...Because we love more than this...

...Because we love more than this... <3

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Rozdział 22 - "Don't wanna be reminded Don't wanna be seen Don't wanna be without you"


***Oczami Meg***

Udałam się do mojego pokoju i pędem rzuciłam się w stronę szafy. Włożyłam jasne, jeansowe rurki, czarną bokserkę i koszulę w kratę, w barwach czerwieni. Złapałam także moją gitarę i zbiegłam na dół po schodach. Następnie udałam się do taksówki, która stała pod domem. Zapakowałam instrumenty. Dobrze, że Ruda nie wie co się święci, ale w końcu trzeba kiedyś do tego powrócić. Po chwili Juls stała już koło mnie.
- Wsiadaj – nakazałam, a ona zrobiła to, o co ją poprosiłam.
Zatrzymaliśmy się na poboczu i zapłaciłyśmy za kurs. Wyjęłam instrumenty i podziękowałam kierowcy za dojazd. Uśmiechnęłam się, a on odjechał.
- O co tu chodzi? – popatrzyła na mnie z pretensją.
- Nie marudź tylko chodź – pociągnęłam ją za rękę. Skręciłam w dobrze znaną mi uliczkę. Po chwili stanęłyśmy na ogromnej polanie. Na środku niej stało drzewo, to samo co kilka lat temu. Nic się tutaj nie zmieniło. Ten sam piękny zapach i te same piękne widoki. Gdy byłyśmy tutaj dawniej, to przez cały czas przesiadywałyśmy w tym miejscu. Juls rozejrzała się dookoła, a za chwilę na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
- Nie wierzę…
- Ale w co? – zaśmiałam się.
- W to, że tu jestem. – wyszczerzyła się.
Pociągnęłam ją i kazałam przytrzymać gitary. Wdrapałam się na drzewo i już po chwili siedziałam na grubej gałęzi. Juls zrobiła to co ja i oddała mi jeden z instrumentów.
- Od czasów Grześka nie grałam... – spojrzała na mnie smutno, po czym skierowała wzrok na gitarę.
- Dobrze wiesz, że ja też. Zawsze grałyśmy razem, ale kiedy ty przerwałaś granie, to ja musiałam zrobić to samo. Nie miałam innego wyjścia. – uśmiechnęłam się delikatnie, aby dodać jej otuchy.
- Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie, wiesz? – powiedziała po czym mnie przytuliła.
- No wiadomo, jakże inaczej. – wyszczerzyłam się.
- Taa… I jesteś bardzo skromna. – wytknęła język.
- Luuuz – zawyłam. – To jak? Gramy?- dodałam po chwili, a ona przytaknęła twierdząco głową.
Chwyciłam mocniej gitarę i przejechałam palcami po strunach. Od razu wydobyły się pierwsze dźwięki. Zaczęłam pewniej grać dobrze mi znaną piosenkę pt. „ Drunk”Ed Sheeran’a. Julie się dołączyła, a po chwili już śpiewałyśmy. Całkiem dobrze nam szło. W końcu dawniej się tym po amatorsku zajmowałyśmy. Jeszcze rok temu wrzucałyśmy na YouTube’a covery w naszym wykonaniu. Ludziom się bardzo podobały, ale my traktowałyśmy to jako czystą zabawę. W końcu nie wiązałyśmy z tym przyszłości. Wróciło to dawne uczucie. Ta miłość do muzyki nigdy nie wygasła. Skończyłyśmy śpiewać i nie wiadomo z czego, zaczęłyśmy się śmiać. Gdy się uspokoiłyśmy, powiedziałam:
- Czuję się, jakbym nigdy nie przestała grać.
- Dokładnie – uśmiechnęłyśmy się.
- Co jest? – spytała Ruda.
- A dlaczego zakładasz, że coś jest nie tak?
- Bo widzę co się ostatnio z Tobą dzieje. Co oni znowu zrobili?
- Nic po prostu jestem głupia. Spotykam się z Justinem, chociaż wiem, że nic do niego nie czuje. Kocham go jak brata, nic więcej. Natomiast Harry i Zayn… Szkoda gadać… - wyżaliłam się.
- Posłuchaj głosu serca. Niestety ja nie umiem Ci poradzić… Sama mam mętlik w głowie. Ostatnio Liam wyznał mi miłość…
- Co?! On?! Jak to?! Dlaczego ja nic o tym nie wiem? – przerwałam jej.
- A nie wspominałam Ci? –zaśmiała się.
- A wyobraź sobie, że nie. – powiedziałam z udawanym fochem.
- No to już wiesz. Do tego Niall… Nie wiem co mam robić. – posmutniała.
- A co tu jest do myślenia? Jesteście dla siebie stworzeni. Nawet ślepy zauważyłby chemię między wami. Nie widzisz, że on się stara i szaleje za Tobą?
- Taka mądra jesteś? – zaśmiała się. – Przecież spotkaliśmy ich tylko dlatego, że ty i Malik jesteście sobie pisani.
- No chyba nie – wytknęłam  język.
Nagle z nieba zaczęły lecieć ciężkie krople deszczu.
- No nie. – zawyła Ruda.
- A było tak fajnie – marudziłam.
- Dzwoń po taksówkę !
Zrobiłam tak jak mi kazała. Po 30 minutach byłyśmy już w domu. Gitarę oparłam o ścianę, ściągnęłam trampki, a mokrą torbę rzuciłam na podłogę. Poszłam do kuchni i zaczęłam szperać w szafkach. Wyciągnęłam miskę i wsypałam do niej płatki, a następnie zalałam zimnym mlekiem. Zjadłam wszystko z apetytem i ruszyłam przed telewizor. Rzuciłam się na kanapę i włączyłam TV. Spojrzałam na okno. Po szybie nadal spływały krople deszczu. Już dawno temu w Londynie nie padało, aż tak mocno.          
Przez pół godziny oglądałam jakąś denną komedię romantyczną. Mówiła o dziewczynie, w której zakochali się dwaj przyjaciele. Tak ze sobą rywalizowali, że ich wieloletnia, braterska przyjaźń się rozpadła. Wtedy ich wybranka się załamała i na zawsze wyjechała do odległego kraju. Później po paru latach cała trójka przypadkiem spotkała się w centrum handlowym. Na samą treść filmu skrzywiłam się.

***Oczami Julie***

Weszłam do domu i udałam się na górę. Mimo, iż nie czekałyśmy długo na taksówkę byłam cała przemoczona. Dziwne, dawno aż tak w Londynie nie padało. Ściągnęłam mój szary sweterek i udałam się do łazienki. Rozwiesiłam go. Podobnie uczyniłam z resztą ubrań. Postanowiłam wziąć kąpiel. Nalałam ciepłej wody do wanny i dodałam płynu do kąpania o zapachu kwiatów. Cieszę się, że Meg namówiła mnie do powrotu do muzyki. Bardzo kochałam grać  na gitarze, ale po rozstaniu z Grześkiem najwyraźniej stchórzyłam. Przez ten okres czegoś mi brakowało. Gdy usłyszałam dźwięk instrumentu poczułam obecność… mamy? Tak to ona mnie nauczyła grać. Skończywszy kąpiel, wysuszyłam włosy i usiadłam na parapecie. Krople spływały po oknie. Wyścigowały się, która wcześniej znajdzie się na dole. Przypomniałam sobie sen, który ostatnio mnie męczył. Sen o mojej mamie. Cały czas nie dawały mi spokoju jej słowa: „Kiedy czekała mnie trudna decyzja, zawsze szukałam spokojnego miejsca i próbowałam słuchać głosu serca.” Ale gdzie jest to miejsce? No przecież… Polska jest moim domem, moim miejscem spokoju, azylem. Może wyjazd do ojczyzny pomoże mi? Przemyśle wszystko i może wtedy tutaj wrócę. Sięgnęłam po telefon w celu zadzwonienia i zarezerwowania najbliższego biletu do Polski. Okazało się, że najwcześniejszy lot jest już za dwie godziny. Bez zawahania zgodziłam się i wyjęłam walizkę. Spakowałam najważniejsze rzeczy. Po chwili w moich dłoniach znalazł się mój szkicownik. Nie ! Jeśli chce wszystko przemyśleć musze to zostawić tutaj. Włożyłam go do szafki przy moim łóżku. Spakowałam do torebki książkę, portfel i komórkę. Następnie zrobiłam sobie lekki makijaż i byłam gotowa. Zostało mi trochę czasu do odlotu, więc usadowiłam się ponownie na parapecie i obserwowałam po raz ostatni, jak na razie, moje kochane miasto – Londyn...

***Oczami Meg***

Rozmyślanie przerwał mi dźwięk melodii, która dochodziła zza okna. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam Nialla. Stał smutny, grając na gitarze, wydobywając z siebie dźwięki najszczerszej prawdy. Nie mógł żyć bez Juls i tak bardzo chciał udowodnić miłość do niej. Mam nadzieję, że Julie da mu szansę. W końcu ileż można się gniewać za jakieś słowa, które ktoś wypowiedział po pijaku? Wtedy przecież człowiek zawsze bredzi...

***Oczami Julie***

Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy. W ten sposób próbowałam poukładać myśli. Miałam wątpliwości czy dobrze robię, ale zagłuszyłam te dziwne głosy. Nagle usłyszałam dźwięk gitary i kogoś śpiew. Melodia dochodziła z ogrodu. Popatrzyłam na dół. Pod moim oknem stał cały przemoczony blondyn.
- Niall? – powiedziałam sama do siebie.
Z jego ust wypływały słowa przepięknej piosenki. Mimowolnie uśmiechnęłam się sama do siebie. Ale zaraz powróciłam na ziemie i przypomniałam sobie wszystko, za co tak znienawidziłam Horana. Łzy cisnęły mi się do oczu, ale powstrzymałam je. Złapałam walizkę, torebkę i zeszłam na dół. Meg siedziała oczywiście w salonie.
- Meg. Jadę do Polski. Muszę to wszystko przemyśleć. Jeśli będziesz też potrzebowała przyjechać to masz lot za dwa dni, zarezerwowałam ci bilet. I nie mów Horanowi gdzie jadę. – powiedziałam do przyjaciółki, ubierając przy tym moją niebieską, skórzaną kurkę.
- Ale jak to wyjeżdżasz? Ale przecież Niall… Niall tam stoi… On się tak stara… Dobra nic mu nie powiem… - dziewczyna była zaskoczona.
- Żadna głupia piosenka nie zmieni tego, że go nadal nienawidzę. Muszę już lecieć. Taksówka przyjechała. Pa. – cmoknęłam przyjaciółkę na pożegnanie i wyszłam z domu.
Alejką udałam się w stronę pojazdu. Było bardzo zimno, a wiatr i deszcz na pewno nie pomagał. Kierowca wyszedł i schował mój bagaż. Już miała wsiadać kiedy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam gwałtownie głowę i zobaczyłam niebieskookiego.
- Gdzie ty jedziesz? – spytał Niall.
- Nie twoja sprawa. – rzuciłam próbując się wyrwać z jego uścisku.
- Ale nie rozumiesz?! Ja cię kocham ! Nie pozwolę Ci tak odejść! – krzyczał.
- Mam Cię już dość ! Daj mi święty spokój ! – wyswobodziłam się i zamknęłam za sobą drzwi, dając znak taksówkarzowi, aby odjechał.
Horan rzucił się pędem za samochodem, ale nie miał szans nas dogonić. Mimowolnie pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. To miały być najlepsze wakacje. Nowe miasto, nowe życie. Okazało się, że nie jest ono lepsze od wcześniejszego. Zakochałam się… Miało być tak wspaniale, ale niestety nie było. Wysiadłam z taksówki i skierowałam się do odprawy.
Siedziałam już na swoim miejscu, ale miałam jeszcze trochę czasu do odlotu więc wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer:
- Hej Kamil. Gdzie jesteś?
- Siema siostra. No jestem w domu, a co?
- Mógłbyś  mnie odebrać z lotniska w Krakowie? – spytałam.
- Przecież jesteś w Londynie.
- Tak. Ale wracam na jakiś czas do Polski.
- Aha. Opowiesz mi co się stało  jak się spotkamy. Jak już wylądujesz zadzwoń. Przyjadę po Ciebie.
- Dzięki. Pa. – rozłączyłam się.
Wyciągnęłam z torebki MP4 i włożyłam słuchawki do uszu. Następnie wzięłam do ręki książkę i zaczęłam czytać. Uwielbiałam Love Story, ale ostatnio nie miałam czasu na to. Może teraz to się zmieni?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej. Przepraszamy, że ten rozdział wyjątkowo jest krótki, ale obiecujemy, że kolejne będą dłuższe. I na pewno będzie się dużo dziać.

Po prawej stronie pojawiła się ankieta. Zachęcamy do wzięcia w niej udziału.  

...Because we love more than this...<3

SEE YA ! :* ^^

3 komentarze:

Unknown pisze...

przegiełyście pałę...
po prostu... no ... mistrzowski rozdział!
czekam do piątku, oczywiście :) x

Cassie & Zoey pisze...

hej, zapraszamy na drugi rozdział naszego opowiadania o one direction - http://hard-bland-sensitive.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

To opowiadanie sensu -,-' Niby o 1D ale jest jakieś pojebane!!! Przestań pisać idiotko!!!~ Asia