30 komentarzy = następny rozdział w weekend. (Mamy nadzieję, że dacie radę)
***Oczami Julie***
Przewróciłam
się na drugi bok i wtuliłam się w poduszkę. No nie. Nie dam rady już spać.
Sięgnęłam ręką na półkę i chwyciłam swój telefon. Popatrzyłam na godzinę. Była
dopiero 8 rano. Czemu nie mogłam ostatnio spać? Przecież położyłam się do łóżka
grubo po północy, co dawało mi tylko kilka godzin snu. A mimo to, cały czas
budzę się tak wcześnie.
Dopiero po
kilku minutach zauważyłam, że dostałam SMS-a.
„ Julie, musisz przyjść
dzisiaj do pracy na 9. Wiem, że miałaś mieć wolne, ale nie masz innego wyjścia.
Jason.”
- No chyba
sobie jaja robisz. Powtórka z wczoraj? – mruknęłam sama do siebie.
Położyłam
się jeszcze na kilka minut, ale po chwili wstałam i zerknęłam do szafy.
Przeglądałam ciuchy na wieszakach, kiedy spadła jedna z moich sukienek.
Podniosłam ją i zauważyłam pewną rzecz. Zawiesiłam kieckę na swoje miejsce, a z
dna szafy podniosłam koszulkę. Zwykła biała koszulka z nadrukiem.
- Skąd ją
mam? Przecież to męski T-shirt – powiedziałam w myślach i wtedy mnie olśniło.
Rok temu. W
TAMTĄ noc Niall miał ją na sobie. Powąchałam materiał. Nadal pachniał
perfumami, które doskonale znałam. Wszystkie wspomnienia powróciły z podwójną
siłą. Usiadłam na brzegu łóżka, a w moich oczach pojawiły się iskierki. To była
moja przeszłość, o której chciałam zapomnieć, ale… Ale nie potrafię. I chyba
nie powinnam. To, że teraz nic nie czuje do Horana, nie znaczy, że mam wymazać z pamięci uczycie jakim go
niegdyś darzyłam. Wstałam i wrzuciłam koszulkę, tam gdzie ją znalazłam.
Wyciągnęłam krótką spódniczkę, bokserkę i do tego koszulę. Gdy się w to
ubrałam, zeszłam na dół. Znalazłam koło telewizora kartkę i długopis. Usiadłam
przy blacie w kuchni i napisałam liścik do Meg. Położyłam go na stole i udałam
się do przedpokoju. Ubrałam swoje buty na koturnach, założyłam jeansową kurteczkę,
apaszkę. Wzięłam jeszcze tylko torebkę, do której włożyłam klucze i wyszłam.
Postanowiłam dzisiaj nie zamawiać taksówki, tylko przejść się na piechotę. Po
drodze chciałam kupić sobie jakąś dobrą kawę i śniadanie na wynos, bo
oczywiście nie udało mi się nic zjeść w domu. Poza tym trzeba kiedyś poukładać
sobie wszystkie myśli w głowie. A spacer był najlepszym sposobem na to.
***Oczami Meg ***
Obudziłam
się dość późno. Przetarłam leniwie oczy i wstałam z łóżka. Wzięłam szybki
prysznic, po czym założyłam jeansy, fioletową bluzkę i szary sweterek. Zbiegłam na dół i bez zastanowienia
skierowałam się do kuchni. Na blacie leżała karteczka, dlatego wzięłam ją do
ręki i przeczytałam:
,, Musiałam jechać do pracy. Wrócę bardzo późno… Julie xoxo "
Zgięłam
papierek i wyrzuciłam go do kosza. Korzystając z okazji, szybko wykręciłam
numer do Zayna.
- Halo ? –
odebrał.
- Siemka,
mam sprawę – rzuciłam zadowolona ze swojego pomysłu.
- A co się
stało, że dzwonisz do mnie, a nie do Harrego ? – prychnął.
- Nie
zaczynaj, tylko słuchaj – powiedziałam – Julie pojechała na cały dzień do
pracy, więc zabieraj chłopaków i przyjeżdżajcie. Omówimy szczegóły imprezy –
dokończyłam.
- No dobra,
ale co z Niallem ? – spytał, a ja od razu zaczęłam nad tym myśleć.
- Powiedzcie
mu, że Juls jest w pracy i na niego tam czeka, bo coś od niego chce. Po prostu
wciśnijcie mu jakiś kit – rzekłam, przewracając oczami.
- Okay, zaraz
będziemy – odparł, po czym się rozłączył.
Odłożyłam
komórkę z powrotem do kieszeni i zrobiłam sobie kanapki. Zjadłam je, popijając
gorąca herbatą muśniętą paroma kropelkami cytryny. Pozmywała po sobie naczynia
i wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, a do środka weszło czterech
chłopaków. Najpierw przywitałam się z Liamem, potem z Lou i Zaynem, a na końcu
padło na Harrego. Każdego przytuliłam i cmoknęłam w policzek, tylko, że Styles
złapał mnie za rękę i splótł nasze dłonie. Weszliśmy do salonu i wszyscy
rozłożyli się wygodnie na kanapie, prócz mnie, bo Harry usadził mnie sobie na kolanach, przy
tym mocno przytulając.
- I jak wam
poszło z Blondaskiem ? – spytałam.
- Kiedy
tylko usłyszał, że Julie coś od niego chce, to wybiegł z domu jak poparzony od
natychmiast do niej pojechał – odpowiedział rozbawiony Lou.
- Mogłam się
tego spodziewać – zaśmiałam się.
- A więc
macie jakieś pomysły co do klubu? – spytał Lou.
- Miałam
gdzieś ulotki z adresami dobrych miejscówek. Skoczę je gdzieś poszukać – powiedziałam
i pobiegłam na górę.
Przegrzebałam
wszystkie szafki, ale ani śladu upragnionych wizytówek. W tym momencie do
pokoju wszedł Harry. Zamknął drzwi na klucz i włożył go do kieszeni.
- Co ty
robisz? – spytałam z uniesionymi brwiami.
Nic nie
odpowiedział tylko podszedł wolnym krokiem w moją stronę. Objął mnie w talii i
popatrzył głęboko w oczy. Uśmiechnął się zadziornie , po czym musnął lekko moje
usta. Od razu chciałam czegoś więcej, dlatego odwzajemniłam pocałunek. Loczek
oblizał wargi, a ja rzekłam:
- Lepiej
poszukajmy ulotek.
Podeszłam do
drzwi i pociągnęłam je. Zorientowałam się, że są zamknięte.
- Harry
dawaj klucz – powiedziałam.
- To mi go
zabierz – wyszczerzył się i poruszył zabawnie brwiami.
Styles
położył się wygodnie na łóżko, podparł głowę na rękach i popatrzył w moją
stronę. Podeszłam do niego i nachyliłam się.
- Oddaj –
wyszeptałam.
- Nie –
odparł stanowczo, a ja przewróciłam oczami.
- Wiesz o
tym, że gdybym miała Ci zabrać ten klucz, to musiałabym być niegrzeczna? –
spytałam podejrzliwie.
- Na to
właśnie liczę – odparł i posłał mi buziaka.
Bez
zastanowienia usiadłam na nim okrakiem i popatrzyłam w jego oczy. Harry położył
swoje ręce na moich biodrach, po czym zaczął nimi zjeżdżać coraz niżej, przy
tym cały czas szeroko się uśmiechając.
- Oddasz –
wyszeptałam po raz trzeci.
Loczek
pokręcił przecząco głową i z góry na dół lustrował moje ciało. Nachyliłam się
lekko i pocałowałam go. Styles od razu przywarł mnie do siebie mocniej i
pogłębił pocałunek. Przerzucił mnie tak, że teraz to on był na górze.
Korzystając z okazji, przejechałam rękami po jego brzuchu i zsunęłam je niżej.
Wślizgnęłam dłoń do jego kieszeni , tym samym wyciągając klucz. Szybko go
zepchnęłam i pobiegłam do drzwi, śmiejąc się. Otworzyłam już drzwi i chciałam
wyjść, ale Harry objął mnie w talii i ponownie wciągnął do pokoju. Kopnął
drzwi, przez co z hukiem się zamknęły.
- Co ty
robisz? – zasmiałam się.
- Próbuję
zatrzymać jedną ślicznotkę przy sobie – cmoknął w moje usta.
- Chodźmy
już na dół – powiedziałam.
- Jeszcze
nie – odparł Styles i powrócił do wcześniejszej czynności.
Ponownie
mnie zaczął całować, a ja z całych sił próbowałam go odepchnąć, przy tym co
chwile się uśmiechając, ale on nie dawał za wygraną. W tym momencie do pokoju
wszedł Zayn. Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. Malik chwycił Harrego za
koszulę i odciągnął ode mnie.
- Nie
rozumiesz jak kobieta mówi „NIE” – warknął.
Wraz ze
Stylesem spojrzeliśmy na siebie zdezorientowani.
- Stary…
Eeee… O co ci chodzi? – spytał Loczek, po czym podrapał się po głowie.
- Masz taką
szansę, że możesz mieć Meg blisko siebie, a ty chcesz skrzywdzić?! – krzyknął
zdenerwowany Mulat.
- Przecież
nic jej nie zrobiłem – odparł niewinnie zielonooki.
- Dobierałeś
się do niej idioto !
-
Zwariowałeś ?! Wygłupialiśmy się tylko –
odezwałam się zrezygnowana, jak i rozbawiona tą sytuacją.
- Nie broń
go Meg. Wiem co widziałem – rzekł Brunet.
- Ale to
serio były tylko…
- Miłe
pieszczoty – wymruczał mi do ucha Harry, tak aby Zayn tego nie usłyszał.
- Wygłupy –
dokończyłam.
Do
pomieszczenia wlecieli pozostali, czyli Liam i Lou.
- Co się
stało? – spytał Daddy, widząc nasze miny.
- Nic,
chodźmy do pokoju Julie. Tam poszukamy tych ulotek – odpowiedziałam, próbując
uniknąć ponownych wyjaśnień.
Tak jak
powiedziałam, tak zrobiłam. Nie długo po tym przeszukiwaliśmy rzeczy Rudej. W
pewnym momencie Lou otworzył szafę i zaczął przeglądać jej zawartość.
- Tomlinson
! Zwariowałeś ?! Zostaw tą szafę ! – krzyknęłam.
- Kazałaś
szukać ulotek – odparł z pretensją w głosie.
- Tutaj
raczej ich nie znajdziesz – uśmiechnęłam się sztucznie.
Lou nie
zważając na moje słowa, dalej grzebał w szafie Juls. Zaczęłam się po nim drzeć,
ale on nic sobie z tego nie robił. Po chwili wyciągnął jakąś koszulkę i machał
mi nią przed oczami.
- Uuuuuuuuu…
A czy to nie przypadkiem Nialla? Dawno w niej nie chodził – Tomlinson miał
niezły ubaw.
- Lou, to
ich sprawy. Zostaw to i idźcie już na dół – powiedziałam i wyrwałam mu T-shirt
z rąk.
Odłożyłam go
na swoje miejsce i zbiegłam do chłopaków, którzy ku mojemu zdziwieniu,
zakładali buty.
- A wy
dokąd? – spytałam.
- Musimy się
jeszcze spotkać z Paulem – powiedział Liam.
- No okay –
odparłam smutna.
- No jeszcze
dziś załatwimy jedzenie na imprezę, a ty i Zayn pójdziecie w nocy do clubu,
który wybraliśmy i zarezerwujecie go.
- Jasne –
odparłam obojętnie.
- To wpadnę
po Ciebie o 9 p.m. – odezwał się Mulat, po czym blado uśmiechnął się w moją
stronę.
Przytaknęłam
mu głową, a następnie wszyscy wyszli, zostawiając mnie samą. Korzystając z
okazji, położyłam się na kanapie i włączyłam telewizję, tym samym zaczynając
mini maraton filmowy.
***Oczami Julie***
Siedziałam w
moim biurze, skupiona na pisaniu artykułu. Z głośników leciała cicha muzyka.
Stukałam w klawiaturę, co chwilę zerkając na kartkę, na której wcześniej
napisałam już sobie, wszystkie odpowiedzi z wczorajszego i radiowego wywiadu z
chłopakami. Właśnie złapała mnie tak zwana „wena”, kiedy ktoś zapukał do drzwi,
a po chwili wszedł do pomieszczenia.
- Jeśli to
nic ważnego to lepiej wyjdź – powiedziałam, nawet nie patrząc kto przyszedł.
-
Przyniosłem Ci lunch, ale jeśli mam iść no to trudno. Zjem sam… - w drzwiach
stał Horan.
- O Niall.
To ty. Przepraszam Cię, myślałam, że to mój szef – podeszłam do chłopaka i
przytuliłam go na powitanie.
- Pracowity
dzień? – spytał blondyn.
- Nawet nie
wiesz jak bardzo.. Siedzę nad waszym wywiadem…
- Ooo.. Mogę
przeczytać?
- Niee !
Przeczytasz w gazecie – wytknęłam język – A co masz tam dobrego?
- Sushi –
powiedział, a ja od razu się wyszczerzyłam.
- Skąd
wiedziałeś, że je uwielbiam? – podniosłam jedną brew do góry.
- Jestem
jasnowidzem – zaśmiał się, przy tym gestykulując.
- Ha ha.
Jasne. Dobra siadajmy i jedzmy, bo umieram z głodu.
Posiłek
minął nam w przyjemnej atmosferze. Śmialiśmy się z wszystkiego, jak za dawnych
czasów.
- Mmm…
Przepyszne to było. Dzięki – powiedziałam i dałam Niall’owi buziaka w policzek.
- Nie ma za
co. To, gdzie teraz idziemy? – spytał.
- Jak to
gdzie? Ja muszę dokończyć artykuł. No i przeczytać kilka wywiadów i poprawić
je, żeby się nadawały do gazety…
- Czyli nie
dasz się wyrwać na miasto?
- No jak
widać nie..– uśmiechnęłam się.
- Okay, to
bierz się za pracę. Ja nie będę Ci przeszkadzać, ale zaraz po pracy porywam
Cię.
- Ale jak
to?
- Napisz
SMS, o której kończysz. Pa – powiedział po czym wyszedł, a ja zabrałam się za
moje obowiązki.
~*~
Dochodziła
20, kiedy zbierałam swoje rzeczy do torebki i wyszłam z biura. Niall już czekał
na mnie.
- Hej piękna
– powiedział i uśmiechnął się.
- Yy.. do
mnie mówiłeś? Bo piękna to ja nie jestem – zaśmiałam się.
- Jesteś –
spojrzał mi głęboko w oczy – To jak ? Idziemy ? – skinęłam głową i ruszyliśmy
przed siebie.
Wieczorne
powietrze muskało moje policzki. Było dość zimno, a ja byłam w spódniczce.
Czemu akurat dzisiaj musiałam ją założyć? Stanęliśmy przed dobrze znaną mi
kawiarnią. Sprzedawali tu najlepsze kawy i ciastka w całym Londynie. Niall
przepuścił mnie w drzwiach i weszliśmy do środka. Nie było tu zbyt dużego
tłumu, co mnie trochę zdziwiło. W pomieszczeniu unosił się zapach cappuccino i
świeżo pieczonych ciastek. Wybraliśmy stolik koło okna i zajęliśmy miejsca.
- To co
zamawiamy? – zapytał blondyn, który już wołał kelnera.
- Hm… Ja
poproszę gorąco czekoladę i szarlotkę – zwróciłam się do chłopaka, który nas
obsługiwał.
- Ja to samo
– rzucił Niall, a mężczyzna odszedł.
- Uwielbiam
to miejsce – powiedziałam, po czym posłałam Horanowi uśmiech.
- Wiem.
Kiedyś mi mówiłaś to.
- Serio?
Kiedy niby? – podniosłam brew do góry.
- Jak
przyjechałem do Polski.
- A no
faktycznie… - zamyśliłam się.
- Wszystko
okay ? – zapytał troskliwie.
- W
porządku. Po prostu strasznie tęsknie za moim krajem – zwierzyłam się.
- No tak.
Polska to przepiękny kraj. Opowiedz mi coś o niej, bo w sumie nie wiele wiem –
powiedział Niall, a kelner przyniósł nasze zamówienie.
I tak minęła
najbliższa godzina. Ja mówiłam o mojej ojczyźnie, a chłopak uważnie mnie
słuchał, popijając przy tym czekoladę.
- Chyba już wszystko Ci powiedziałam – zaśmiałam
się, gdy skończyłam.
- No chyba
tak. Julie… Mam do Ciebie pytanie.
- Jakie? –
wzięłam łyk napoju.
- Czy
kiedykolwiek mnie kochałaś ? – zapytał, a ja zakrztusiłam się.
- A co to za
pytanie? – powiedziałam z powagą.
- Odpowiedz
mi ! – nalegał.
- Niall…
Mieliśmy nie wracać do tego tematu. To było dawno i już się skończyło.
Najlepiej będzie jeśli zapomnisz, że cokolwiek nas łączyło – wydusiłam z
siebie, przy tym cały czas bawiąc się moim pierścionkiem. Nie umiałam w tym
momencie popatrzyć mu w oczy.
- Nie
wierze. Nie wierze w to co mówisz – wziął moją rękę. - Starałem się i walczyłem
o nas. Pomagała mi nawet w tym Twoja najlepsza przyjaciółka. A teraz chcesz to
wszystko przekreślić? – wyrzucił z siebie, a jego głos był przepełniony
smutkiem i rozpaczą.
- Ja już
dawno nas przekreśliłam – wzięłam rękę z jego uścisku. – Może lepiej chodźmy
już.
Założyłam
płaszcz, zapłaciliśmy za zamówienie i wyszliśmy. Ruszyliśmy w stronę domu, w
ogóle ze sobą nie rozmawiając. Chyba sprawiłam mu przykrość, ale ostatnio mu
przecież powiedziałam, że możemy być TYLKO przyjaciółmi. Powinien się tego
trzymać. Z rozmyślań wyrwał mnie krzyk.
- Aaaa ! To
Niall Horan ! – odwróciłam się i zobaczyłam kilka dziewczyn, biegnących w naszą
stronę.
Blondyn
popatrzył na mnie.
- Chodź ! –
krzyknął i złapał mnie za rękę. Zaczęliśmy uciekać.
- Niall. Ja
mam obcasy ! – powiedziałam tłumiąc śmiech i próbując ściągnąć buty.
Kiedy już
się pozbyłam obuwia pobiegliśmy trochę szybciej.
- Ej no. Nie
dam rady biegać na bosaka – chichotałam.
Chłopak
prychnął śmiechem i szybko wziął mnie na barana. Popędziliśmy w stronę parku.
Schowaliśmy
się za jednym drzewem. Niall przycisnął mnie do drzewa. Nasze twarze dzieliły
milimetry.
- Teraz
cicho – rozkazał, wciąż mając banana na twarzy.
Zrobiłam to
co kazał i utonęłam w jego błękitnych tęczówkach. Czemu one musiały być tak
niesamowite? Przypominały wielki ocean. Odwróciłam głowę i zobaczyłam
dziewczyny, które nas goniły. Przeszły dalej, najwyraźniej zawiedzione, że nie
udało im się dorwać swojego idola. Gdy się trochę oddaliły, wybuchliśmy
śmiechem.
***Oczami Meg***
Siedziałam
już gotowa na kanapie w domu, czekając aż Malik się zjawi. W końcu usłyszałam
dzwonek do drzwi, więc założyłam buty na koturnie i zarzuciłam czarny płaszczyk.
Wyszłam z mieszkania i przeszłam koło Mulata nawet nic nie mówiąc.
- Ej, nie
przywitasz się ? – spytał i rozłożył ręce.
-Pośpiesz
się. Już i tak musiałam na ciebie czekać – warknęłam, a on przewrócił oczami.
-
Przepraszam jaśnie Pani, to więcej się nie powtórzy.
- Weź się
już nie pogrążaj – powiedziałam, a Zayn dorównał mi kroku.
- Jezu, ty
zawsze musisz mieć problemy ! – krzyknął, a ja zlekceważyłam jego słowa –
Wiecznie pretensje i nic więcej. Już się
do cholery nie da z tobą pogadać. Strasznie męcząca się zrobiłaś – dokończył.
- Nie chce
mi się ciebie słuchać, więc jakbyś mógł, to w końcu SKOŃCZ GADAĆ !
- No sama
widzisz.. W sumie… Po co ja tracę na ciebie czas. Nie mogłaś sobie wziąć tego
swojego kochasia ze sobą ? – odparł z pretensją w głosie.
- Po
pierwsze to Lou kazał mi iść z tobą, jakbym tylko mogła, to wybrałabym kogoś
innego.
- No taak.
Zawsze słodkiego Harrego – powiedział teatralnie, a ja walnęłam go w ramie i
warknęłam.
- Ty się
lepiej nie zajmuj nim, tylko sobą.
Usiedliśmy
na ławce w parku, po czym wyciągnęłam z torebki notes Juls, w którym były
zapisane numery do jej całej rodziny i przyjaciół. Musieliśmy jeszcze zaprosić
ludzi na ich imprezę.
- Masz
notatnik Nialla ? – spytałam i spojrzałam w stronę Bruneta.
- Mam. Nie
jestem taki głupi jak niektórzy – odparł i znacząco skierował wzrok na mnie.
- Masz kogoś
konkretnego na myśli – odgryzłam się.
- Możliwe –
uśmiechnął się sztucznie.
- Zadzwoń do
wszystkich przyjaciół, całej rodziny Horana i zaproś ich – rozkazałam i nie
czekając na odpowiedz odeszłam trochę.
Wyciągnęłam
swój telefon z kieszeni i wykręciłam pierwszy numer. Znajomi Juls byli mile
zachwyceni tym pomysłem, dlatego natychmiast się zgodzili. Zadowolona z siebie
wróciłam na ławkę.
- I jak ? Do
wszystkich zadzwoniłeś ? – spytałam.
- Niee. Nie
będę nikogo zapraszał. Ty to zrób. Nie znam tych ludzi – powiedział obojętnie.
- Zachowujesz się jak..
- Jak kto ?
– przerwał mi.
- Jak
skończony dupek…- dokończyłam.
- Dziękuję –
odparł dumnie.
- Zmieniłeś
się. I to na gorsze Zayn. Nie jesteś już tym samym człowiekiem – wygłosiłam.
- Sama
mówiłaś, że ludzie się zmieniają.. Z resztą popatrz na siebie ! – krzyknął i
popatrzył na mnie takim wzrokiem, którego nie znałam, przez co po moim ciele
przeszły nieprzyjemne dreszcze. W pewnej chwili zaczęłam się go bać. Z każdą
sekundą co raz bardziej go nienawidziłam. Bez zastanowienia wyszarpałam z jego
ręki notes i ruszyłam w stronę clubu, który mieliśmy zarezerwować.. Ponownie
wykonałam pare telefonów do znajomych Nialla. Wszyscy się zgodzili, dlatego
trochę poprawił mi się humor.
***Oczami Julie***
- Haha jaka
akcja – wyszczerzył się blondyn.
- Jak w
filmie – zaśmiałam się.
- Dobra,
chodźmy do domu, bo już zbliża się 10 –
powiedział, po czym wziął mnie za rękę i poszliśmy w kierunku domu.
- Niall?
Weźmiesz mnie na barana? – zrobiłam oczka kota ze Shreka.
- Znowu? –
marudził, ale wiedziałam, że się tylko droczy.
- No proszę.
Wiesz jak źle się chodzi w obcasach? Proszę, proszę.
- No dobra – chłopak przewrócił oczami, a ja
wskoczyłam mu na plecy.
- Ale ty
jesteś ciężka ! Ile ty ważysz? – wybuchnął śmiechem.
- Ej ! –
uderzyłam go lekko w ramię.
- No co? –
wyszczerzył się.
- Nie jestem
gruba – powiedziałam udając focha, po czym wtuliłam się w niego.
Po 15
minutach rozmowy i żartów doszliśmy pod bramkę mojego domu. Chłopak odstawił
mnie na ziemię.
- Dzięki –
lekko cmoknęłam go w policzek, na co Blondyn się uśmiechnął.
- Julka? –
usłyszałam za plecami czyiś głos.
Bardzo dawno
nikt nie użył mojego polskiego imienia. Powoli się odwróciłam, a moim oczom
ukazała się osoba, której nigdy bym się tu nie spodziewała.
- Cześć
córeczko – kobieta podeszła do mnie.
- Yyy… Co ty
tu robisz ? – spytałam oschle.
- Chciałam
Cię odwiedzić – powiedziała spokojnie.
- Juls, kto
to jest? – zapytał Niall po angielsku, nie wiedząc co się dzieje.
- Moja
matka…
- Zostawić
was same? – spytał troskliwie.
- Nie.
Zostań. Proszę – zwróciłam się do blondyna, a kobieta wszystkiemu się
przypatrywała, nie rozumiejąc o czym mówiliśmy. Nie dziwie się. Przecież ona
nie umiała angielskiego.
- To Twój
chłopak ? – zaciekawiła się.
- To nie
Twoja sprawa – poprawiłam torebkę na moim ramieniu – Czego chcesz?
-
Porozmawiać. Mogę wejść do domu?
- Wole nie –
zacisnęłam zęby.
- Julka, ja
chciałam się pożegnać. Wyjeżdżam do Islandii – powiedziała poprawiając swoje
rude włosy, które sięgały ramion.
- I bardzo
dobrze. Zabierasz ze sobą tą Twoją chorą rodzinką ? – zapytałam bezczelnie.
- Nie mów
tak… - kobieta posmutniała.
- A nie jest
tak? Czego ty w ogóle od nas chcesz? Rok temu Ci powiedziałam, co o Tobie
myślę, więc chyba nie mamy o czym gadać – założyłam ręce na wysokości klatki
piersiowej.
- Nie
odzywaj się tak do mnie ! – matka podniosła głos.
- Bo co? Nie
jesteś moją matką, więc mnie nie pouczaj – warknęłam.
- Zawsze
będę nią, czy tego chcesz czy nie.
- Hahaha !
Nie żartuj sobie ! Matka nie zostawia swoich dzieci ! Ty nas zostawiłaś, więc
nie zasługujesz, żeby siebie tak nazywać ! – zarówno w moich oczach, jak i w
oczach kobiety pojawiły się łzy.
- Ale Julia…
- wymamrotała, ale pokręciła z rezygnacją głową - Chce Ci coś dać. Zbliżają się
Twoje urodziny, więc… To jest prezent ode mnie – powiedziała i wręczyła mi
pudełeczko.
- Co to
jest? – spytałam.
- Otwórz jak
wejdziesz do domu. I pamiętaj, że zawsze będziesz moją ukochaną córeczką –
uśmiechnęła się lekko, a ja wrzuciłam prezent do torebki.
- Chyba
musze już iść. Do niezobaczenia –
powiedziałam z zamiarem odejścia -Wiesz… Może będę chamska, ale życzę Ci, żebyś
została sama, tak jak kiedyś ja, Kamil i Maja –
dopowiedziałam, po czym odwróciłam się, wzięłam Nialla za rękę i
skierowałam się w stronę domu. Odwróciłam się za siebie, ale na ulicy już
nikogo nie było.
- Niall…
Przepraszam, że musiałeś w tym uczestniczyć. Ja… - w tym momencie poczułam coś
w rodzaju w guli w moim gardle, przez którą nie mogłam wydusić z siebie ani
jednego słowa, a w moich oczach pojawiły się słone łzy.
- Cii…
Wszystko będzie dobrze – blondyn przytulił mnie.
Trwaliśmy
tak w uścisku, przez dobre 5 minut. W końcu oderwałam się od chłopaka i
wygrzebałam moje klucze od domu. Otworzyłam drzwi i zapytałam:
- Wejdziesz?
– chłopak tylko przytaknął, dlatego wślizgnęliśmy się do środka i skierowaliśmy
się do salonu.
- Niall..
Dasz mi 5 minut? Wzięłabym tylko prysznic… - powiedziałam smutnym głosem.
- Jasne. Nie
ma sprawy. Ja za ten czas przygotuje coś do jedzenia – uśmiechnął się.
Udałam się
na górę do mojego pokoju i wyciągnęłam ze szafy ciuchy. Weszłam do łazienki i
zamknęłam za sobą drzwi. Związałam włosy w koczka i popatrzyłam w lustro. Oczy
całe czerwone, od powstrzymywania płaczu, policzki zarumienione, od chłodu
panującego na polu. Próbowałam nie myśleć o sytuacji z matką. Włączyłam na
komórce piosenkę Duffy „ Well, well, well”. Weszłam pod prysznic i puściłam
wodę.
Gdy się
odświeżyłam ubrałam moje szerokie dresy i do tego czarno białą bokserkę. Zmyłam
cały makijaż. Zamiast pełnego make up’u zdecydowałam się tylko na tusz do rzęs.
Zeszłam na dół, a tam czekał na mnie pięknie nakryty stół. Niall właśnie
zaglądał do piekarnika.
- Mmm… Co
dzisiaj będzie na kolacje? – zapytałam, opierając się o blat i biorąc
pomarańcze do ręki.
- Coś a’la
Horan – wyszczerzył się, a ja podniosłam jak zwykle jedną brew do góry. –
Zapiekanki – dodał.
- Brzmi
pysznie – zaśmiałam się.
Zjedliśmy
kolację przy winie. Byłam wdzięczna blondynowi, za to, że nie poruszał tematu,
dotyczącego mojej mamy. Wiedział, że to dla mnie dość trudne i po prostu nie
dopytywał. Naprawdę mogę go nazwać moim przyjacielem. Ale chyba jestem mu winna
wyjaśnienia, dotyczącej tej sprawy. Dlatego, gdy posprzątaliśmy i siedzieliśmy
na sofie w salonie, popijając wino, postanowiłam z nim porozmawiać.
- Chyba
powinnam Ci powiedzieć, o mojej… -
przerwałam. Nienawidziłam tego słowa.
- O Twojej
matce? – spytał.
- Tak. O
niej. Pewnie się zastanawiasz czemu jesteśmy pokłócone?
- No tak. Bo
raczej z waszej rozmowy nie mogłem wywnioskować. Polski jest strasznie trudnym
językiem.
- Okay. Więc
chodzi o to, że gdy miałam jakieś 6 lat, moja mama wyjechała do pracy, za
granice. Nie wróciła. Po roku wysłała tylko list mojemu ojcu, że chce rozwodu.
Ja, Maja i Kamil mieliśmy jednak nadzieję, że wróci do nas, ale niestety tak
nie nastąpiło. Rodzice się rozwiedli, matka zrzekła się praw do nas i
musieliśmy wychowywać się bez matki – powiedziałam, a po moim policzku spłynęła
łza.
- O kurde.
Nie wiedziałem – Niall był zaskoczony. Pewnie nie spodziewał się takiej
historii.
- Od dziecka
mam dziwne sny. W roli głównej matka, która odchodzi ze swoją nową rodziną, a
mnie ma gdzieś… - upiłam łyk wina.
- Czego ona
chciała? – zapytał niepewnie blondyn.
- Ponad rok
temu, zaraz po Twoim wyjeździe, pojechałam do Polski. Matka po tylu latach
powróciła. Nie wiem dlaczego. Chyba chciała się poczuć lepiej po tym świństwie.
Postanowiła wystąpić o odzyskanie praw do mnie i Mai. Miała zamiar wziąć nas do
Islandii. Ale całe szczęście jej się to nie udało – kompletnie się rozpłakałam.
Niall mocno
mnie przytulił i pocałował w czubek głowy.
- Nawet nie
wiesz jak ja jej nienawidzę. Zniszczyła mi całe dzieciństwo, a teraz chciała,
żebym od tak zapomniała o tym wszystkim.
- No, ale w
sumie to Twoja matka… - powiedział ostrożnie blondyn.
- Nie. To
nie jest moja matka. Już od dawna nią nie jest. Niall… To przez nią nie umiem
wybaczać i zacząć od nowa. Dlatego, gdy ktoś mnie zawiedzie, nie jestem w
stanie od tak zapomnieć.
- Nie martw
się. Super Horan tu jest – blondyn odezwał się głosem z kreskówki, przez co
wywołał mój śmiech. – O i tak najładniej wyglądasz. Jak się uśmiechasz –
powiedział, po czym otarł moje mokre policzki.
- Dzięki
Niall. Za wszystko – spojrzałam w jego oczy, po czym wtuliłam się w niego.
*** Oczami Meg ***
Po 5
minutach byliśmy na miejscu. Malik stanął za mną przy wejściu i uśmiechnął się
do ochroniarza.
- Siemka
Stary. My do szefa.. – Zayn przywitał się, a ja spojrzałam na niego dziwnie. On
wszędzie musi mieć znajomości ? – pomyślałam i przewróciłam oczami, a pozostali
spojrzeli na mnie zdezorientowani.
Zayn złapał
mnie od tyłu w talii i zaczął pchać do przodu.
- Nie
pozwalasz sobie za dużo ?! – warknęłam i zrzuciłam jego dłonie z moich bioder,
po czym wślizgnęłam się w głąb klubu.
Usiedliśmy
do stolika, przy którym już siedział szef tego lokalu.
- Dzień
dobry – przywitałam się i podałam mu rękę.
- Ooo
witajcie – mężczyzna uśmiechnął się.
- Czy jest
możliwość zarezerwowania tego clubu na piątkową noc ?
- A to
impreza zamknięta ? – spytał miło.
- Tak.
Urodziny naszych przyjaciół.
- A skoro
tak, to nie ma najmniejszego problemu – odparł, a ja wyszczerzyłam się.
- Tylko
musisz podpisać to – położył na stole kartkę, na której coś było napisane.
Zayn
przysunął się bliżej mnie i objął ramieniem. Popatrzyłam na niego groźnym
wzrokiem, więc od razu zabrał rękę. Złapałam kawałek papieru i spytałam:
- A co to ?
- Umowa.
Gdyby były jakieś zniszczenia w clubie musicie wtedy za to zapłacić.
- Aaa.
oczywiście – uśmiechnęłam się, po czym podpisałam zgodę.
Pożegnaliśmy
się z Jamesem ( jeśli dobrze pamiętam) i wyszliśmy z lokalu.. Ponownie
wracaliśmy przez park, kiedy nagle zaczęłam się czuć nieswojo.
- Co to niby
miało być ? Podobno jesteśmy przyjaciółmi, a ty nie pozwalasz się nawet
przytulić.. – nawijał Mulat..
- Zayn coś
się dzieje – powiedziałam niepokojąco, ściszając przy tym głos.
- Co ? –
spytał zdezorientowany, nie wiedząc o co mi chodzi – Ostatnio bardzo dziwnie
się zachowujesz. Kiedyś mówiłaś, że mnie kochasz, a teraz wydaje mi się, że
moje towarzystwo ci przeszkadza – mówił dalej, ale ja go nie słuchałam. Cały
czas rozglądałam się na boki. Czułam, że zaraz stanie się coś złego.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękujemy za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem. I baaaardzo przepraszamy, że dopiero teraz dodajemy 42 rozdział. Rozdział jest wyjątkowo długi, żeby wynagrodzić wam ten czas, w którym go nie dodawałyśmy. Jeśli ktoś nie jest przez nas informowany, a chce to podawajcie w komentarzach swoje nr gg albo twittery.
I mamy wiadomość do Pami_XD.
Uznajemy, że tej "sprzeczki" nie było. Uznajmy to jako czyste wygłupianie się XD
...Because we love more than this...<3
SEE YA ! ;* ^^
