...Because we love more than this...

...Because we love more than this... <3

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Rozdział 4 - Under the lights tonight... You turned around and you stole my heart...With just one look...When I saw your face...I fell in love...It took a minute girl to steal my heart, tonight...With just one look, yeah. I've been waiting for a girl like you...;D


*** Oczami Zayna ***
Już przez godzinę szukaliśmy tych zwierzaków. Meg posmutniała i co raz słabiej wypowiadała imiona dwóch suczek. Po 10 minutach zorientowałem się, że szatynki nie ma koło mnie. Odwróciłem się i zobaczyłem ją szlochającą na ławce z podkulonymi nogami. Nie mogę na nią patrzeć, gdy jest tak załamana. Bez zastanowienia dosiadłem się do niej. Niepewnie ją objąłem, a ona ku mojemu zdziwieniu nie zaprotestowała. To chyba pierwsza sytuacja, kiedy nie wyjechała na mnie z krzykiem, ale jak najbardziej mi to odpowiadało. W końcu odważyłem się i zacząłem szeptać jej do ucha.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. To przecież szczeniaki, nie mogły daleko odejść. Na pewno się znajdą i już nie płacz, bo wolę widzieć cię uśmiechniętą.
- Dzięki – odpowiedziała i lekko cmoknęła mnie w policzek. – od razu na mojej twarzy pojawił się wielki banan.
- Nie wierzę . – rzuciłem nagle.
- Ale w co ? – spytała ze zdziwieniem.
- Ty mi dałaś buziaka! Uśmiechasz się do mnie i co najważniejsze nie krzyczysz, ani nie patrzysz na mnie z obrzydzeniem.
- Masz z tym jakiś problem ? Po prostu odwdzięczam się za pomoc- odpowiedziała.
- A tak nie chciałaś mojej pomocy –oznajmiłem rozmarzony.
Nie wiedziałem co robię. Powoli przybliżałem swoją twarz do jej i już miałem ją pocałować, kiedy ona przerwała:
- Yyyy.. Co ty robisz ? – spytała
- Nic.. Ja przepraszam.. ja… - jąkałem się. Chyba to wyczuła i powiedziała:
- Spoko, nic się nie stało. Wracamy ?
- Tak… Chodźmy.


*** Oczami Nialla ***
Stałem opierając się o drzewo i ciągle myśląc o nowo poznanej dziewczynie, kiedy nagle zobaczyłem dwa biegające labradory. Zdziwiło mnie to bo nie było obok nich żadnego opiekuna. Postanowiłem już wracać do domu. Po upływie dłuższego czasu zobaczyłem nikogo innego jak Julie. Chodziła zdenerwowana ciągle kogoś wołając. Zaniepokoiłem się, więc podbiegłem do niej truchtem i złapałem ją za rękę. Wzdrygnęła się po czym odwróciła w moją stronę i popatrzyła na mnie oczami, w których można było dostrzec łzy.
- Co się stało ? – spytałem zmieszany
- Bo…bo… - nie mogła wydusić z siebie słowa.
- Juls, mów natychmiast co się stało. Ktoś ci coś zrobił ? – przez moją głowę przechodziły tysiące mrocznych myśli.
- Wszystko jest okey, oprócz tego, że wraz z Meg zgubiłyśmy psy, które wyprowadzamy na spacery. One nie należą do nas i w tym tkwi cały problem – pisnęła.
- Hmm… Niech zgadnę, czy to nie były przypadkiem dwa biszkoptowe labradory ? – uśmiechnąłem się do niej najładniej jak tylko potrafiłem.
- Skąd wiesz ? Widziałeś je może ?- spytała z wyczuwalną nadzieją w głosie.
- Mooooże – specjalnie przedłużałem słowa, aby się z nią trochę podrażnić.
- Co? Gdzie ? Zaprowadź mnie tam szybko. – powiedziała zdenerwowana i pociągnęła mnie za rękę.
- Dobra, dobra, spokojnie. Kierujmy się w stronę fontanny. – oznajmiłem.
Ruszyliśmy w tym kierunku. Gdy zobaczyła psy od razu pobiegła w ich stronę, usiadła na trawie i zaczęła przytulać każdą z nich. Po chwili wyciągnęła smycze i przypięła je do dwóch obroży. W pewnym momencie podeszła do mnie i podziękowała za odnalezienie jej suczek. Niespodziewanie, delikatnie musnęła mój policzek swoimi wargami. Lekko się zarumieniłem, co w moim przypadku jest dziwne, gdyż, nigdy tak nie reagowałem. Ruszyliśmy w kierunku Meg, do której zadzwoniła wcześniej Julie. Gdy doszliśmy na miejsce, oniemiałem. ZAYN PRZYTULAŁ SZATYNKĘ.  Zrobiłem minę WTF. Najpierw na niego krzyczy, a teraz się do niego tuli. Popatrzyłem na Juls, tak samo jak ja nie wiedziała o co chodzi. Kiedy podeszliśmy bliżej, dziewczyna odskoczyła od Malika i lekko speszona wzięła jedną z suczek na ręce. Ruda zrobiła to samo.
- Ooo jakie słodkie. Mogę jednego zatrzymać ? Proooszę – jęczał mulat z oczami kota ze Shrek’a .
Gdy to zobaczyłem, zrobiłem facepalm i wybuchnąłem ogromną salwą śmiechu, a dziewczyny uczyniły podobnie. Zayn spojrzał na nas wzrokiem mordercy.
- To źle, że lubię małe pieski ? – spytał
- Nie, Malik to bardzo dobrze, że lubisz małe pieski. – odpowiedziała rozbawiona Meg, po czym Malik od razu wyszczerzył się do niej i puścił oczko.
To wzbudziło zakłopotanie dziewczyny.
- Dobra, dzięki za pomoc w szukaniu, my musimy już chyba spadać – oznajmiła szatynka i jak zwykle pociągnęła za sobą koleżankę. Nie zdążyliśmy powiedzieć ani słowa. Byłem wkurzony na siebie, bo tyle czasu spędziłem z Julie, a ja nadal nie mam jej numeru.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział trochę krótki, ale wierzcie mi na słowo, że dwa następne wam się spodobają :D Będą pełne strachu i niepokoju, więc się szyyykujcie :D W końcu zauważyłyśmy, że ktoś to czyta i chciałyśmy podziękować za ponad 290 wejść, nawet nie wiecie ile to dla nas znaczy . UWAGA ! 4 KOMENTARZE = NASTĘPNY ROZDZIAŁ ! :D

...Because we love more than this...<3
SEE YA ! ;* ^^ 

2 komentarze:

Karoline. pisze...

Ja potrzebuję nowego rozdziału tu i teraz, a nie po 4 komach.. :< Może przeżyję. ^ Ale cudny jest, na prawdę. Malik Zakochany - lubię to. :D

Anonimowy pisze...

Suuuperrr ♥ boskieee :3