko się do mnie uśmiechał. Nie
wiedziałam o co chodzi, ale postanowiłam to zignorować. Po chwili doszła do nas
Megan.
- Hej Meg.
Jak tam? – poruszyłam komicznie brwiami.
- Zamknij
się. Nie mam pojęcia co to było – dziewczyna uderzyła mnie w ramię.
Minęła jedna
piosenka, kiedy Biebs, ogłosił chwilkę przerwy. Na sali na jakiś czas zrobił
się półmrok. Gadałam właśnie z Lou, kiedy ktoś chwycił mnie za rękę. Gwałtownie
się obróciłam.
- Justin? Co
ty tu robisz? – zdziwiłam się na widok chłopaka ubranego w bluzę z założonym na
głowę kapturem.
- Cicho.
Chodź za mną – powiedział, a ja nie wiedziałam co się dzieję.
Poszłam
posłusznie za nim. Weszliśmy za kulisy, a wokół mnie pojawiło się kilka
makijażystek.
- O co
chodzi? – spytałam zdezorientowana.
- Znasz „As
long as you love me”?
- No pewnie.
- Za 2
minuty. Ty i ja. Na scenie – chłopak wręczył mi gitarę i odszedł.
- Justin !
Co ty do cholery wyrabiasz?! – krzyknęłam za nim, ale on nie usłyszał, a może
nie chciał?
Kobiety
zaczęły mi układać włosy, a efekt końcowy był nieziemski.
Nie, nie
zrobię tego. Nie dam rady. Tu jest pare tysięcy ludzi. Nie uda mi się – w mojej
głowie chodziły najgorsze myśli.
Nigdy w
życiu, aż tak się nie stresowałam, jak teraz. Porąbało go całkiem. Już
wolałabym być na miejscu Meg. Naprawdę. Usłyszałam z głośników :
„ Teraz
nadszedł czas na jedną z waszych ulubionych piosenek. Wszyscy doskonale ją
znacie i liczę na waszą pomoc. Tym bardziej, że po prosiłem kogoś dla mnie
specjalnego, żeby mi pomógł. Brawa dla Julie.”
- Że co
kurwa?! – jęknęłam pod nosem i poczułam jak ktoś bierze mnie za rękę i prowadzi
na scenę.
Gdy
znalazłam się na jej środku, stałam bez ruchu. Wzrok każdego był skierowany na
mnie. Popatrzyłam w miejsce gdzie stali moi przyjaciele, z otwartymi buziami.
Justin
podszedł do mnie i szepnął:
- Nie bój
się. Jestem z Tobą i Ci pomogę. Wszystko będzie dobrze. Pomyśl, że śpiewasz dla
tego jedynego – na te słowa od razu się uśmiechnęłam.
Puszczono
muzykę, a Justin zaśpiewał pierwsze wersy:
- „As long as you love me
As long as you love me
As long as you love me”
Wzięłam
oddech i w tym momencie równo z Justinem zaczęłam:
- „We're under pressure,
Seven billion people in the world
trying to fit in
Keep it together,
Smile on your face even though your
heart is frowning
But hey now, you know, girl,
We both know it's a cruel world
But I will take my chances”
Uśmiechnęłam
się i poczułam się jak ryba w wodzie.
- As long as you love me
We could be starving,
we could be homeless,
we could be broke
- Justin patrzył cały czas na mnie, ale odszedł, żeby nabrać kontakt z
fanami.
- As long as you love me
I'll be your platinum,
I'll be your silver,
I'll be your gold – gdy śpiewałam te słowa cały czas
patrzyłam na Niall’a, któremu nadzwyczajnie było głupio.
Sydney
kleiła się do niego, ale on nawet tego nie zauważał. Był wstrząśnięty. Ale za
to Liam i Lou cały czas mieli smajla na twarzy. Chyba nie spodziewali się po
mnie takiego głosu.
Zauważyłam,
że zaczyna się taniec Justina. Żeby zwrócić wszystkich uwagę na niego,
podeszłam do publiki, usiadłam na krańcu sceny i skierowałam mikrofon w stronę
fanów, którzy naprawdę wspaniale śpiewali. Gdy Justin skończył wstałam i
podeszłam do niego.
- I'll be your soldier,
Fighting every second of the day for
your dreams, girl
I'll be your Hova
You can be my Destiny's Child on the
scene, girl – Bieber
ponownie patrzył się cały czas w moje oczy i wskazał palcem, że teraz moja
kolej, poruszając przy tym zabawnie brwiami.
Ja
przewróciłam oczami i zaśpiewałam, wkładając przy tym całe moje serce:
- „But don't stress,
And don't cry,
Oh we don't need no wings to fly
Just take my hand”
Reszta
poszła równie świetnie. O dziwo nauczyłam się przez koncert parę kroków od
Justina. Naprawdę nie wiedziałam, że on tak świetnie tańczy. Pod czas tego
duetu oboje świetnie się bawiliśmy. Zachęcaliśmy fanów do śpiewania z nami, co
nie było trudne. Co chwilę zerkałam w stronę moich przyjaciół i się
uśmiechałam.
Gdy
skończyliśmy piosenkę wszyscy piszczeli i bili nam brawa. Wtedy Justin
powiedział coś. czego się nie spodziewałam.
- To była
niesamowita Julie Baker. Zapamiętajcie ją bo może być wielką gwiazdą – na te
słowa popatrzyłam na Biebera z miną „WTF?!”. – Kocham was wszystkich. Narka !
Zeszliśmy ze sceny, a na mojej twarzy gościł nieopanowany smajl, z którego Justin zaczął się śmiać.
- I jak podobała Ci się niespodzianka? – chłopak dostał wielkiego zaciesza.
- Nie denerwuj mnie. Jak mogłeś mi to zrobić?! – krzyknęłam, cały czas się śmiejąc.
- No nie mów, że nie jesteś szczęśliwa. W końcu pokazałaś swój talent całemu światu.
- Jaki talent. Nie gadaj głupot – uderzyłam go w ramię.
- Ej to bolało – zrobił minę zbitego pieska.
- Ale tak szczerze to bardzo Ci dziękuje. Za to co zrobiłeś dla mnie – powiedziałam i przytuliłam go.
- Ekhmm… - odsunęłam się od szatyna i zobaczyłam Niall’a.
Koło niego stała Sydney. Przewróciłam oczami i powiedziałam:
- Hej. Co chcecie?
- Julie, musimy pogadać – powiedział poważnie.
- Przepraszam, ale gadam teraz z Justinem. Poczekaj 5 minut – burknęłam i powróciłam do rozmowy z JB.
- Kiedy się widzimy jeszcze? – zapytał.
- Nie wiem. Zastanawiam się czy nie wrócić do Polski, na jakiś czas.
- Och szkoda. Ale obiecaj mi, że pójdziemy na kawę czy coś i pogadamy o Twojej przyszłości.
- Yyy… Ale w jakim sensie przyszłości? – zdziwiłam się.
- No przecież masz ogromny talent. Nie możesz go przecież zaniedbać – wytłumaczył mi.
- Proszę Cię. Jaki talent? Ja nie widzę swojej przyszłości w show biznesie. Ale dzięki. Na pewno zadzwonię jak coś – chłopak patrzył mi cały czas w oczy, co doprowadzało mnie do niezręcznej sytuacji.
- Okay. Chyba powinnaś iść bo ktoś się niecierpliwi. Zadzwonię do Ciebie jutro – cmoknął mnie w policzek na pożegnanie i odszedł.
Odwróciłam się w stronę Niall’a, który dalej stał w tym samym miejscu i gadał z modelką.
- No więc… O czym chciałeś gadać? – powiedziałam, zakładając ręce na wysokości klatki piersiowej.
- Gratuluje świetnego występu. Naprawdę niesamowicie śpiewasz. Jestem zaskoczony – powiedział, a mi się lekko zarumieniły policzki.
- Dzięki. Ale z tym niesamowicie to przesadzasz – zaśmiałam się,
- A to co mówiłaś Justinowi to prawda? Chcesz pojechać do Polski? – spytał przygnębiony.
- No tak. Myślę o tym. No wiesz Meg wyjeżdża więc nic mnie tu nie trzyma.
- I całe szczęście. Nie będę musiała udawać, że Cię lubię – wtrąciła Sydney.
- Wzajemnie – uśmiechnęłam się sztucznie i wróciłam do rozmowy z Niall’em.
- Sydney uspokój się ! – warknął. – Julie, a czemu nie zostaniesz dla…. mnie? – spytał, a modelka przewróciła oczami, doprowadzając mnie tym do szału.
- Bo ty jedziesz w trasę koncertową. Co ja będę tu sama robić w Londynie?
- Czekać na mnie? – powiedział i mnie pocałował.
- Matko, jakie to obleśne – marudziła Syd.
- Zamknij się debilko – podniosłam głos.
- Bo co mi zrobisz? – odparła podnosząc jedną brew, a ja popchnęłam ją.
- Kretynka – rzuciłam i odeszłam.
Nagle poczułam kogoś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Horana. Nie zdziwiłam się zbytnio.
- Co to miało być?! – zirytował się.
- O co ci chodzi? Miałam pozwolić, żeby jakaś idiotka mnie tak traktowała?
- Jesteś zazdrosna o tą ustawkę? – dopytywał, cały czas się szczerząc.
- Nieee – odparłam zdziwiona.
- Jasne, jasne. Ale nie możesz tak traktować Syd – powiedział.
- Że co? Nie widzisz jak ona mnie traktuje?! Jeśli jesteś po jej stronie to sobie idź do niej ! A mnie zostaw w spokoju ! – wrzasnęłam i poszłam dalej.
- O co ci chodzi?! Julie ! – krzyknął, ale ja się nawet nie odwróciłam.
Po drodze spotkałam Lou. Oczywiście zdeklarował się mnie podwieźć do domu, ale ja miałam ochotę się przejść, więc ruszyłyśmy ciemną uliczką.
- Co jest? Czemu jesteś taka pochmurna? Przecież dałaś niesamowity występ – dostał szczerza, przez co wybuchłam śmiechem.
- Nie chodzi o występ. Chodzi o Niall’a i tą idiotkę – przygryzłam dolną wargę, jak zwykle gdy mnie coś trapi.
- Nie przejmuj się nimi. Naprawdę. Ale masz szczęście, bo będziesz mogła sobie od niego trochę odpocząć.
- O co chodzi? – zdziwiłam się.
- Nie wiesz? Zmieniła nam się data trasy koncertowej. Wyjeżdżamy jutro. Niall Ci nie powiedział? – gdy Lou skończył nie mogłam uwierzyć w to. To już jutro?!
***Oczami Meg***
Gdy
usłyszałam pierwsze dźwięki „As long as you love me” od razu spojrzałam na
scenę. W tym momencie oniemiałam. Koło Justina stała lekko skrępowana Julie. Po
chwili odprężyła się, a z jej ust wypłynęły piękne dźwięki. Zadowolona
patrzyłam na to co działo się na scenie, dopóki nie poczułam czyiś rąk na mojej
talii. Odwróciłam się i zobaczyłam Zayna, który patrzył na mnie obojętnie.
- Chodź.
Odprowadzę Cię – odezwał się.
- Ale
przecież jeszcze się nie skończyło – odparłam zdzwiona.
- Chcę z
Tobą jeszcze pogadać – powiedział smutno, a ja zmiękłam.
- Okay.
Ruszyliśmy w
stronę domu. Gdy byliśmy w parku Zayn zaproponował mi, abyśmy usiedli.
- Więc o
czym chciałeś pogadać? – spytałam.
- Dobrze
całuje? – odparł lekko wkurzony.
- O co Ci
chodzi?
- O to, że
całowałaś się z Bieberem! – warknął.
- Przecież
to nie ja go pocałowałam pierwsza – odparłam zirytowana.
- To nie ma znaczenia.
- Dobra.
Jeśli chcesz się kłócić to ta rozmowa nie ma sensu ! – krzyknęłam wkurzona i
zaczęłam wstawać, ale Malik złapał mnie za rękę, dlatego wróciłam do mojej
wcześniejszej pozycji. Mulat nagle mnie przytulił. Nie powiem zdziwiło mnie to
lekko.
- Mi po
prostu na Tobie zależy.
- Zależy Ci?
To czemu jesteś w związku z Perrie? – warknęłam i wyrwałam się z jego ramion.
- Przecież
to tylko zwykła ustawka – odparł.
- Gdybyś
mnie naprawdę kochał to tej ustawki by w ogóle nie było. Już Dość się przez
Ciebie nacierpiałam.
- Meg. Proszę
wysłuchaj mnie…
- Wiesz…
Może kiedyś się spotkamy i możne nawet wyłonisz mnie spośród całego tłumu.
Żegnaj Zayn – powiedział i odeszła z płaczem.
- Meg !
Kocham Cię ! – krzyknął, ale zignorowałam to i pobiegłam do domu.
~~~~~~~~~~~~
Hej przepraszamy, że tak długo czekaliście, ale nad zwyczajniej się nie wyrobiłyśmy. Mamy nadzieje że wam się podobał ten rozdział. Zostawiajcie komentarze ;)
... Because we love more than this...<3
SEE YA !


