***Oczami Zayna***
Wszedłem do
łazienki i zacząłem krzyczeć.
- A…!!
Ałłłaaa…!! Meg pomocy !!! – wydusiłem z siebie, tłumiąc śmiech, a dziewczyna
nie mogła powstrzymać pisku.
Wyleciałem z
pomieszczenia i krzyknąłem:
- Nic tam
nie ma ! Możesz iść się przebierać !
Ona
popatrzyła na mnie przerażonym wzrokiem, a po jej policzku spłynęła łza.
- Ale jak..
ty… gdzie… tam? – wyjąkała.
Zatkało
mnie.
- Nie
chciałem Cię przestraszyć. To…To tylko takie żarty – przytuliłem ją, a ona mnie
odepchnęła.
- Nie
dotykaj mnie ! – warknęła i szybko weszła do łazienki.
Podszedłem
do ściany i zacząłem bić w nią głową. Co ze mnie za debil?! Dziewczyna
przerażona, a ja jeszcze ją straszę. Po chwili Meg weszła z powrotem do
pomieszczenia i popatrzyła na mnie groźnym wzrokiem.
- Znowu
wszystko zawaliłem? – spytałem z grymasem na twarzy.
- Nigdy
więcej tak nie rób – podeszła do mnie i wtuliła się.
Zdziwiło
mnie to, więc dopiero po kilku sekundach odwzajemniłem uścisk. Musi być
naprawdę przerażona jeśli nie ma ochoty na kłótnie. Uniosła lekko głowę i
popatrzyła w moje oczy. Wydawało mi się, że chce w nich coś odszukać. Tylko co?
Czy ona chce mnie pocałować? Nachyliłem się, ale ona tylko cmoknęła mnie w
policzek, wzięła torebkę i powiedziała:
- To jak
jedziemy?
- Em.. Jasne
chodźmy, ale chyba jakieś podziękowanie się należy? – złożyłem usta w dzióbek.
- Podziękuję
jak będziemy w domu – złapała mnie za rękę i pociągnęła na dół.
Gdy
schodziliśmy po schodach, Meg zatrzymała się i wymamrotała:
- Idź pierwszy…
Albo nie… Chodźmy koło siebie.
- Jak chcesz
– zaśmiałem się.
Objąłem ją
ramieniem i wyszeptałem:
- Jestem
przy Tobie, nic Ci nie grozi – ona tylko lekko się uśmiechnęła i niepewnie
zrobiła kolejne kroki w przód.
Zeszliśmy na
dół. Szatynka założyła trampki, kurtkę i pogasiła wszystkie światła. Wyszliśmy
z domu, a ja zamknąłem go na klucz. Ruszyliśmy alejką do mojego Rang Rovera.
Otworzyłem jej drzwi, a ona wsiadła do środka. Ja zrobiłem to samo. Już miałem
odpalać samochód, gdy Meg zaczęła piszczeć:
- Ktoś tam
nadal jest ! I macha nam ! – pokazała palcem w stronę ogrodu.
- Nikt nie
będzie się bawił tak ze mną ! –podniosłem głos i już miałem otwierać drzwi,
kiedy dziewczyna chwyciła mnie za rękę.
- Proszę
Cię, nie idź. Jedźmy stąd – wymamrotała.
- Muszę
przecież sprawdzić kto to.
- Nie Zayn,
nie idź. Zabierz mnie stąd. Jeszcze Ci się coś stanie – błagała.
- Czy ty się
o mnie martwisz? – podniosłem jedną brew.
-
Oczywiście, że tak – odwróciła wzrok, na co ja się tylko uśmiechnąłem.
- Nic mi się
nie stanie – pocałowałem ją i wyszedłem z auta.
Byłem nieźle
wkurzony. Wszedłem do ogrodu i wykrzyczałem:
- No wychodź
frajerze!
Nie
usłyszałem odpowiedzi. Rozglądnąłem się wkoło
i usłyszałem tylko szelest. Osoba wyleciała z krzaków i pobiegła w
stronę furtki. Ruszyłem za nim.
- Stóóóój –
warknąłem.
Pędem
rzuciłem się w stronę sprawcy, ale powoli traciłem go z oczu. Wbiegłem do parku
i widziałem jeszcze jego sylwetkę jak znika za zakrętem. Skąś znam tego faceta,
tylko skąd ? Bez zastanowienia biegłem
dalej. Niestety zgubiłem go.
- Cholera -
wrzasnąłem i uderzyłem pięścią o drzewo, przy którym stałem.
Szybkim
krokiem wróciłem do Meg. Siedziała skulona w samochodzie. Chyba łkała. Szybko wsiadłem do środka i od
razu ją przytuliłem.
- Mała nie
płacz – wyszeptałem. – Już zabieram cię do mnie. Tam nic ci nie będzie grozić –
dodałem po chwili.
- Dzięki –
wymamrotała, po czym lekko się uśmiechnęła. Popatrzyłem czule na nią i
przyłożyłem rękę do jej policzka. Kciukiem otarłem jej łzy i cmoknąłem w czoło.
Przekręciłem kluczyki w stacyjce i odpaliłem samochód. Po paru sekundach
ruszyliśmy.
***Oczami Julie***
Siedziałam w
aucie mojego brata. Noc spędziłam w jego domu, a teraz jadę do mojego
rodzinnego miasta, oddalonego od Krakowa o jakieś 100 km. Pogoda w Polsce, w
porównaniu do Londyńskiej jest dużo lepsza. Tutaj panuje upał, a na niebie nie
ma ani jednej chmurki. Jestem wdzięczna Kamilowi, że nie pyta o przyczynę
mojego powrotu. Nie umiałabym tego wytłumaczyć. Ja samej sobie nie umiem tego
wyjaśnić. Po prostu serce mi tak kazało i już.
Po dwugodzinnej podróży dotarliśmy na miejsce.
Wysiadłam z auta, a moim oczom ukazał się kremowy dom, z którym wiązałam dużo
wspomnień. Powoli otworzyłam drzwi wejściowe, lekko w nie pukając. Niestety nie
dostałam żadnej odpowiedzi. Ściągnęłam więc buty i weszłam do środka. Nikogo
tam nie zastałam , oprócz mojego ukochanego chomika, którego musiałam zostawić
w Polsce. Wyszłam na taras. Mój tata kosił właśnie trawę, a brązowy wyżeł
siedział pod drzewem i rozprawiał się ze swoją piłką. Gdy zwierzak mnie
zobaczył, zaczął szczekać, przez co ojciec przerwał wcześniejszą czynność.
- Tośka, nie
poznajesz mnie? – zaśmiałam się, a pies podleciał do mnie.
- Julie?
- Cześć tato
– podeszłam i przywitałam się z ojcem.
- Czemu nie
jesteś w Londynie? Kiedy przyleciałaś? -
zasypał mnie masą pytań.
-
Przyleciałam wczoraj, ale zatrzymałam się u Kamila i Sylwii, a przyleciałam bo
mam kilka spraw do załatwienia – grzecznie odpowiedziałam.
- Świetnie,
a na jak długo przyleciałaś?
- Nie mam
pojęcia. A gdzie jest Maja?
- Twoja
siostra jutro wraca z kolonii. Na pewno się ucieszy jak Cię zobaczy – posłał mi
uśmiech.
- Siostra
Twoja walizka jest u Ciebie w pokoju. Ja muszę spadać. Sylwia czeka w domu - w
tej chwili przerwał nam rozmowę Kamil.
- Jeszcze
raz dzięki. A może przyjedziecie w weekend na obiad? – zaproponowałam.
- Jasne.
Czemu nie – brat się uśmiechnął chytrze, po czym poczochrał mi włosy,
rozwalając przy tym moją fryzurę.
- Debilu ! –
wrzasnęłam i rzuciłam się na niego.
- I wróciła
dawna patologia. Dzieciaki spokój ! – powiedział ojciec.
- Dobra, tym
razem Ci odpuszczę – wytknęłam język do chłopaka, na co tata przewrócił tylko
oczami.
- Eh…
Dzieci, dzieci. Wy nigdy nie dorośniecie. – zażartował po czym wszedł do domu.
- Idę
zadzwonić. – poinformowałam brata i poszłam w kierunku oczka wodnego.
Wiele się
tutaj przy nim wydarzyło. Pamiętam jak mój kolega raz wpadł do niego. Albo jak
kąpałam w nim lalki, jak próbowałam łapać ryby, które zawsze mi uciekały. Eh…
wspomnienia. Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer Meg. Niestety nie
odpowiadała więc nagrałam się na sekretarce:
- Hej tu
Juls. Już dojechałam. Jestem w domu. Przyjeżdżasz do Polski? Oddzwoń jak
odsłuchasz tą wiadomość…
***Oczami Meg***
Rano obudził
mnie jakiś szelest i zobaczyłam Horana, który siedział obok na fotelu i jadł
żelki. Było dość wcześnie, dlatego jak zawsze, gdy mnie ktoś nagle wyrwie ze
snu, jestem rozdrażniona.
- Niall !!!
– wysyczałam przez zaciśnięte zęby, a jego słodycze spały na ziemie.
- Co? –
spytał przerażony.
- Czy ty
musisz od samego rana jeść i tym szeleścić ? – wskazałam na puste opakowanie.
- Przecież
śniadanie to najważniejszy posiłek dnia – odparł zdziwiony.
- Żelki to
dla Ciebie śniadanie? – podniosłam jedną brew.
- Nieee…
Dopiero je będę jadł – wyszczerzył się.
- Za co? –
powiedziałam i spojrzałam w górę, a on tylko się zaśmiał.
Niechętnie
wstałam i zaczęłam iść do łazienki. Miałam dzisiaj humor tak dobry jak nigdy.
Wychodziłam już po schodach, kiedy nagle przede mną pojawił się Harry bez
koszulki.
- O hej –
odezwał się zmieszany.
- Czeeeść –
powiedziałam i wskoczyłam mu w ramiona, po czym cmoknęłam go w policzek. Styles
bez skrupułów mocniej mnie przytulił i podniósł lekko nad ziemią.
- Widzę, że
humor ci dopisuje – wyszczerzył się, po czym zmierzył mnie wzrokiem i zabawnie
poruszył brwiami.
Zapewne była
to reakcja na mój strój. Miałam na sobie króciutkie spodenki, do tego bokserkę,
a to wszystko było w czarnym kolorze.
- Pięknie
wyglądasz –odezwał się.
- Opanuj się
Styles – walnęłam go w ramię. – Idę do łazienki - dodałam.
- Czekaj,
idę z Tobą – popatrzyłam na niego z miną WTF? – Żartowałem, pośpiesz się –
klepnął mnie w tyłek.
-
Haaaaaaaaarry ! – krzyknęłam, a on cmoknął w powietrzu.
Poszłam do
łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zeszłam na dół w samym ręczniku. Kuknęłam
czy nikogo nie ma w salonie, ponieważ chciałam zabrać moją torebkę. Teren był wolny, dlatego ruszyłam przed
siebie. Sięgnęłam po rzeczy, kiedy poczułam czyjeś ręce na mojej talii.
Gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam Harrego.
- Przede mną
się tak skradasz ? – spytał z cwaniackim uśmiechem.
- Przyszłam
po ciuchy – wskazałam na torbę.
- Jak dla
mnie możesz zostać w tym ręczniku.
- Ha Ha
Bardzo śmieszne –powiedziałam.
- Mówię
poważnie. – rzekł na co ja wystawiłam mu
język.
- Macie może
jakąś prostownicę ? – spytałam.
- Zayn ma u
siebie w pokoju.
- Okey, to
od niego pożyczę, dzięki – skierowałam się w stronę pokoju Mulata.
- Yyy.. Nie
idź!.. Czekaj!.. Bo ja chciałem z tobą pogadać.. – krzyczał zakłopotany.
- O czym ? –
mile się uśmiechnęłam.
- Emm.. Co
tam u ciebie ? – rzucił nagle.
- Naprawdę
cię to interesuje ? – jak zwykle podniosłam jedną brew.
- Yyy.. W
sumie to chciałem z tobą spędzić..yy..trochę czasu. – kombinował.
- Styles ! –
krzyknęłam zabawnie – Coś kręcisz ! – pogroziłam palcem.
- Wcale, że
nie – powiedział oburzony.
- Nie ? To
idę do Zayna – wyszczerzyłam się.
- Yyy. Stóój
!!! – wrzasnął spanikowany.
Jednak
szybko mu uciekłam i wbiegłam po schodach. Harry rzucił się w pościg za mną.
Zatrzymałam się przed pokojem Malika, kiedy Loczek wrzasnął:
- Nie
wejdziesz tam .
- Serio ? –
uniosłam brwi, po czym nacisnęłam klamkę.
Popchnęłam
drzwi i to co za nimi zobaczyłam strasznie zszokowało. W łóżku Mulata leżała
jakaś półnaga, wytapetowana blondyna, która głupio się do mnie uśmiechała. Za
to sam Zayn zapinał swoje spodnie. Gdy spostrzegł, że stoję w progu, strasznie
się zdziwił.
- Meg ? To
nie tak jak myślisz ! – wydusił z siebie zakłopotany.
- Nie chcę
wam przeszkadzać. Miałam zamiar tylko pożyczyć prostownicę. – powiedziałam
obojętnie.
- Yyy..
Jasne. Masz . – wręczył mi to o co prosiłam – Poczekaj na mnie na dole.
Wszystko ci wyjaśnię. – dodał po chwili.
- Ale z
czego ty chcesz mi się tłumaczyć ? – uśmiechnęłam się z kpiną wypisaną na twarzy po czym wyszłam z godnością.
Wbiegłam do
łazienki i wkurzona zrzuciłam z siebie ręcznik. Wcisnęłam się w te ciuchy i zaczęłam prostować włosy. Przy
robieniu makijażu myślałam o tym co niedawno miało miejsce. Co on sobie myśli ?
Najpierw mówi, że mnie kocha, później przyprowadza do swojego domu , a na
koniec przywleka jakąś wytapetowaną lalę, chociaż wie, że śpię w tym samym
domu, i że się o tym wszystkim dowiem ? Jeśli on ma najmniejszą nadzieję, że ja
mu to wybaczę, to się grubo myli. On chyba jeszcze nie wie z kim ma do
czynienia. Nie szanuję osób, które bawią się ludzkimi uczuciami, a on taki
jest, więc sprawa wygląda jasno. Może być dla mnie jedynie znajomym – dalekim
znajomym, ale nikim więcej. Gdy już wykonałam wszystkie poranne czynności,
złapałam prostownicę do ręki i skierowałam się ponownie do pokoju Zayna.
Zapukałam, a zza drzwi wychyliła się blondyna, którą zakrywała kilogramowa
warstwa pudru.
- Nie
przypominam sobie, żebym cię tu zapraszała – zaśmiała mi się prosto w twarz.
- Jeśli
dobrze się orientuję, to nie twój pokój – odpyskowałam. Chciała się kłócić ?
Nie ma najmniejszego problemu.
- Czego
chcesz ? – spytała.
- Oddaję
prostownicę – podałam urządzenie tej lalce, a ona szybko wyrwała mi je z ręki.
- To
wszystko ? – prychnęła.
- Taa..
- A właśnie,
jeszcze jedno… Nie zbliżaj się do Zayna, bo ..
- Bo co ? –
przerwałam jej wkurzona.
- Bo on jest
mój - powiedziała zaszczycona.
- Słuchaj.
Mam go w dupie, a ty nie podskakuj bo inaczej pół kilograma tej tapety może
zniknąć z twojej jakże pięknej twarzyczki. – wysyczałam.
- Ty się
lepiej ode mnie odczep i zostaw mojego chłopaka w spokoju – odparła szybko i zamknęła
drzwi. W tym momencie usłyszałam, że ktoś biję mi brawo. Odwróciłam się w celu
sprawdzenia kim jest tajemnicza osoba. Stał tam…
- Harry ? –
powiedziałam – Co ty robisz ? – zdziwiłam się.
- Dobrze jej
nagadałaś – wyszczerzył się.
- Wieem –
odwdzięczyłam mu się tym samym.
- Ale się
wystroiłaś.. – zmierzył mnie wzrokiem.
- Ja ? Przecież ubrałam się normalnie. –
spojrzałam na ciuchy, które mam na sobie.
- Tak, tak..
–odparł, a ja uśmiechnęłam się do niego.
Zeszłam na
dół i zobaczyłam, że Niall siedzi przy
stole i je śniadanie. Podeszłam do niego i poklepałam go po plecach, po czym
powiedziałam:
- No
Blondasku. Zbieraj się. Mamy mało czasu, a jeszcze musze jechać po swoje
walizki .
- Ale
jeszcze nie dokończyłem – wskazał z wyrzutem na pełny talerz posiłku.
- Zjesz coś
w samolocie – zasugerowałam.
- Zaraz,
zaraz.. W jakim samolocie ? – wtrącił Harry, który stał koło nas – Wyjeżdżasz
gdzieś ? – dodał.
- Taak. –
pokiwałam twierdząco głową.
- Ale po co
? I dokąd ? Mogłaś powiedzieć wcześniej,
to poleciałbym z tobą. – posmutniał.
- Jedziemy
do Polski. Niall chce przeprosić Juls, za to ja muszę przemyśleć pare spraw. –
oparłam.
- Musisz
jechać ? – spojrzał na mnie błagalnie.
- Muszę –
odezwałam się i poczochrałam jego włosy.
- Na jak
długo ? – spytał. Wtedy Niall wstał i powiedział:
- Ja wracam
razem z Juls za pare dni, a Meg za kilka miesięcy. – popatrzyłam na niego z
miną WTF, a on szybko dźgnął mnie mocno łokciem w bok.
- Że co ?
Nigdzie nie jedziesz ! Myślisz, że pozwolę ci na tak długo wyjechać ? Teraz kiedy
nie gramy żadnych koncertów i mogę spędzić z tobą więcej czasu ? O nie ! Nie
zgodzę się na to ! – Styles krzyczał.
- Nie
przesadzaj. Szybko zleci – ciągnęłam kłamstwo Horana.
- Co ty
gadasz ?! Nigdzie nie jedziesz ! – wrzeszczał.
W tym
momencie Niall złapał swoje torby i popchnął mnie szybko do wyjścia. Pędem
wbiegliśmy do taxówki i odjechaliśmy z piskiem opon.
- Po co
wymyśliłeś taką głupotę ? – spojrzałam przenikliwie na Blondaska.
- Zobaczysz.
– wyszczerzył się. – Ty pomogłaś mi, więc teraz ja chcę pomóc tobie. – dodał.
- Ale w jaki
sposób ? To co powiedziałeś Harremu nie ma najmniejszego sensu. – skrzywiłam
się.
- Zaufaj mi
i tyle. Z czasem się dowiesz o co mi chodziło. Jeszcze będziesz mi dziękować. –
przeczesał dłonią swoje włosy, przy czym trochę je rozczochrał.
Po 10
minutach dotarliśmy do mojego domu. Szybko wysiadłam z samochodu i wleciałam do
środka. Niall zrobił to samo co ja z taką różnicą, że kazał taksówkarzowi
poczekać chwilkę. Pobiegłam na górę po
schodach i zaczęłam szarpać się z walizkami. Mieliśmy godzinę do odlotu samolotu, a przecież
jeszcze trzeba dojechać na lotnisko. Mogą być korki po drodze, a poza tym
jeszcze czeka nas odprawa i te wszystkie formalności. Po prostu bałam się, że
nie zdążymy.
- Nie szarp
tak tego – powiedział Niall i wziął ode mnie moje bagaże.
- Zaraz się
spóźnimy – mówiłam zdenerwowana.
- Uspokój się. Jakby co polecimy następnym.
- To były ostatnie dwa wolne bilety do Polski
na najbliższy tydzień. Wszystko jest zarezerwowane. – tłumaczyłam mu.
- Przecież jestem
Niall Horan – wyszczerzył się, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- No co ? –
spytał nie wiedząc o co chodzi.
- Jaki ty
jesteś skromny – powiedziałam z sarkazmem.
- No wiem –
odparł zadowolony i skierował się na dół.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej. Dzięki za komentarze itp.
Musimy się pochwalić, że jesteśmy dumne z tego rozdziału. Piszcie komentarze, dodawajcie się do obserwatorów. ;)
...Because we love more than this...<3
SEE YA ! :* ^^
10 komentarzy:
OMG!!!
A ja myślałam,że nic już mnie nie zaskoczy...a tu proszę taki zwrot akcji :)Po prostu bomba i co tu dużoooo pisać szczęka mi opadła. Jedyne co mi pozostaje to pogratulowanie Wam kolejnego zaskakującego pomysłu! Oby tak dalej...:P
ale akcja ja nie moge oby to tylko nie było coś naprawde poważnego z tą tapeciarą i Zaynem oby Megan była z Zaynem a i prosze was o informowanie o nowych rozdziałach itd na moim Twitterze @PamelaBalicka a i jeszcze jedno zajebisty blog XD kOFFAM GO <333
Masakra czytam wiele opowiadań z udziałem 1D ale ten zdecydowanie najlepszy ♥ Czekam na następny rozdział z niecierpliwościa ;d
Kocham waszego bloga jest cudowny , czekam na następny rozdział :)
Super rozdział!!! Już nie mogę się doczekać następnego...<3
mam nadzieje że nie długo będzie następny ;p
uhuuh, lubię to! :D i na marginesie, to od początku byłam za Harry'm i Meg. ^
ehhh...modlę się o Zegan :)
świetnie dziewczyny ! x
To jeden z waszych najlepszych rozdziałów. Dziś nie będę się rozpisywać, gdyż mój mózg z powodu upału odmówił współpracy. Ślę pozdrowienia i miłych wakacji.
P.S. Kibicuje Harry' emu i Meg
Ten rozdział jest zacnyyy . Kocham goo , i chce Zegann ♥
Prześlij komentarz