...Because we love more than this...

...Because we love more than this... <3

poniedziałek, 14 maja 2012

Rodział 12 - "I've tried playing it cool But when I'm looking at you I can't ever be brave Cause you make my heart race."

 
***Oczami Meg***
 I co ja mam z nimi zrobić?- moje myśli buzowały…
Po 15 minutach byliśmy przy basenie. Liam cały czas dokuczał Juls i próbował ją wrzucić do domu, a Niall oczywiście mu w tym pomagałam. Za to ja wygodnie wylegiwałam się na leżaku, opalając się. Taka słoneczna pogoda w Londynie to rzadkość, a co najlepsze całe wakacje mają takie być. Niestety jutro musimy wyprowadzić psy. Mam nadzieje, że nie zdarzy się podobna sytuacja jak ostatnio.
Cieplutkie promienie ogrzewały moje ciało. Wtedy postanowiłam nawilżyć je balsamem do opalania.
- Juls ! Posmarujesz mi plecy?! – krzyknęłam w stronę przyjaciółki.
- Sorry… Aaaa… Ale… Nie… Nie mogę… Ha ha ha ha ha – odparła z przerwami na śmiech.
No tak… Niall i Liam łaskotali ją od jakiś dziesięciu minut. Jak ona to jeszcze wytrzymuje? Ja już dawno bym się po nich darła.
- Ja ci posmaruje. – odezwał się Zayn, który pochylał się nade mną i mile uśmiechał.
Nie powiem, że mnie to nie zdziwiło, no ale z konieczności tylko mu przytaknęłam. Położyłam się na brzuchu, a po chwili poczułam że Mulat siada na mnie ( bez skojarzeń) i smaruje plecy. Mam nadzieje, że przybiorą one kolor lekkiego brązu. Gdy Malik skończył spytał:
- Pomasować Cię?
- A co ty nagle taki miły dla mnie jesteś? – spytałam.
- Po prostu Cię lubię- wymamrotał.
-Ahaa… - uśmiechnęłam się pod nosem, sama nie wiedząc dlaczego.
- To jak? Bo widzę, że jesteś nieźle spięta – odparł.
- No okey, niech Ci będzie. – wyszeptałam.
Musze przyznać, że był w tym dobry. Spokojnie mogłabym powiedzieć, że jest po jakimś kursie. Wreszcie poczułam się rozluźniona. Ostatnio mnie i Juls spotykają same trudne sytuacje. A co się z tym wiąże? Oczywiście stres. Na przykład ostatnio, gdy Chris z Justinem nas nastraszyli to myślałam, że ich po prostu zabiję. Ale mniejsza z tym. Liczy się teraźniejszość. Przyjemna teraźniejszość rzecz jasna. Jak zwykle miłą chwilę musiało coś przerwać, a raczej ktoś. Usłyszałam jakiś charakterystyczny głos z lekką chrypką. Podniosłam delikatnie głowę i otworzyłam oczy. Stał tam Harry ze wzrokiem zabójcy.
- Co wy robicie? – spytał groźnie patrząc na Malika.
- Masuje ją. – odparł obojętnie Mulat.
- Przecież ty nie umiesz masować. – powiedział zielonooki z irytacja wyczuwalną w jego głosie.
- Jej się podoba. – uśmiechnął się cwaniacko.
- Nie czepiaj się go. Jest całkiem dobry. – wtrąciłam.
- Meg, mieliśmy pogadać ! ! ! – Styles prawie krzyknął.
- Póóóóóóóóóóźniej – jęknęłam.
W tym momencie lekko zdenerwowany odszedł. Zrobiło mi się go trochę żal, ale czy ja mam być na każde jego zawołanie? Nie sądzę.
- Wygodnie Ci ? – szepnął mi do ucha Mulat.
- Myyhmmm… - wymamrotałam.
Po pięciu minutach poczułam, że brunet ze mnie schodzi.
- Malik? Co jest ? – nie dostałam żadnej odpowiedzi.
Ktoś złapał mnie za biodra i przerzucił przez ramię jak jakąś lalkę. Po chwili sprawca wrzucił mnie do basenu. Miałam bardzo rozgrzane ciało, dlatego woda była dla mnie lodowata. Wynurzyłam się i już wiedziałam kto mi to zrobił.
- Lou! Ty debilu ! Zabiję cię ! – krzyknęłam wkurzona.
- Aaaa ! Ona jest niebezpieczna ! Wiejemy ! Aaaaa ! – wrzeszczał Tomlinson, udając panikę.
Wszyscy wybuchli głośnym rechotem i nawet ja nie mogłam się powstrzymać. Wyszłam z basenu i powiedziałam:
- Jesteś nienormalny.
- Dziękuję, ale lepiej dajcie mi jakąś marchewkę. – odparł BooBear.
Dochodziła siedemnasta, więc każdy poszedł do swojego domu.
***Oczami Julie***
Wszyscy rozeszli się do siebie. Była siedemnasta trzydzieści, a o dziewiętnastej miał przyjechać po mnie Liam. Trochę to dziwne. Mam mu pomóc z jakąś dziewczyną. Okey, rozumiem to, ale dlaczego spotykamy się tak późno? Żeby on przypadkiem czegoś głupiego nie wymyślił. Po nim to wszystkiego można się spodziewać. W domu nazywany jest Daddy Direction, zawsze chce uspokoić reszte i nigdy mu to nie wychodzi, ale jak przyjdzie co do czego to umie się nieźle zabawić. No i czy mam się czego obawiać ? W czym ja mam mu pomóc niby z tą dziewczyną? Mam nadzieję, że nie będzie chciał niczego na mnie testować. Ale chwila… Nawet nie wiem co ja mam ubrać. Co ja z nim mam? Postanowiłam do niego zadzwonić:
- Halo?
- Hej ! Tu Juls. – powiedziałam.
- Oooo! Hej, co tam?! – spytał wesoło.
- Bo mam do ciebie takie głupie pytanie. – oznajmiłam.
- No… dawaj. – zaśmiał się.
- Bo nie wiem gdzie jedziemy i tak sobie myślałam… W co ja mam się ubrać ? – zakłopotałam się.
- Ubierz się w co tylko chcesz. – zachichotał.
- Okey, to pa.
Musiałam brać się za przygotowanie, gdyż była już osiemnasta. Postawiłam na zwykły strój. Nieśmiertelne trampki, rurki, a do tego wszystkiego prosta bluzka z długim rękawem w kolorowe paski. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Podeszłam do lustra, aby ostatni raz się przejrzeć – nie jest tak źle – stwierdziłam.  Niedługo usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół po schodach i rzuciłam szybkie „ Wychodzę, nie czekaj na mnie ‘’ , po czym otworzyłam drzwi. Stal w nich oczywiście uśmiechnięty Liam.
- Hej ! – przywitałam się.
- Hej – przytulił mnie i lekko cmoknął w policzek. – Idziemy ? – spytał.
- Idziemy. A tak w ogóle to dokąd ? – wymamrotałam.
- Zobaczysz.– powiedział.
Podeszliśmy do auta, Payne otworzył mi drzwi, a następnie pomógł wsiąść. Ta dziewczyna ma szczęście – pomyślałam.

***Oczami Liama***
Stałem jakiś czas przed lustrem. Chyba nie wyglądałem aż tak źle. Ubrałem czarne rurki, biały t-shirt i do tego szarą marynarkę . Do tego oczywiście założyłem moje ulubione trampki. To zestawienie wyglądało całkiem nieźle. Poprawiłem jeszcze moje włosy i zrobiłem przed lustrem mój ulubiony ruch - 1,2,3  flick. W tej chwili zauważyłem, że za mną stoją Louis i Harry, którzy ledwo powstrzymują się od śmiechu.
- Uuu… A gdzie się nasz Daddy tak szykuje?– powiedział Tomlinson wybuchając śmiechem.
- To chyba nie Twoja sprawa. – odpowiedziałem oschle.
- Czemu się tak wkurzasz? – spytał Loczek.
- Nie ważne. Wychodzę i biorę samochód. Nie wiem kiedy będę. – wziąłem kluczyki do auta i wyszedłem.
Po 10 minutach byłem pod domem dziewczyn. Wysiadłem z auta i podszedłem do drzwi. Zapukałem lekko a po chwili się otworzyły. W nich stanęła Juls. Wyglądała nieziemsko.
- Hej ! – przywitała się.
- Hej – przytuliłem ją i lekko cmoknąłem w policzek. – Idziemy ? – spytałem.
- Idziemy. A tak w ogóle to dokąd ? – wymamrotała.
- Zobaczysz. – powiedziałem.
Podeszliśmy do auta, otworzyłem jej drzwi, a następnie pomogłem wsiąść.
Jadąc cały czas rozmawialiśmy. Bardzo dobrze się dogadujemy. Może jednak mój plan zadziała? Musze poczekać na rozwinięcie akcji.
W końcu Juls zapytała:
- To powiesz mi, gdzie jedziemy? Mieliśmy o czymś pogadać. – powiedziała zniecierpliwiona dziewczyna.
- Zaraz zobaczysz. Dojeżdżamy… – szepnąłem.
Widziałem w oczach Rudej niepewność. Pewnie się bała, dlatego uśmiechnąłem się do niej, po czym ona podobnie uczyniła.
Dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłem z auta, a następnie otworzyłem drzwi dziewczyny. Udaliśmy się w głąb lasu. Miałem zamiar pokazać moje ulubione miejsce. Gdy doszliśmy na polanę stanęliśmy na jej środku. Klasnąłem dwa razy dłońmi, a wtedy zapaliły się światełka rozwieszone na pobliskich drzewach. Całe miejsce rozbłysło. W tym świetle tak pięknie wyglądała. Przed nami ukazał się koc, na którym postawione były dwa talerze i pełno jedzenia. Wszystko świetnie się komponowało na tle rozgwieżdżonego nieba. Popatrzyłem na dziewczynę, która z wrażenia otworzyła usta. Stała jak wryta, a w jej pięknych zielonych oczach pojawiły się iskierki, najprawdopodobniej szczęścia i radości. Byłem zadowolony z siebie bo o taki efekt mi chodziło. Kosztowało mnie to dużo pracy, ale było warto.
- I jak podoba Ci się ?– spytałem.
- Wow! Musze przyznać, że ta dziewczyna o której mówiłeś ma szczęście. – powiedziała Juls nie odrywając wzroku od tego magicznego widoku.
Co? O czym ona mówi? O co chodzi? – pomyślałem.
- Co masz na myśli? – spytałem zdziwiony.
- Mówiłeś, że mam Ci pomóc z jakąś tam dziewczyną. Rozumiem, że to wszystko dla niej przygotowałeś. Na pewno się jej spodoba. Sama chciałabym mieć taką randkę. – oznajmiła.
- No to twoje marzenie się spełniło.
- Co? O czym ty mówisz? – popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Bo chodzi o to, że to ty jesteś tą dziewczyną. – odpowiedziałem spuszczając wzrok. Trochę się zakłopotałem. W jej oczach wyszedłem na totalnego idiotę. Mogłem to trochę inaczej rozegrać, ale już trudno, stało się.
- Naprawdę ? – popatrzyła na mnie wzrokiem przepełnionym szczęściem.
- Tak. Bo od tego czasu, kiedy zobaczyłem Cię w parku, to od razu wiedziałem, że jesteś tą jedyną. – spojrzałem na nią z czułością.
- Nie wiem co powiedzieć. Trochę mnie zaskoczyłeś.
- Dobra nie psujmy tak pięknego wieczoru. Chodźmy coś zjeść.
Delikatnie złapałem ją za rękę i lekko pociągnąłem w stronę koca. Bez oporu udała się za mną. Usiedliśmy i zaczęliśmy się delektować smakołykami, które pomógł mi przyrządzać Louis. Wyciągnąłem z koszyka truskawkę i zamoczyłem w czekoladzie, po czym przyłożyłem ją do ust Juls, a ona zwinnym ruchem ugryzła połowę. Wzięła ode mnie resztę owocu i z uśmiechem na twarzy zaczęła mnie karmić. Robiła to z taką gracją… Jak ja kocham tą dziewczynę- pomyślałem. Nie wiem kiedy ten czas zleciał. Ale trzeba było się zbierać. Podparłem się na łokciach i spostrzegłem, że Juls zasnęła, gdy patrzyliśmy na gwiazdy. Bez zastanowienia wstałem, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu. Później wróciłem po resztę rzeczy. Zapakowałem wszystko do auta, po czym sam do niego wsiadłem. Już po paru sekundach odjechaliśmy. Ale chwila… Gdzie ja ją mam zawieść? Jest późno a Meg już pewnie śpi. Jedyne co mi zostaje to wziąć ją do siebie. Gdy dojechaliśmy, ponownie wziąłem w swoje ramiona, podszedłem do drzwi i zdecydowanym ruchem kopnąłem w nie. One od razu otworzyły się pod wpływem uderzenia. Zaniosłem ją do swojego pokoju i wygodnie ułożyłem na łóżku. Przykucnąłem przy niej i długo zastanawiałem się, czy to zrobić, ale emocje wzięły górę. Pocałowałem ją lekko. Miała takie słodkie usta, które były muśnięte malinowym błyszczykiem. Ruda uśmiechnęła się. Czy to znaczy, że nie spała ? Jaki ze mnie idiota. Wziąłem koc i udałem się na kanapę…
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej wszystkim tu Ms. Horan. Niestety Ms. Malik pojechała na wycieczkę szkolną i zostawiła mnie tutaj samą ale już niedługo wraca. Mam nadzieję, że się podobał rozdział. Bardzo proszę o komentarze. One są dla nas bardzo ważne bo nie wiemy czy ktoś czyta naszego bloga czy nie. Dodaliśmy pod rozdziałami reakcje. 
Chciałybyśmy również polecić wspaniałego bloga:  

http://harrystylesismydrug.blogspot.com/
 
Już niedługo następny rozdział i uchylę rąbek tajemnicy: Będzie mnóstwo się działo. Więc zaglądajcie naszego bloga. Jak chcecie być informowane o nowych rozdziałach zostawiajcie swoje numery gg i twittery. ;)
...Because we love more than this...<3
SEE YA! ;* ^^

6 komentarzy:

Juka pisze...

Super, już nie mogę doczekać się jakiegoś kolejnego rozwinięcia akcji. Podoba mi się wasz( każdy piszecie razem?[ten pisałyście razem?])styl pisania taki lekki i przyjemny dla odbiorcy. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Do zobaczenia!

Wiki41413 end Ruda18 pisze...

bardzooo fajny rozdział nie mogę doczekać nn :):D ;*

Lanana pisze...

Ten rozdział jest boski! Chyba najlepszy! *.* Jak na razie ^^ Nie moge sie doczekać następnego! poinformuj mnie standardowo i ani mi się waż zamknąć tego bloga -,- emily-and-onedirection.blogspot.com

Zakreconanamaksa pisze...

Jest najlepszy moim zdaniem:D Podoba mi się jak nie wiem co*_* A ta scenka z Liamem przy łóżku*_* OMG*_* Kocham^^ @IsPancakeStyles twitter 32918966 gg:D xx

Natikotecek69 pisze...

Hmmm.:D Dziś natrafiłam na tego bloga przeczytałam wszystkie rozdziały i stwierdzam, że chyba zostanę na dłużej:p Bardzo fajnie piszesz/piszecie ;) W razie nudów zapraszam do mnie :>
http://naanaaanaa.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Bosko.!;*******
Czekam na kolejne rozdziały;****...!!!.