*** Oczami Zayna ***
Już przez
godzinę szukaliśmy tych zwierzaków. Meg posmutniała i co raz słabiej
wypowiadała imiona dwóch suczek. Po 10 minutach zorientowałem się, że szatynki
nie ma koło mnie. Odwróciłem się i zobaczyłem ją szlochającą na ławce z
podkulonymi nogami. Nie mogę na nią patrzeć, gdy jest tak załamana. Bez zastanowienia
dosiadłem się do niej. Niepewnie ją objąłem, a ona ku mojemu zdziwieniu nie
zaprotestowała. To chyba pierwsza sytuacja, kiedy nie wyjechała na mnie z
krzykiem, ale jak najbardziej mi to odpowiadało. W końcu odważyłem się i
zacząłem szeptać jej do ucha.
- Spokojnie,
wszystko będzie dobrze. To przecież szczeniaki, nie mogły daleko odejść. Na
pewno się znajdą i już nie płacz, bo wolę widzieć cię uśmiechniętą.
- Dzięki –
odpowiedziała i lekko cmoknęła mnie w policzek. – od razu na mojej twarzy pojawił
się wielki banan.
- Nie wierzę
. – rzuciłem nagle.
- Ale w co ?
– spytała ze zdziwieniem.
- Ty mi
dałaś buziaka! Uśmiechasz się do mnie i co najważniejsze nie krzyczysz, ani nie
patrzysz na mnie z obrzydzeniem.
- Masz z tym
jakiś problem ? Po prostu odwdzięczam się za pomoc- odpowiedziała.
- A tak nie
chciałaś mojej pomocy –oznajmiłem rozmarzony.
Nie
wiedziałem co robię. Powoli przybliżałem swoją twarz do jej i już miałem ją
pocałować, kiedy ona przerwała:
- Yyyy.. Co
ty robisz ? – spytała
- Nic.. Ja
przepraszam.. ja… - jąkałem się. Chyba to wyczuła i powiedziała:
- Spoko, nic
się nie stało. Wracamy ?
- Tak…
Chodźmy.
*** Oczami Nialla ***
Stałem
opierając się o drzewo i ciągle myśląc o nowo poznanej dziewczynie, kiedy nagle
zobaczyłem dwa biegające labradory. Zdziwiło mnie to bo nie było obok nich
żadnego opiekuna. Postanowiłem już wracać do domu. Po upływie dłuższego czasu
zobaczyłem nikogo innego jak Julie. Chodziła zdenerwowana ciągle kogoś wołając.
Zaniepokoiłem się, więc podbiegłem do niej truchtem i złapałem ją za rękę. Wzdrygnęła
się po czym odwróciła w moją stronę i popatrzyła na mnie oczami, w których
można było dostrzec łzy.
- Co się
stało ? – spytałem zmieszany
- Bo…bo… -
nie mogła wydusić z siebie słowa.
- Juls, mów
natychmiast co się stało. Ktoś ci coś zrobił ? – przez moją głowę przechodziły
tysiące mrocznych myśli.
- Wszystko
jest okey, oprócz tego, że wraz z Meg zgubiłyśmy psy, które wyprowadzamy na
spacery. One nie należą do nas i w tym tkwi cały problem – pisnęła.
- Hmm… Niech
zgadnę, czy to nie były przypadkiem dwa biszkoptowe labradory ? – uśmiechnąłem
się do niej najładniej jak tylko potrafiłem.
- Skąd wiesz
? Widziałeś je może ?- spytała z wyczuwalną nadzieją w głosie.
- Mooooże –
specjalnie przedłużałem słowa, aby się z nią trochę podrażnić.
- Co? Gdzie
? Zaprowadź mnie tam szybko. – powiedziała zdenerwowana i pociągnęła mnie za
rękę.
- Dobra,
dobra, spokojnie. Kierujmy się w stronę fontanny. – oznajmiłem.
Ruszyliśmy w
tym kierunku. Gdy zobaczyła psy od razu pobiegła w ich stronę, usiadła na
trawie i zaczęła przytulać każdą z nich. Po chwili wyciągnęła smycze i
przypięła je do dwóch obroży. W pewnym momencie podeszła do mnie i podziękowała
za odnalezienie jej suczek. Niespodziewanie, delikatnie musnęła mój policzek
swoimi wargami. Lekko się zarumieniłem, co w moim przypadku jest dziwne, gdyż,
nigdy tak nie reagowałem. Ruszyliśmy w kierunku Meg, do której zadzwoniła
wcześniej Julie. Gdy doszliśmy na miejsce, oniemiałem. ZAYN PRZYTULAŁ
SZATYNKĘ. Zrobiłem minę WTF. Najpierw na
niego krzyczy, a teraz się do niego tuli. Popatrzyłem na Juls, tak samo jak ja
nie wiedziała o co chodzi. Kiedy podeszliśmy bliżej, dziewczyna odskoczyła od
Malika i lekko speszona wzięła jedną z suczek na ręce. Ruda zrobiła to samo.
- Ooo jakie
słodkie. Mogę jednego zatrzymać ? Proooszę – jęczał mulat z oczami kota ze
Shrek’a .
Gdy to
zobaczyłem, zrobiłem facepalm i wybuchnąłem ogromną salwą śmiechu, a dziewczyny
uczyniły podobnie. Zayn spojrzał na nas wzrokiem mordercy.
- To źle, że
lubię małe pieski ? – spytał
- Nie, Malik
to bardzo dobrze, że lubisz małe pieski. – odpowiedziała rozbawiona Meg, po
czym Malik od razu wyszczerzył się do niej i puścił oczko.
To wzbudziło
zakłopotanie dziewczyny.
- Dobra,
dzięki za pomoc w szukaniu, my musimy już chyba spadać – oznajmiła szatynka i
jak zwykle pociągnęła za sobą koleżankę. Nie zdążyliśmy powiedzieć ani słowa.
Byłem wkurzony na siebie, bo tyle czasu spędziłem z Julie, a ja nadal nie mam
jej numeru.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Rozdział trochę krótki, ale wierzcie mi na słowo, że dwa następne wam się spodobają :D Będą pełne strachu i niepokoju, więc się szyyykujcie :D W końcu zauważyłyśmy, że ktoś to czyta i chciałyśmy podziękować za ponad 290 wejść, nawet nie wiecie ile to dla nas znaczy . UWAGA ! 4 KOMENTARZE = NASTĘPNY ROZDZIAŁ ! :D
...Because we love more than this...<3SEE YA ! ;* ^^
2 komentarze:
Ja potrzebuję nowego rozdziału tu i teraz, a nie po 4 komach.. :< Może przeżyję. ^ Ale cudny jest, na prawdę. Malik Zakochany - lubię to. :D
Suuuperrr ♥ boskieee :3
Prześlij komentarz