***Oczami Mai***
Siedziałam w
moim pokoju i pisałam z koleżankami, kiedy Niall wparował do mojej sypialni
trzaskając drzwiami za sobą. Był mega wkurzony.
- Uważaj bo
urwiesz mi drzwi – zaśmiałam się.
- Sory, może
pójdę gdzie indziej – powiedział ponuro, z zamiarem wyjścia z pomieszczenie.
- Nie !
Zostań – wskazałam na fotel.
Chłopak
zrobił tak jak mu powiedziałam. Siedział tępo gapiąc się w ścianę.
- Ziemia do
Nialla ! Co się stało? – w tym momencie blondyn się ocknął.
- Nie ważne
– burknął pod nosem.
- O nie. Nie
ma tak łatwo ! Mów mi co się dzieje – powiedziałam, siadając na łóżku. – Chodzi
o Julie? – spytałam.
- Musimy o
tym gadać? – zbulwersował się.
-
Dowiedziałeś się? – zapytałam.
- O czym? Że
nie potrzebnie tu przyjechałem? Że ona zostaje w Polsce?
- Czyli
wiesz… Ona strasznie to przeżywa. Próbowała wszystkiego, pokłóciła się nawet z
tatą, ale nie ma wyjścia z tej sytuacji.
- Jak to?
- Poczekaj
chwilkę – powiedziałam spokojnie i wyszłam z pokoju.
Zapukałam
lekko w drzwi do łazienki. Usłyszałam tylko „ Zajęte”, a później ciche szlochy.
Tak to była Juls. I co ja mam teraz zrobić? Czuje się współwinna tej sytuacji.
Szybkim krokiem ruszyłam w kierunku swojego pokoju.
- Musisz coś
z tym zrobić ! Teraz ! – wrzasnęłam.
- Ale z
czym? – zdziwił się.
- Moja
siostra teraz siedzi zamknięta w łazience i ryczy. Nie była w takim stanie od
sytuacji z Grześkiem ! Zrób coś ! Znajdź wyjście ! Teraz !
- Yyy… Maja
uspokój się – próbował mnie uciszyć, ale nie udało mu się.
- Po prostu
idź do niej i powiedz, że wszystko będzie dobrze, że coś wykombinujecie –
powiedziałam już nieco ciszej.
- A jeśli
nic nie wymyślimy? Ona i tak już mnie wykreśliła. Powiedziała, że to nie ma
sensu – spuścił głowę.
- Ona tak
powiedziała? Powiedziała „ Nie kocham Cię. To koniec”?
- No nie
tymi słowami…
- Idź do
niej bo stracę do Ciebie cierpliwość !
Chłopak
zaczął się śmiać, z resztą tak samo jak ja. Podszedł do mnie, przytulił i
podziękował. Zamieniliśmy jeszcze ze sobą kilka zdań, po czym Blondasek wyszedł
z pokoju.
***Oczami Julie***
Obierałam
właśnie ziemniaki kiedy leciała piosenka „Summer Paradise” Simple Plan.
Oczywiście chodziłam po całej kuchni śpiewając i tańcząc. Kiedy utwór się
skończył zaczęłam kroić warzywa do sałatki. Szło mi całkiem sprawnie dopóki nie
usłyszałam pewnej melodię, przez którą prawie przecięłam sobie palec. Było to
„More than this”. Zaprzestałam czynności i oparłam się o blat. Najpierw leciała
oczywiście niesamowita solówka Liama i Harrego. Wiedziałam jaki jest kolejny
etap piosenki. Chciałam wyłączyć telewizor, ale niestety mi przeszkodzono. Ktoś
mnie objął w talii i wyśpiewał mi do ucha kolejną wzrotkę.
- „If I’m louder, would you see me?
Would you lay down in my arms and rescue me?
Cause we are the same
You save me
When you leave it’s gone again ”
- Niall? –
wyszeptałam kiedy skończył śpiewać.
- Julie
przepraszam Cię – odwrócił mnie, staliśmy twarzą w twarz.
- Ty mnie
przepraszasz? – zdziwiłam się. – Przecież to moja wina i każdy o tym wie.
Powinnam była wcześniej Ci powiedzieć, ale nie umiałam. Nie umiałam się
pogodzić, że musimy to zakończyć i … - przerwano mi.
- Zakończyć?
Ja Ci na to w życiu nie pozwolę, rozumiesz? Jeśli musisz tutaj zostać to będę
do Ciebie przyjeżdżał w każdej wolnej chwili, mogę nawet zostawić chłopaków i
przeprowadzić się do Polski.
- Nie !
Obiecaj mi, że nigdy tego nie zrobisz. Nie wolno Ci, słyszysz? – zaczęłam bić
pięścią w jego klate.
- Ale…. –
spotkał się z moim wkurzonym wzrokiem. – No dobra, obiecuje. Ale nie martw się
coś wymyślimy. Znajdziemy rozwiązanie – chłopak mocno mnie przytulił.
Mógłby nigdy
mnie nie puszczać, ale jak zwykle nam przeszkodzono. Do domu wszedł nie kto
inny jak mój ukochany brat.
- Uuu…Sylwia patrz
co my tu zastaliśmy – on jak zwykle się nabijał. Cały braciszek.
- A to już
nie łaska zapukać jak się wchodzi do kogoś domu? – zaśmiałam się.
- To mój
dom, więc …
- Dobra,
daruj sobie – bąknęłam.
- A czemu
zawdzięczamy taką romantyczną sytuacje?
- Julie, nie
może pojechać do Londynu, bo musi się mną zająć – w tej chwili przyszła Maja.
- Ale jak
to? – dopytywała Sylwia.
- Tata
podpisał kontrakt w Holandii i musi wyjechać, a ja mam się opiekować Mają –
wybąkałam.
***Oczami Meg***
Wciąż
siedzieliśmy na ławce w parku, kiedy Zayn się odezwał:
- Co jej
wtedy powiedziałaś ?
- Komu ? –
spytałam zdziwiona.
- No Julie.
W kawiarni tłumaczyłaś jej coś po polsku . O czym wtedy rozmawiałyście ?
- Powiedziałam, że jeśli kocha Nialla to musi
wyjechać do Londynu, bo inaczej go straci.
- I dlatego
wybiegła z knajpki ? – zmarszczył czoło.
- Nie .
Dodałam jeszcze, żeby wtedy nie przyleciała do mnie z płaczem – spuściłam
głowę. Mulat mocniej mnie objął i pocałował w czoło.
- Nie martw
się, na pewno się nie gniewa.
- Mam
nadzieję. Powiedziałam tak, tylko dlatego, żeby ją zmotywować do znalezienia
wyjścia z tej sytuacji, ale niestety się przeliczyłam. Przecież wiadomo, że
gdyby oni się rozstali to nie zostawiłabym jej samej w takiej chwili –
wyżaliłam się.
- Wszystko
będzie dobrze – odparł.
Wstaliśmy i
ponownie ruszyliśmy do domu. Wyszliśmy z parku i po paru minutach byliśmy już na
miejscu. Gdy znaleźliśmy się w środku, Zayn usiadł na kanapie, a ja poszłam do
kuchni w celu zrobienia obiadu. Otworzyłam lodówkę, po czym uderzyłam się w
czoło. Była całkiem pusta. Przypomniałam sobie, że nie zrobiłam zakupów.
- Zayn –
krzyknęłam.
- Co ?
- Chodź tu
- Niee. Ty
chodź tu. Ta sama droga – odparł od niechcenia.
- Nie
denerwuj mnie – warknęłam.
Po tych
słowach Malik od razu zjawił się w kuchni.
- Co chcesz
? – spytał niezadowolony.
- Lodówka
jest pusta. Albo idziemy do sklepu, albo zamawiamy pizze – odparłam.
- Mam lepszy
pomysł – wyszczerzył się - Chodźmy kupić
coś na kolacje, a pizze zamówimy na teraz. Co ty na to ? – zasugerował.
- No okey.
To zbieraj się.
Pobiegłam
szybko na górę i poprawiałam właśnie make up, kiedy do łazienki wparował mi
Malik. Stanął za mną i przeczesał włosy ręką, patrząc w lustro. Po chwili spuścił
wzrok na mnie i spytał:
- Co ty
robisz ?
- Maluję się
– odparłam zdziwiona.
- Wiesz, że
makijaż nie jest ci potrzebny ? Bez niego też jesteś piękna – wyszczerzył się.
- Tani
podryw panie Malik - zaśmiałam się.
W tym
momencie Mulat wyrwał mi z ręki tusz i rzekł.
- Dawaj ja
dokończę.
- Nieee –
krzyknęłam przerażona.
- No Meg.
Chyba się nie boisz ? – wyszczerzył się.
Wtedy
nastawiłam mu twarz, a on szybko złapał mnie za policzek. Zaczął malować moje
rzęsy, a ja przyglądałam się mu. Byłam zaskoczona tym, że jest tak strasznie
skupiony.
- Skończyłem
– krzyknął zadowolony.
- Nie musisz
się drzeć. Stoję koło ciebie – spojrzałam na niego groźnie, a następnie
odwróciłam głowę, a by przejrzeć się lustrze. Gdy zobaczyłam swoje odbicie,
wybuchłam śmiechem. Na szczęście po paru sekundach uspokoiłam się. Wtedy
położyłam rękę na jego ramieniu i powiedziałam:
- Nie umiesz
robić makijażu, ale to świetnie – uśmiechnęłam się – Prawdziwi faceci nie
umieją robić tylko tego.
- Czyli
dobrze mi poszło – wyszczerzył się, a ja mu przytaknęłam.
Kiedy już w
końcu doprowadziłam się do normalnego stanu, udaliśmy się do sklepu. Kupiliśmy
jakieś warzywa, owoce, chleb i picie. Wróciliśmy do domu i wtedy wpadłam na
genialny pomysł:
- Zayn. Rano
powiedziałeś mi, że Polacy nie umieją grać w nogę – wyszczerzyłam się, a on
spojrzał na mnie dziwnie – Idziemy na orlika i tam pokażę ci co to znaczy być
Polakiem – dodałam.
- No dobra.
Niech ci będzie – odpowiedział.
Poszłam do
pokoju obok i wygrzebałam stamtąd piłkę. Chwyciłam ją do rąk, po czym razem z
Malikiem wyszliśmy na dwór. Była godzina 17, a słońce grzało nadzwyczaj mocno
jak o tej porze. Po 15 minutach dotarliśmy na miejsce. Na boisku do siatki
siedziało pare kolesi, których kojarzyłam tylko z widzenia, ale na szczęście
orlik był pusty. Gdy stanęliśmy na sztucznej murawie, od razu przypomniały mi
się czasy, gdy razem z Juls przychodziłyśmy tu pograć, albo pooglądać przystojniaków,
którzy mieli trening. Jak teraz myślę o swoim życiu, to dochodzę do wniosku, że
było dość fajne i ciekawe. Mam tylko nadzieja, że przyszłość będzie tak
wspaniała jak przeszłość. Oczywiście omijając fakt o moim ojcu, który nas
porzucił. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Mulata:
- No to jak
? Jeżeli strzelisz mi gola odwołam to co powiedziałem – wyszczerzył się.
- Tylko
tyle? – prychnęłam.
Zayn stanął
na bramce, a ja się trochę rozciągnęłam. Ułożyłam piłkę w odpowiedniej
odległości, a następnie przymierzyłam się do strzału. Zrobiłam kilka kroków w
tył i z biegu kopnęłam w piłkę, lekko ją
podkręcając. Trafiłam idealnie w lewy, górny róg bramki. Podeszłam do Malika,
który stał nieruchomo i patrzył na mnie.
- Woooow –
wydusił z siebie – Niezła jesteś.
- Dziękuję –
słodko się uśmiechnęłam, a potem dodałam – a teraz wiesz co powinieneś zrobić –
wyszczerzyłam się.
- Okay. To,
że Polacy nie umieją grać w nogę to kłamstwo. Zadowolona ?
- Nawet nie
wiesz jak bardzo – wytknęłam mu język.
W tym
momencie dołączyli do nas kolesie, którzy siedzieli na boisku do siatki.
- No cześć
Meg. Dawno cię tu nie było – powiedział jeden z nich.
- A my się
znamy w ogóle ? - odparłam zdziwiona
jego zachowaniem.
- Złotko.
Nie pamiętasz mnie ? – chytrze się uśmiechnął, a na mojej twarzy pojawił się
grymas.
- Nie za
bardzo.
- A szkoda –
wyszczerzył się i podszedł do mnie.
Najpierw
objął mnie w talii, ale później zaczął zjeżdżać ręką co raz niżej. Kleił się do
mnie, aż w końcu uderzyłam go prosto w twarz i warknęłam:
- Nie
pozwalaj sobie.
- Uuuuuuuuu
– tyle udało się usłyszeć od jego kolegów.
Wtedy do
akcji wkroczył Zayn .
- Gdzie z
tymi łapami ?! – krzyknął do Szatyna.
- Spadaj.
Przepuść mnie do tej szmaty – wskazał na mnie.
Zrobiłam
krok w przód, aby ponownie walnąć go w twarz, ale przeszkodził mi Mulat. Złapał
moją rękę i wyszeptał w moją stronę:
- Ja się tym
zajmę.
Wtedy Zayn
zadał mu cios w szczękę, a następnie chwycił go gwałtownie za kołnierzyk od
koszuli.
- Przeproś
ją – warknął Malik.
- Dobra sory
– wydukał Szatyn, a Zayn popchnął go na ziemię.
Złapał mnie
za rękę i pociągnął za sobą. Kiedy już trochę oddaliliśmy się od tego
nieszczęsnego miejsca, Mulat stanął naprzeciwko mnie, podniósł mój podbródek i
spytał troskliwie:
- Nic ci nie
jest ?
- Nie.
- To chodź –
ruszył w stronę parku.
- Zayn –
wyszeptałam, a on od razu odwrócił się w moją stronę.
- Tak ? –
spytał, a w jego oczach ujrzałam iskierki szczęścia i nadziei.
- Dziękuję.
No wiesz, za to że mnie broniłeś – uśmiechnęłam się.
- Przecież
wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć – przytulił mnie, a następnie pocałował
lekko w czoło.
- Ekhem –
usłyszeliśmy czyjeś chrząknięcie.
Odwróciłam
się i zobaczyłam uśmiechniętych Juls i Nialla. Podeszłam do nich i przywitałam
się.
- Mamy dla
was genialną wiadomość – powiedział Horan, a na jego twarzy zagościł szeroki
uśmiech.
- Co się
stało ? – spytał podejrzliwie Zayn.
- Julie może
lecieć do Londynu. Jej brat dzisiaj był na obiedzie i zaproponował, że może się
zająć Mają – Blondasek od razu nam wszystko wytłumaczył.
- Serio ? –
te słowa skierowałam do Rudej.
- Taaak –
krzyknęła zadowolona, a ja automatycznie się na nią rzuciłam.
Zaczęłyśmy
razem skakać i piszczeć. Nie wierzyłam w to, że teraz może być tylko lepiej.
Znowu wyjedziemy do Londynu i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Gdy już
się opanowałyśmy, postanowiłyśmy, że wracamy do domu. Szliśmy cały czas się
wygłupiając. Tak bardzo cieszyłyśmy się, że ponownie zobaczymy Anglię.
Po 5
minutach doszliśmy na miejsce, razem z Zaynem pożegnaliśmy się z Julie i
Niallem. Weszliśmy do domu i Malik zasugerował, aby się teraz spakować. Tak też
zrobiłam. Pobiegłam na górę, wyciągnęłam z szafy walizkę i zaczęłam wrzucać do
niej wszystkie ciuchy. Włożyłam do środka także laptopa i inne urządzenia.
Zasunęłam torbę i udałam się na dół. Zayn siedział już na kanapie.
- Tak szybko
się spakowałeś ? – spytałam.
- Nie brałem
dużo rzeczy – odparł.
Skierowałam
się do kuchni i zrobiłam frytki. Nałożyłam je na talerz i zaniosłam do salonu.
Pobiegłam jeszcze po ketchup, sól i picie. Wszystko położyłam na stoliku, przy
którym siedział Malik. Usadowiłam się koło niego i powiedziałam:
- Jedz.
Wzięłam sól
do ręki i chciałam posypać nią posiłek, ale Mulat krzyknął:
- Nieee !
Nie sól tego !
- Boo ? –
spytałam zdezorientowana.
- Bo wtedy
jest nie dobre.
- Że co ?
Nie zjem frytek bez soli – powiedziałam oburzona.
W tym
momencie Zayn chwycił pare do ręki, zamoczył je w ketchupie i powiedział:
- Otwórz
buzię.
- Nieeeeee –
protestowałam.
- No otwórz.
Spróbujesz i sama się przekonasz.
- Nieee –
jęczałam.
Wtedy Malik
zaczął wpychać mi je do buzi. Broniłam się rękami jak tylko mogłam, ale
niestety się nie udało. Zjadłam to co kazał, ale w tym momencie wpadłam na
genialny pomysł. Wzięłam frytkę, sypnęłam ją solą i wyszczerzyłam się do Zayna.
***Oczami Zayna***
Gdy
zobaczyłem jej chytry uśmiech to już wiedziałem co chcę zrobić.
- Otwórz
buzię – usłyszałem jej delikatny głos.
Lubiłem w
niej to, że w każdej wolnej chwili, droczyła się ze mną. Zaprotestowałem,
dlatego, ku mojemu zdziwieniu, Meg wgramoliła mi się na kolana, siadając
okrakiem. Próbowała wepchać mi jedzenie do buzi, ale ja nie dawałem za wygraną.
Gdy już zaczęłam mnie prosić, uległem. Zjadłem to co kazała i skrzywiłem się.
- Słone –
powiedziałem.
- Takie ma
być – słodko się uśmiechnęła.
Nie zważając
na konsekwencje, gwałtownie przysunąłem ją do siebie i złożyłem na jej ustach
czuły pocałunek. Odwzajemniła go. Byłem wtedy najszczęśliwszym mężczyzną na
ziemi.
***Oczami Meg***
Chciałam,
żeby w końcu zjadł tą frytkę, dlatego zaczęłam go prosić. Malik zlitowałam się
nade mną, a ja zadowolona z siebie wyszczerzyłam się do niego. W tym momencie
Mulat gwałtownie przysunął mnie do siebie i pocałował. Nie wiedziałam co robię,
przez co odwzajemniłam to. Poczułam jak
Zayn się uśmiecha. Po chwili przygniótł mnie jego ciężar. Pocałunek stawał się
co raz bardziej namiętny, ale wtedy na szczęście powrócił zdrowy rozsądek.
Odepchnęłam Bruneta i podniosłam się do pozycji siedzącej. Mulat zrobił to
samo, po czym spytał:
- Czemu
przerwałaś ? Zrobiłem coś nie tak ?
- Nie Zayn.
Po prostu to nie powinno się zdarzyć. Zapomnijmy o tym.
- Jak chcesz -powiedział obojętnie , a w jego oczach było
widać smutek – Włączę jakiś film – dodał.
Malik
podszedł do DVD i włożył do środka płytę. Potem zgasił wszystkie światła i
dosiadł się ponownie do mnie.
- Horror ? –
spytałam niepewnie.
- Tak –
wyszczerzył się.
- Zayn
błagam cię nie. Zaświeć chociaż światło – jęczałam.
- Nie
marudź. Kładź się – wskazał na swoje kolana.
Położył na
nich poduszkę, a ja wygodnie się ułożyłam.
- Nie bój
się. Jestem tutaj – usłyszałam przyjemny szept.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej hej hej . Dziękujemy za komentarze pod tamtym rozdziałem. To naprawdę dla nas dużo znaczy. Rozdział pisany przed chwilą na szybko, więc przepraszamy za błędy :) Love you ;*
...Because we love more than this...<3
SEE YA ! ;*


